Witajcie,
Tak z ciekawości chciałam się zapytać, czy u kogoś z Was jest podobnie i jak sobie radzą Wasze maluchy z czterema językami na raz?
Oto nasza sytuacja:
Mieszkamy w Montrealu, gdzie mówi się po francusku i po angielsku, mąż jest Meksykaninem, więc dochodzi jeszcze hiszpański (plus jego rodzina niedaleko), ja oczywiście mówię do syna po polsku. Od prawie roku prowadzę małe domowe przedszkole, gdzie językiem przewodnim jest polski

, z ewentualną domieszką francuskiego w sytuacjach zapalnych np., ale jako że dzieci pochodzą z fr-ang- języcznych środowisk, często ich pierwsze słowa są fancuskie, więc Gabiś załapał trochę fracuszczyzny i trochę trudno ją teraz w rozmowach z nami wyplewić. Ech, dlaczego te pierwsze słówka po polsku są takie trudne do wymówienia?

Weźmy na ten przykład "jeszcze", no za Chiny młody nie może tego wymówić, tylko się śmieje, woli fr. "encore" (bez wymawiania r) lub do taty "más". Wymyśliłam więc, by mówił "je", tak na dobry poczłątek, mając nadzieję, że pozostałe dwie sylaby szybko do tego je dołączą...

. Gdy woda jest gorąca, młody woli mówić "chaud" (wym. szo), bo mu łatwiej. Ostatnio przekleił "tak" na "oui", więc ja udaję, że nie rozumiem.

Zato do męża mówi "tatuś", z takim pięknym "ś" na końcu, że mnie rozkłada...

Tylko tatuś oczywiście woli, by młody do niego mówił "papá", hehehe... Za to angielski jest jeszcze bierny, nawet gdy rano sluchamy radia i spiker mówi "hi, this is...", Gabi od razu się u mnie upewnia "hi no, mama, hi no!"
Ogólnie rzecz biorąc, to niesamowite, jak takie małe dziecko łapie kilka języków na raz. W jakim wieku mniej więcej można oczekiwać, że będzie umiał je dobrze rozróżniać? Jakie są Wasze doświadczenia w temacie? Czy możecie mi polecić literaturę fachową na temat wielojęzyczności? Może być w różnych językach, bo ja również jestem pięciojęzyczna (ale ja z wyboru, więc ucząc się, hehehe).
Pozdrawiam serdecznie,
Moni