niebieski_koralik
20.02.08, 18:00
Dzisiaj do mnie doszło- najstraszniejszy jest strach. I nie chodzi tu o jego wielkie oczy, ale o jego wielkie łapska, którymi trzyma mnie za kołnierz i sprawia, że nie robię tego, co chcę, tego, co może być dla mnie dobre, a nawet tego, co trzeba.
Już półtora roku na indywidualnej terapii, duże postępy, wyprowadzka z domu, różne mądre decyzje, terapeutyczny głos w głowie, który pomaga mi nie robić sobie krzywdy. Ale ciągle jeszcze dużo strachu.
Jakie strachy przestraszne noszę po kieszeniach?
Oczywiście, że boję się bliskości, zawsze chcę wiedzieć, że mam otwarte drzwi- porzucę zanim będę porzucona, drobne słowo- i już mnie nie ma. Jakiś gest i już się zamykam, odsuwam na bezpieczną odległość.
Jasne, że boję się próbować nowych rzeczy, bo mogłoby mi się nie udać, mogłabym przegrać, mogłabym nabić sobie emocjonalnego guza- po co mi to?
I pewnie, że boję się ludzi, których nie znam, sytuacji, w których nie wiem jak się zachować, bo mogłabym się zachować inaczej niż zachowują się ci mityczni inni, o których myślę, że wiedzą jak żyć i co robić, bo mogłabym zawalić po prostu.
Trudno jest się bać codziennie. Próbuję przełamywać, ale codziennych strachów jest za dużo, żeby ze wszystkimi dawać sobie radę, przekraczać je wszystkie i ciągle starać się być dzielna.
Na co dzień jestem takim sobie żołnierzykiem w podkolanówkach- mała dziewczynka, dla której tyle rzeczy jest strasznie trudną misją- bo i załatwienie czegoś i miłość i rozmowa z kimś, kogo nie znam i przyjaźń i jazda tramwajem i rozmowa z wykładowcą i tyle, tyle rzeczy.
A Wy? Boicie się dużo? Jakie są Wasze sposoby na strach?
ps. Jestem pięknym przykładem maskowania się DDA- na zewnątrz uchodzę za strasznie pewną siebie osobę, czasami nawet za bezczelną i obcesową. Ale to też ze strachu. Przed pokazaniem słabości...