kociak40
19.06.09, 15:08
Miałem dzisiaj pewien przypadek, który warto opisać.
Miałem bardzo pilną sprawę słuzbową i właśnie miałem wyjść z
mieszkania, gdy nagle rozległ sie dzwonek telefonu stacjonarnego.
Pani, która dość chaotycznie i z wielkim przejęciem, wyjaśniła mi
sprawę. Jest pielęgniarką w przychodni zdrowia, odebrała telefon od
jakiejś starszej pani, która prosi o ratunek, jest bardzo chora i
traci przytomność, podała jedynie numer bloku i rozmowa została
przerwana. Telefon nie został rozłączony, pani wzywająca pomocy już
się nie odzywała i tylko w słuchawce słychać było wycie psa.
Pielęgniarka mając numer bloku (6 klatkowy, 4 piętrowy) z kart
ewidencyjnych wyszukała kogoś kto mieszka w tym bloku i mają jego
numer telefonu. Ja byłem tą jedyną osobą i pielęgniarka własnie
zatelefonowała do mnie abym zrobił wszystko co możliwe dla ratowania
tej pani, sprobował zlokalizować z jakiego numeru lokalu tak wyje
pies i wezwał pogotowie ratunkowe. Natychmiast wyszedłem przed blok,
rzeczywiście było słychać bardzo słabe wycie psa. Pies tak nie
szczeka normalnie. Przebiegłem wzdluż bloku, przed klatką schodową
gdzie wycie psa było najgłośniejsze, nacisnąłem kilkanaście
przycisków domofonu aby ktoś otworzył drzwi klatki schodowej,
wbiegłem na schody, przebiegłem po schodach "góra-dół" i
zlokalizowałem mieszkanie gdzie wydawało mi się, że za tymi drzwiami
wyje pies. Drzwi mieszkania nie były zamknięte, wszedłem. Przy
stoliku z telefonem, ktorego słuchawka leżała na ziemi, leżała
starsza pani, coś próbowała mówić. Obok niej siedział nieduży czarny
piesek, ktory tak bez przerwy wył. Natychmiast ze swego telefonu
komórkowego wezwałem pogorowie ratunkowe, mogłem podać już dokładny
adres, prosiłem o jazdę pogotowia na sygnale, powiedzialem jeszcze,
że będę czekał przed blokiem aby przyprowadzić lekarza jak
najszybciej jak przyjedzie. Pogotowie przyjechało bardzo szybko.
Nie znalem tej chorej pani więc jak przyszedł lekarz ja, jako zbędny
widz poszedłem. Po dwóch godzinach znowu zatelefonowała pielęgniarka
z tej przychodni lekarskiej do mnie i bardzo mi dziękowała. Miała
już wiadomość z pogotowia, że w ostatniej chwili ta chora pani
otrzymala zastrzyk z jakimś lekiem i życie jej zostało uratowane,
już czuje się lepiej, życiu już nic jej nie zagraża. Jakby pogotowie
przyjechało 15-20 minut poźniej to pani ta umarlaby.
Mnie nie trzeba dziękować, każdy by się tak zachował, prawdziwym
bohaterem jest pies, ktory uratował swoją panią. To jemu trzeba
podziękować, że swoim wyciem umożliwił zlokalizowanie gdzie
potrzebna jest pomoc. Pies jest czarny, nieduży, nawet nikt by nie
pomyślał, że tak mały pies może tak glośno wyć. Ta pani zawdzięcza
jemu swoje życie. Bardzo mądry pies i jemu poświęcam ten opis, choć
on nie wie o tym.