Dodaj do ulubionych

Chleb codzienny...

29.04.13, 14:31
Nie pamiętam z dzieciństwa znaku krzyża robionego na chlebie przed pokrojeniem, ale pamiętam duży szacunek rodziców i dziadków wyrażany poprzez dbanie by nawet najmniejszy okruch nie znalazł sie w śmieciach.Można było wynieść ptakom, oddać dla konia /teraz już nie chodzą ;)/ lub namoczony dodać do kotletów... Sama tez dbam by u mnie w domu chleb nie był "poniewierany" .
A jak jest u Was, uczycie dzieci szanować chleb? A może to przeżytek? Sentymenty?
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 14:53
      Jest trudniej, niż było.
      Chleb, który kupujemy już pokrojony równo na kromeczki i zapakowany w folię - potrafi chwycić pleśń nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd - wystarczy dzień bardziej parny...
      Ta pleśń nie łapie przy tym skórki, którą łatwo okroić, lecz ośródkę, miąższ. Jak już tak się stanie, nie ma dla chleba innej drogi jak kosz z "ogólnymi" śmieciami kuchennymi.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 19:38
        Jeden mikrobiolog powiedział mi, że rzeczy spleśniałych nie powinno się okrajać, tylko całe wyrzucać. Bo strzępki pleśni wrastają dalej niż widać gołym okiem. Mówił, że pleśń jest naprawdę toksyczna. Jeśli zjemy coś zepsutego przez bakterie, to dostaniemy niestrawności i to wydalimy, i cześć. Natomiast toksyny z pleśni gromadzą się w wątrobie. Mogą powodować raka.
        • verdana Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 19:48
          Tak, też mnie tak uczono. Dotyczy to nie tylko chleba, ale np. dżemu, który jest minimalnie splesniały na wierzchu, czy owoców. Tylko do kosza.
      • luccio1 Re: Chleb codzienny... 04.05.13, 02:10
        Pamiętam też niejasno z Domu Rodzinnego:
        opalanie chleba nad gazem - gdy skórka złapała pleśń.
        Po "opaleniu" chleb jadło się dalej.
    • sebalda Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 15:02
      Od zawsze robię znak krzyża na chlebie. Ostatnio niestety rzadko, bo często kupuję już krojony. Chleba nigdy nie wyrzucamy (chyba że się zagapię i pojawia się pleśń), kroję dla ptaków. Dzieci podobnie.
      • paszczakowna1 Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 15:18
        Ptakom chleb niezbyt służy, za dużo soli i polepszaczy. Na dobrą sprawę, chyba tylko świnie (oprócz ludzi) nadają się na konsumentów chleba. (Konie tez nie powinny.) Podobny system trawienny.

        Nie mam do chleba szczególnych sentymentów. Staram się nie wyrzucać, w miarę możliwości, żywności, choć słabo mi to wychodzi. Dziecko ma syndrom "większe oczy niż żołądek", a mąż systematycznie kupuje wszystkiego za dużo (to chyba genetyczne).
        • mary_ann chleb i ptaki 29.04.13, 15:26
          zwierzeta.wm.pl/139941,Dokarmiasz-ptaki-zima-Rob-to-z-glowa-chleb-nie-wskazany.html#axzz2RrGoEpP0
          www.stop.eko.org.pl/portal/index.php?module=article&id=6
    • mary_ann Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 15:16
      U mnie w domu takich gestów się nie wykonywało (trochę żałuję) i ja też ich nie robię, bo choć budzą mój sentyment i wzruszenie, to w moim wydaniu - właśnie przez to chyba, że nie wychowałam się z nimi, nie stały się naturalnie częścią mojej codzienności - byłyby jakąś sztuczną rekonstrukcją.

      Boleję nad tym, że chleb często wyrzucam. Trudno wyliczyć, ile go powinno dokładnie być, a być ma zawsze. Kończy się tak, że zwykle jest go za dużo. Kiedyś szacunek realizowałam w ten sposób, że karmiłam nim ptaki czy wykładałam przy śmietniku. Dziś wiem (to do Sebaldy:-) że ptakom absolutnie nie należy go dawać, bo im szkodzi. Wykładaniu chleba przy śmietniku sprzeciwiała się z kolei spółdzielnia - był tylko nieporządek, a w warunkach miejskich nikt go już nie zbierał "dla konia".

      Patrząc na sprawę racjonalnie - chleb to tylko pewien symbol, dokładnie taki sam dyskomfort powinniśmy odczuwać marnując i inne dobra. Na przykład wodę...

      Nie zmienia to faktu, że akurat chleb w naszej kulturze jest jakąś ikoną i, co tu dużo gadać, świętością. W moim domu zresztą nie kupujemy go prawie nigdy, tylko pieczemy (na zakwasie) - i muszę powiedzieć, że choć trochę czasu to zabiera (naprawdę niewiele, ale jednak), to czynność ta ma w sobie coś z magii, a zapach pieczonego chleba czegoś miłego domowi dodaje:-)
      • verdana Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 16:07
        Mąż nie wyrzuca, chyba że spleśnieje. Kiedyś był na podwórku specjalny pojemnik, teraz niestety, już nie ma. Więc odstawia pod śmietnikiem. Ja z kolei sprzeciwiam się "utylizowaniu" starego pieczywa, bo ileż można zjeść bułki tartej, a grzenki itd są tuczace i niezbyt zdrowe. "Szacunek dla chleba" to przeżytek. Nikt jakoś nie ma szacunku dla makaronu, zrobionego z tej samej mąki, kosztem tej samej ludzkiej pracy. Znacznie większy dyskomfort mam ostatnio, jesli wyrzucę mięso - jekieś zwierzę niepotrzebnie oddało zycie, a ja to marnuję. Więc jeśli nad czymś myślę, to nad tym, jak nie marnować mięsa - na szczęście mam psa.
        • mary_ann Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 17:32
          Mięsa też nie wyrzucam. Nawet nie przyszło mi do głowy o tym napisać, bo problem właściwie nie występuje. Kupuję je w takich ilościach, jakie są potrzebne. Jeśli zdarzy się jakaś wpadka, np. przemrożenie, pożywiają się nim mnogie okoliczne koty:-)

          • verdana Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 18:54
            U mnie sytuacja jest bardziej skomplikowana. Zdarza się, ze ktoś nie przychodzi na obiad. Albo własnie przychodzi... To samo dotyczy kolacji. Kiedyś mogłam mniej-więcej wyliczyć, ile czego ugotować, teraz raczej nie. A mrozić nie mogę, mam malutki zamrażalnik.
            • mamalgosia Re: Chleb codzienny... 30.04.13, 10:42
              Ja dużo zamrażam i wykorzystuję, ale też mnóstwo wyrzucam:( A to niedojedzone przez dziecko mięso, a to powybierany groszek z marchewki z groszkiem, niedokończona kasza, "twarde" mięso... Nie cierpię wyrzucać żywności, ale nie mam pomysłu, co z tym zrobić.
              Pieczywo na szczęście przyjmuje w każdej ilości sąsiadka hodująca kury.

              Zastanawiają mnie jednak racje żywnościowe w stołówkach przedszkolnych i szkolnych. Dlaczego to jest tak, że porcja MUSI być nałożona na talerz? Ja rozumiem: zbilansowana dieta , odpowiednio dobrany jadłospis itd, ale co z tego całego bilansu, jeśli dziecko 3/4 porcji wywali do wiadra przy okienku zwrotnym? Wiem, że tego się nie wyrzuca, tylko oddaje chyba świniom, ale czy trzoda chlewna musi mieć aż tak zbilansowaną dietę? No i te koszty. Jak kiedyś zobaczyłam, co wywozi pani po śniadaniu przedszkolnym z sali, to oniemiałam. Talerzyki były naprawdę pełne. A gdyby to leżało na środku, to dzieciak po prostu by sobie tego nie nałożył, byłoby do odzysku, albo od razu można by dawać mniej. A tak - na talerzyku parówka, chleb raz ugryziony i nie zaczęty nawet pomidor - bo dziecko nie znosi parówek i tak mu śmierdzą, że nawet tego chleba i pomidora nie zjadło.
              • mkw98 Re: Chleb codzienny... 30.04.13, 14:04
                Mamalgosiu, dokładnie to samo chciałam napisać - o stołówkach!

                Dorabiałam sobie kiedyś w szkole francuskiej (to nie jest istotne, że we francuskiej, ale wspominam o tym, żeby było jasne, dlaczego były tam również pięciolatki) jako tzw. surveillante, czyli Rosół z "Mikołajka" ;-) - pilnowałam dzieci w czasie dużej przerwy na podwórku i w stołówce. O ile w przypadku pięciolatków byłam w stanie (z bólem) zaakceptować nakładanie na talerz wszystkiego, co było w menu, bo dzieciaki często nie wiedziały, co lubią, a czego nie lubią i dynamicznie zmieniały zdanie w czasie posiłku ;-), o tyle nie mogłam patrzeć na zmuszanie do "spróbowania wszystkiego" jedenastolatków. Oni czasami prosili o sam kotlet, albo sam makaron, albo samą surówkę i myślę, że na tyle dobrze znali swój gust, że można się było do tego dostosować. Ale panie nakładające jedzenie miały zalecenie, żeby nakładać pełną porcję (niektóre się cichcem buntowały, a i ja je cichcem podburzałam). Mnóstwo jedzenia lądowało w koszu, po raz pierwszy zobaczyłam to na taką skalę.
                • mamalgosia Re: Chleb codzienny... 30.04.13, 15:33
                  Właśnie o skalę chodzi. Bo jak nie doje pół ziemniaka czy trochę surówki, to aż tak nie razi. Ale u nas na stołówce szkolnej to naprawdę czasem pełne talerze:(
                  • paszczakowna1 Re: Chleb codzienny... 30.04.13, 16:01
                    A to "u nas" jest lepiej. Moja córka chwali stołówkę szkolną (w porównaniu z przedszkolną), bo jednej rzeczy mozna w ogóle nie wziąć. Raz tylko przyszła zła, bo zaserwowali zupę pieczarkową i gulasz z sosem grzybowym z ziemniakami (i bodaj buraczkami), no i jadalne z tego były dla niej tylko ziemniaki z jarzyną, a raczej byłyby, gdyby nie zepsuli ich sosem.
                    • mamalgosia Re: Chleb codzienny... 30.04.13, 17:44
                      O, to doniosę do Sanepidu;) (nasze kucharki podpierają się tym, że im tak Sanepid każe - choć trudno mi się dopatrzec związku)
        • mamalgosia Re: Chleb codzienny... 30.04.13, 10:51
          verdana napisała:

          > Mąż nie wyrzuca, chyba że spleśnieje.

          Jak mąż spleśnieje, to będzie mu się chciało chlebem zajmować?;)
          • verdana Re: Chleb codzienny... 30.04.13, 12:34
            :) :) :)
    • one-st Re: Chleb codzienny... 29.04.13, 20:18
      Po kilku miesiącach w USA za niczym innym tak nie tęskniłam jak za polskim chlebem- nie ma lepszego jedzenia niż dobre masło plus świeży chlebek z chrupiącą skórką!

      Zawsze kupujemy cały bochenek - krojony nie ma tego uroku:) Mama zawsze robiła i robi znak krzyża - kiedyś było to dla mnie jakoś staroświeckie ale teraz też sama tak robię.
      Jeśli coś zostanie to najczęściej suszymy i dajemy zaprzyjaźnionym hodowcom kur.
      Zdarza się, że i coś spleśnieje - zakupujemy w ziemi.
      w sumie to zaczęłam się zastanawiać kiedy ostatni raz wyrzuciłam do kosza jedzenie i chyba tylko w pracy - bo w domu wszystkie resztki idą dla wiejskich kotów i na kompost - nic w przyrodzie nie zginie:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka