e4ska
13.01.15, 09:22
Jedną z prawd, którą musi przyjąć kształcony alkoholik, jest przekonanie, że wszyscy alkoholicy są równi, i niczym nie różni się picie koniaku od "walenia dykty" (że zacytuję ulubionego pana jeżyka). Te wyższe i niższe "półki" są takie same w swojej degeneracji i to cudowne, kiedy leczą się razem, i wysiłki nauczycielskie idą w kierunku wyrównania owych półeczek.
Z racji swego analfabetyzmu śmiem sobie myśleć inaczej: otóż ludzie biedni ulegają degeneracji straszliwszej, bo piją gorsze trunki, co ich może wznosi na wyżyny ducha, ale też niszczy fizycznie, upośledza umysłowo, a do tego - zabija.
Bogatszy pije jednak co innego... nie stacza się, więc może mit o niechybnym śmietniku, który czeka każdego alkoholika, jest cokolwiek kłamliwy?Stąd może niewielki odsetek profesorów medycyny wśród mieszkańców rozmaitych przytułków?
W moim analfabetyzmie utwierdza mnie np. taka informacja: W jednym z północnych stanów Indii co najmniej 17 osób poniosło śmierć w wyniku spożycia trującego alkoholu. Około 122 osoby znalazły się w szpitalu. Picie trującego alkoholu przez biedaków jest w Indiach nader częstym zjawiskiem, ponieważ biedni ludzie nie mają pieniędzy na alkohol licencjonowany (bezpieczny, kontrolowany).
time.com/3665123/india-bootleg-liquor-kills-17/
Czy alkoholicy są równi?
Na pewno, z tym zastrzeżeniem, że bogatsi żyją dłużej.