Dodaj do ulubionych

refleksje po smierci

29.10.08, 07:18
Podczas naszej dlugoletniej wojny z rakiem poznalam wielu ludzi chorych, z
wieloma utrzymywalam i nadal utrzymuje kontakt. Po smierci Mamusi mialam wiele
czasu na myslenie, wiem juz jakie bledy popelnilismy w walce z choroba. Byc
moze ten post uchroni kogos przed tymi samymi bledami.
Blad nr 1-
Jesli po zakonczeniu pierwszego leczenia onkolog podchodzi do pacjenta
niefrasobliwie i nie wysyla go na badania a jego jedynym pytaniem jest- Jak
sie Pan/Pani czuje- po czym odsyla pacjenta do domu bez skierowania na
badania, bez zadnych lekow- zmiencie lekarza. My zrobilysmy to o kilka lat za
pozno.
Blad nr 2-
Ziola z Peru (vilcacora)- moze maja swietny kompleks ziolowy do oczyszczania
organizmu z toksyn, niestety wbrew temu co twierdza nie sa w stanie pomoc z
chorobie nowotworowej.
Blad nr 3-
SELOL- My nie zdecydowalysmy sie na ten paralek w fazie badan, natomiast z 7
osob ktore rozpoczely kuracje Selolem i ktore znam osobiscie- 6 juz nie zyje.
Selol wyniszczyl szybciej ich organizmy niz nowotwor.
Blad nr 4-
Dr. Slodkowski NIE LECZY RAKA!!!! w kilku przypadkach w tym w przypadku mojej
Mamusi jego energia przyspieszyla bardzo gwaltownie rozwoj nowotworu!!!!
Blad nr 5- sprowadzanie ziol tybetanskich i chinskich preparatow ziolowych- TO
nie pomaga.
Blad nr 6- zamiast szukac alternatywnych terapii i meczyc nimi osobe chora-
zacznijcie zyc pelna piersia, robcie to co chcieliscie w zyciu zrobic a na co
moze wam zabraknac czasu. NIE MA SKUTECZNEJ TERAPII POZA TRADYCYJNA CHEMIA I
NASWIETLANIEM W LECZENIU NOWOTWORU!!! NIE DAJCIE SIE NACIAGAC OSZUSTOM, wiem
ze tonacy brzytwy sie chwyta, sama tak reagowalam na kazda nowinke.
Najskuteczniejszym lekiem na raka jest lekarz ktory nie podchodzi do pacjenta
szablonowo.
Obserwuj wątek
    • deria1 Re: refleksje po smierci 29.10.08, 10:15
      Eliano!
      Od śmierci mojego taty - 31.07.08 mam dokładnie te same
      przemyślenia...Tzn. analizuję całą walką z chorobą i wyciągam
      wnioski:
      1. Leczenie ziołami i energią - nie stosowaliśmy bo od początku
      razem z tatą nie chcieliśmy ryzykować! Większość takich usług i
      produktów to zwykłe naciąganie chorych!!! Z resztą biorąc tyle
      leków, co mój tato - bałabym się włączaś jakiekolwiek zioła, nigdy
      nie wiadomo jaka będzie reakcja... Każdemu odradzam zioła, dziwaczne
      preparaty chińskie, "códotwórców" itp...
      2. Medycyna konwencjonalna ponad wszystko - jednak nasza "polska"
      służba zdrowia to jedno wielkie "G..."!!! Tato leczył się w CO w
      Bydgoszczy, które właśnie zajęło pierwsze miejsce w rankingu
      najlepiej zarządzanych szpitali. Wszyscy chwalą sobie ten szpital -
      a ja śmię twierdzić, iż wcale nie jest tam tak doskonale. Mam żal do
      lekarza prowadzącego - za olewający stosunek do pacjenta! Mam
      wrażenie, że taki onkolog czy radiolog widząc diagnozę "rak
      drobnokomórkowy płuc, złośliwy" - przekreśla w tym momencie pacjenta
      i nie stara się nawet walczyć! Wszelkie badania (tomografia,
      rezonans) są zlecane zbyt późno albo ograniczane!!! Widząc gołym
      okiem jak mój tato słabnie, mając wszelkie objawy przerzutów do
      mózgu - Pani doktor zleciła rezonans głowy w trybie pilnym - za m-
      c!!!!!!!! Tego dnia taty już z nami nie było!!! Wiedząc, jak szybko
      i jak często rak złośliwy płuc przerzuca się do mózgu - dlaczego
      szanowna Pani doktor nie zleciła badania głowy już wcześniej?
      Zaniedbanie? Oszczędności??? PRZY RAKU PŁUC ZŁOŚLIWYM ZAWSZE RÓBCIE
      REZONANS MAGNETYCZNY ew. TOMOGRAFIĘ GŁOWY nawet prywatnie! Jeden guz
      można usunąć - chociażby oznaczało to kilka tygodni, m-cy życia! Ale
      sześciu jak miał mój tato - już nie (za późno)!!! A dałabym wszystko
      aby móc mieć tatę nawet tydzień dłużej!!!
      3. W CO BYDGOSZCZ podczas radioterapii pielęgniarka nie
      zabezpieczyła taty należycie przed promieniowaniem, nie dała mu
      nawet podgłówka!!!!!! SZOK
      4. Recepcja w CO BYDGOSZCZ (przy radioterapii)- zwłaszcza jedna z
      Pań zdaje się nie być na właściwym miejscu. Jest niemiła, opryskliwa
      i niegrzeczna! Niechętnie udziela informacji! Zupełny brak
      profesjonalizmu!!!! A każdego dnia przychodzą tam setki chorych,
      wycieńczonych leczeniem - a Pani recepcjonistka zachowuje się jakby
      robiła wielką "łachę" rejestrując ich, bądź wskazując drogę do
      gabinetu, oddziału ...
      5. Moja rada - walczcie o każdy termin! W nowotworach liczy się
      każdy dzień!!! Mój tato czekał tygodniami na pobyt w szpitalu, na
      chemię, na radioterapię, każde kolejne badanie. Nie dajcie się
      zwieść! Mój tato 42 lata płacił ZUS (nigdy nie był bezrobotnym,
      nigdy nie korzystał ze zwolnień lekarskich z błachego powodu) - a
      kiedy zachorował na wszystko musiał czekać... A składki opłacał
      zawsze w terminie!!!! To żenujące, jak leczy się w Polsce
      nowotwory!!!! Nic dziwnego, że średnia przeżycia chorych na
      nowotwory w Polsce jest nieporównywalnie niższa niż w innych
      krajach EU czy w USA.
      6. Zgadzam się z tobą Eliana, że oprócz chemii i lamp nie ma innych
      metod leczenia ( a raczej przedłużania życia).
      Na koniec dodam, że był to pierwszy przypadek nowotworu, z jakim
      miałam styczność, mam świadomość, że rak złośliwy to wyrok - ale
      nienalezyte i nieterminowe leczenie, niepodejmowanie przez lekarzy
      walki i ich obojętność niepotrzebnie skraca życie chorym...
      Mój tato bardzo dzielnie znosił chorobę i może dzięki temu udało mu
      się być z nami przez 13 m-cy...
      • kizi10 Re: refleksje po smierci 29.10.08, 19:05
        ja jeszcze dodam od siebie, że rozważaliśmy możliwość "leczenia "
        energoterapeutów, tata był gotów jechać z Lublina do Szczecina, ale stało się
        coś naprawdę niezwykłego - człowiek, z którym chciałam umówić tatę, powiedział
        że żadna energoterapia tacie nie może pomóc, współczuł nam i odwiódł od tachania
        taty na drugi koniec Polski, tylko po złudzenia, w odróżnieniu od tego słynnego
        spod Warszawy, który twierdził, że uleczy ..., długo rozmawiałam z tym ze
        Szczecina, wyznaczyliśmy nawet termin, skoro tacie tak zależało, ale on nawet
        nie chciał od nas pieniędzy, w końcu tata i tak nie pojechał, ale pełen szacunek
        do człowieka, który nas nie chciał oszukać. Noni kupiłyśmy z mamą, ale nigdy
        tacie nie podałyśmy, przecież i tak nic nie było w stanie "zniknąć" mu przerzutu
        z mózgu, po prostu byłyśmy z nim do końca. I tak świetnie sobie radził i żył,
        jak to sam powtarzał, wbrew staraniom lekarzy, całkiem długo jak na przerzuty do
        mózgu, też uważam, że to potworne wyciągać od ludzi ostatnie pieniądze za zwykłe
        oszustwo, karmić ich bzdurami o cudach, niejednokrotnie powodując przerwanie
        standardowego leczenia, na to powinniśmy uczulać wszystkich, którzy walczą - my
        którzy mamy to już za sobą. pozdrawiam was serdecznie Kaśka
    • aron68 Re: refleksje po smierci 29.10.08, 10:21
      Witaj

      zgadzam się z tym co piszesz. I-szy punkt również zaliczyliśmy, na szczęście
      szybko podjęliśmy leczenie co dało 9 miesięcy życia a nie miesiąc diagnozowany.
      Z tych cudownych ziół to jedynie wchodzą w grę te tylko co wpływają na apatyt
      zmniejszają kaszel ( w przypadku raka płuc), reszta to jedynie placebo.
      Należy dbać o wyniki krwi to tak ważne by nie zmniejszyć szansy na podanie
      kolejne chemię. Sok z buraków i wszystkie preparaty, które wzmacniają poziom
      hemoglobiny.
      I żyć każdym dniem jakby miał być tym ostatnim, cieszyć się wszystkim co dają
      kolejne dni.
      Nam udało się na szczęście uniknąć tego ale wiem, że nie wszyscy mieli na tyle
      "szczęścia" - to walka z bólem a już w przypadku przerzutów na kości to podstawa.
      Ból można opanować tak, że chory jest w stanie "normalnie" funkcjonować, wiec
      należny konsultować tę terapię albo w ośrodkach walki z bólem lub z lekarzami w
      hospicjum.

      Wczesne objęcie pomocą np. hospicjum domowe daje duże wsparcie naszym bliskim i
      nam samym.

      Artur
    • madrek76 Re: refleksje po smierci 02.11.08, 20:04
      Podzielam w pełni WASZE zdanie...ja dziś tez mysle na to co sie
      działo przez ostatnie 20 m-cy życia Taty od wykrycia raka zoładka w
      lutym 2007 roku do 15.10.2008 kiedy od Nas odszedł i wciaz mam
      poczucie,że błedem była decyzja o "odpoczynku" Tata od stycznia do
      lipca przyjał 7 kursów DCF, a TK jamy brzusznej od maja wykazywał
      stabilizacje choroby, była pogrubiona scianka zoładka do ok. 15 mm i
      nie było przerzutów. Decyzja ordynator by zrobic 2-3 m-ce
      odpoczynku, we wrzesniu mielismy powtrórzyc TK i gastroskopie i w
      razie koniecznosci wrócic na chemie. Dr prowadziła Tate i ufalismy
      jej, zreszta poprzednia chemie walczyła z NFZ o chemie
      niestandardowa wiec zaufalismy jej doswiadczeniu. Niemniej jednak by
      wyznaczyc terminy TK i gastroskopii 4.09 bylismy w poradni chemii w
      DCO we Wrocławiu, przyjmowała nas zastepca ordynatora i radziła mimo
      opinii ordynator powrót na chemie, mój Tatus jednak nie chciał
      uzasadniajac ze ordynator jeszcze nie kazała. Dzis mam uczucie, ze
      popełnilismy wtedy bład, ze gdybysmy posłuchali tej drugiej dr juz
      we wrzesniu miałby chemie a tak zglosilismy sie do ordynator 24.09
      kiedy Tata zaczał czuc sie słabiej i wyczuwalne było powiekszenie
      zmiany, a chemie wyznaczono na 17.10...tata juz nie dozył tego dnia,
      bo zmarł 15.10 :-((( Stad prosze osoby które walcza słuchajcie,
      pytajcie kilku opinii i uwazjacie na kazdy symptom w czasie "przerw
      w leczeniu".
      Druga sprawa - ilekroc stoje przy grobie Tatusia zastanawiam sie czy
      nie popełniłam błedu nie mówiac mu o przerzutach i ich tempie, może
      wtedy miałby czas pożegnać się z Nami, a tak to my pożegnalismy sie
      z Nim...ale ja nie umiałam Tacie odebrac nadziei, on do ostatnich
      chwil wierzył, że wyzdrowieje...nie chciał nigdy rozmawiac o
      śmierci, złoscił sie gdy porzuszalismy ten temat nawet w zartach.
      Wczoraj w Uwadze w TVN słuchałam wypowiedzi róznych lekarzy,
      wiekszosc twierdziła, ze nie nalezy zabierac nadziei, mimo że wie
      sie że człowiek odchodzi, ale były (choc nieliczne ale jednak były)
      zdania, ze chory ma prawo wiedzieć...nie wiem,ale gdybym mogła
      cofnac czas chyba postapiłabym podobnie, kochałam Tatusia i
      widziałam jak walczy nie mogłam wiec mu powiedzieć Tatusiu Ty
      umierasz, to było ponad moje siły.
      Starsznie brak mi Tatusia i nie wiem czy kiedykolwiek ta pustka sie
      zmniejszy,ale jednoczesnie dostałam lekcje zycia i wskazanie,co
      naprawde sie w zyciu liczy - rodzina, miłość, wsparcie, przyjaźń!!!
      Pamietajmy o tym!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka