Dodaj do ulubionych

Nowotwory-damy radę !

07.03.14, 20:48
Witam!
Mojemu mężowi niestety nie udało sie wygrać z ta chorobą.25 lipca dowiedzieliśmy sie że ma guza jelita grubego 7 cm. z przerzutami do wątroby.Wziął 6 cykli chemii po 6 cyklu lekarz zlecił TK jamy brzusznej i miednicy mniejszej wynik-szok,przerzuty do kości,do miednicy do płuc do otrzewnej.Od listopada zaczęły sie potworne bóle najpierw jednej nogi,później drugiej a potem doszedł krzyż. Mąż leżała w szpitalu dwa razy ale mu nie pomogli.Znalazł sie w hospicjum tam udało sie ustabilizować ból jednak po trzech tygodniach 19 lutego 2014 o 8.20 mąż odszedł mając zaledwie 44 lata.Ja jak na razie nie potrafię się pogodzić z Jego odejściem choć w godz. śmierci mówiłam do Niego że jeżeli musi to żeby szedł tam gdzie idzie że ja dam sobie radę,że zawsze byłam silna,jednak to nie takie proste,bol jest ogromny a tęsknotę trudno opisać.Byliśmy ze soba 25 lat.Mamy trzy dorosłe córki w lipcu urodzi się wnuk.Może wtedy będzie mniej bolało.
Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: Nowotwory-damy radę ! 07.03.14, 21:49
      witaj beciu,dobrze,że z nami jesteś
      ciężką drogę miał Twój mąż,wasza wspólna też niełatwa...
      jesteś bardzo silna!
      i dobrze,że tęsknisz-jest za kim...
      córki tez pewnie przeżywają stratę taty...
      na pewno jeszcze piękne chwile przed wami-nowe życie:)
      bądź tu z nami,pisz,jesteśmy
      • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 07.03.14, 22:38
        tak ,bardzo przeżywają,średnia jest w ciąży termin na lipiec ,niestety mąż nie doczekał tej chwili.Ja puki co nie wiem jak żyć ,bardzo sie kochaliśmy nie umielisy życ bez siebie,pomimo że pracował w delegacjach ostatnio w Norwegii ,córka była Jego szefową,bardzo teskniliśmy za sobą.a teraz ....? musze życ bez Niego choc nie chce i nie wiem jak dalej życ...
        • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 08.03.14, 06:15
          Ciezko kochana, a ja wiem jak ciezko. Jesli czytalas moj watek to moj maz tez mial raka jelita z przezutami do watroby w IV stadium. Odszedl 3 dni przed twoim a mial 46 lat. Byl cudownym czlowiekiem a odszedl w bolach...
          Radze ci zebys szybko oddala komus jego rzeczy, zatrzymaj jakies dwa drobiazgi. Przeprowadz zmiany w domu na tyle ile mozesz zeby ci wszystko nie przypominalo jego bo sie zadreczysz. Znajdz jakies zajecie i pomysl co mozesz jeszcze zrobic w przyszlosci z czego maz by sie cieszyl. Mysle,ze nasz bol z czasem zamieni sie w tesknote i bedzie troche latwiej zyc. Najchetniej odeszla bym z mezem ale mam corke na studjach i ona mnie potrzebuje. Bylysmy obie przy mezu jak odchodzil, byla bardzo dzielna. Najgorzej bedzie wypelnic ta pustke........
          Ty bedziesz miala nowa istotke do kochania i opiekowania sie, a to wielkie szczescie.
          • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 08.03.14, 23:07
            Mój mąż miał 44 lata,jestem teraz z córką na wakacjach w Hiszpanii,zabrała mnie żebym odpoczęła,ale nie wiem czy to dobry pomysł nie potrafię się cieszyć tą wycieczką.Rzeczy męża miałam oddać do ojca Alberta ale nie mogłam,tym bardziej że większość to były prezenty z różnych okazji.Własnie ja tez najchętniej odeszłabym z mężem ,bo nie chcę żyć bez Niego ale najstarsza 26 lat,która była ze mną w hospicjum kiedy odchodził mój mąż powtarza mi każdego dnia jak bardzo mnie kocha i jak bardzo jestem im potrzebna.Każdy kolejny dzień jest dla mnie udręką,ból który nie przechodzi nawet na moment,do tego dochodzi bezsenność,nie wiem już jak mam sobie z tym poradzić,choć do tej pory uważana jestem za twardą osobę.Przez pół roku byłam non stop przy moim mężu podczas choroby,dawałam radę ze wszystkim,godziłam dom,zakupy ,pranie sprzątanie ,gotowanie etc,etc z opieką 24h na dobę nad chorym mężem a teraz już nie daję rady. Każdego wieczora modlę się do Boga i mojego ukochanego o siły.Beznadzieja
            • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 09.03.14, 00:09
              Tak dawalas sobie rade bo mialas cel, zadanie do wykonania i wiedzialas,ze mu pomagasz. To wszystko juz minelo, nie ma. Zostalas ty przemeczona fizycznie i z chora dusza. Postaw sie w roli corek bo ja wiem jak sie czuja. Moja mama umarla jak ja bylam w ciazy z moim synem. Myslalam,ze oszaleje stracilam kogos kto kochal mnie bezwarunkowo, komu moglam powiedziec wszystko i komu moglam ufac. Dlatego wlasnie teraz mysl o corce trzyma mnie przy zyciu. Wlasciwie moze jestem niesprawiedliwa, moj syn ma 27lat i mieszka osobno ale wraca do domu jak do miejsca, ktore bedzie zawsze na niego czekalo. Dlugo nie wierzyl,ze taty juz nie ma.....nie chcial przyjechac do hospicium w tej ostatniej godzinie, bal sie myslal moze ,ze zatrzyma to co ma sie stac.
              Uwazam,ze dobrze ze corka wywiozla cie do Hiszpanii i wyciagnela cie z tego miejsca gdzie wszystko jeszcze takie niezmienione i gdzie wydaje sie,ze za chwile pojawi sie on. Nie rob sobie tego, wyjdz do ludzi i znajdz jakas prace, wszystko jedno co tylko zebys nie siedziala w domu bo rozdrapywanie ran nic ci nie da. I jeszcze jedno nie traktuj czasem zmian w swoim zyciu jako zdrady wobec niego. Wiem co mowie bo sama walcze ze soba ale mysle,ze moj maz nie chcial by zebym cierpiala bo mnie kochal i twoj tez chcial by zebys byla szczesliwa. Tak wiem, ogladasz widoki i myslisz,ze to albo tamto by mu sie podobalo i z nim bylo by tak cudownie ale jest jak jest i nie zmienimy tego co sie stalo. Mozemy myslec, ze kiedys znowu bedziemy razem ale to dopiero kiedys. Bierz zycie za rogi dzien po dniu, nie wychodz myslami zbytnio do przodu. Tez nie sypiam dobrze, biore hydroxizinum przed spaniem, raz pomaga lepiej a raz gorzej. Budze sie niezmiennie o 4ej rano kiedy musialam dac morfine. Jak jestem sama w domu to glosno wlanczam ksiazke do sluchania zeby zagluszyc cisze. I dziekuje Bogu za nasza kotke. Musze jej dac jesc, zadbac o nia a ona robi takie rzeczy,ze czasem musze sie usmiechnac. Poza tym mruczenie kota jest kojace. Moze ci sie wydaje ze o glupotach pisze , jakis tam kot kiedy nie ma juz kogos bardzo bliskiego ale chwytam sie wszystkiego co moze mi pomoc przetrwac. Tez sie goraco modle o spokoj jego i mojej udreczonej duszy.
              Pisz prosze a w miare mozliwosci bede odpisywac tylko miedzy name jest 7 godzin roznicy.
              • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 09.03.14, 21:44
                nie piszesz głupot,ja mam w domu suczkę 9 letnia ,która uwielbiała mojego męża,wpatrywała sie w niego godzinami jak w święty obraz.Ja mam prace w Tesco obecnie jestem na świadczeniu rehabilitacyjnym po operacji kręgosłupa szyjnego.Piszesz fajnie pomaga mi to,rozmowa z najstarsza córka 26 lat tez bardzo mi pomogła przetłumaczyła mi jak bardzo mnie kocha i jak jestem jeszcze potrzebna.Ciężko uporać się z bólem.Kiedyś, mam nadzieję znów się spotkamy i będziemy już zawsze razem.Ale widać ja mam tutaj jeszcze coś do zrobienia.Najgorsze są wieczory ,nawet jeśli nie jestem sama,wciąż na myśl mi przychodzi niedowierzanie,że już Go nie zobaczę.Podziwiam Cie za Twoją siłe ,do tej pory o mnie tak mówiono dzielna ,silna,niezależna,a teraz czuje sie bezradna jak niemowlę.
                Podziwiam Cie za Twoja siłę,do tej pory o mnie tak mówiono,silna,dzielna niezależna ,a teraz czuję się jak niemowlę,bezradna.
                • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 09.03.14, 23:29
                  Bylas silna bo trzeba bylo dzialac i nie myslalas o sobie i o swoich uczuciach. Maz wymagal pomocy,a teraz nagle wszystko skonczylo sie i co teraz? U ciebie wszystko potoczylo sie jeszcze szybciej niz u nas, od listopada a u nas od poczatku sierpnia i od poczatku wiedzialam,ze nie ma szansy choc modlilam sie o cud. Poza tym w pazdzierniuku nastapila perforacja jelita i nagle powiedziano mi,ze jego szanse przezycia operacji sa bardzo male. Tak wiec juz jak by raz przezylam jego smierc. Odchorowalam to i dlugi czas trwalo zanim podnioslam sie. Dobrze, ze wtedy byl w szpitalu bo nie czulam sie na silach ani chodzic ani nic robic. Teraz mam nowe zadanie, opiekowac sie corka i pozalatwiac rozne sprawy finansowe zeby potem ona nie miala z tym problem. Pamietasz jak to bylo jak corki byly male, jak mialy np goraczke? Wtedy nie bylo czasu na panike tylko dzialalas. Teraz tez masz jeszcze cos do zrobienia, czyz nie? Po powrocie idz i powiedz mu o tym,ze jeszcze tu musisz zostac dla waszych dzieci. Wiesz,ze pochwalil by cie za ta decyzje.
                  Tak, wieczory sa ciezkie, staram sie umeczyc w ciagu dnia zeby latwiej zasypiac. Jutro bedzie dla mnie trudny dzien bo to urodziny meza.......
                  Trzymaj sie kochana i daj sie uniesc fali zycia, zobaczymy gdzie to nas zaniesie.
                  • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 10.03.14, 00:14
                    Dla mnie też jutro ciężki dzień ,moje urodziny,w które mąż zawsze wymyślał coś zwariowanego,A każdego wieczoru z Nim rozmawiam i mówię że muszę coś jeszcze tu zrobić,że mam jakąś misję
                    • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 10.03.14, 00:14
                      becia10031968 napisał(a):

                      > Dla mnie też jutro ciężki dzień ,moje urodziny,w które mąż zawsze wymyślał coś
                      > zwariowanego,A każdego wieczoru z Nim rozmawiam i mówię że muszę coś jeszcze tu
                      > zrobić,że mam jakąś misję

                      Właściwie to już dziś moje 46 urodziny
                      • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 10.03.14, 01:46
                        To jestes mlodsza ode mnie o 3 lata. Jak jestes urodzona 10go marca to musisz byc wspanialym czlowiekiem. Tak na marginesie to nam mowiono przed slubem ,ze sie nie zgodzimy bo ja blizniak a maz byl ryba. Myslalam,ze moze tam gdzie jestes czujesz sie irracjonalnie daleko od meza i ze nie rozmawiasz z nim ale jak nie to dobrze.
                        Kochana zycze ci udanego dnia w te urodziny, pamietak jeden krok, jeden dzien do przodu i nie mysl dalej! Jeszcze nie czas. Postaraj sie dostrzec cos milego w tym dniu, jakis drobiazg, ktory ci choc na chwile rozjasni mysli.
                        • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 10.03.14, 10:30
                          Dziękuję postaram się choć to bardzo trudne,nam też mówiono że nawet roku nie przetrwa nasze małżeństwo 1 września mielibyśmy 24 rocznicę mój mąż był spod panny i był półtora roku młodszy ode mnie 31 lipca skończyłby dopiero 45 lat.Z mężem rozmawiam cały czas mam ze sobą Jego zdjęcie i prochy w małym relikwiarzu,które po powrocie z Hiszpanii będą wysypane w Norwegii gdzie pracował i bardzo chciał wrócić tam do pracy,drugą część chcę wysypać w moim rodzinnym mieście Bielsku-Białej gdzie byliśmy na krótko bo na weekend tuż przed tym jak sie dowidzieliśmy o guzie,chciał tam ze mną pojechać na wakacje,jak wyzdrowieje,poznał moja rodzine od strony taty,wujków ciotki,kuzynostwo.Mąż został skremowany bo taka była Jego wola więc staram sie wypełnic wszystko czego by chciał,czasami jak żył czytałam w Jego myślach dziwił się że pytam o coś o czym On chciał powiedzieć,nazywał mnie czasami czarownicą i mówił że brak mi szklanej kuli i czarnego kota
                          • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 10.03.14, 18:22
                            Kochana to nie czarowanie, to milosc. Jestesmy otwarci na druga sobe i po pewnym czasie wiemy co za chwile moga powiedziec tylko patrzac na ta osobe. Tak tez bylo z nami. Czasem popatrzylismy na siebie i wybuchalismy smiechem,a ktos z boku mogl pomyslec,ze jestesmy "inni". Moj byl mlodszy 2 lata i na poczatku jak go nazywalam zartobliwie "gowniarzem" to sie wsciekal ale potem z wiekiem polubil to. Tez go skremowalam zaraz na poczatku. Zawsze mowil,ze sie boi obudzic dwa metry pod ziemia i chcial byc skremowany jak najszybciej po.
                            U ciebie juz wieczor i mam nadzieje,ze choc na chwile bylo ci lzej, ze choc raz sie usmiechnelas dzisiaj. Wystarczy,ze ja sie poryczalam z rana. Badz silna za nas dwie.
                            • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 11.03.14, 10:52
                              Kochana Reniu dzień urodził był ok.nie płakałam ani razu nie celebrowaliśmy tego dnia bo tego nie chciałam,była fajna kolacja w fajnej knajpce,pod sufitem wisiały same kwiaty.Mam problem z jedzeniem ,muszę się niestety zmuszać do jedzenia.No i jestem na tabletkach Velaxin 75mg i Afobam 0,25mg na noc mam mirtor 15 którego nie wzięłam z domu,nie brałam tych tabletek bo jakoś uważałam że dam rade bez nich ,ale własnie zaczęłam brać bo jednak lepiej mi to znieść po tabletkach,ja leczę się u psychiatry już bardzo długo scheda po pierwszym małżeństwie.To forum jest wspaniałe bardzo mi pomaga,świadomość że są osoby z takim samym bólem i cierpieniem dodaje mi sił,wiem że to może głupie.
                              Tak wiem że to nie czarowanie mój mąż mówił tak żartobliwie,wiele rzeczy potrafiłam wyczuć wcześniej,kiedys miał wypadek samochodowy to w momencie jak sie wydarzył czułam że coś sie stało ,nagle poczułam taki strach ,taki niepokój że masakra.Mój mąż tak naprawdę dwa razy uciekł śmierci ,raz jak był dzieckiem miał może 10-11 lat huśtał się na rurach i spadł uderzając głową w posadzkę,miał krwiaka w mózgu lekarze nie dawali mu żadnych szans,a jeśli przeżyje to będzie roślinką,leżał w klinice wojskowej we Wrocławiu był trzy miesiące w śpiączce,i dzięki jednemu z lekarzy któremu mój Broniu przypominał syna wyszedł z tego,drugi raz jak właśnie miał wypadek samochodowy.Policja jak przyjechała na miejsce ,powiedzieli mi to później zobaczyli nasze auto to byli pewni że trup na miejscu,ale mój mąż żył i nawet nie doznał większych urazów,fakt że na moment ustała praca serca ,ale zaraz ją przywrócili,miał wieloodłamowe złamanie lewej nogi z przemieszczeniem na wys.1/3 szybko wrócił do zdrowia bo już po 9 miesiącach.Mój mąż zawsze spadał na cztery łapy.Podczas choroby nikt nam nie powiedział że jest tak źle,wręcz przeciwnie po usg powiedziano nam że przerzuty w niej bardzo ładnie wapnieją bo tylko o tych przerzutach wiedzieliśmy.Lekarz nawet dołożył trzy chemie po 6 cyklach.Ale przyjechaliśmy na ta siódmą chemię a inny lekarz był zdziwiony ,że jak kolejna chemia bez badań kontrolnych TK jamy brzusznej i miednicy.Wynik był po tygodniu.Odbierałam go w tym dniu w którym zawiozłam męża hospicjum i tam pani doktor bez wyniku mi powiedziała że choroba jest już bardzo rozsiana po całym organizmie.Pojechałam po wynik i tylko potwierdził słowa pani dr.załamałam się wyłam nie patrząc na ludzi ,z reszta byłam w takim szoku że ich nawet nie widziałam.Nie wiem jak wróciłam do hospicjum ,nie pamiętam tego.Na drugi dzień podczas rozmowy z pani dr powiedziała mi że mąż może odejść w każdej chwili,byłam załamana.przecież czuł sie dobrze ,wyniki z krwi miał świetne,jedynie co to właśnie bóle nóg i krzyża były dla Niego nie do wytrzymania,ale tam w hospicjum ustabilizowali Go jakoś że już tak nie cierpiał i praktycznie w trzy tygodnie od przyjęcia do hospicjum zmarł.A wydawało się że wszystko będzie dobrze,miał taki apetyt,był cały czas wesoły,żartował śmiał się.Dzień przed śmiercią był już inny.Mąż był cichy,spokojny,dużo spał.
                              • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 11.03.14, 20:24
                                A wieczorem kiedy miałam Go myć dziwnie zapytał,i nie było to pytanie skierowane do nas(była moja najstarsza córka i Jego siostra),,to gdzie teraz idziemy",popatrzyłyśmy na Niego zdziwione,mówiąc że nigdzie ,że będziemy się myć,On znów zapytał ,,to co teraz będzie"odpowiedziałyśmy ,że nic,mąż machnął rękami jak by chciała powiedzieć ,,Wy nic nie rozumiecie",mówię mu że będziemy się myć On odpowiedział to idźcie się myć,mówię Ciebie będę myć,zrobił minę,,a wszystko mi jedno".To było takie dziwne.Córka cała noc trzymała Go za rękę,noc była spokojna ,bo do tej pory noce były raczej nie spokojne w sensie że budził Go ból,w noc przed śmiercią z kolei się dusił,podłączyły mu pielęgniarki tlen.Obudziłam sie przed 8 i byłam zdziwiona że mąż jeszcze śpi,bo zawsze budził sie ok. 6 jak przychodziły pielęgniarki.Mąż był bardzo rozpalony,pobiegłam po pielęgniarkę,zmierzyła Mu temp.i miał 39.5 podłączyła kroplówkę z pyralginą zapytałam dlaczego ma taka gorączkę,odpowiedziała że najprawdopodobniej mózg obumieraMiał zimną lewa stopę i plamy,oddychał płytko i tak dziwnie poruszała głową.Przyszła Pani dr.i powiedziała że to już,ale że mąż jakby na coś czekał.Najpierw mówiła do Niego córka,później ja powiedziałam Mu żeby szedł gdzie idzie,że dość Jego cierpienia ,że zawsze będę Go kochać ,że był ,jest i będzie miłością mojego życia,że dam sobie radę,że zawsze dawałam,że z dziewczynkami będziemy się sobą nawzajem opiekować i wtedy mąż wydał ostatnie tchnienie i odszedł 19 lutego o 8.20.Sprawy pogrzebowe i inne załatwiałam jak w transie,nie płakałam.Dopadło mnie dopiero tydzień po śmierci ,dokładnie w środę tydzień później wieczorem wyłam jak szalona,córki mnie uspakajały że dałam tacie słowo ,że obiecałam, nie wypłakałam do końca,ból z każdym dniem jest silniejszy,przypominają mi się różne rzeczy z naszego życia i wciąż nie mogę uwierzyć że Jego już nie ma.Każdego wieczora kładę się spać z nadzieją że rano wstanę i okaże się że to był tylko zły sen.Ale rano wstaję i niestety rzeczywistość mnie zabija.
                                • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 12.03.14, 00:29
                                  Nie kochana to nie sen. Snem bylo to wszystko przez te 24 lata. Teraz obudzilysmy sie i trzeba stawic czola rzeczywistosci. Moj tez nie mogl odejsc do puki mu nie powiedzialam,ze juz czas, ze sie meczy, a tam czeka na niego brat. Powiedzialam, ze bardzo go kocham ale nie moge sie patrzyc na jego cierpienie. Potem oddychal juz plycej ale nie chcial zebym trzymala go za reke. Glowe mial odwrocona w druga strone i tylko od czasu do czasu sprawdzal czy na niego patrze. Wiem,ze o 2:30 jeszcze oddychal i mial glowe odwrocona ode mnie. Wtedy przysnelam i za jakies 10, 15 minut pozniej corka obudzila mnie ,ze juz odszedl. Wtedy mial glowe obrocona w moja strone a wiec sprawdzal w ostatniej chwili czy patzre i odszedl. Tak kochana bedziemy o tym myslec i mowic wciaz. Nawet moja kolezanka z pracy po 16 latach opowiedziala mi jak to bylo z jej mezem i poryczalysmy sie obie. Takich facetow jak nasi mezowie nie da sie latwo zapomniec. Moze latwiej by bylo gdyby byli dranmi? W kazdym razie wybralas sobie za tytul,ze nie damy sie i tak musimy trzymac az do dnia kiedy do nich dolaczymy. Plakac trzeba bo to oczyszcza i pomaga ale potem trzeba podniesc glowe i maszerowac dalej.
                                  • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 12.03.14, 10:58
                                    Mój mąż prawdopodobnie już w nocy zaczął odchodzić,On po prostu spał trzymałam Go za rękę ,głaskałam po głowie i policzku a On ta kjakby lekko się uśmiechał,nie wiem może mi się tylko wydawało,najważniejsze było dla mnie to że w tym momencie nie cierpiał już po prostu zasnął.Modliłam się do Boga o taka śmierć żeby w godzinie odejścia nie cierpiał.I tak było.W prosektorium jak była rodzina Go pożegnać też wyglądał jakby spał i każdy się dziwił że bardzo ładnie pachniał,i to akurat tez mnie zdziwiło.Mój mąz dołączył do swojego taty z którym miał mały kontakt,właściwie zerowy,i do bratanka ,który zmarł w wieku 16 lat tez na raka w dużych męczarniach.
                                    • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 12.03.14, 15:54
                                      Nie wiem czy to bedzie dzialac bo jest duza roznica czasu miedzy nami a ja jestem w domu po 18ej ale jesli chcesz to napisz do mnie na renata8881@gazeta.pl to podam ci moje GG. Moze uda nam sie pogadac od czasu do czasu.
                                      • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 25.03.14, 23:30
                                        Dziewczyny! Wlasnie sie dowiedzialam,ze najmlodsza corka Beaty zginela wczoraj w wypadku. Przeciez to zbyt duzo dla niej!!!!! Najpierw maz a teraz corka. Jak ona to biedna przezyje.
                                        • becik-pl Re: Nowotwory-damy radę ! 30.03.14, 00:02
                                          Czytałam wasz wątek. Boże...to straszne... Co z Nią?
                                          • renata8881 Re: Nowotwory-damy radę ! 30.03.14, 00:50
                                            Jakos sie trzyma, troche na prochach. Najstarsza corka ma rodzic w lecie i ta trzeba teraz sie zaopiekowac.
                                            • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 30.03.14, 01:14
                                              Witam
                                              Tak to prawda, jakoś się trzymam,muszę, bo jak sie okazuje, wiele osób mnie potrzebuje,moje córki,najstarsza bardzo sie o mnie martwi,martwiła się kiedy umierał mąż,bała się że pęknie mi serce,średnia bo jest w ciąży i muszę o Niej myśleć i o dzieciątku które nosi w swoim łonie.Basia ,która zginęła w dodatku dzień po swoich 21 urodzinach ,miała być chrzesną maluszka.Potrzebuje mnie chłopak mojej córki Krzyś ,którego kocham jak syna ,tworzyli cudowną parę,mieli tyle planów,byli ze soba ponad trzy lata.W sobotę 22 kiedy robiła urodziny nawet zażartowałam,żeby ich pchnąć do przodu że może czas na jakieś zaręczyny.Nawet Jego rodzina czerpie ze mnie siłę,choć sama nie wiem skąd Ją biorę,fakt że bez leków nie dałabym rady.Dzisiaj 29 na znak żałoby i w hołdzie mojej córeczce przefarbowałam włosy z balejażu na czarny,taki Ona miała i wygladała super.Ja kiedyś w młodości jak sie poznałam z moim mężem też miałam czarne,Krzyś który mnie dziś zobaczył powiedział że teraz to juz całkiem widzi podobieństwo Basi do mnie,już wcześniej mówiono że Basieńka to cała mama.Nie wiem jak żyć dalej,niczego nie planuję żyję tu i teraz ,bo co będzie miałoo być to i tak będzie.Wyrwano mi żywcem serce z piersi i to dwókrotnie
                                              • mama.rozy Re: Nowotwory-damy radę ! 30.03.14, 12:44
                                                beciu,przytulam cały czas
                                                • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 18.04.14, 16:34
                                                  Wszystkim Dziewczynom

                                                  Dar Wieczornika
                                                  opromieniony blaskiem Wielkanocy,
                                                  niech wzbogaci Was, idących z Panem
                                                  ścieżkami życia do Emaus.
                                                  Paschalnej radości
                                                  na wiosenne święto Zmartwychwstania.
                                                  • becia10031968 Re: Nowotwory-damy radę ! 18.04.14, 16:39
                                                    Witam
                                                    U mnie nadal bardzo ciężko,nocy nie przesypiam pomimo silnych leków nasennych(mirtor30mg)
                                                    Wciąż zadręczają mnie myśli o mojej Kochanej córeńce ,jak to się mogło stać i dlaczego.Żyje bo muszę dla moich córek ,ale nie widzę większego sensu w każdym kolejnym dniu,patrząc w przyszłość też tam nic nie widzę.Żyję z dnia na dzień.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka