Witam serdecznie.
10 lat temu przeszłam zaawansowanego raka jajników - usunięto macicę z przydatkami, fragmenty jelit, fragmenty powłoki brzusznej, woreczek żółciowy i wszelkie inne fragmenty tkanek po nacieku. Mimo zaawansowanej choroby udało mi się z nią wygrać.
Mimo braku hormonów nie weszłam w HTZ - onkolog powiedział mi, że jest za duże ryzyko zachorowania na raka piersi. Dałam sobie z tym spokój.
Przyzwyczaiłam się do złego samopoczucia, w końcu przestałam już odróżniać złe od dobrego, bo zapomniałam, co to w ogóle jest to "dobre samopoczucie".
4 lata temu zbadałam sobie hormony tarczycy - wyniki wskazywały na niedoczynność. Przyznam ze wstydem, że zbagatelizowałam problem - głównie przez to, że miałam lęk przed "hormonami" oraz ze względu na niedostateczną informację, jakiej udzielił (a raczej nie udzielił) mi lekarz. I mimo że przepisał mi Euthyrox, ja w ogóle tego nie brałam.
Tymczasem leczyłam się również z powodu nerwicy, depresji - lekami przeciwdepresyjnymi.
Jednak 9 miesięcy temu odstawiłam te leki z nadzieją, że wszystko będzie już ok.
No i się zaczęły jazdy

Od 9 miesięcy jestem w depresji. Mam zmienne nastroje, chwiejność emocjonalną itp.
I kiedy to wszystko się na mnie zwaliło, zaczęłam zastanawiać się nad tą tarczycą.
Postanowiłam się za nią wziąć. Na razie czuję się jak dziecko we mgle, nic nie rozumiem...
Zrobiłam sobie TSH i wyszło 8,56 (przy normie 0,40-4,00), jestem przed wizytą u endo, który zleci kolejne badania.
Mam taki problem, że w stresie, na wizycie, nie wiem, o czym do mnie lekarz mówi :o
Czuję się fatalnie psychicznie. Przeszłam raka jajnika - horror, który emocjonalnie mnie rozwalił. Teraz na samą myśl o chorobie tarczycy robi mi się słabo. Jestem wystraszona i mam chaos w głowie.
Jednocześnie poczytałam Was i sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.
Mam wrażenie, że po raku jajnika wszystko mi się rozregulowało. Nie wiem, czy jest bezpośredni związek między hormonami jajnika i tarczycy, ale wiadomo, że organizm to całość, a każda choroba wpływa na jego całościowe funkcjonowanie...
Tym wątkiem chciałam się przywitać i jednocześnie prosić o ewentualne wskazówki, co dalej.
Na razie przytłacza mnie ewentualność chorowania na niedoczynność tarczycy.
Jednocześnie czuję i nadzieję, że może rozpoczęcie leczenia uchroni mnie przed lekami antydepresyjnymi, do których nie chciałabym już wracać.