mader1
12.10.06, 11:01
Nieraz rozmawialiśmy o asertywności, roztrzygając drobiazgi.
Ale tak ogólnie... Jak myslicie - czy chrześcijanin to powinien być ktoś
taki, kto "pozwoli sobie wejśc na głowę" ? Zbyt szeroko otworzy dom ?
Niby wiemy, że ma być dobry - mówimy dzieciom : bądźcie dobre. Ale mam
wrażenie, że dla kazdego jednak to co innego oznacza. Może to jest następny
problem, który tak naprawdę przekłada się na te wszystkie codzienne
roztrzygnięcia - podzielenie się kanapką, pomoc komuś konkretnemu,
przyniesienie zakupów, odwiedziny w szpitalu, zadzwonienie do babci,
przebaczenie koleżance.
Ale jak to jest z asertywnością - może chcrześcijanin powinien z niej
zrezygnować ? Może żeby być dobrym, miłosiernym samarytaninem nie powinien
mówić " nie" ?