Oczywiście nie chodzi tu o ładną panienkę, jak niektórzy mogliby po
przeczytaniu tytułu podejrzewać
serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3441273.html
Prokuratura bada rzucenie uroku
Łukasz Antkiewicz 26-06-2006, ostatnia aktualizacja 25-06-2006 19:13
Czy krowa ze wsi Żarnowo zmarła naturalnie, czy też rzucili na nią urok
inspektorzy sanepidu - prokuratura w Augustowie prowadzi sensacyjne
postępowanie
Afera w podaugustowskiej wsi Żarnowo zaczęła się zupełnie niewinnie. Do
gospodarstwa 67-letniej Teresy Michniewicz pewnego dnia zajechali inspektorzy
sanepidu. Zajrzeli do obory, w której stała krasula Zuzanna i odjechali.
Ale krowa zachorowała. Nie pomógł nawet szybko wezwany weterynarz, który
zapisał lekarstwa. Po kilku dniach zwierzę zdechło. Pani Teresa połączyła
fakty... i zgłosiła sprawę do prokuratury. Nie ma wątpliwości, że krowa
zeszła przez czary. - Te doktory rzucili na moją Zuzankę urok! - oskarża
pracowników Sanepidu. - Po ich wizycie jakby zmizerniała, nie chciała jeść i
przestała dawać mleko. Cykali jakieś zdjęcia, widziałam, jak przez to
zwierzęta wariują. Na kilka minut jeden z nich został sam w oborze. Pewnie
wtedy rzucił na Zuzankę zaklęcie - denerwuje się.
Pracownicy sanepidu zarzekają się, że nie zrobili krasuli nic złego. -
Sprawdzaliśmy tylko warunki sanitarne w oborze. Nic więcej - tłumaczy pan
Stanisław, jeden z inspektorów.
Ale prawdę ma ustalić Prokuratura Rejonowa w Augustowie. Odbyła się już
sekcja zwłok mleczodajnej denatki. - Krowa miała chorą wątrobę - okrywa
Waldemar Trop, białostocki weterynarz. Ale czy to już ostateczny dowód w tej
sprawie? - No właśnie z czarów takie rzeczy się robią! - nie ustępuje pani
Teresa.
-=-=-
Śmiać się, czy rozpaczać? I nawet pomysłu na komentarz nie mam, niech się sam
komentuje