Dodaj do ulubionych

Turysta z klasą

19.07.18, 11:43
Oglądałam program kulinarno-podróżniczy, w którym gospodarz zwiedzał akurat Wenecję. Taki standard, podróżnych bez liku, mrowie obcokrajowców.

W pewnej chwili pokazano rozmowę z lokalnym restauratorem. Mówił o tym, że powstają nowe, modne restauracje, w których wszystko jest z gotowców (nie maja nawet prawdziwej kuchni!) i o tym, że miasto zarabia coraz mniej na turystyce.
Jak to, zapytał prowadzący, przecież tylu gości jest wokół, aż trudno się przebić przez gąszcz ciał przy popularnych zabytkach?
Restaurator odpowiedział, że owszem, ludzie przyjeżdżają zobaczyć miasto. Robią zdjęcia i uciekają po kilku godzinach. Nie zostają na obiad, nie zatrzymują się w hotelach. Mają własny prowiant i wykupiony bilet na tanie połączenie do państwa obok - na następną rundę klikania fotek telefonem.

Jasne, gdzieś się zatrzymują, nie jest tak że nie sypiają nigdzie. wink Ale faktycznie też znam ludzi, którzy wyjeżdżając wszystko mają "swoje". Bo za granicą - drogo. A w efekcie, zarówno zwiedzanie traci, jak i miejsce, które się odwiedza.

Jak myślicie, jak podróżować, żeby być turystą z klasą?
Obserwuj wątek
    • majaa Re: Turysta z klasą 19.07.18, 12:14
      No, wiadomo, że z punktu widzenia mieszkańców turysta "z klasą", to taki, który ma pełną kiesę oraz chętnie i z gestem z niej czerpiewink
      A tak poważniej, to uważam, że o klasie turysty z pewnością nie decyduje ilość wydawanych pieniędzy. Zresztą, w moim przekonaniu, nie tylko o klasie turysty, ale w ogóle. Klasa kojarzona wyłącznie z nabitą kabzą to zupełnie nie moje klimaty.

      Oczywiście to nie znaczy, że pochwalam bycie dusigroszem, bo to na pewno nie jest zachowanie z klasą, jak każda przesada. Najlepszy jest, jak zwykle, złoty środek, moim zdaniem.
      • kora3 Re: Turysta z klasą 19.07.18, 12:44
        Podpisuję się pod tym, co napisała Maja
        • aqua48 Re: Turysta z klasą 19.07.18, 13:13
          kora3 napisała:

          > Podpisuję się pod tym, co napisała Maja
          >
          Ja również.
      • ola5488 Re: Turysta z klasą 19.07.18, 22:15
        I ja smile
    • mim_maior Re: Turysta z klasą 19.07.18, 12:20
      Akurat Wenecja to specyficzne miejsce - bardzo drogie i przejęte w całości przez przemysł turystyczny. Noclegi są drogie i trudno znaleźć coś wygodnego, jeśli nie ma się platynowej karty kredytowej, to samo można powiedzieć o posiłkach. Nie dziwię się więc ludziom, że wpadają jak po ogień.
      Gdzie indziej lubię jeść jak miejscowi, zwiedzać pieszo poza głównymi trasami turystycznymi itd. Ale akurat Wenecja się do tego niezbyt nadaje...
      • baba67 Re: Turysta z klasą 20.07.18, 12:22
        Właśnie-jakoś Rzym nie narzeka. Ani Paryż. Oczywiście trzeba wiedzieć gdzie się kierować i na pewno nie w ścisłym turystycznym centrum, jednak wystarczy przejechać 10 min metrem czy autobusem żeby zjeść całkiem dobrze i niedrogo .Wenecja jest specyficzna-tam jest turystyczne centrum wszędzie,tramwajem wodnym jakieś 20min na dalsze wyspy to się da coś taniej.Mam sporą wiedzę praktyczną z racji wykonywanego zawodusmile Co do turysty-nie chce być jeleniem, nie jest to żaden dowód na brak elegancji.
    • mim_maior Re: Turysta z klasą 19.07.18, 12:23
      Ale podstawą eleganckiego podróżowania jest dla mnie wcześniejsze zapoznanie się z historią i kulturą miejsca, które chcemy zwiedzać, żeby szanować lokalnych mieszkańców i ich zwyczaje. Do tego wypada poznać chociaż grzeczościowe zwroty w miejscowym języku i ich używać.
      • aqua48 Re: Turysta z klasą 19.07.18, 13:18
        mim_maior napisała:

        > Ale podstawą eleganckiego podróżowania jest dla mnie wcześniejsze zapoznanie si
        > ę z historią i kulturą miejsca, które chcemy zwiedzać, żeby szanować lokalnych
        > mieszkańców i ich zwyczaje. Do tego wypada poznać chociaż grzeczościowe zwroty
        > w miejscowym języku i ich używać.
        >
        Dla mnie to niekonieczne. W wielu miejscach byłam niejako całkowitym "przypadkiem", lub po drodze gdzie indziej, zwroty grzecznościowe w wielu językach są dla mnie nie do wymówienia poprawnie, wobec tego wolę nie kaleczyć miejscowej mowy by kogoś nie obrazić. Wdzięczność, czy powitanie można też wyrazić gestem.
        Koniecznością jest natomiast okazywanie ludziom szacunku i życzliwości.
    • magazynka Re: Turysta z klasą 20.07.18, 01:44
      Sporo podróżowałam i mam takie obserwacje:

      Myślę, że są różni turyści.

      Jedni mają sporo pieniędzy, pływają gondolami, korzystają z helikopterów, śpią w drogich hotelach, jadają w restauracjach i nie żałują sobie.
      Inną kwestią jest to jedzenie 'gotowców', wygórowane ceny, kolejki, niska jakość posiłków i wielkość porcji.

      No, sorry, mieszkaniec miejscowości turystycznej uważa, że musi zarobić duże pieniądze, tylko dlatego, że tam mieszka i zainwestował w mały (nierzadko dość obskurny) interes - bar czy pokoje do wynajęcia, a turyści to 'szarańcza do golenia' w cenach dużo wyższych niż w okolicy czy innych rejonach. Często jakość usług nie nadąża za ceną, tylko miejsce się liczy.

      Turystami jest też niezbyt zasobna młodzież, studenci, rodziny z dziećmi, backpakerzy, którzy przyjeżdżają, by zwiedzić, poznać, chłonąć atmosferę i cyknąć parę zdjęć, wypić wodę i zjeść loda, ale nie stać ich na kosztowne hotele i knajpy.
      Czy nie mają prawa? Póki co - nie ma warunku "Bez 1000 € na 3 dni nie przyjeżdżaj do nas, bo nie wpuścimy".

      Obie grupy kupują bilety wstępu do znanych obiektów - wcale nie tanie, płacą za toalety, parkingi, często za 'pamiątki', jeżdżą metrem, autobusami czy tramwajami, zostawiają kasę dla miasta i nie dają zarobić pazernym miejscowym, na co skarżą się ci ostatni. Może by tak nieco spuścili ceny, to i więcej klientów by było?

      Obie grupy są turystami, choć na różnych poziomach cenowych. Podejrzewam, że więcej jest tych biedniejszych, bo Unia się powiększyła i ludzie są ciekawi innego świata i po zniesieniu granic chcą podróżować i zwiedzać.

      Do Wenecji, Rzymu czy Madrytu nie jedzie się po to, by zjeść obiad w drogiej tam knajpie, tylko by zwiedzać atrakcje.

      Jasne, osoby z grubszym portfelem zjedzą w dobrej (?) restauracji lokalne dania z profesjonalną obsługą, zostawią suty napiwek i będą potem wspominać ten wieczór w lokalu, ale studenci zjedzą najtańszy makaron za parę € i nie dadzą zarobić restauratorowi lub pochłoną swoje przywiezione jedzenie, bo miejscowe jest zbyt drogie. I co tu się użalać? Każdy ma prawo wyjeżdżać, zwiedzać i jeść na swoją kieszeń.

      Czy polski student, urzędniczka z budżetówki lub emeryt nie powinien jechać na Zachód, bo za drogo w knajpach? Niech weźmie swoje jedzenie, jeśli ma możliwość, bo jedzie nie po to, by jeść, tylko zwiedzać. Czy to powód do wstydu lub potępienia takich turystów? Inne nacje też są różne i tak robią. Nie chodzi o wydawanie większych pieniędzy, tylko o poznawanie kraju - miasta - regionu, a nie o poziom spania czy jedzenia.

      Myślę, że rozwiązaniem byłoby stworzenie różnych pułapów cenowych dla obu grup (o różnym standardzie i odległości od centrum) i wtedy każdy miejscowy coś by zarobił.

      Niby coś takiego istnieje - im dalej od zabytków, tym taniej, ale też zależy to od miejscowości, a i dojechać tam trzeba - bynajmniej nie za darmo - po całym dniu zwiedzania i zmęczeniu.

      Więcej tańszych sieciówek w ciekawych miejscach (choć widziałam za granicą duże różnice cen nawet w KFC w zależności od punktu).

      Podobno nie cena, ale ilość buduje zarobek.

      Fajnym i przyjętym już w Europie jest pomysł wystawiania cenników dań przed wejściem do lokalu - oszczędza uboższym rozczarowania i konfuzji po zajęciu stolika.

      Każdy teraz może podróżować na miarę swoich możliwości i nie musi zostawiać fortuny (wg swojego mniemania) za obiad, choć jednak trzeba zapoznać się z poziomem cen w danym kraju.
      Turysta nie powinien przeliczać cen z € na zł za gałkę lodów, pizzę czy burgera, porównując ją z cenami w PL.

      Na pewno turysta powinien przygotować się choć trochę z historii zwiedzanych miejsc, zwyczajami, kulturą, no i szanować zasady (napiwki, pozdrowienia, zakazane gesty czy lokalne zwyczaja - podkreślam - choć trochę poczytać i stosować się. Pozdrowienia w lokalnym języku też są mile widziane - sprawdziłam.

      Inną kwestią (może na osobny wątek) jest zwyczaj w niektórych krajach - doliczanie obowiązkowego napiwku do rachunku lub opłaty za obsługę w ogródku przed lokalem. Z tym nie wygramy, bo to lokalne prawa i też warto o tym wiedzieć.

      • ola5488 Re: Turysta z klasą 20.07.18, 06:42
        Magazynka, dobrze to ujęłaśsmile
      • positronium Re: Turysta z klasą 20.07.18, 14:37
        Wow, dzięki za dwa długie wpisy. smile

        magazynka napisał(a):
        > No, sorry, mieszkaniec miejscowości turystycznej uważa, że musi zarobić duże
        > pieniądze, tylko dlatego, że tam mieszka i zainwestował w mały [...] interes - bar czy pokoje do wynajęcia
        , a turyści to 'szarańcza d
        > o golenia' w cenach dużo wyższych niż w okolicy czy innych rejonach. Często jak
        > ość usług nie nadąża za ceną, tylko miejsce się liczy.

        Mieszkam w Warszawie. Jest to miejscowość turystyczna. wink Na rynku Starego Miasta jest taniej, niż na Starym Rynku w Poznaniu. Dwa duże miasta w tym samym kraju, do tego W. obiektywnie - bardziej atrakcyjna turystycznie, krajowo i międzynarodowo. A jednak tutaj łatwiej o różnorodność cen w lokalach mieszczących się przy bardzo znanych zabytkach.

        Każdy przedsiębiorca pracuje dla pieniędzy; to naturalne. Oczywiście, zdarzają się "pazerni" biznesmeni, którzy tylko patrzą jak wycisnąć każdy grosz z klienta. Ale nie robiłabym z tego normy całego rynku turystycznego, wszędzie. Wystarczy po prostu omijać takie miejsca, świadomie wybierać, komu zostawia się pieniądze na rozwój. Restauracje i kawiarnie liczą na klientów, a pewnie podobnie jak ja widziałaś nie raz i nie dwa ludzi, którzy siadają przy kawiarnianym stoliku i pałaszują własne zapasy. To m. in. o takie zachowania mi chodzi.

        > Turystami jest też niezbyt zasobna młodzież, studenci, rodziny z dziećmi, backp
        > akerzy, którzy przyjeżdżają, by zwiedzić, poznać, chłonąć atmosferę i cyknąć pa
        > rę zdjęć, wypić wodę i zjeść loda, ale nie stać ich na kosztowne hotele i knajp
        > y.
        > Czy nie mają prawa? Póki co - nie ma warunku "Bez 1000 € na 3 dni nie przyjeżdż
        > aj do nas, bo nie wpuścimy".

        "Kosztowne hotele i knajpy" to jest chyba sedno wszystkiego. Obraz pięciogwiazdkowego hotelu w wielkim gmaszysku mocno się utarł jako tło dla "bogatego turysty". Tymczasem, problemem dla lokalnej gospodarki nie jest nadmiar takich miejsc, tylko powstające jak grzyby po deszczu tanie hoteliki, apartamenty na wynajem itp. Dużo bardziej opłaca się wynająć mieszkanie 10 turystom w ciągu miesiąca, niż jednej rodzinie na rok czy dwa (albo i dłużej). Przez to ośrodki turystyczne wyludniają się - mieszkańcy nie mogą sobie pozwolić na mieszkania i domy, bo wszystko wykupują bogate firmy (często zagraniczne, działające w kilku krajach). Jasne, ulice są pełne turystów... Właśnie tych, którzy korzystają z taniego mieszkania wynajętego na kilka dni, w którym gotują jedzenie przyrządzone z zapasów przywiezionych z domu.
        Oczywiście - można tak podróżować. Można też zatrzymywać się tylko w wielkich hoteliskach i nie wyściubiać za nie nosa. Można, czemu nie.
        Ale warto sobie rozważyć, czy ten "pazerny" restaurator nie stara się przypadkiem zapewnić utrzymania rodzinie, bo mieszka w danym miejscu całe życie i w innej branży trudno mu znaleźć zatrudnienie. Albo, czy drogi pokoik na wynajem nie jest jedynym źródłem dochodu poza marną emeryturą?
        BTW, ponoć Wenecja miała w 1951 prawie 175 tys. mieszkańców, a teraz tylko 55 tys. Pod linkiem jest cały artykuł o negatywnych stronach turystyki w tym mieście.

        > Obie grupy kupują bilety wstępu do znanych obiektów - wcale nie tanie, płacą
        > za toalety, parkingi, często za 'pamiątki', jeżdżą metrem, autobusami czy tram
        > wajami, zostawiają kasę dla miasta i nie dają zarobić pazernym miejscowym, na c
        > o skarżą się ci ostatni.
        Może by tak nieco spuścili ceny, to i więcej klien
        > tów by było?

        A wiesz, kiedyś podróżowałam bardzo "budżetowo". Chodziłam do muzeów w darmowe dni, pokonywałam pieszo spore odległości, żeby oszczędzić na transporcie, sypiałam w marnych hotelikach. Ale to były czasy, kiedy popularne były wycieczki "objazdówki", na pewno kojarzysz, o jaki typ turystyki chodzi. A ja za takie same (albo i mniejsze) pieniądze widziałam zamiast 5 miast jedno - ale porządnie. To właśnie o takie wybory chodzi.
        Oczywiste, że każdy turysta ma inny, właściwy dla siebie budżet na wyjazd. Pytanie, czy faktycznie "poczuje atmosferę" miejsca, które odwiedza jeśli będzie biegł sprintem od Wielkiego Zabytku A, do Wielkiego Zabytku B, następnie do Znanej Świątyni, jeszcze do Słynnej Galerii a potem prosto do pokoju jeść zupkę z paczki przywiezioną z domu, bo następnego dnia do zobaczenia ma kolejne miasto. I znowu tyle atrakcji do "zaliczenia".
        To trochę jak z wizytami w muzeach. Po co przebiegać w jednym dniu przez trzy, skoro w żadnym nie ma czasu aby zatrzymać się i podziwiać detal rzeźby czy obrazu?
        Miejscowi często maja tylko kilka miesięcy, podczas których mogą zarobić na turystach - bo przez resztę roku ich miasto jest opuszczone. Jeśli poza zabytkami nie ma innych zasobów, to dlaczego mają na nich nie zarabiać?


        > Do Wenecji, Rzymu czy Madrytu nie jedzie się po to, by zjeść obiad w drogiej ta
        > m knajpie, tylko by zwiedzać atrakcje.

        Hmm. Ale do takiego Neapolu warto wybrać się na pizzę - w końcu stamtąd pochodzi, a a Modenie warto zainteresować się octem, a w samej Wenecji - owocami morza...
        Kuchnia lokalna to bardzo ważny nośnik kultury. Nie bez powodu wiele osób mówi, że zna "prawdziwy smak" dania X dopiero po pobycie w miejscu, z którego to danie pochodzi.
        Kulinaria są dostępne w bardzo różnych cenach. Ja mam zwyczaj podczas podróży wychodzić do dwóch-trzech "dobrych" knajp, ale na co dzień stołuję się tam, gdzie stali mieszkańcy. Kupuję na śniadanie takie same kanapki, jakie oni biorą do pracy, tylko ja jadam je na trawie w parku, albo na ławce przy fontannie. wink

        > Czy polski student, urzędniczka z budżetówki lub emeryt nie powinien jechać na
        > Zachód, bo za drogo w knajpach? Niech weźmie swoje jedzenie, jeśli ma możliwość
        > , bo jedzie nie po to, by jeść, tylko zwiedzać.

        Czy studentka, urzędniczka, emerytka, które mieszkają w miejscowości atrakcyjnej turystycznie nie maja prawa dorobić? Wynajmem mieszkania, wyrobem miejscowych przysmaków, albo rękodzieła?
        Spójrz, ile do kupienia w sklepach pamiątkowych jest "chińszczyzny" - a przecież są lokalne rarytasy i cacka, w które można zainwestować. Tylko zamiast magnesika za 2 euro trzeba wydać np. 15 euro na plecioną tradycyjnie bransoletkę. Zdzierstwo? W końcu po co jeździmy do obcych miejsc - poznać ich "klimat" i kulturę, czy "zaliczyć" zdjęcie z zabytkiem i przywieźć produkowany w zupełnie innym miejscu rupieć?

        > Więcej tańszych sieciówek w ciekawych miejscach (choć widziałam za granicą duże
        > różnice cen nawet w KFC w zależności od punktu).

        Oj. Ojej. Przecież i u nas takie przybytki wcale nie są najtańszą opcją gastronomiczną. A zarabiają na nich tylko udziałowcy z dalekich krajów. Pracowniczy często (nie zawsze, ale często) zarabiają najmniej, jak to tylko możliwe wedle prawa danego kraju, a jednocześnie przez rozpowszechnienie takich knajp ich właściciele mają niesamowicie korzystne warunki zakupu produktów, a przez to - ogromne profity ze sprzedaży po "turystycznych" cenach.
        Mały, lokalny biznesmen nie ma szans konkurować z zasobami koncernu, do którego należy taka sieciówka.
        Im więcej sieciówek w atrakcyjnych miejscach, tym mniej ducha tych miejsc - a zatem tym gorsze zwiedzanie.

        > Inną kwestią (może na osobny wątek) jest zwyczaj w niektórych krajach - dolicza
        > nie obowiązkowego napiwku do rachunku lub opłaty za obsługę w ogródku przed lok
        > alem. Z tym nie wygramy, bo to lokalne prawa i też warto o tym wiedzieć.

        A chętnie porozmawiam o napiwkach, czemu nie. Ale masz rację - to temat zasługujący na własny wątek.
    • magazynka Re: Turysta z klasą 20.07.18, 03:18
      positronium napisała:

      "Ale faktycznie też znam ludzi, którzy wyjeżdżając wszystko mają "swoje". Bo za granicą - drogo. A w efekcie, zarówno zwiedzanie traci, jak i miejsce, które się odwiedza."

      A niby dlaczego 'A w efekcie, zarówno zwiedzanie traci, jak i miejsce, które się odwiedza.'?

      Czy po całym dniu zwiedzania, po powrocie do hotelu, pensjonatu, hostelu, namiotu czy apartamentu coś się traci, jedząc własny posiłek? Pewnie nie posmakuje lokalnej bazylii, krewetek, muli czy sera, ale po prostu nie może.

      Są wrażenia, emocje, zdjęcia - po nie pojechał, choć pewnie chętnie skosztowałby też lokalnych potraw.
      Trauma, bo nie wydał 40 € za posiłek, miałaby mu to zabrać?

      No, nie każdy MUSI zjeść w lokalnej restauracji podczas zwiedzania, choć poznawanie lokalnej kuchni jest fajne i pouczające, ale tylko dla tych z zasobniejszym portfelem, szczególnie w popularnych miejscach, a człowieczek z plecakiem i małymi pieniędzmi naje się swoim i też zapamięta, co widział i przeżył.

      Z pewnością dobrze jest poznać lokalne smaki, ale też może dla niego, przy ograniczonym budżecie, ważne są i zapamięta widoki, kształty, historyczne miejsce obejrzane własnymi oczami, wrażenia i emocje z tym związane, a i wspomnienie, że po tych ekscytujących miejscach zajadał się swoją mortadelą z kiszonymi ogórkami wink
      Smaki to coś ekstra, przydałyby się, ale ...

      Positronium - rozumiem, że za granicą chcesz każdą sekundą chłonąć lokalną atmosferę, w tym, i lokalne jedzenie i wtedy jest to pełnia szczęścia i jesteś 'turystą z klasą', ale są ludzie, którzy też chłoną, choć bez miejscowej knajpy, bo ich po prostu na to nie stać.

      Pewnie coś tracą (lokalną kuchnię), ale też mogą mieć 'klasę' - 'klasa' to nie tylko pieniądze, ale i wiedza, kultura, wrażliwość, dostosowanie się do miejscowych obyczajów, otwartość i tolerancja.

      Może mają wiedzę, doktorat, wrażliwość, tylko trochę mało forsy?

      Nie chcę już pisać o popularnych i obleganych knajpach na promenadach wybrzeża Morza Śródziemnego, gdzie masowo serwują chłam dla masy turystów, bardzo średniej jakości, ale z wysoką ceną. Konsumenci myślą, że spożyli dobry lokalny posiłek. Pewnie litry spożytego wina potwierdzają ich w tej opinii wink

      Przewodniki radzą, by jeść w 'budach' obleganych przez lokalne społeczeństwo, najlepiej z 'pospólstwa', a nie miejscach o dobrym usytuowaniu nad morzem.
      • aqua48 Re: Turysta z klasą 20.07.18, 09:56
        magazynka napisał(a):

        > No, nie każdy MUSI zjeść w lokalnej restauracji podczas zwiedzania, choć poznaw
        > anie lokalnej kuchni jest fajne i pouczające, ale tylko dla tych z zasobniejszy
        > m portfelem

        Tu się nie zgodzę. po pierwsze w wielu miejscach jedzenie w lokalnej restauracji nie jest wcale drogie, a po drugie próbowanie lokalnych przysmaków bywa bardzo fajnym przeżyciem, zwłaszcza w krajach śródziemnomorskich, często lepiej i dłużej wspominanym niż wizyta w kolejnej galerii obrazów.
        Każdy powinien samodzielnie decydować na jakich przeżyciach mu bardziej zależy i wg swoich potrzeb organizować sobie podróże. Na przykład my z mężem zwiedzając Madryt skupialiśmy się bardziej na interesujących nas zabytkach, mój syn z synową nieco bardziej na barach z tapas smile Czy któryś z tych sposobów zwiedzania był lepszy? Nie. Każda para ma wspaniałe wspomnienia z podróży.

        > Nie chcę już pisać o popularnych i obleganych knajpach na promenadach wybrzeża
        > Morza Śródziemnego, gdzie masowo serwują chłam dla masy turystów, bardzo średni
        > ej jakości, ale z wysoką ceną. Konsumenci myślą, że spożyli dobry lokalny posił
        > ek.

        Nie lubię takiej generalizacji. Knajpy i bary wszędzie są lepsze i gorsze, droższe i tańsze. A często i takie i takie są umieszczone obok siebie. Żeby dobrze i niedrogo zjeść wystarczy wejść czasami nieco głębiej w jakąś mniej obleganą uliczkę, lub poszukać restauracji czy tawerny w której jadają miejscowi, nie turyści. W której karta dań jest krótka i nie ma w niej "ogólnoświatowych" potraw.
        Wiadomo że restauracja na plaży jest z zasady przeznaczona głównie pod turystów. Za to restauracja w centrum może serwować wspaniałe lokalne dania. Ale nie do końca tak jest bo to jakie podaje się jedzenie zależy w 99% od...kucharza jego kunsztu, chęci i możliwości. Dlatego też najlepsze danie w Grecji jadłam właśnie w miejscowości czysto turystycznej z tylko jedną jedyną dostępną restauracją.

        • positronium Re: Turysta z klasą 20.07.18, 15:53
          Podzielam zdanie Aquy.
          Jeszcze dodam, że często "snobistyczne" restauracje są właśnie magnesem do odwiedzenia jakiegoś miejsca. Oszczędzam, żeby odwiedzić koleżankę ze Słowenii i co tam zobaczę poza Ljubljaną i jej rodzinnym miasteczkiem? Ano, restaurację w pięknej dolinie - Hisa Franko.
          Hiszpania dzięki kilku genialnym kucharzom zyskała bardzo wiele rozgłosu i renomy - przy okazji wpływając na kształt światowej gastronomii.
      • znana.jako.ggigus Re: Turysta z klasą 20.07.18, 13:10
        Nie zawsze jedzenie lokalne jest drozsze. Wystarczy isc tam, gdzie jedza lokalsi, to z reguly jedna boczna ulica od glownej.
        To samo dotyczy wszystkich innych obleganych przez turystow miejsc, po piersze zawsze sa miejsca, gdzie jedza okoliczni. Najczesciej wskazowka sa karty dan w jezyku lokalnym, szyld.
        Pamietam np. restauracje Szczasliwitca w Bulgarii, napisana oczywiscie cyrilica. W srodku dania o wiele tansze, pelno ludzi, towarzystwoa albo blugarskie albo mieszane. Ktos gdziesz dlugo szukal karty po angielsku, ale dalam sobie rade, znam rosyjski. W drogim, turystycznym miescie.
        Ciezko mi to jakos opisa,c ale ja mam nosa do takich rzeczy i zawsze wytropie takie miejsca i jestem zadowolona.
        A ze czasem trudno mi sie dogadac, bo pare metrow od glownej ulicy nikt nie mowi po angielsku, to i dobrze.
        • annthonka Re: Turysta z klasą 23.07.18, 15:46
          @Ggigus

          Ja tak samo. Idąc za lokalesami nieraz wytropiłam naprawdę fajne knajpki. Na pewno bez splendoru restauracji dla turystów, ale jedzenie prawdziwie lokalne, a nie modyfikowane pod gusta europejskie. Nawet jak niezbyt mi smakowało to i tak było to ciekawe doświadczenie. No i poza tym ceny zdecydowanie na kieszeń lokalną, a nie turystyczną.
    • bene_gesserit Re: Turysta z klasą 22.07.18, 17:05
      Zgadzam się z tym, co napisały tu niektóre forumowiczki - że kasa nie ma nic wspólnego z klasą.
      I że jest cała grupa ludzi nie skąpych, ale po prostu bez kasy - studenci chociażby - którzy po prostu muszą się trzymać za kieszeń. Nie mówiąc już o tym, że skoro dyskutujemy o klasie, to często nie mają jej ludzie, pracujący przemyśle turystycznym, którzy windują ceny w kosmos i/lub traktują turystów jak dojne krowy, łupiąc na każdym kroku.

      Problem dotknął też mieszkańców wielu turystycznych miast - wenecjan, obsługujących setki tysięcy turystów nie stać na mieszkanie w samej Wenecji, a nawet w jej pobliżu. To samo dotyczy Monaco chociażby.
      • positronium Re: Turysta z klasą 23.07.18, 15:12
        Klasa nie zależy od kasy - ależ oczywiście! Właśnie to jest sedno, ten sam powiedzmy tysiąc złotych na wyjazd można wydać na chinszczyzne, fastfoody i dziesięć miejsc widzianych szybko i niedbale, albo posiedzieć w jednym miejscu chlonąc jego atmosferę i wspierając tubylców. Właśnie ten wybór jest istotny.
        • bene_gesserit Re: Turysta z klasą 23.07.18, 20:17
          positronium napisała:

          > Klasa nie zależy od kasy - ależ oczywiście! Właśnie to jest sedno, ten sam pow
          > iedzmy tysiąc złotych na wyjazd można wydać na chinszczyzne, fastfoody i dziesi
          > ęć miejsc widzianych szybko i niedbale, albo posiedzieć w jednym miejscu chloną
          > c jego atmosferę i wspierając tubylców. Właśnie ten wybór jest istotny.

          A ja uważam, że jak kto lubi szybko i po łebkach, to jego sprawa.
          I bez klasy jest ocenianie tego, bo niby czemu chłonięcie i wspieranie tubylców (yhy, w Wenecji raczej wspieranie koncernów turystycznych; albo tubylców, którzy do 'gości' mają stosunek ultracyniczny i ultramerkantylny) miałoby być takie cool i lepsze. Tzn nie wiem kto komu daje prawo do takiego wartościowania i niby po co?
          • ola5488 Re: Turysta z klasą 23.07.18, 21:38
            Zgadzam się z tym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka