Oglądałam program kulinarno-podróżniczy, w którym gospodarz zwiedzał akurat Wenecję. Taki standard, podróżnych bez liku, mrowie obcokrajowców.
W pewnej chwili pokazano rozmowę z lokalnym restauratorem. Mówił o tym, że powstają nowe, modne restauracje, w których wszystko jest z gotowców (nie maja nawet prawdziwej kuchni!) i o tym, że miasto zarabia coraz mniej na turystyce.
Jak to, zapytał prowadzący, przecież tylu gości jest wokół, aż trudno się przebić przez gąszcz ciał przy popularnych zabytkach?
Restaurator odpowiedział, że owszem, ludzie przyjeżdżają zobaczyć miasto. Robią zdjęcia i uciekają po kilku godzinach. Nie zostają na obiad, nie zatrzymują się w hotelach. Mają własny prowiant i wykupiony bilet na tanie połączenie do państwa obok - na następną rundę klikania fotek telefonem.
Jasne, gdzieś się zatrzymują, nie jest tak że nie sypiają nigdzie.

Ale faktycznie też znam ludzi, którzy wyjeżdżając wszystko mają "swoje". Bo za granicą - drogo. A w efekcie, zarówno zwiedzanie traci, jak i miejsce, które się odwiedza.
Jak myślicie, jak podróżować, żeby być turystą z klasą?