lucolb
24.06.06, 20:38
Byłam tu juz pisząc o chorobie męża , ktora w konsekwencji doprowadziła do
przerzutów, usunięciu guza, radioterapii i ostatecznie usunięciu jąder.
Pytałam sie wówwczas o casodex ( dla męża - ostatnia deska ratunku) , ale
nikt mi na ten temat nic nie powiedział. Mam pytanie : czy ja powinnam
naprawdę się bać ,że to już koniec? Kto z tego wyszedł i po jakim czasie? Czy
nerwy, a nawet złosliwość oraz złe samopoczucie chorego to normalka , jak na
to reagować? Udawac ,ze jest ok. czy poprostu "sprowdzić wszystko na ziemię"?
Dotychczas byłam bardzo odporna ale pomalutku tracę wiarę w radość zycia i w
cokolwiek co robię . Jak inni sobie z tym radzą? To pytanie chyba głównie do
żon , które miały chorych mężów i w końcu były bezsilne. Pomocy!