pieskuba
11.10.06, 08:51
Witajcie dziewczyny!
Mam problem, może nieduży, ale jednak. Na początku roku szkolnego w klasie
mojej córki pojawiła się nowa koleżanka. Dziecko zagubione i nieśmiałe, klasa
raczej zgrana. Dzieci postanowiły "nową" wciągnąć w sprawy klasy i wybrały ją
do pełnienia jakiejś pomniejszej funkcji w samorządzie klasowym. Następnego
dnia dziecko obwieściło, że funkcji się zrzeka, bo to polityka i jej wyznanie
nie dopuszcza czegoś takiego. No dobrze.
Za chwilę Dzień Nauczyciela. Jestem w trójce klasowej, dzieci robią zbiórkę a
ja mam kupić bukiet. Zbieramy po 5 zł, z górką, żeby mieć początek tak
zwanego funduszu klasowego - jakieś słodycze, coś, czego potrzeba w klasie,
żeby nie trzeba było zbierać co chwila po złotówce lub dwie. I co się
okazuje? Mama małej Klaudii znów przekazuje przez dziecko, że na kwiaty na
Dzień Nauczyciela to ona nie płaci, bo ona jest innego wyznania niż my i nie
angażuje się w politykę a Dzień Nauczyciela to, a jakże, święto wyznaniowo-
polityczne!!! Ludzie, ja czegoś nie rozumiem... Okazanie wdzięczności dobrej,
miłej wychowawczyni przy pomocy czegoś tak neutralnego jak bukiet kwiatów to
działalność polityczna?! Już pomijam to, że dla Mamy to bardzo wygodne, to
jak u licha mam traktować to dziecko? Rozumiem, że podczas klasowej wigilii
nie podzieli się opłatkiem i nie zaśpiewa kolędy. Ale przecież kupię
słodycze, owoce i upiekę ciasto na tę okazję. I co, mam jej nie proponować
udziału w spotkaniu i poczęstunku, bo jest innego wyznania i odmówi? Przecież
Mama jej nie pozwoli... Mam udawać, że jej nie widzę, gdy będę pomagała
organizować klasowe mikołajki (bo to takie katolickie?) Wszyscy dostanę
prezent a Klaudia nie? A akademia na 11 listopada? Każdy dostaje rolę a takie
dziecko nie? I czy naprawdę komuś wyznanie zabrania podlewania kwiatków w
szkole, bo funkcja "ogrodnika klasowego" to polityka? Proszę wytłumaczcie mi
to, bo nie ogarniam. No i oczywiście nie wiem, jakie to oryginalne wyznanie,
które zabrania takich drobiazgów.