maman3
11.09.12, 11:12
Może jednak przesadzam, sądząc, że wielodzietni mają inaczej, że muszą zweryfikować więcej w życiu, niż "pojedynczy"? Że jednak trzeba więcej samoorganizacji-i przede wszystkim-dobrej woli?
120 mkw, piątka dzieci, trzeci tydzień trwa remont-przerzucanie starszych do pokoju młodszego, coby najmłodszy mógł mieszkać z przedostatnim, malowanie dwóch pokoi, tapetowanie pokoju córki. przestawianie mebli , ustawianie nowych. Prasowanie zawaliło mi cały "salon", nie nadążam. Piorę codziennie co najmniej raz (jak to się dzieje?!), szkoła, przedszkole, gotowanie , najmłodszy roczek. Bez pomocy z zewnątrz. W domu niemal chlew, nie wiem, czy się rozdwoić, czy rozczworzyć. Mąż z doskoku-bo, wiadomo, prywatny biznes. Wczoraj robił pracownikom imprezę coroczną integracyjną-wybył na 5 godzin (nie licząc rannych godzin pracy), zostawił mnie w trakcie robienia obiadu dla dzieci, z maluchem na rękach, pomagającą w matematyce 11-latkowi-wrócił po 22. O swoim wyjeździe powiadomił mnie tuż przed wyjściem-w zeszłym roku tylko rozpoczął imprezę i wrócił do domu. Nadmienię, że nasi pracownicy znają mnie równie dobrze jak szefa, atmosfera niemal rodzinna, głównie to kobiety, które doskonale wiedzą, co mam na głowie. Nie odzywam się, dla mnie to już kropla ostateczna. Czy Wasi mężowie też by Was zostawili w takim rozkroku? Przesadzam?