Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    09.10.08, 20:21
    to wszystko jest troche truniejsze jak myslalam... jak wydawalo mi
    sie ze jest dobrze i ze sobie radze tak teraz znowu mam takiego dola
    jak na poczatku.... nie moge znalezc sobie miejsca... siedze i
    placze.. tak po prostu... chyba doszlam do fazy - brakuje mi
    jego.... juz minely niecale 3 miesiace a ja dalej sie mecze.... :(
    gowno prawda ze czas leczy rany :(

    jak mozna kogos tak bardzo kochac mimo ze wyrzadzil wiele zlego i
    juz ma mnie gdzies... jakie to przykre jest.. nie umiem pozbyc sie
    myslenia ze jak kochac to cale zycie.... czemu ja jestem taka
    głupia....l
    Obserwuj wątek
      • katar.zynka Re: powrot.. 09.10.08, 20:48
        czas leczy rany ale... czasem trzeba też sobie pomóc
        mój ojciec umarł w 97, pożegnałam go dopiero w zeszłym roku - dzięki
        terapii
        był tym, który mnie ranił a we mnie mimo to tliła się (i tli) miłość
        do niego
        nie jestem głupia - i Ty napewno też nie
        pzrd.
      • moniczka72 Re: powrot.. 10.10.08, 08:21
        Siska nie jestes glupia!!!. A raczej jestes bardzo madra kobietka :) na razie
        moze tego nie czujesz ale przyjdzie dzien ze bedziesz z siebie dumna, ze nie
        jestes z tym czlowiekiem.
        Siska czas leczy rany, ale wtedy gdy sie nie kontaktujemy z ta osoba, a Ty
        przynajmniej ostatnio jak pisalas, wciaz mialas z nim kontakt. Dlatego wlasnie
        Ci pisalam, ze jesli chcesz sie uwolnic od niego to najpierw urwij jakikolwiek
        fizyczny kontakt.
        Ja dopiero jak zerwalam kontakt fizyczny (telefoniczny) po 3 miesiacach moge
        zaczac glebiej oddychac. Moge patrzyc na jego zdjecie bez tej mieszaniny emocji.
        Wciaz tli sie milosc, ale teraz jest w koncu tez duzo zlosci, duzo zalu, ze mnie
        zawiodl i oklamal. I widze ze wszystko sie we mnie powoli uspokaja. Czas
        naprawde leczy rany :), czas bez tej osoby :). Teraz juz tez kilka dni potrafie
        nie myslec o nim, co on tam robi lub z kim.
        Jak mozna kochac kogos kto nas skrzywdzil? Mozna, pytanie tylko czy warto sie
        godzic w imie milosci, na to zeby ta osoba nas dalej krzywdzila? Jestes
        uzaleniona od niego po prostu i trzeba sobie zafundowac od niego odwyk :)
        Pozdrawiam
        • siska_0 Re: powrot.. 10.10.08, 22:47
          hehe wiem... bo o to chodzilo... ale powiem Ci ze my od czasu jak ma
          nowa panne nie odzywamy sie do siebie i zero kontaktu.. a ja coraz
          bardziej cierpie.... przeje.......!
          • moniczka72 Re: powrot.. 12.10.08, 16:12
            Siska :), coz to za manipulacje kolezankami z forum? ;) I tak bym przeczytala co
            napisalas bez tego alarmujacego tytulu :P
            Dobrze ze nie macie kontaktu i napisze Ci na wlasnym przykladzie, ze powaznie i
            naprawde czas leczy rany. Powoli to powoli, ale leczy i wcale nie trzeba tych
            ran leczyc metoda klin-klinem. Tylko pozwolic sobie na przezycie tego bolu, zalu
            i zlosci. Wyplakac jesli taka sie ma potrzebe i potem spostrzezesz, ze coraz
            rzadziej myslisz, coraz mniej pamietasz. To jest czas na prace nad soba, czas
            dla Ciebie :)
            Jak to czytalam w opisie pewnych wasztatow na temat zwiazkow: -czas bycia samemu
            jest czasem na wlasny rozwoj :))))
            • megg2003 Re: powrot.. 13.10.08, 08:11
              -czas bycia samemu
              > jest czasem na wlasny rozwoj :))))

              Święte słowa! Prawdą jest też, że jak w każdym uzależnieniu potrzebny jest Ci
              solidny odwyk od niego (zero kontaktu) żeby "wyzdrowieć". Wytrwałości i
              cierpliwości Kochana!:)
      • mskaiq Re: powrot.. 11.10.08, 07:28
        Mysle ze budzisz zal ze go nie ma, zal nad soba a takze zal
        przeszlych chwil, niezrealizowanych marzen. Zal nie jest miloscia,
        przynosi bol i lzy. Czas leczy rany kiedy kochasz, o wiele trudniej
        leczy zal.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • asaofetida Re: powrot.. 11.10.08, 10:30
          mysle, ze boisz sie samotnosci i dlatego wracasz do tamtych
          dni...zapomnialas o tych zlych wydarzeniach i wyidealizowalas
          partnera. Trudny czas ale to minie...zobaczysz i potem znow
          zaswieci slonce...
          • siska_0 Re: powrot.. 12.10.08, 20:20
            mysle ze tak wlasnie jest, tyle ze jak juz btylo ok takteraz znowu
            jest jakas tragdia gdzie tak mi go prabuke ze nie wiem co zrobic,
            ciagle o nim mysle..... niezbyt fajne odczucie i nie moge sie go
            pozbyc... musze go zobaczyc.
            • megg2003 Re: powrot.. 13.10.08, 08:16
              Nic nie musisz! Daj sobie jeszcze troche czasu. Nie zapomnisz o nim z dnia na
              dzień. Zaciśnij zęby i nie daj się tym miłym wspomnieniom. Zamiast kombinować,
              jak tu nawiązać kontakt, przypomnij sobie wszystkie złe chwile spędzone razem,
              ten ból, płacz, cierpienie, bezsilność i frustrację. Przypomnij sobie, jak się
              czułaś. Odpychaj go od siebie na wszelkie możliwe sposoby. To jedyna metoda w
              Twoje sytuacji, tak myślę. Może Ci się odechce tych nic nie wnoszących kontaktów
              z nim.
              • siska_0 Re: powrot.. 13.10.08, 08:39
                no pewnie i masz racje, ale moj dziwny umysl nie widzi teraz zlych
                chwil tylko wydaje mu sie ze to byla albo nadinterpretacja albo sama
                cos powodowalam ze on tak sie zakochowywał.. i ze tak naprawde to on
                jest super;/ zycie z nim jakie bylo takie bylo, ale i tak bylolepsze
                od zycia bez niego.... za bardzo za nim tesknie. minely dzis 3
                miesiace.... a ja dalej coraz mocniej cierpie...
                • moniczka72 Re: powrot.. 13.10.08, 09:33
                  Siska :), potrzasam Toba kobieta !!!
                  Po co Ci go zobaczyc? Czemu tak bardzo chcesz sie ranic? Co Ci to daje?
                  Moze zajmij sie czyms bardzo intensywnie, jakies hobby, silownia codziennie, az
                  do umeczenia (sposob mojej przyjaciolki na nieszczesliwa milosc, ktory przy
                  okazji oladnie ksztaltuje figure), zajmij sie soba a nie nim!!! I biegusiem na
                  terapie :P
                  • siska_0 Re: powrot.. 13.10.08, 09:46
                    jakby to bylo takie proste to nie miałabym teraz zadnego
                    problemu.....i nie wiem czemu chce go zobaczyc, ale ide go
                    zobaczyc.. inaczej, chce zeby on mnie zobaczyl...
                        • siska_0 Re: powrot.. 13.10.08, 10:20
                          pozbylam, nawet sie przeprowadzilam i nic to nie dało....

                          na szcescie ja go nie widzialam, niestety on chyba mnie tez nie...
                          ja jednak glupia jestem, po co do niego laze...
                          • ladynemeyeth Re: powrot.. 13.10.08, 10:42
                            To, że się czujesz smutna po jego "stracie", to jeszcze nie tragedia
                            ani nie głupota! To Twoje uczucia i Twoja wrażliwość.
                            On nawet sobie nie zdaje sprawy, ile ma szczęścia, bo nie zasłużył
                            na takie przywiązanie.
                            Ale jak rzeczywiście się złamiesz i do niego jednak wrócisz, to
                            będzie dopiero tragedia, bo wpakujesz się w niezłe łajno.
                            Uczucia uczuciami, ale rozsądek górą w tym przypadku.

                            Swoją drogą siska - czy nie zastanawia Cię dlaczego pchasz się w
                            związek z człowiekiem, który Cię niszczy? Nie wiesz, czemu działa w
                            Tobie taki schemat, który pcha Cię w nieszczęście?
                            Warto by było przemyśleć, co Tobą kieruje, kiedy wybierasz partnera.
                            Jakie potrzeby, jakie Twoje oczekiwania, czy to nie jest aby litość
                            mylona z miłością ...
                            • siska_0 Re: powrot.. 13.10.08, 16:01
                              poszlam, niestety go spotkałam, niestety pogadalam i na szczescie
                              jest chujem wciaz. spalilam wszelkie napisy "kocham Cie" od niego i
                              wszelkie karteczki jakie byly z nim zwiazane, zostaly rzeczy i
                              zdjecie, mam zamiar mu to oddac i powiedziec mu ze "kocham Cie raz
                              na zawsze" jest obietnia ktora jak nie jest skladana szczerze
                              odwroci sie przeciw niemu, ide wytrzezwiec i na zajecia

                              ps. czy on wie ze ja go nienawidze?
                              • ladynemeyeth Re: powrot.. 13.10.08, 16:15
                                Oj Siska,
                                raz huśtawka w jedną, raz w drugą ...
                                Nie pomyśl, że Cię krytykuję, bo tak nie jest. Chodzi o większe
                                zdecydowanie w Twoim działaniu. Pokaż, że masz jaja i odetnij się od
                                niego raz na zawsze!!! Może jeszcze tego nie wiesz, ale to między
                                Wami to nie jest miłość.
                                Dzisiaj mogę to powiedzieć, bo spotkałam miłość i miłość to sama
                                dobroć, szczęście, radość, łagodność, zaufanie, ciepło - wszystko co
                                dobre!
                                Tam, gdzie ludzie z premedytacją się ranią, nie ma prawdziwej
                                miłości, tylko chore zależności, chore, uzależniające więzi.
                                Chciałabyś w życiu zaznać tej prawdziwej miłości? Ciepła, szacunku,
                                wsparcia, dobroci, zrozumienia?
                                Chciałabyś, żeby Cię spotkała?
                                To zrób jej miejsce w swoim życiu, a robi się to poprzez na przykład
                                wywalenie z życia śmieci takich, jak Twój ostatni, bolesny związek.
                                Ja też kiedyś budowałam beznadziejne związki i kosztowało mnie od
                                cholery pracy, żeby zmienić swoja świadomość w tym temacie. Opłacało
                                się!
                                Ciebie też to czeka, jeżeli w ogóle chcesz w małżeństwie zaznać
                                szczęścia.
                                No chyba, że lubisz dostawać ciągle po dupie ...
                                • siska_0 Re: powrot.. 13.10.08, 20:59
                                  masz racje.... ze wszystkim.... ja to wiem, Ty to wiesz i kazda inna
                                  osoba to wie.... ale moje popieprzone serce nie wie, czasem ono
                                  przemawia i stad pojawia sie hustawka.... ja Ciebie jak najbardziej
                                  rozumiem.... i chce tego o czym pisałas... tylko nie zawsze to po
                                  prostu do mnie dochodzi.. ale wiesz co? dobrze ze tam poszlam... bo
                                  on jest bezwatrosciowa osoba skoro nie umie sie zachowac i dosra mi
                                  nawet po zerwaniu - fakt ze subtelnie.. ale jednak.. i to o
                                  wszystkim swiadczy....
                                  • megg2003 Re: powrot.. 14.10.08, 07:51
                                    Siska, ile jeszcze razy bedziesz musiala sobie udowadniać, że facet jest
                                    niewart? Jeszcze Ci mało? Po co narażasz się na kolejne upokorzenia z jego
                                    strony? Przepraszam, ale teraz powiem tak szczerze. Niszczysz samą siebie.
                                    Zamiast patrzeć to, co dobrego przed Tobą, wciąż oglądasz się za siebie i
                                    babrzesz się w tym gównie. Jeszcze raz przepraszam za dosadność, ale nic innego
                                    nie przychodzi mi już do głowy :( To widać jak cierpisz. Czas to przerwać, nie
                                    ma innego wyjścia.
                                    Spotykaj się ze znajomymi, rób wszystko TYLKO dla siebie. Ale za żadne skarby
                                    nie szukaj kontaktu z nim, zaciskaj zęby, krzycz jak już nie będziesz mogła
                                    wytrzymać, ale nie kontaktuj się, bo się wykończysz.
                                  • ladynemeyeth Re: powrot.. 14.10.08, 08:34
                                    O to chodzi siska, że to nie serce i nie miłość ... To schematyczne,
                                    chore i uzależnione myślenie. Trzeba się za to zabrać i to wyleczyć.
                                    Ale do Ciebie to nie dociera.
                                    Następny Twój post będzie w stylu " och, jak ja mogłam tak pomyśleć?
                                    Chyba mi się w głowę coś stało, przecież to taki palant!" i wszystko
                                    się zacznie od nowa.
                                    Teraz jesteś na studiach i wyobrażam sobie, że jesteś bardzo młodą
                                    osobą. Na studiach nie myśli się o poważnym związku czy o ślubie,
                                    dzieciach, przyszłości ogólnie, bo człowiek (a przynajmniej dużo
                                    ludzi) ma ten komfort, że nie musi być odpowiedzialnym i poważnym.
                                    To jest czas zabawy, imprez i zgadzam się, że należy z tego
                                    korzystać.
                                    Tyle, że za kilka lat, które mijają bardzo szybko de facto,
                                    beztroska się kończy i naturalnym stanem jest chęć większej
                                    stabilizacji. I tu następuje dramat, jeśli psychika i światopogląd
                                    nie są gotowe na przyjęcie takiego związku, tylko nastawione na
                                    tworzenie związków toksycznych. Trzeba nawet lat, żeby to
                                    przebudować. Do tego dochodzi stres, że człowiek się starzeje, że
                                    wokół tylu singli, że wartości rodzinne już nie mają prawa bytu we
                                    współczesnym społeczeństwie, nie ma fajnych, poważnie myślących i
                                    wartościowych facetów, bla bla bla. Pojawia się ogromna presja i
                                    stres, która bardzo utrudnia przebudowanie psychiki na tworzenie
                                    udanych związków.
                                    Chciałabym Ci mniej więcej nakreślić, co Cię może spotkać, jeśli nie
                                    weźmiesz się za siebie teraz Siska i nie postanowisz sama dla siebie
                                    wyrzucić tego faceta z pamięci w pizdu! Z autopsji powiem Ci, że to
                                    się da zrobić - trzeba ogromnej dyscypliny i skupienia na celu.
                                    Uwierz mi, da się, tylko trzeba się za to porządnie zabrać, a nie
                                    pierdu pierdu bujać się w ten sposób i uzależniać jeszcze bardziej.
                                    Dopóki nie uruchomisz u siebie czegoś takiego jak zdecydowanie i
                                    charakter, to "ogon będzie machał psem".
      • alkakk2d2 Re: powrot.. 14.10.08, 12:44
        A moze po prostu wierzysz w to, ze im bardziej bedziesz sie pognebiac
        tym szybciej los sie do Cibie usmiechnie? Czyzby odezwal sie cichutki
        glosik nadzei?
        Tak czy owak to bledne myslenie, bo trzeba siebie chronic przed
        negatywnymi emocjami, myslami, zdarzeniami. Zacznij byc dla siebie
        dobra.
        Mysl o przyszlosci.
        Wszystkiego dobrego
        Pozdrawiam

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka