Dodaj do ulubionych

TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE

16.11.07, 13:15
żeby tu nie zaśmiecać, założyłam nowe forum, traktujące o naszych przejściach
z lekarzami, skutkach ich niekompetencji, zaniedbania i błędów, a także o
formach pomocy ofiarom takich zdarzeń, w miarę możliwości forum będzie
rozbudowywane o kolejne wątki. Docelowo pragnę uzbierać wystarczająco dużo
materiału aby wydać te historie drukiem. Zapraszam wszystkich.
pozdrawiam kaśka
Obserwuj wątek
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 16.11.07, 13:47
      Hej, hej Kizi. NIe wiem czy słyszałas o tej organizacji:
      www.sppnn.org.pl/
      • kizi10 Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 16.11.07, 14:21
        balbinko - słyszałam, stowarzyszenie pacjentów primum non nocere - wiem, że
        oferują pomoc przede wszystkim prawną, jakkolwiek na początku była bezpłatna, od
        paru lat obowiązują opłaty za porady prawne. Ale oni mogą pomóc kiedy już stało
        się nieszczęście, a ja chcę zebrać materiał, który pomoże przestrzec przed
        najczęstrzymi błędami - zanim dojdzie do tragedii - gdybym parę lat temu
        wiedziała tyle, ile wiem dzisiaj, mój tata może by żył, a napewno miałby
        nieporównywalnie większe szanse. Przez niedopatrzenie lekarza, zresztą nie wiem
        jak to wytłumaczyć - tata zgłosił się, na rok zdiagnozowaną chorobą, na izbę
        przyjęć, ponieważ od dłuższego czasu nie mógł się pozbyć infekcji, na dodatak
        doszedł kaszelek i kłucie w kl p, lekarz zrobił mu rtg, stwierdził ŚLADY PO
        ZADAWNIONYM ZAPALENIU PŁUC, wypisał antybiotyk i pa pa. Tata nigdy nie miał
        zapalenia płuc, miał regularnie robione rtg płuc. dziś wiem że - pacjent po
        50-tce, zgłaszający się z takimi dolegliwościami, niejasny obraz płuc, palący,
        na dodatek w tym samym roku pojawiło się silne uczulenie na słońce (zespół
        paranowotworowy) POWINIEN BYĆ NATYCHMIAST PRZEBADANY POD KĄTEM RAKA PŁUC, nawet
        jeśli nic jednoznacznie na to nie wskazuje. Wtedy niestety tego nie wiedziałam.
        Przez przypadek dowiedziałam się niedawno, że wtedy lekarz nie był pewien co to,
        więc postanowił, że to są blizny po zapaleniu płuc. Zaprzepaścił szanse taty na
        życie. Ale to wiem dzisiaj. Wtedy nie mieliśmy pojęcia, że lekarz nie mając
        pewności co widzi zostawił nas na pastwę losu. Gdyby to zdarzyło się dzisiaj
        wiedziałabym co robić.
        • marta11 Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 19.11.07, 00:11
          Prawie 2 lata temu u mojej Mamy wykryto raka płuc. Początkowe
          stadium. Zwykłe badanie rtg u internistki, która w badaniu osłuchała
          Mamę i skierowała na rtg. Potem był szpital i operacja. TYLKO
          operacja. Zerknełyśmy (potem lekarze też) na jej ostatni rtg sprzed
          2 lat od tej diagnozy. Już wtedy był widoczny guz! A na opisie nic!
          Opis robił jakiś technik a Mama do lekarza poszła z opisem. Byłam
          zbulwersowana po tym odkryciu i gotowa odszukac tego człowieka i go
          oskarzyc ale Mama nie chciała nikomu niszczyc życia. Narazie
          skończyło sie dobrze i oby na tym był koniec przygody z rakiem ale
          gdyby nie tamten człowiek rak byłby jeszcze wcześniej wykryty.
          • marta11 Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 19.11.07, 00:14
            I jeszcze jedna ważna rzecz logicznie wynikająca z opowieści. Do
            lekarza bierzemy zawsze zdjęcie!!! Nie wystarczy opis! Trzeba to
            uświadamiac ludziom.
            • mario431 Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 19.11.07, 10:42
              Bardzo słuszne uwagi, tylko nie zawsze wystarczające. Wiem po sobie
              jak lekarze bardzo UFAJĄ OPISOWI, który przeważnie wykonuje jakiś
              technik radiolog. Traktują ten opis niejednokrotnie jako wyrocznię i
              koniec. Powiem więcej. Niektórzy nawet nie chcą oglądać zdjęć, mimo,
              że ma się je przy sobie. Kilkakrotnie spotkałem się z takową
              sytuacją, ale opis jak najbardziej!!!. Nie wiem, z czego to wynika,
              prawdopodobnie w dużej mierze z lenistwa, no i co tu ukrywać z braku
              umiejętności "czytania" zdjęć.
              "Błędy" to bardzo mocne słowo, mnie bardziej ciśnie się na usta
              słowo "zaniechanie" lub "zlekceważenie".
              • jedruch Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 19.11.07, 13:02
                Nie technik radiolog opisuje zdjęcia, ale lekarz radiolog.
                Ja osobiście - jeśli zdjęcie było wykonane poza naszym Instytutem - zawsze
                oglądam je z moim radiologiem, gdy pacjent ma zdjęcie wykonane u nas - wierzę
                opisowi.
                • marta11 Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 19.11.07, 23:27
                  Z tego co pamiętam owo feralne zdjęcie rtg opisał mojej Mamie
                  technik nie lekarz ale sprawdzę to.
                  • akna78 Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 21.11.07, 12:12
                    Ciesze sie,ze znalazlam to forum:)
                    “Moja” historia dotyczaca zaniedbania lakarza/lakarzy jest
                    nastepujaca:
                    W polowie lipca 2007 przyjaciel mojej mamy zglosil sie do lakarza
                    domowego z bolami kregoslupa.Pani doktor przepisala leki,ktore byly
                    stosowane podczas ostatniego leczenia-to wyczytala z karty
                    pacjenta.Nie zlecila standardowych badac typu morfologia itp.Tymi
                    lakami byly jakies zastrzyki(dokaldnie nie wiem jakie-jakies silne
                    leki).Po paru dnich(okolo3,4)ten czlowiek zaczal sie zle czuc.Nawet
                    byl na kontroli u tej Pani doktor i wtedy gdy ten czlowiek
                    poinformowal ja,ze “przybyl na wadze przez te kilka dni”-a bylo to
                    spuchniecie-zatrzymanie wody w organizmie, to ten lekarz zupelnie
                    to zignorowal i jeszcze powiedzial ,ze “ to dobrze ze pacjent na
                    wadze przybyl”.Po 2 dniach stan zdrowia przyjaciela mojej mamy byl
                    tak zly,ze pojechal na pogotowie.Ten lek,ktory przyjmowal przyczynil
                    sie do ostrej niewydolnosci nerek.Okolo 2 miesiecy ten czlowiek
                    spedzil w szpitalu-gdzie byl dializowany.I tym czasie nie byla
                    postawiona konkretna diagnoza.Na pewno bylo stwerdzone oslabienie
                    organizmu.Okolo 1,5 miesiace temu zlecono tomograf(wreszcie) .Wynik
                    pokazal zmiany nowotworowe na watrobie i wezlach chlonnych.I
                    lakarz ,ktory przekazal wyniki tego badania-oswidczyl,ze sie nie da
                    nic wiecej zrobic.Nie skierowano tego czlowieka do onkolga-do
                    nikgo.Pozostawiono go samego z wizja szybkiej smierci.Ten czlowiek
                    jest zalamany.Juz chyba na wpol martwy-bo nie ma juz cienia
                    nadziei.W styczniu skonczy 57 lat-jesli dozyje.
                    Mi sie w glowie nie miesci-to traktowanie przedmiotowe pacjenta
                    przez lakarza.
                    Sama stracilam ojca 8 lat temu-tez mial chorobe nowotworowa.Dla
                    mojej mamy to jak powtorka z przeszlosci.Straszny jest dla mnie
                    fakt,ze wbrew pozorom proste zaniedbanie lakarza domowego-brak
                    zlecenia zrobienia podstawowych badan-bedzie kosztowal tego
                    czlowieka zycie…..Boli mnie to bardzo.
                    Pozdrawiam
    • kangur2007 Obowiązek troski 20.11.07, 00:08
      Dla porównania, do czego należałoby równać, proszę się zapoznać zpojęciem 'duty
      of care', czyli prawnym obowiązkiem troski o pacjenta, takim jak praktykowany
      gdzie indziej, co opisałem w swoim wątku 'Prostata australijska'

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=72041707&a=72197733
      Zachodnie ryzyko, tak dla lekarza osobiście, jak i dla zatrudniającej go
      placówki, w wypadkach uzasadnionego podejrzenia o niedbalstwo, zaniechanie,
      niewykorzystanie wszystkich środków bedących do dyspozycji, niezasięgnięcie
      dodatkowej opinii konsultantów etc. jest tak wysokie, że na ogół nikt nie chce
      ryzykować.

      Nie tyle o procesy tu idzie – wygranie procesu z establishmentem medycznym to na
      Zachodzie lata w sądach i miliony w kosztach - co o ryzyko ubezpieczeniowe.
      Lekarz nie moźe praktykować, a szpital przyjmować pacjentow, o ile nie posiadają
      ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Firmy ubezpieczeniowe są prywatne,
      i we wlasnym interesie organizują szpitalom coroczny audyt kliniczny,
      zatrudniając w tym celu dużej klasy specjalistów-konsultantów. Odkrycie wypadków
      poważnych zaniedbań w placowce może skończyć się odmową przedłużenia
      ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, albo zawieszeniem polisy do czasu
      usunięcia wskazanych niedociągnięć. A prawo nie pozwala szpitalowi działać bez
      ubezpieczenia.

      Jeżeli wykryte przez ubezpieczyciela zaniedbania zbiegają się na osobie
      konkretnego lekarza, to lekarz nie dostanie przedłuzenia swojego profesjonalnego
      ubezpieczenia indywidualnego od odpowiedzialności cywilnej. A bez ubezpieczenia
      nie wolno praktykować. Stowarzyszenie lekarzy (ekwiwalent Izby Lekarskiej)
      cofnie certyfikat upoważniający do wykonywania zawodu i go nie odda, do czasu
      wynegocjowania między izbą lekarską a lekarzem kwestii dokształenia, pracy pod
      nadzorem, zdania dodatkowych egzaminów, odbycia dodatkowego stażu, ograniczenia
      pracy z pewnymi rodzajami przypadków etc.
    • aniolek-fiolek Re: TRAGICZNE W SKUTKACH BŁĘDY LEKARSKIE 14.12.07, 20:06
      Moja Teściowa ma 47 lat. Sześć lat temu miała operacyjne usuwanie
      raka szyjki macicy, potem radioterapia. Wszystko skończyło się
      dobrze.
      Dwa lata temu zaczęły się bóle w lewym boku. Przez ROK chodziła od
      lekarza do lekarza prosząc o pomoc- zaczęła od ginekologa, który ją
      operował, ten skierował ją do chirurga, tamten do ortopedy,
      następnie do neurologa i tak dalej, i tak dalej.... Biegała od
      specjalisty do specjalisty błagając o pomoc. Oczywiście każdą wizytę
      zaczynała od opowieści o chorobie nowotworowej, którą przeszła...
      ŻADEN z lekarzy nie skierował jej nawet na badania krwi... Bóle
      spokojnie nasilały się, aż po roku były tak intensywne, że dostawała
      już leki, po których nie mogła prowadzić samochodu...
      W końcu trafiła do ortopedy, rzekomo najlepszego w Szczecinie. Ten
      postanowił zrobić jej tomograf miednicy, jednak w Szczecinie są dwa
      takie urządzenia i obydwa były w tym czasie zepsute (!). Czekanie na
      naprawę miało trwać około 3 miesięcy i jeszcze miesiąc czekania na
      swoją kolej... Koszmar..
      Któregoś dnia wybraliśmy się na zakupy do Schwedt (mieszkamy 30 km
      od tego miasteczka). Na zakupach Teściowa dostała takich bóli, że
      natychmiast pojechaliśmy do tamtejszego szpitala. NA DRUGI DZIEŃ
      zrobiono jej tomograf komputerowy, który wykazał 3 guzy rakowe: na
      płucu, wątrobie i żebrze (6*7 cm !)- ten ostatni promieniował
      właśnie w okolicach lewego boku... Oczywiście na operację było już
      dużo za późno.. Było to w lutym tego roku.
      Wcześniej, w grudniu, miała jeszcze zrobione jakieś badanie (nie
      pamiętam już jakie...) zlecone przez tego ortopedę ze Szczecina. W
      wyniku był szkic człowieka z zaznaczonymi zmianami... Poszła z
      wynikiem do tegoż ortopedy, a ten stwierdził, że badanie nic nie
      wykazało. Tzn „coś” wykazało, ale to nie to co ją boli..... Pół roku
      później przeglądaliśmy dokumenty Mamy i zauważyliśmy, że na tym
      wyniku jest „kropka” na lewym żebrze i na płucu..... Nawet w opisie
      było napisane, że na lewym żebrze są niepokojące zmiany... Dlaczego
      ten lekarz to zignorował?? Nie pomyślał, że ból w boku, to może być
      promieniowanie z żebra?? Wszystko co się wydarzyło, to jakby
      oglądanie bardzo kiepskiego filmu... Niestety z tragicznym finałem...
      Przeprowadzona chemioterapia nie dała prawie żadnych efektów: po 3
      miesiącach pojawił się nowy guzek na miednicy, po 6- jeszcze jeden,
      w okolicy wątroby, a guz na żebrze powiększył się do 14 cm... W
      lipcu skończyła się chemioterapia, we wrześniu Mama dostała jeszcze
      5 razy 10minutowe naświetlania w celu uśmierzenia bólu, ale nic one
      nie podziałały.. Pomimo brania już opioidów ból nadal jest bardzo
      silny. Kilka razy wzywaliśmy karetkę...
      To wszystko jest jakieś chore- lekarz, który przyjechał karetką
      szczerze zdziwił się, że Mama nie ma jeszcze przepisanych plastrów
      (miała MST 100 i jakieś osłonowe). Przepisał więc plastry 50 mg,
      jakieś sterydy i coś przeciwlękowego. Gdy poszłam do rodzinnego, by
      wypisał mi recepty- ten „opieprzył” mnie, że nie przyszliśmy
      wcześniej powiedzieć, że Mamę wciąż boli (notabene do niego mama
      chodziła przez pierwszy rok gdy jeszcze nie wiadomo było co ją boli
      w tym cholernym boku). Tłumaczyłam, że Mama jest pod stałą opieką
      onkologa, który jest specjalistą jej choroby, więc nie „cofamy” się
      w hierarchii do lekarza rodzinnego, bo i po co? Skoro Mama ciągle
      skarży się onkologowi na ból, a ten stwierdza tylko: „Trudno, ciężki
      Pani żywot...” Co mi może pomóc rodzinny, który jest tak jakby na
      pierwszym stopniu piramidy ważności lekarzy? Który wcześniej nic Jej
      nie pomógł? Teraz to ma pretensje, że od sierpnia nikt z nas nie był
      i nie poinformował go o bólach... I wmawia mi, że nie wierzy, ze
      nikt nie skierował Teściowej do poradni paliatywnej (!). NAPRAWDĘ
      NIKT!! Uzmysłowiłam Mu, że jesteśmy wykształceni i zmotoryzowani i
      zrobimy wszystko, żeby mamie pomóc... Nie uwierzył... A to święta
      prawda- do poradni paliatywnej trafiliśmy dopiero wczoraj... Lekarz
      przepisał silniejsze plastry (50 nie pomogły)... I kazał za wszelką
      cenę wyeliminować ból.. Tylko jak? Skoro od dwóch lat nic na Nią już
      nie działa......
      Nie rokujemy już szans na wyzdrowienie mamy- to musiałby być cud...
      Jednak ból, z którym się zmaga nie pozwala Jej cieszyć się z
      ostatnich miesięcy życia... Pozostała nam modlitwa..
      Pytanie z jakim zmagamy się od roku jest oczywiste: kto zawinił? Czy
      wcześniejsze wykrycie guzów mogłoby zapobiec tej tragedii? Może nie
      byłoby za późno na operację?? Może nie cierpiałaby aż tak
      bardzo........ Teraz wszystko jest w rękach Boga.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka