Dodaj do ulubionych

ten ból... po odejsciu

09.11.08, 18:54
Moja Mamusia odeszła 21.09.08.. nie moge sobie z tym poradzić.. dlatego tu
pisze , bo wiem że w tym samym czasie wielu z was straciło równiez swoich
bliskich..jak aron czy deria... pisze bo jest mi strasznie ciezko.. wydawało
mi sie, ze bedzie lżej z biegeim czasu a jest jakby coraz gorzej..ta tesknota
jest niewyobrażalna, budze sie w nocy i myśle o mojej mamci..nie lubie nawet
wracac do domu po pracy, bo wiem ze jej tam nie mam..najgorsze, że nie
potrafie o tym rozmawiac z bliskimi...

KAsia
Obserwuj wątek
    • malwa200 Re: ten ból... po odejsciu 09.11.08, 19:11
      Kochanie, jestem z Tobą , wiem, jak Ci cężko, wierz mi , Twoja
      Mamusia jest teraz szczęsliwa. Polecam książki nt. Zycie po
      śmierci", dostaniesz to w kazdymn niemal kościele i w Ars
      Chrystianie. jesli chessz wysle Ci te pozycje na priv
      • annrez Re: ten ból... po odejsciu 09.11.08, 19:37
        moja mama tez odeszla ...wczoraj wieczorem ..wiem co przezywasz ...
    • deria1 Re: ten ból... po odejsciu 09.11.08, 20:59
      Witaj ponownie Kasiu... Nie wiem jak ty - ale ja codziennie mam
      przed oczami sceny z tych ostatnich dni, jak było bardzo źle, jak
      tato leżał, ataki padaczki, sińce na całym ciele (od kroplówek i
      zastrzyków), bezwład ciała. Codziennie wspominam z mamą cały okres
      choroby. Najgorzej jest jak oglądam zdjęcia - jeszcze tak
      niedawno...święta, spacery z wnuczkiem, i te ostatnie - zrobione 4
      dni przed śmiercią, na których tata jest taki zamyślony. Wiesz - śni
      mi się bardzo często, czasami codziennie. Zawsze bardziej lub mniej
      chory - nigdy zupełnie zdrowy.
      Gdyby nie ogrom zajęć, jakie mam każdego dnia i rodzina, synuś -
      byłoby tragicznie. Kiedy rodzice umierają kiedyś tam - po prostu ze
      starości - to zapewne łatwiej jest się z tym faktem pogodzić. A
      kiedy umiera osoba, która zawsze była pełna energii - jeszcze 13 m-
      cy wcześniej, i mogłaby być z nami jeszcze min. 20 lat - to zapewne
      każdy zadaje sobie pytanie : DLACZEGO? Jest mi bez taty źle, był
      moim autorytetem i zawsze mogłam na niego liczyć. Nie wiem, czy tak
      samo, czy inaczej przeżywa się śmierć mamy, ale mogę sobie
      wyobrazić, jak jest Ci ciężko. Ja czasem próbuję sobie wytłumaczyć
      to w ten sposób - wyobraź sobie, jakbyś straciła kogoś nagle - z
      dnia na dzień, wracasz do domu i...nie zdążysz się pożegnać, albo
      jak jest odwrotnie, tzn. jak rodzice tracą dzieci. My miałyśmy
      okazję w jakiś sposób przygotować się na ten moment i pożegnać się z
      bliskimi. I choć teraz jest nam cholernie ciężko i pusto - to jest
      wielu ludzi, którzy mają jeszcze gorzej! Trzymaj się dzielnie! Nic
      nie możemy zrobić, niestety...Tylko starać się w jakikolwiek sposób
      oswoić z tym faktem. I żyć dalej z mamą/tatą w sercu, ze
      wspomnieniami, dziękując, że było nam dane mieć tak wspaniałych
      rodziców, że odejście ich aż tak strasznie boli. Pozdrawiam cię!
    • estelka1 Re: ten ból... po odejsciu 10.11.08, 11:27
      Kasiu, wbrew pozorom pierwsze tygodnie po śmierci bliskiej osoby nie
      są najtrudniejsze. Mimo bólu i żalu, gdzieś w podświadomości siedzą
      takie myśli, że ten nasz ukochany po prostu wyjechał, ale wróci.
      Właśnie po jakiś 2 msc zaczyna docierać do nas świadomość, że już
      nigdy nie zobaczymy tego kogoś, w Twoim przypadku mamy. I w tym
      momencie pojawia się ogromna tęsknota, tak wielka, że aż bolesna.
      Boli świadomość, że jedyne co nam zostało to tylko wspomnienia i
      właśnie tęsknota i że tak już będzie zawsze.
      Ale wierz mi, że z upływem kolejnych tygodni, miesięcy, oswoisz tę
      tęsknotę. Ona Ci będzie towarzyszyć już do końca życia, ale nauczysz
      się z nią żyć, bo tak naprawdę nie masz innego wyboru. Mówię Ci to z
      perspektywy osoby, która straciła mamę 11 miesięcy temu. Zdarza mi
      się popłakać z żalu, że nie zobaczę mojej ukochanej "staruszki", ale
      dotarło do mnie, że dla niej lepiej jest, że odeszła z tego swiata.
      Jaki byłby jej komfort życia, gdyby miała leżeć jak roślinka,
      nieświadoma niczego, zdana na innych ludzi? No i zaczęłam
      dostrzegać, że mamy nie ma z nami fizycznie. Jej duchową obecność
      czuję bardzo mocno, chociaż mama nie daje jakiś namacalnych dowodów
      na swoją obecność. Kasiu, jeszcze będziesz się uśmiechać, chociaż
      dziś Ci trudno w to uwierzyć.
    • aron68 Re: ten ból... po odejsciu 11.11.08, 12:45
      Witaj Kasiu

      wiem co czujesz, moja jak wiesz odeszła tylko jeden dzień później. Chciałbym Ci
      podziękować, że szłaś razem z nami ta drogą. Ja "wysłałem" swoją mamę w daleką
      podróż to takie klasyczne zepchnięcie. Ja nie rozmawiam jak o odejściu tylko o
      jej podróży bo nie potrafię sobie nawet wyobrazić, że jest tam gdzie jest. Nie
      wiem kto układał ten świat ale chyba nie do końca wszystko przemyślał. Trzymaj
      się wiem, że będzie dobrze.

      Artur
    • madrek76 Re: ten ból... po odejsciu 11.11.08, 16:43
      Witajcie, doskonale rozumiem ten ból i tesknotę. W sobotę 15.11
      minie miesiąc od odejscie Tatusia i nie umiem się z tym pogodzić, ja
      wciąż mam wrażenie,że wyjechał,że wróci, a potem ide na cmentarz i
      widzę Jego grób który uświadamia mi,że Tatusia już nie ma z nami, ze
      wróce do domu i Jego tam już fizycznie nie będzie. Duchowo dla mnie
      wciąż jest żywy, bo wciąż widzę przed oczami mnóstwo scen, słysze
      podświadomie słowa wypowiedziane przez Tatusie szczególnie z tych
      ostatnich dni jego życia...12 dni pobytu w szpitalu...On tak nie
      chciał szpitala,jakby czuł,że z niego już nie wróci, a jednoczesnie
      kazdego dnia walczył, w ostatnich godzinach zycia, kiedy juz nie
      jadł, nie pił, wymiotował krwią walczył, nawet nie dopuszczał do
      siebie myśli,ze to krew, stale mówił,że to soki żołądkowe..:-(
      Strasznie trudno mi się pogodzić z faktem,że juz go nie dotkne, nie
      zobacze jego cudownych błekitnych oczu,które zawsze miały w sobie
      tyle radości i spokoju,czasami wystarczyło, że spojrzałam na Tatę i
      czułam wewnętrzny spokój,a teraz nie ma tego...w ciagu dnia
      wystarczy,że sobie przypomne o Tacie i wciąż płyną łzy..ksiądz na
      pogrzebie powiedział,że to "łzy miłości za bliskim,który odszedł",
      ale choć rozsądek mówił,że Tatusia odejscie dla Niego było
      najlepsze, w koncu nie miał szans, to serce stale krwawi i mam
      nadzieje,że z każdym dniem coraz mocniej, bo chyba coraz wyrażniej
      dociera do nas Jego brak. Widziałam osoby, które m-cami cierpiały,
      Tatusiowi takie bóle były zaoszczedzone, dopiero w szpitalu kiedy
      przerzuty postepowały coraz szybciej, kiedy zbierało sie coraz
      wiecej płynu w otrzewnej zaczał dostawać leki przeciwbólowe Ketonal
      dożylnie. Jeszcze 3 dni przed smiercią samodzielnie chodził a potem
      kolejne dni i widzialam jak niknie mi w oczach, staje sie coraz
      mniej samodzielny, tyle razy mi dziekował,że jestem z Nim, a dla
      mnie to były wyjątkowo ważne chwile bo jeszcze z Nim,a gdy odszedł
      pozostała pustka z jaką sobie nie umiem poradzić :-( Siostra i Mama
      radzi sobie jeszcze gorzej wiec wiem,że muszę byc silna ale wciąż
      zdarzają sie chwile kiedy nie potrafię być silna. Rodzina mieszka na
      drugim koncu Polski i za granicą (pozostaja tel) zostałysmy wiec
      same i musimy nauczyć się zyć bez Taty,własnie dla Niego ale to
      takie trudne... Gdy zachorował rozstałam sie z moim uwczesnym
      narzeczonym, bo nie mógł zrozumieć moich relacji z rodzicami wg
      niego byłam z Nimi zbyt zwiazana i gdy spedzałamz Tatusiem czas w
      szpitalu po operacji, na chemii itd. dla niego to byłą strata czasu
      bo przecież miał tam opiekę...Taty choroba pozwoliła mi poznać
      prawdziwe oblicze człowiek z którym byłam - dziś nie załuje tamtej
      decyzji, choc podwójnie czuje w sercu pustkę. Wczoraj stałam w
      kolejce do zmiany opon na zimowe i płakałam jak bóbr, bo zawsze
      Tatus to zalatwiał i wiele innych spraw w domu, w ogrodzie. Wychodze
      do ogrodu gdzie Tata miał swoje ukochane miejse i nie moge pogodzić
      sie z tym,że już nie zobacze go na hustawce, że nie zje juz swoich
      ulubionych malin :-( Zawsze mówił,że chciałby dożyć dnia w którym
      zobaczy swoje wnuki...nie dane mu to było. Tatuś przez 20 m-cy walki
      z rakiem zoładka miał w sobie tyle siły i woli walki, chciałabym
      teraz mieć chociaż część Jego siły...ale nie mam :-(
    • madrek76 Re: ten ból... po odejsciu 11.11.08, 16:53
      Chciałabym tez by mi sie chociaż przyśnił, bym poczuła spokój że
      tamn gdzie jest jest mu dobrze... wciaż mam przed oczami sceny ze
      szpitala moze to dziwne co napisze,Tatuś zmarł o 11:05, ale przed
      śmiercią o 9:00 oraz o 10:00 były momenty, kiedy Tata mimo ze był
      slaby zaparł sie o łózko szpitalne i krzyknął NIE i wszystkie
      parametry (tetno, cisnienie, wydolnosc oddechowa, wykres ekg)
      słabły - głaskałam go, całowałam, prosiłam by spokojnie oddychał, On
      zaciskał moja dłoń i się uspokajał a parametry na monitorze znów
      stawały sie stabilne, wtedy tego nie rozumiałam ale dziś nie daje mi
      to spokoju, jakby walczył z tym co go czeka...ze śmiercią. 2 dni
      przed smiercia był u Niego ksiądz, który chodzi po
      szpitalu,wyspowiadał sie,przyjał Komunie Św. i dość długo z ksiedzem
      rozmawiał, poczuł po tej rozmowie spokój, nawet wtedy własnie jak
      weszłam znów do sali zobaczyłam ostatni raz usmiech na Taty twarzy,
      ale potem te dwa momenty w dniu śmierci jakby walka, że jeszcze nie
      teraz...Jestem osoba wierzącą i wierzę,że jest juz w lepszym swiecie
      bez cierpienia i bólu,ale mimo to tak bardzo chciałabym usłyszeć
      choćby we śnie że jest mu już dobrze, ale Tata od dnia śmierci ani
      razu mi sie nie śnił...
      • annmaria Re: ten ból... po odejsciu 13.11.08, 21:04
        Kasiu!
        Moj Tatko zasnal ponad rok temu. Bol nie minie. Oswoisz go po prostu nauczysz
        sie z nim zyc. Tesknota tez nie minie ale z czasem zaczniesz wspominac te dobre
        chwile. Zaczniesz cieszyc sie ze masz wspaniale cudowne wspomnienia. Ja do tej
        pory nie potrafie pojac ze swiat sie nie zatrzymal ze w dzien smierci ze slonce
        nie zachodzilo czerwiensze niz zwykle. Ale kiedy nie mam juz sil mysle sobie
        czego Tata by chcial jak chcial by zebym zyla. Troche pomaga. Daj swojemu bolowi
        i rozpaczy troche czasu. Wiem ze ow czas ran nie leczy ale przynajmniej troche
        je zabliznia. Trzymaj sie cieplo. Anka
        • kasia.ole Re: ten ból... po odejsciu 21.11.08, 19:29
          Dziękuję bardzo wszystkim za te słowa....one naprawdę pomagają...

          Dziś mijają 2 miesiące od śmierci mojej mamci..tak bardzo za nią tęsknię, ale
          wierzę, ze ona patrzy na mnie tam z góry i czuwa...

          \Jeszcze raz dziękuję WAM

          Życzę również wszystkim dużo siły

          Kasia
    • ewam1959 Re: ten ból... po odejsciu 21.11.08, 20:18
      Kasiu, jak dobrze Cię rozumiem. Moja Mamusia odeszła 13 maja,
      najpierw trzymała mnie adrenalina i stres, a później "posypałam
      się". Po odejściu Mamy zostałam sama, nie mam na kogo liczyć
      (zresztą tak było podczas choroby Mamusi, byłam tylko ja i ze
      wszystkim musiałam sobie poradzić). Ale po 3 miesiącach
      wszystko "puściło". Jeżeli chciałabyś pogadać to proszę pisz na mój
      mail (armadilo@toya.net.pl). Może mnie wtedy też będzie łatwiej ???
      Pozdrawiam Cię serdecznie, Ewa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka