spitting_mad
24.01.13, 21:07
muszę się wyżalić i wyrzucić z siebie potok słów... skrajnie, ale to skrajnie wkurzyli mnie moi teściowie. Sprawa wygląda tak, iż mamy 13 miesięczne bliźniaki, które chodzą do państwowego żłobka, który jest czynny do godziny 17. Mąż pracuje od 9 do 19, ja od 16 do 21.30. I mamy spory kłopot z odbiorem dzieciaków z placówki. Próbowaliśmy dogadać się, z którymś z pracowników żłobka, aby zaopiekował się malcami (oczywiście odpłatnie) przez 2 godziny, niestety żadna z Pań nie może. Kompletnie nie możemy znaleźć też innej osoby, która by się tego podjęła. Jedna z osób zgodziła się na kwotę 40 zł dziennie, co jest dla nas po prostu w tej chwili sumą zaporową. Mamy tez teściów, którzy mieszkają w tym samym mieście. Teść pracuje zresztą około 200 metrów od żłobka. Teściowa jest na emeryturze, ale osiedle teściów jest w zupelnie innym rejonie miasta, niż żłobek. No więc wiadomo, że ciężko byłoby jej dojeżdżać do żłobka, tym bardziej, że nie porusza się samochodem- musiałaby podjechać tramwajem. Mąż poprosil teścia, czy nie moglby odbierać dzieci i zaopiekować się nimi do 19. teść nie zgodził się, bo pracuje do 15 i nie ma zamiaru jechać do mieszkania a potem z powrotem po dzieciaki, bo za dużo wyda na paliwo, a poza tym jest zmęczony itp. Wiem, wiem dobrze, że oczywiście dziadkowie absolutnie nie mają żadnego obowiązku, aby zajmowac się wnukami. No, ale po prostu krew mnie zalewa. Nigdy nic, żadnej pomocy. Jeśli dzieci zachorują, to moja mama lub ojciec biorą urlop i choć mieszkają ponad 100 km od nas przyjeżdżają i opiekują się dziećmi. Zawsze zachowywalam się wobec teściów w porządku, nigdy nic złego nie powiedziałam, mąż rownież, ale zawsze jest coś nie tak, jakies lęki, żale. Kurcze, nie zgodzili się nawet, żeby wnuki zameldować u siebie tymczasowo, abyśmy mogli ubiegać się o państwowy żłobek (mieszkamy pod Toruniem, w naszej miejscowości nawet żłobka nie ma), a zgodziła się na to koleżanka męża z pracy, kompletnie obca nam osoba. Jestem tak zła i rozgoryczona, że musiałam to z siebie wyrzucić. Nigdy nic od nich nie wzięliśmy, nie prosiliśmy o nic, tylko, a może aż te dwie sprawy związane z dziećmi. Jedyna reakcja z ich strony jest taka: nie nasz problem, że macie dzieci, trzeba było myśleć nim je zrobiliście. Nie umiem opanować złości, gdy o tym myślę.