kajka68
21.06.08, 06:04
nie pisałam nic o mężu ,bo w sumie nie było o czym...brał leki,leżał do 13-15
i jakoś spokój był.Wiadomo depresja ,więc na siłę z łóżka wywalać nie będe.tak
było do niedawna...od kilku tygodni mial malenie wybuchy,ale w normie- jak
kazdy.przedwczoraj mnie powalił...z pierdoły jakieś wyszła awantura rzucił
talerzem z obiadem na podłogę ,wyzwał mnie od "szmat"itp...teraz cisza,wczoraj
kolega przyjechał no i flaszka wylądowała na stole.wypili ,poszli spać.nie
wiem jak będzie dzisiaj - nic z tego nie rozumiem- wracamy do normalności czy
wracamy do choroby?Zabrania mi kontaktów z jego psych-boi się jak ognia ,żebym
się tylko z nią nie spotkała.a ja mam wielką ochotę,bo nie rozumiem co sie
dzieje.nie chce znów przez to piekło przechodzić.Nie chcę ,zebyu moje dzieci
znów to widziały ,słyszały,czuły...acha..on bierze cały czas leki i do lekarza
chodzi...