Dodaj do ulubionych

Beznadzieja...

08.11.09, 22:15
Tak tylko moge opisac to co czuje.Nie wiem czy to wina pory roku,
pogody.
31 lat na karku i nadal sama.Wszyscy do okola juz dawno
sie "poparowali".
Nie wiem gdzie znalezc faceta?Tylko nie mowcie ze wszedzie mozna bo
nikt nie jest mi w stanie wytlumaczyc gdzie jest to wszedzie?
Patrze na tych ludzi na ulicach idacych razem, na matki pchajace
wozki i mnie trafia...
Czemu ja nadal sama?
A dzis po raz kolejny uslyszalam z ust faceta "Taka atrakcyjna,
fajna dziewczyna i nie ma faceta? Dziwne".
Obserwuj wątek
    • rrrmarek Re: Beznadzieja... 08.11.09, 22:45
      cpt1 napisał:

      > Tak tylko moge opisac to co czuje.Nie wiem czy to wina pory roku,
      > pogody.

      Hahaha [gorzki śmiech wink], witaj w klubie. To chyba syndrom końca weekendu. Ja też mam dzisiaj doła!!!!! Mam doła jak Rów Mariański i czuję się płytki jak rzeka Świder.

      Mam wrażenie, że coś mi umknęło, coś przegrałem, coś straciłem. Życie mnie oszukało! Nie tęsknię za nikim konkretnym, nie rozpaczam z powodu żadnej kobiety, ale czuję się taki piekielnie pojedynczy.

      Niech mnie ktoś przytuli!!!!!

      Serio mam doła dzisiaj, ale jak zwykle próbuję go oswoić, obśmiać i zniepoważnić smile

      A jutro będzie kolejny, piękny, dobry, pełen nowych możliwości dzień. I tego trzymać się trzeba.
    • noajdde Re: Beznadzieja... 08.11.09, 23:14
      Cóż odpowiedzieć na to można. Jak tak mam codziennie za wyjątkiem dni gdy staram się z całych sił wypełnić swoją uwagę. Najlepsze są wrażenia ekstremalne (ostatnio to słowo niemniej popularne od singli). Jak ryzykowna jazda samochodem, paralotnie, nocne spacery po mieście. Ot, bo myślenie jest najgorsze. Tutaj pomocy nie znajdziesz, bo większość to szczęśliwe single, albo przynajmniej tak im się zdaje. Dostaniesz tu porady, aby cieszyć się dniem, przytulać drzewa lub zapisać się na kurs języka obcego. Na pocieszenie mogę ci napisać, że nie tylko ty tak czujesz. A mężczyźni (nie wiem czy mogę się nim nazwać skoro nie mam kobiety) tak samo źle znoszą samotność jak kobiety.
      • jedzoslaw Re: Beznadzieja... 09.11.09, 01:43
        Tutaj właśnie mało jest szczęśliwych singli, którzy chcą być singlami. Większość tutejsza to raczej single pogodzeni z sytuacją smile Pytanie do autorki wątku: właściwie dlaczego jesteś sama? Czy jesteś sama od zawsze (w co trudno uwierzyć) czy też od kilku ostatnich lat?
    • cpt1 Re: Beznadzieja... 09.11.09, 08:48
      Nie jestem sama od zawsze.
      Od jakiegos czasu, od kilku lat.
      Nie wiem czego to jest wina?
      Teafialam na nieodpowiednich facetow chyba.Na zwiazki ktore konczyly
      sie zawsze porazka.
      Niewiem taki mi sie wydaje?
      Moze cos , kogos przeoczylam , moze klika razy balam sie zrobic krok
      naprzod?
      Niewiem?
      Moze kiedy pare lat temu , kiedy moje kolezanki wychodzily za maz,
      ja mialam zajmowalam sie czym innym?
      Nie umiem na to pytanie sobie odpowiedziec i to chyba nie ma sensu
      bo to juz bylo, minelo, czasu nie cofne...
      Interesuje mnie to co jest teraz, to co bedzie w przyszlosci...
      Pragne takich zwyklych rzeczy: mezczyzny, dzieci, domu, wspolnych
      wakacji, swiat itp.
      I boje sie tego ze moj czas juz minol ze juz tego nie bede miala.
      Ze juz nie poznam faceta ktoego pokocham i ktory pokacha mnie, bo
      cholera nie wiem gdzie i jak go poznac...
      • mojave777 Do autorki wątku... 09.11.09, 09:08
        Pytanie, które już kilkakrotnie zadawałem w takiej sytuacji:

        "Jak szukasz i co robisz, aby dać się znaleźć?

        eM.

        A przytulanie się do drzewa może rzeczywiście pomóc. Takie drzewo to
        musi być dopiero samotnesmile


        ___
        "Prawie" sprawdza się tylko w przpadku rzutu podkową lub granatem
        • cpt1 Re: Do autorki wątku... 09.11.09, 10:29
          No wlasnie nie wiem jak szukac....
          • mojave777 Re: Do autorki wątku... 09.11.09, 14:52
            To poczytaj sobie archiwalne wątki, gdzie mądrzy ludzie pisali jak
            szukać i jak dać się znaleźć...

            Osobiście i nienachalnie popracowałbym też nad nastawieniem. Bo takie
            podejście "Mam już x lat i wszyscy mają mężów a ja nie mam i dlatego
            czuję się źle" powoduje u mnie całkiem uzasadniony zgrzyt zębów.

            eM.




            ___
            "Prawie" sprawdza się tylko w przpadku rzutu podkową lub granatem
      • rrrmarek Re: Beznadzieja... 09.11.09, 09:11
        cpt1 napisał:


        > Interesuje mnie to co jest teraz, to co bedzie w przyszlosci...

        A jak dzisiaj samopoczucie, lepiej? Bo u mnie tak big_grin

        >bo cholera nie wiem gdzie i jak go poznac...

        Może zacznij od uzupełnienia podstawowych informacji w swojej wizytówce na
        forum, skoro już tu jesteś wink
        • sm-4 Re: Beznadzieja... 09.11.09, 11:16
          Witam !
          Ja głównie do autorki wątku.
          Trafiłam tutaj przypadkowo, bo już nie jestem singielką.
          Chciałam opowiedzieć swoją historię, bo kończy się bardzo pozytywnie
          i daje nadzieję.
          Otóż bardzo dobrze Cię rozumiem.Kiedy czytam Twoje wpisy , to jakbym
          słuchała siebie sprzed kilku lat, a mam obecnie 37.Znam to kłujące
          uczucie zazdrości na widok par i rodzin z dziećmi, znam poczucie
          wszechogarniającego smutku i zwątpienia ,że już nic się nie zmieni i
          zawsze będę sama , znam także samotnie spędzanego w czterech
          ścianach Sylwestra i tego typu okazje.Byłam , podobnie , jak Ty w
          kilku krótkich nieudanych związkach, a potem nastąpiła kilkuletnia
          samotność.Najpierw próbowałam z tym walczyć , na siłe wychodzić z
          domu i szukać okazji do poznania kogoś.Potem weszłam w fazę
          zwątpienia i beznadziei, aż wreszce na koniec udało mi się jakoś
          zaakceptować sytuację i postanowiłam żyć swoim życiem i nie
          zastanawiać się specjalnie nad tym problemem.Tak było do momentu
          kiedy skończyłam 31 lat.Wtedy właśnie wyjechałam na Wielkanoc do
          mojego dziadka - odległość 400 km i tam zupełnie przypadkowo
          poznałam chłopaka, z którym mam pewne powiązania rodzinne ,ale nie
          jesteśmy krewnymi.Dodam jeszcze,że jest ode mnie młodszy o 9 lat.
          Początkowo nie dawałam temu związkowi żadnych szans- po pierwsze
          duża odległośc, a po drugie duża różnica wieku.Jednak wszystko się
          ułożyło. On przeprowadził się do mnie, krótko potem wzięliśmy slub i
          w wieku 32 lat urodziłam córkę.Analizując moją sytuację dochodzę do
          wniosku, że być moze pogodzenie sie z sytuacją i brak takiej presji
          jest tutaj receptą na sukces.
          Pozdrawiam Was wszyskich bardzo serdecznie, życzę optymizmy i happy
          endu.
          • cpt1 Re: Beznadzieja... 09.11.09, 12:33
            Sm-4 dzieki za wpis , jest naprawde podbudowujacysmile
            Dzis w rozmowie z bliska przyjacoilka dowiedzialam sie w zasadzie
            tego samego.
            Zebym moze dala sobie spokoj na jakis czas i pogodzila sie z
            sytuacja.
            I tak chyba zrobie.
            Pogodze sie ze swoj sytuacja i przestane o tym myslec.
            Zapisze sie na jakis kurs , nie wiem jeszcze na jaki , ale sie
            zapisz smile)
            • noajdde Re: Beznadzieja... 11.11.09, 14:03
              Polecam kurs gotowania. Mój kolega z pracy lada dzień ma się żenić i jest zrozpaczony, że jego przyszła żona kompletnie nie umie gotować. Wspomina o tym zawsze, gdy wyciągam swój własnoręcznie sporządzony obiad złożony na ogół z ryżu i ananasów z puszki smile
    • misprint Re: Beznadzieja... 12.11.09, 13:15
      I czym ty się przejmujesz, nie potrafisz być szczęśliwa bez faceta??? Jeśli nie
      zapisz się na jakiś portal randkowy, chodź na dyskoteki id itp.
      I jeszcze jedno pytanie, czy naprawdę myślisz, że te wszystkie twoje koleżanki
      kt. mają facetów są z nimi szczęśliwe???
    • neotehuana Re: Beznadzieja... 24.11.09, 23:43
      Single -macie forum - to zamiast na nim marudzic - to sie przez nie
      parujcie; zrobcie sobie jakis zjazd na skale miasta w weekendy i w
      koncu kazde trafi na swojego
    • minasz Re: Beznadzieja... 25.11.09, 10:51
      ja sie nieraz zastanawiam co by było jakbym teraz został singlem
      pewnie ciezko byłoby mi sie sparowac za duze wymagania

      napewno bym odrzucił wszystkie praktykujace katoliczki
      jezeli chodzi o seks - to dla mnie wazna czesc zycia i od razu bym chciał
      ustalic co i jak
      kolejna sprawa sa porzadki - mam nature bałaganiarza i pani ktora przykłada duza
      wage do porzadku tez bym odrzucił
      nie przepadam za wybuchowymi kobietami ale nie zniosłbym tez podporzadkowanej kury
      odpadaja pracocholiczki (cenie u osob niechec do pracy)ale kobieta musi na
      siebie zarobic
      musiałaby byc wysportowana (lubic sport, jezdzic na nartach łyzwach)
      intelektualnie podchodzic do rozwiazyania problemów
      powinna kazdego dnia rozwijac sie intelektualnie (dusza nakowca)
      nie pouczac, nie narzucac, nie gderac
      miec ładna buzie smile
      i jeszcze ze 100 inych cech ktorych nie chce mi sie juz wymieniac

      szanse na znalezienie niesparowanej takiej koboiety w wieku mniej wiecej 27-31
      sa małe (szczegolnie jak ktos mieszka w nieduzym miescie) tym bardziej ze owa
      jobieta moze miec podobną liste wymagan

      co ciekawe lista wymagan rosnie z wiekiem
      jak sie jest nastolatkiem to wystarczy laska
      • lolcia-olcia Re: Beznadzieja... 25.11.09, 11:36
        lista imponująca, ale znalezienie kobiety spełniającej wymagania
        mimo wszystko jest możliwe smile
      • mojave777 Re: Beznadzieja... 25.11.09, 14:06
        Minasz, masz całkowicie absurdalne wymagania!

        Intelekt, podejście do spraw porządkowych religię itd to możesz
        oceniać i ewentualnie próbować zmieniać np. po dwóch miesiącach
        znajomości.

        Pierwszym i najważniejszym kryterium są przecież...fajne cycki!
        smile

        ___
        "Prawie" sprawdza się tylko w przypadku rzutu podkową lub granatem
        • kami.3 Re: Beznadzieja... 25.11.09, 20:09
          Beznadzieja... Też czasami popadam w taki stan, ale zawsze znajduję siłę, aby
          iść dalej. Odnoszę wrażenie, że najlepiej wziąć na swe barki ogrom obowiązków i
          później nawet nie mieć czasu na narzekanie. Tak czynięsmile
          • noajdde Re: Beznadzieja... 25.11.09, 21:10
            I tak do czterdziestki, a potem już z górki...
        • minasz Re: Beznadzieja... 26.11.09, 12:58
          próbowac zmienic mozna tylko ze to sie nigdy nie udaje (to za głeboko siedzi
          wczesniej czy pozniej znow wyjdzie)
          a jezeli chodzi o cycki to je łatwiej zmienic - mozna zrobic zabieg, zmienia sie
          tez pod wpływem masazu, masy ciała czy dziecka
          smile
    • lolcia-olcia Re: Beznadzieja... 26.11.09, 15:17
      cpt1 nie pisze, ze bedzie dobrze i jest to tylko kwestia czasu...
      Wiem co czujesz, mam tak samo. Moze jest troche mlodsza, ale tez na
      okolo spotykam mase sparowanych szczesliwych ludzi...I o ironio
      podobno tez sa faceci, ktorym sie podobam, ktos gdzies tam mnie
      zaprosi, ale nadal sama jestem...
      NIe wiem, bo jest spotkanie, po facet mi mowi jak to super sie ze
      mna bawil itp, a pozniej przestaje sie odzywac. Nie jestem maruda
      czy ksiezniczka, mam duzo znajomych. Czesto zapraszaja mnie na
      wspolne wyjscia lub imprezy, ale wszysycy kogos maja..Dlatego tez
      unikam z nimi spotkan bo wkurwia mnie ich szczescie..

      No i gdzie ten moj ksieciunio jest...nawet nie musi byc na bialym
      koniu, wystarczy inteligencja, poczucie humoru.
      • straszny_nudziarz Re: Beznadzieja... 11.12.09, 23:31
        Moim zdaniem - żeby kogoś znaleźć na dłużej - to najpierw trzeba zacząć od zrozumienia drugiego człowieka - dostrzeżenia - jaki jest naprawdę - a nie - jaki być powinien.

        Zacznij od tego:
        www.youtube.com/watch?v=UgWHIguqnGg&feature=player_embedded
        --------------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka