Dodaj do ulubionych

Dorotkabp - zaglądasz tu jeszcze?

05.10.07, 13:03
Co słychać u Twojej mamy? Czy trafiliście do właściwego lekarza?
Odezwij się.
Obserwuj wątek
    • skibka4 Re: Dorotkabp - zaglądasz tu jeszcze? 05.10.07, 13:55
      Witam :-) z tego co wiem pojechała do Hiszpanii w podróż
      poślubną ,,, jeśli o tą samą Dorotę chodzi ,,, ale myślę, że tak.
      Pozdrawiam
      Monika
      • dorotkabp JESTEM 22.10.07, 11:11
        Witam serdecznie,

        tak zaglądam tu regularnie i jestem ze wszystkimi całą sobą! Moja
        mama leczy się w Białej Podlaskiej u swojego onkologa. Na operację
        się nie zdecydowała, bierze biofosfoniany w comiesięcznych wlewach
        dożylnych oraz ARIMIDEX hormony codziennie i łyka wapń.
        Jak napisała Monika powyżej byłam w podróży poślubnej i piszę to
        dlatego, żeby pochwalić się, że mama tańczyła nawet na moim weselu!!
        Czuje się nienajgorzej, oswoiła się z myślą o przerzutach, ale się
        nie daje, kupiła sobie buty RYŁKO i śmieje się, że przerzut do kości
        ją w końcu zmuisł, by wydać kilkaset złotych na dobre, wygodne buty;-
        ). Spotkała na onkologi Panią, która wiele lat żyje z rozsianym w
        kościach rakiem i to dało jej wiarę, że można żyć, że trzeba żyć.
        Boję się ciągle o nią. Boję się tego, że kiedyś koszmar wróci.
        Jest dla mnie wszystkim dlatego teraz staram się chłonąć jej radość,
        obecność, słowa. Jestem tutaj z wami cały czas i współczuję całym
        sercem walczącym i dołączam się do tej nieustannej walki. Co u
        Ciebie Judyto?? jak zdrowie Twojej bliskiej.....

        Ściskam Dorota
        • judyta1100 Re: JESTEM 22.10.07, 13:48
          Cześć
          Na początku gratuluję serdecznie i dużo szczęścia życzę na nowej,
          wspólnej drodze życia.
          Cieszę się, że mama czuje się nienajgorzej i wierzę, że takie
          samopoczucie (oczywiście jak nie jeszcze lepsze) będzie się cały
          czas utrzymywało. Trzeba walczyć i mieć nadzieję.
          U nas bez zmian - czyli też dobrze. Nieraz zastanawiam się czy
          lekarze zbyt pochopnie nie przekreślili mamy i przez to pozbawili
          szans na dalsze leczenie. Jak pamiętasz, moja mama ma przerzuty do
          kośćca i płuc - te zdiagnozowane w czerwcu. Trzech lekarzy u których
          byliśmy z dokumentacją mamy, stwierdziło, że przy dodatkowej mamy
          chorobie (stwardnienie rozsiane), chemia czy naświatlania są
          niemożliwe - dodatkowo pogorszą jej stan i narażą na cierpienia. Nie
          wiem o jakim pogorszeniu myśleli skoro mama i tak nie jest w stanie
          niczego samodzielnie zrobić. Może fakt, że nie może ruszyć ręką ani
          nogą powoduje, że lekarze myślą, że nie warto próbować. Nie wiem,
          myślę, że powinniśmy jeszcze zawalczyć.
          Mój tata z kolei nie chce mamy narażać na sters i cierpienie
          spowodowane leczeniem. Nie odda mamy do szpitala bo, jak uważa, tam
          się nią należycie nie zajmą i wróci z odleżynami. Z drugiej strony
          wożenie mamy codzienie (czy nawet raz w tygodniu) z szóstego piętra
          przy tak feralnej windzie jaką mamy, jest też raczej
          nieprawdopodobne, nawet mimo Centrum Onkologii pod nosem. Tak czy
          siak niedobrze.
          Dobrze, trochę się rozpisałam.
          Życzę Twojej mamie zdrowia i siły, a także motywacji do walki.
          Pozdrawiam
          Agnieszka (nie Judyta :-))
          • dorotkabp Re: JESTEM 22.10.07, 14:16
            Dziękuję za życzenia!

            Cieszę się, że u Ciebie bez zmian. Co do oddania do szpitala po
            części się zgadzam z Tatą Twoim, bo wiem od podszewki co się dzieje
            na Ursynowie na Onkolgii. To na pewno nie reguła, że w każdym
            przypadku tak jest, ale niestety w większości przekreślają ludzi,
            którzy mają szansę, chcą mieć szansę i co więcej, wierzą w tą
            szansę. Tam jest poczucie, że całe to życie to tylko przegrana,
            kwestia czasu, a to nie prawda!!! Skoro nowotwór jest tak
            przewidywalny i lekarze są w stanie stwierdzić, że zostało niewiele
            życia bo to czy tamto, dlaczego nikt do tej pory nie wynalazł leku
            na
            raka, skoro wszystko jest takie jasne. Lekarz mojej mamy w 6 lat po
            amputacji piersi powiedział jej, że jest wyleczona!! Skoro tak to
            jakim prawem po 9 lat pojawił się przerzut do kości??!!
            Nie dawaj się, walcz o mamę. Bo dla nich każdy człowiek to tylko
            jakiś tam przypadek. A dla nas to walka o najważniejszych ludzi w
            naszym życiu. Pozdrawiam Agnieszko serdecznie,
            Dorota

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka