lezacybyk
02.09.14, 20:01
synek ma 17 miesięcy z hakiem, od jakiegoś czasu karmienia są coraz bardziej stresujące dla mnie i coraz częściej myślę o odstawieniu mimo że chciałam karmić minimum 2 lata. Każde przystawianie to jest walka, muszę odwracać uwagę małego żeby dał się położyć i zassał. Jak już zassie to je od 3 do 5 minut. Ale czasem jak za długo trwa podanie piersi czyli sekundy pomiędzy położeniem go a podaniem piersi to już się odkręca i ucieka. Rano jeszcze jest jako tako, ale wieczorem muszę już włączać lampki przy łóżku, bo nie widzę i on chce lecieć do tych lampek i pstrykać (ma fioła na punkcie lamp). Czy to jeszcze ma sens? Dla mnie karmienie dawno przestało być relaksujące, to jest po prostu stres, czasem jak kilka razy ucieka to mam ochotę płakać. Rano jak spieszę się do pracy albo wieczorem jak piersi mnie bolą z przepełnienia i wiem, że jak mały nie zje to będę musiała wytrzymać do rana. Męczy mnie to i rozważam odstawienie czyli po prostu przestanę przystawiać, bo mały już od bardzo dawna sam nie prosi.
Co o tym myślicie?