Dodaj do ulubionych

Umiec prosic

13.01.06, 18:39
Tylko kilka zdan, bo moj limit niedoczasu ;-((( sie konczy.

Jak nauczyc sie prosic? Ja mam z tym powazny problem - wychowano mnie,
owszem, w ogromnej milosci, ale i w wyjatkowo silnym przeswiadczeniu, ze
odpowiadam za siebie: jestem ja sama, potem dlugo, dlugo nic, a potem,
ewentualnie, w sytuacji absolutnie podbramkowej, moge prosic o pomoc (no,
chyba, ze ktos sam sie wczesniej zaoferuje).

Pana Boga tez nie prosze, nigdy nie prosilam. Moze dlatego nie "odzyskalam"
wiary, jak mialam przed soba rychla perspektywe zycia nie calkiem
doczesnego wink)).

Moja corka tez nie umie prosic.
Boryka sie, boryka - az sobie sama poradzi. Miec nic nie chce ;-O.
A mam wrazenie, ze nie byloby zle ja tego nauczyc. Tylko jak, samemu nie
umiejac?
Obserwuj wątek
    • darcia73 Re: Umiec prosic 13.01.06, 20:57
      Jestem zupełnie inna. Nie wierzę we własne siły, jakoś tak od dziecka, kiedy
      zaczęłam odczuwać obecność Boga zapoczątkowałam okres „proszenia”. Który trwa
      do dziś. Nikt mnie tego nie uczył. Wydaje mi się, ze w genach mam słabość
      charakteru a Bóg jest dla mnie jedynym oparciem.
      Pamiętam jak wieczorem jako siedmiolatka klękałam na łóżku i prosiłam o
      wszystko, o każdy drobiazg w moim życiu. Potem nauczyłam się dziękować, ale
      niestety długo później. Teraz proszenie jest nieodzownie związane z
      dziękowaniem.
      Nie umiem już żyć bez Boga, bo On mi pomaga w każdej sytuacji.
      Wszystko powierzam Jemu, od chwili otwarcia oczu rano, do zamknięcia wieczorem.
      Wiem, że nie jestem samowystarczalna. I pomimo tego, ze czasami dostaję kopa od
      życia, to zaraz biegnę do Pana, by mu się wypłakać i wymodlić strategię
      działania.
      Prawie wszystko w moim życiu jest wymodlone. Nawet zmiana mieszkania.
      Większe mieszkanie to było moje marzenie, mówiłam o tym Bogu, ale jakoś nie
      zastanawiałam się, kiedy to nastąpi i czy w ogóle nastąpi, bo po prostu nie
      miałam pieniędzy na taką zamianę. Kupiec na moje stare mieszkanko zgłosił się
      sam i zaproponował bardzo dobrą cenę jak na taki standard i bez pośrednictwa
      agencji i płacenia jej haraczu (do remontu, stare 37 metrowe w 30-letnim bloku
      z płyty), kiedy się zastanawiałam czy jest sens zmieniać mieszkanie o i pytałam
      o to Boga okazało się przypadkiem, ze moja spółdzielnia jest w trakcie
      realizacji inwestycji - budowy bloku na nowym osiedlu a właśnie ktoś,
      kto „zamówił” sobie wcześniej 3 pokojowe mieszkanie na 1-szym piętrze
      zrezygnował i nie przyszedł podpisać umowy. Budowa była w trakcie, ceny z
      zeszłego roku wiec różnica miedzy sprzedażą mojego starego a kupnem nowego była
      bardzo mała, W międzyczasie okazało się, że miałam książeczkę mieszkaniową,
      wystarczył minimalny kredyt i czekam jeszcze kilka miesięcy na klucze,
      mieszkając na stancji. Ta stacja to tez cud – akurat moja koleżanka kupiła
      mieszkanie i wyprowadzała się z tej stancji, właścicielką jest kuzynka jej męża
      wiec wynajem jest symboliczny (czynsz + drobna kwota) a szukała kogoś
      znajomego, kto wprowadzi się w ciągu kilku dni. Dla mnie to pasowało, bo
      również musiałam wyprowadzić się ze starego mieszkania w podobnym terminie.
      To było wyproszone i wymodlone. Chwała Bogu za te wszystkie cuda. W ciągu dwóch
      miesięcy – prawdziwa rewolucja „mieszkaniowa”.
      Ludzi zazwyczaj nie proszę, nie lubię. Chyba ze wyczuję, ze moja prośba nie
      jest problemem. W relacjach międzyludzkich lubię być samowystarczalna. Co nie
      znaczy, ze zawsze mi się to udaje. Zawsze doceniam wyciągniętą, pomocną dłoń od
      innego człowieka, dziękuję za to Bogu i błogosławię tę osobę.
      Bóg mi wystarcza. Wiem, ze się o mnie troszczy i daje mi to ogromny komfort.
      Czy można nauczyć się prosić? Dla mnie to proszenie i wołanie do Boga jest tak
      naturalne, ze sama chętnie poczytam, jak to jest u innych.
      • yamadam2 Re: Umiec prosic 13.01.06, 22:54
        Darcia jak to przeczytałam to łza mi się zakręciła w oku,jak by czytała o sobie.
        Mnie to przyszło naturalnie, ale moja córcia o nic nie potrafi prosić dlatego
        ją tego uczę.
      • tres_ka Re: Umiec prosic 15.01.06, 13:49
        Darciu, dziękuję za to co napisałaś. Ja chyba też nie potrafię prosić, zwłaszcza
        dla siebie. Dla kogoś to i owszem, ale prosić o coś dla siebie zawsze mi było
        jakoś "głupio". Wyrosłam w przekonaniu, że muszę radzić sobie sama. Ale na
        dłuższą mętę ciężko z tym się żyje.

        Zastanawiałam się ostatnio czy wypada prosić Pana Boga o mieszkanie. Tzn.
        prosić o znalezienie jakiegoś rozwiązania w tej sprawie. Własnego M nie mamy i
        nie zanosi się na to, żebyśmy w najbliższym czasie mieli. Musiałby się zdarzyć
        jakiś cud. Ale przecież może się zdarzyć...
    • kulinka3 Re: Umiec prosic 14.01.06, 07:06
      Ja w biegu, bo zaraz ruszamy pod samiuśkie Tatry...
      W postawie dziecka doświadczenie własnej niewystarczalności jest chyba trochę
      naturalne (przynajmniej u moich dzieci).
      My dorośli w takich " ludzkich" sytuacjach tracimy tę cechę na rzecz radzenia
      sobie aż do bólu z każdym problemem, odpowiedzialności, pokazania jacy jesteśmy
      zaradni i zorganizowani.A przecież nie radzimy sobie z każdym problemem i każdą
      sytuacją, nie jesteśmy omnibusami.U mnie ten brak proszenia to na pewno kwestia
      pychy.Lekarstwem okazało się zdanie mojego spowiednika smile))Prosząc, pomagasz
      sobie i dajesz innym okazję do uczynienia dobra.To dobro może być dla nich
      bardzo ważne, bo może nie mają zbyt wielu okazji, by je czynić.
      Jeśli Twoja córka ma z tym problem, myślę że warto ją tego uczyć.
      A może to kwestia "tatowej" opieki? Faceci mają chyba większy problem żeby
      prosić i uczą dzieciaki, jak sobie radzić samemu.
      To tak na szybko co mi przyszło do głowy.
      Pozdrawiam wszystkich ciepło, a Tobie Isma pomacham z autostrady.


    • sion2 Re: Umiec prosic 14.01.06, 22:16
      Jestem w sytuacji nieustannego proszenia o coś, codziennie, kilka osób. To
      dopiero wyzwanie dla pychy smile)))).
      Dochodze często już do stanu że nie zalezy mi żeby wyzdrowieć, niech się zgadzam
      na chorobę do końca zycia "ale żebym tylko była samowystarczalna" a to się
      przecież wyklucza wzajemnie.
      Ja musze prosić o przyniesienie mi z pokoju czegoś z góry często, o wykupienie
      recepty, o podwiezienie do kościoła, o zakupy, o sprzątnięcie, o przywiezienie
      mi czegoś, o wysłanie listu itd. itd. Każda sprawa którą załatwiam wymaga
      ustawienia kilku osób. Poniewaz staram się być aktywna to mam często tyle spraw
      telefonicznie do uzgodnienia albo mailami że zapominam o co mam kogo prosić!

      I wiecie co? To jest wielka łaska mieć taki stan. Oczywiście buntuję się ale...
      przez to że jestem chora a rozkręciła się tak bardzo akcja pomagania innym,gdzie
      tyle się dzieje a gdzie ANI JEDNEJ RZECZY nie mogę załatwić bez pomocy drugiej
      osoby: ani uczenia dzieci, ani lekarza, ani darów, ani ubran, ani rozmów ze
      szkołą ani nawet dostarczenia czegokolwiek potrzebującym - ZAWSZE potrzebny jest
      ktoś i ZAWSZE ten ktoś się pojawia - przez to ja wiem, że to działa Bóg. Chce mi
      i wszystkim powiedziec że to On jest jedyny mocą i jest jednym oparciem realnym,
      On panuje nad wszystkim, On ludzkie serca nakłania i nimi się posługuje i nawet
      gdybym ja leżała sparalizowana nie byłoby dla Niego przeszkodą to abym mogła
      pomgać innym. Tak własnie uważam smile.

      A ja sama jestem niedowiarkiem. Ciągle obawiam sie przyszłości. Ciągle buntuję
      się na proszenie we własnych sprawach, korzyć sie i błagać ludzi dziesiątki razy
      w ciągu miesiąca.... bardzo to trudne. A jak ktoś pomaga mi stale od razu rości
      sobie prawo do rządzenia moim życiem, często do traktowania mnie jak worka
      kartofli do przewiezienia... alez trudno się z tym pogodzić.
      Wiele duchowych osób mi mówi ze ludziom samodzielnym tylko wydaje się że są
      samodzielni i samowystarczalni, że tylko trwają w iluzji że "mają" zdrowie,
      pracę, siłe itd. To wszystko sa dary Boże, wszystko to daje Bóg i On może dac
      komu chce i ile chce, bez wzgledu na nasze nędzne kalkulacje...
      • sion2 Re: Umiec prosic 14.01.06, 22:18
        Jeszcze dodam ze u mnie duch kłóci się z ciałem ciagle. Setki razy już
        przeforsowałam się bo nie chciałam żeby ktoś widział ze jestem chora: za dużo
        chodziłam, za szybko chodziłam, nie odpoczęłam itd. Potem pokutuję kilka dni po
        wyczynie... a dlavczego? żeby nie musieć zdradzać sie ze słabością... nie musieć
        poprosić "zrób to za mnie".
        Masz rację ismo, prosić jest bardzo trudno.
    • isma Badz wola Twoja... 16.01.06, 09:31
      No, widzicie: powinnam prosic o czas na forum wink)). Tylko nie bardzo wiem,
      kogo wink)).

      A serio: ja mam tak, jesli idzie o proszenie ludzi, ze (chyba) nie najgorzej mi
      idzie "zarzadzanie", w sensie organizowanie czegos, najlepiej dla innych. Wtedy
      nawet bywam bezczelna (vide: jako hospicyjna kwestarka). Natomiast dla siebie
      prosic nie umiem, i juz.

      Ale nie wiem, czy to wynika z pychy. Ten temat juz walkowalam pod kierunkiem
      czleka swiatlego, i wychodzi nam, ze nie bardzo. Bo ja po prostu - co zreszta w
      ostatnich latach, pod wplywem mojego meza, ktory jest modelowym przykladem
      wschodniego fatalizmu w wersji optymistycznej ("Pan Bog nas nie ukrzywdzi" ;-
      ))), znacznie sie nasililo - uwazam za zobowiazujace slowa, ktorymi codziennie
      sie modle: "Badz wola Twoja". "Badz wola Twoja" - wiec o nic nie prosze, bo
      wszystko, co dostaje, nie jest moja zasluga, a pochodzi z niewspolmiertnej do
      moich wysilkow laski.

      No, ale to ja. A dziecko? Mojej corce nie da sie w normalnym trybie kupic
      prezentu pod choinke, bo sama o nic nie poprosi - trzeba ja obserwowac,
      podpytywac, zachecac. Z jednej strony, jest to niby dla rodzicow wygodne -
      mekolenie w sklepach pt. "mamo, kup" jest mi zupelnie nieznane. Zreszta, poki
      przebywa wsrod osob jej zyczliwych, moze sie spodziewac, z epotrzeby zostana
      zauwazone i - w miare mozliwosci, a nawet z naddatkiem - spelnione. Ale z
      drugiej, zastanawiam sie, jak to bedzie, jak ona te postawe zaprezentuje w
      szerszym gronie, np. rowiesniczym ;-(((.
      • samboraga Re: Badz wola Twoja... 16.01.06, 17:52
        >. "mamo, kup" jest mi zupelnie nieznane

        skąd ja to znam...
        chociaż już teraz jest lepiejwink)
        no i mój syn jest zdziwiony, że inni nie domyślają się że chce się pobawić tym
        samochodem w przedszkolu, czeka aż pani się domyśli czego on chce...
      • kulinka3 Re: Badz wola Twoja... 16.01.06, 18:39
        isma napisała:
        >
        > Ale nie wiem, czy to wynika z pychy. Ten temat juz walkowalam pod kierunkiem
        > czleka swiatlego, i wychodzi nam, ze nie bardzo.

        U mnie wynika z pychy.
        Generalnie dla przyjaciól i znajomych jestem osobą, która nie ma problemów, jest
        silna i ze wszystkim sobie radzę.
        Z jednej strony rzecz jasna rozwiązuję swoje kłopoty w gronie najbliższej
        rodziny, z drugiej ten "brak" problemów to jednak zakamuflowana pycha,by nie
        okazać swojej słabości.

        uwazam za zobowiazujace slowa, ktorymi codziennie
        > sie modle: "Badz wola Twoja". "Badz wola Twoja" - wiec o nic nie prosze, bo
        > wszystko, co dostaje, nie jest moja zasluga, a pochodzi z niewspolmiertnej do
        > moich wysilkow laski.

        A ja mam z tym inny problem.Czasami swoje "nieproszenie" Pana Boga traktuję jako
        wyraz zaufania.Skoro Panie dałeś mi taką, a nie inną sytuację ,to jest to wyraz
        Twojej woli wobec mnie.
        Nachodzą mnie jednak wątpliwości.Ile w tym moim "nieproszeniu"jest zgody na Jego
        wolę a ile mojej niewiary.
        Wspominany tylekroć ks.Dajczer napisał coś w tym stylu,
        tylko święci i dzieci mają odwagę prosić Pana Boga o to , by podarował im księżyc.
        Wielka jest moja niewiara.


    • mama_kasia Re: Umiec prosic 16.01.06, 09:54
      Czy ja umiem prosić?...
      Umiem, tylko nie proszę zbyt często. Wydaje mi się, że dlatego, że
      zbyt wiele mi nie potrzeba smile
      Mam natomiast świadomość, że są ludzie, którzy jakby co, pomogą, którzy
      jakby co, będą się modlić. Jestem ich pewna, bo pewna jestem Miłości
      Boga i tego, że On daje mi te osoby. Wiem, że jakby co, będę ich prosić.
      Za to tych najbliższych, w domu, proszę aż za często, czasami - wstyd
      przyznać - wyręczając się nimi...
      Męczą mnie osby, które chcą czegoś ode mnie, a nie pytają wprost.
      Rozumiem, że czasami jest im trudno, ale to takie nieszczere. Przecież
      ja czują, że one chcą. Pomagam, daję, ale dużo prościej byłoby gdyby
      zniknęły takie różne bariery w komunikacji.
      Moje dzieci uczę wyrażania swoich uczuć, też proszenia. Mówię: powiedz,
      o co ci chodzi. Moja najmłodsza jak ma o coś poprosić, to mówi tak cicho,
      tak słabym głosem, że szału dostaję wink
    • samboraga Re: Umiec prosic 16.01.06, 17:42
      Miałam napisać od razu, ale – okazało się, że i dla mnie to też temat wcale
      niełatwywink Postaram się krótko (jak na mniewink.
      Bardzo długo byłam „odpowiedzialna, silna i samowystarczalna”wink. Pomijam
      zależności ‘chorobowe’, bo to oczywiste.

      Piszesz o odpowiedzialności jako motywie głównym. U mnie jest trochę inaczej – z
      jednej strony odpowiedzialność, z drugiej traktowanie sięgania po pomoc jako
      przejaw słabości.

      W mojej rodzinie funkcjonuje powiedzenie, że ‘rodzina jest przecież po to, aby
      sobie pomagać’, było też przyzwolenie na pomaganie, mnóstwo historii rodzinnych
      o ‘pomocy braterskiej’ włączenie ze zrzucaniem się przez całą rodzinę przez 4
      lata na ufundowanie stypendium na skończenie liceum osieroconemu, zdolnemu
      krewniakowi (na studiach już mógł sobie sam dorabiać). Jednocześnie – no
      właśnie, drugie dno było takie że pomaga się ‘słabym’…

      W efekcie – radziłam sobie sama. Nie pytałam, nie prosiłam, mało mówiłam o tym
      co się dzieje w przedszkolu, potem w szkole. Albo robiono coś ‘dla mnie’ i ‘za
      mnie’ (w dobrej wierze) albo radziłam sobie sama bez proszenia o cokolwiek.
      Brakowało mi – bliskości wspólnego działania (nie wiem jak to opisać)….

      Długo się męczyłam… Bo – ja dalej uważam, że ludzie są po to aby sobie pomagać i
      nie do samowystarczalności zostaliśmy stworzeniwink W tym całkowicie zgadzam się z
      moimi rodzicami. Tyle, że nie uważam już sięgania po pomoc za przejaw słabości.

      Obecnie - przemawia do mnie wspólne budowanie czegoś dobrego, nawet w malutkiej
      skalismile. Budowanie przez otwieranie – ja proszę o coś, a ktoś kiedyś poprosi
      mnie (to akurat było dla mnie zawsze łatwiejszewink

      Jak pogodzić odpowiedzialność z sięganiem po pomoc? To też i mój dylemat. Mi
      pomogło, paradoksalnie, właśnie to, że wiem, ze ‘sobie poradzę’. Że zwracam się
      o coś i jak najbardziej serio biorę pod uwagę czyjąś odmowę. Że moja prośby jest
      ‘dobrowolna’ i że ta pomoc jest dobrowolna. Słowem – obie strony spotykają się
      na zasadzie życzliwości wzajemnej, otwieramy się na siebiesmile

      Odpowiedzialność nie znika. Nie zwalam przecież na kogoś czegoś czego mi się nie
      chce robić albo bo tak jest wygodniej albo bo nie chciało mi się samemu szukać
      wyjścia z trudnej sytuacji i ‘wyciągam łapę po pomoc’… U mnie (a i przypuszczam,
      że u Ciebie?) jest tak, że ‘jakoś’ sobie zawsze poradzę, jak nawet nie tak
      jakbym chciała, to mam pretensje do siebie…

      Dla mnie problemem teraz jest określenie momentu, gdy uznaję, że ‘już mogę’
      prosić. I zauważyłam, że ten moment w miarę ‘nauki’ się przesuwa na coraz
      wcześniejszy etap, już nie są to tylko ‘sytuacje podbramkowe’wink
      Dla mnie to też dylemat na ile zasłaniam się odpowiedzialnością, aby mieć
      wszystko pod kontrolą, na ile sięganie po pomoc jest ‘wieszaniem się na innych’
      a na ile otwarciem na innych…

      A pomoc ‘samosiowemu’ dziecku?wink

      U nas pomogło, gdy przestawiłam ‘pomoc’ na ‘współpracę’. Mówiłam, że wiem że
      sobie poradzi, ale ludzie są po to by być razem. I że czasami ja też robię coś z
      czym sobie poradzę, ale jest miło jeśli ktoś zrobi to ze mną, bo szybciej, bo
      weselej się pracuje, bo…
      Radość z bycia razem, radość z robienia razem… Takie ‘budowanie wspólnoty’ z
      innymi…wink Nie dla innych (to co piszesz o hospicjum tak mi brzmi), nie za innych
      (np. słabszych czy niezaradnych), ale z innymi właśnie. To na początek – potem
      łatwiej zwracać się po pomoc jako takąwink) Jeśli chodzi o ‘dawanie rad’ mówiłam,
      że ja tez się różnych rzeczy uczę, że czytam książki, aby zrozumieć, że
      rozmawiam z innymi ludźmi, że jednym słowem sięgam po rady – i on zawsze może
      mnie zapytać.
      Nie jest łatwo, pracujemy nad tym, bo on uparty, jak i jawink)

      Mojego syna uczę też że są sytuacje, gdy uparte trzymanie się zasady, że
      ‘zrobię/poradzę to sam’ jest niegrzeczne wobec innych, że ludzie nie sugerują
      potem pomocy (‘bo po co’wink, więc koło się zamyka… (mnie to odkrycie swego czasu
      poraziło, bo ja tu nie chcę sprawiać kłopotu, a tu - 'niegrzeczne'wink)

      Myślę, że małe dziecko można nauczyć tylko własnym przykładem. Może możesz
      ćwiczyć proszenie na mężu skoro z rodzicami jednak trudniej? Żeby córka
      widziała, że wzajemnie się prosicie o różne rzeczy (a nie pomagacie
      ‘bezgłośnie’, odczytując w myślach swoje potrzeby czy po prostu robiąc co
      potrzeba bez oglądania się na drugie bo np. zlew pełen garów)?
      A potem ćwiczyć z dzieckiem, w dwie strony – że są sytuacje, gdy ja pomagam
      tobie, a są gdy ty mi’, nawet na początku tworzone ‘sztucznie’ – tak aby dziecko
      widziało, że nie tylko ono jest odbiorcą pomocy, ale i samo pomaga ‘dużym’wink.

      Mam nadzieję, że jakieś sugestie się przydadzą, choć oczywiście każda sytuacja
      jest inna. Ja się ciągle jeszcze uczę. Moje prośby na forum też rodzą się w bólach…
      A wracając do Twojego wątku to myślę, że już jego założenie było jakimś krokiem
      ‘uczenia się’ sięgania po pomoc…smile I – powodzenia w pomocy córcesmile))
    • aka21 Re: Umiec prosic 17.01.06, 13:10
      Z proszeniem generalnie nie mam większych problemów.(Choć wśród najbliższych to
      czasem czekam, coby ktoś się domyślił czego ja oczekuję, a czasem to baaardzo
      trudne zadaniewink).
      O proszeniu Pana Boga to już kiedyś pisałam więc się nie będę powtarzać.
      Co do ludzi, to ja wychowywałam sie na wsi, rodzice budowali wówczas dom,
      sąsiedzi też. Dla mnie było czymś naturalnem, że wszyscy sobie pomagają (czy to
      było potrzebna łyżka soli, czy pieniądze na "upolowaną" cegłę, czy też jakiś
      sprzęt, a czasem czyjeś ręce i czas) jakoś tak przyjaźnie było i jest do
      dzisiaj choć niestety chyba w mniejszym zakresie.
      Potem to jakoś naturalnie mi zostałosmile) I mam nadzieję, że nie wykorzystuję
      innych. Myślę, że w proszeniu bardzo ważne jest to o czym pisała Samboraga:

      zwracam się
      o coś i jak najbardziej serio biorę pod uwagę czyjąś odmowę. Że moja prośby jest
      ‘dobrowolna’ i że ta pomoc jest dobrowolna. Słowem – obie strony spotykają się
      na zasadzie życzliwości wzajemnej, otwieramy się na siebiesmile

      I tu zaczyna się mój problem. Ja chyba nie umiem odmawiać prośbomsad( Wiem, że
      pewne rzeczy są ponad moje siły, że może na kolejnym moim zobowiązaniu
      ucierpieć rodzina, a jakoś trudno mi o tym powiedzieć. Nie czuję sie bynajmniej
      wykorzystywana, wiem, że mogę odmówić i, że będzie to przyjęte z pełnym
      zrozumieniem, ale mimo wszystko pozostaje mi taki dyskomfort psychiczny - Może
      jak bym sie zmobilizowała to by sie udało.
      Czasem naprawdę nie wiem co z tym zrobić, a z drugiej strony podobno nie ma
      ludzi niezastąpionych. Może ja czasem mam właśnie odmówić by mógł zrobić to
      ktoś inny?, może o wiele lepiej niż ja? To też wymaga odwagi i jak dla mnie
      jest zdecydowanie trudniejsze od proszenia. Ale to już inny tematsad(

      A co do uczenia dzieci, to chyba faktycznie najprościej we własnej rodzinie
      dawać przykłady. U nas sprawa może o tyle łatwiejsza, że dwójka małych dzieci i
      one naprawdę ze sobą już zaczynają współpracowaćsmile)np. Jasiu pociekaj, pomogę
      ci ziebyś nie śpadł!, Jasiu ,plosię, daj mi ten klociek! (nie zawsze oczywiście
      jest tak różowo smile)) Jasio swoje potrzeby, póki co, załatwia pomijając jeszcze
      komunikację werbalnąwink.

      Serdecznie pozdrawiam
      Agnieszka
      • isma Re: Umiec prosic 17.01.06, 14:06
        Z tym dawaniem przykladu. Kiedy widzicie, ja nie bardzo potrafie sie przekonac
        do tego, zeby zachowywac sie na pokaz, w celu pedagogicznym, wink)).

        Bo u nas w domu to faktycznie jest tak, ze nie ma potrzeby prosic o pomoc -
        kazdy mniej wiecej wie, co do niego nalezy, i juz (ze slubnym pewne rzeczy
        nawet spisalismy, bo jego roztargnienie niestety gwarantowalo, ze o czesci
        spraw zapomni, nawet majac duuuzo wolnego czasu). Jak ktos ma wolne "moce
        przerobowe" - to sie bierze za obowiazki innych. No, owszem, czasem mi sie
        zdarza jeknac "ale mnie plecy dzisiaj bola" i to w wolnym przekladzie oznacza,
        ze malzonek powinien brac sie za ewentualne dzwiganie latorosli z wanny, co tez
        bez zbednych slow czyni.
        • samboraga Re: Umiec prosic 17.01.06, 18:24
          zeby zachowywac sie na pokaz, w celu pedagogicznym, wink)).

          na pokaz nie, przykład rodziców ma pierwszeństwowink
          raczej coś jak pomoc jak przy robieniu ciasta: wiadomo, że bez dziecka zrobisz
          szybciej i sprawniej, kuchnia mniej sie zabrudzi, ale jak widzisz, że malucha
          rozpiera duma jak wbija sam jajka do miski...
    • kulinka3 Re: Umiec prosic 07.02.06, 17:59
      "Kto pomaga,dostrzega,że właśnie w ten sposób i jemu jest udzielana pomoc;nie
      jest jego zasługą, ani tytułem do chluby fakt,że może pomagać.To zadanie jest
      łaską.Im bardziej ktoś angażuje się na rzecz innych, tym bardziej rozumie i
      przyjmie słowo Chrystusa:" Słudzy nieużyteczni jesteśmy". Uznaje bowiem,że
      działa nie z powodu swojej wyższości, albo większej skuteczności, ale dlatego,że
      Pan go obdarowuje."

      W encyklice -Deus caritas est- jest jeszcze wiele mądrych zdań dotyczących
      niesienia pomocy.Polecam.
    • mader1 Re: Umiec prosic 19.01.07, 11:52
      pamiętam, że długo nie potrafiłam prosić o siebie. A chyba bardzo tej pomocy
      potrzebowałam. Wydawało mi się, że tyle jest wokół osób bardziej
      potrzebujących...
      Mam teraz wrażenie, że w tym bohaterstwie był jakiś element pychy - wydawało mi
      się, że mogę sama sobie ze wszystkim dać radę sad
    • mamamonika Re: Umiec prosic 19.01.07, 18:02
      Hmmmm...
      Przeczytałam i uświadomiłam sobie, że w niektórych opisanych przez Was
      sytuacjach ja nie proszę, tylko - wydaję polecenia... I moje dzieci też - nie
      mają problemów z komunikacja werbalną wink. Jakoś nigdy by mi nie przyszło do
      głowy czekanie, aż ktoś się domyśli, o co mi chodzi i czego mi potrzeba...
      Prosić o pomoc (w kłopocie, trudnościach) też nie lubię, wolę wszystko
      zorganizować i - właśnie - zlecić...
      Muszę na ten temat sobie pomyśleć, stąd "nieuczesana" forma postu...
    • dorotkak Re: Umiec prosic 19.01.07, 18:18
      w zyciu prywatnym rzadko proszę, wolę sama sobie poradzić choćby z zagryzionymi
      wargami i aż do płaczu, czekam, aż ktoś się domysli, żeby pomóc
      w pracy uczę się prosić, zamist wydwać polecenia, wiem, że ktoś i tak musić
      zrobić to o co poproszę, ale milej chyba jak go poproszesmile
      Boga prosze o to na co nie mam wpływu - o zdrowie, spokój dla rodziny, dobre,
      spokojne życie, od jakiegoś czasu nie proszę o nic konkretnego, tylko,że Bóg
      prowadził nas spokojną ścieżką życia bo czy w większym czy mniejszym mieszkaniu
      to obojętne
    • wolanka79 nie potrafię prosić 15.12.07, 19:08
      jak byłam dzieckiem prosiłam, o różne rzeczy, mamę o wakacje z mamą,
      koleżankę, żeby się ze mną pobawiła, Pana Boga, żeby naprawił Barbie
      zanim mama się dowie, że ją zepsułam. Z rówieśnikami i Bogiem nie
      miałam problemówsmile. Od dorosłych słyszałam "nie poniżaj się" i
      wyrosłam w przeświadczeniu, że prosząc pokazuję słabość, jestem
      gorsza. Moja córka też nie umie prosić, jak ją pytam czasami,
      dlaczego mówi, że jej głupio prosić. A ma na myśli prośbę o
      pozwolenie na obejrzenie bajki, zjedzenie batonika, czy pogranie na
      komputerze. Smuci mnie to, ale nie potrafię rozwiązać tego problemu,
      tłumaczę jej, że w prośbie nie ma nic złego, ale mała chyba wyczuwa,
      że myślę inaczej smile To tak przyziemnie.
      Z proszeniem Pana Boga o cokolwiek też mam problem. Od niedawna,
      odkąd do Niego wróciłam. Wmawiam sobie, że w prośbie jest coś
      nieszczerego, że to handel, że podświadomie myślę, że jak się
      spełni... i w końcu, że nie potrafię poprosić szczerze. Nie wiem,
      czemu tak jest, może to przez myślenie, że nie zasługuję na
      jakąkolwiek łaskę?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka