babiana
11.10.06, 13:05
Za czasow PRL istnialy pralnie poscieli. Kazda sztuka musiala miec wyhaftowany
numer.Zamiejscowi studenci byli glownymi klientami tych pralni. Pewnego dnia
udalam sie z moja przyjaciolka do tejze pralni. Tuz przed samym zamknieciem.
Pracownica odmowila przyjecia poniewaz chciala juz zamykac interes.
Rozzloszczona przyjaciolka wpisala sie do ksiazki zyczen i zazalen. Po dwoch
tygodniach otrzymala list wyjasniajacy z Dyrekcji. Otoz dyrekcja napisala, ze
pracownik ma prawo do odmowienia przyjecia poscieli pobrudzonej kalem! Pismo
na cala strone.W rezultacie tej lektury pokladalysmy sie ze smiechu. Nie
skladalysmy juz apelacji.