shynshylka21
14.05.09, 20:09
Dawno tutaj nie zaglądałam, pamiętałam o tym forum, ale ciężko mi
było to zajrzeć.
19 kwietnia zmarła moja mama. Chorowała na raka pluc. Z chwilą
wykrycia miała już przerzuty na węzły chłonne i wątrobę. Od momentu
zdiagnozowania nie upłynęło 6 miesięcy, miała tylko 46 lat.
Walczyła, wierzyła,że wygra, modliła się, a ja wraz z nią. Dziękuje
tylko losowi, nie Bogu, bo w niego straciłam wiara, że dane mi było
byc przy Niej w tamtej chwili, że nie musiała cierpieć miesiącami,
czego sie naprawdę obawiała. Nie chodziło tu o jej ból, nie chciała
zawracać głowy innym ludziom swoja osobą.
Nigdy nie pogodzę się z faktem, że jej nie ma przy mnie. Mam 21 lat,
i reszte życia bede musiała przejść z myslą, że muszę być zdana sama
na siebie, Wiem, że chciała przejść ze mną przez życie, pomagała mi
zawsze jak tylko mogła. Zamiast być mi lżej, czuje się coraz gorzej.
Ostatnie miesiące spedzałam z Nią,a teraz pozostalo mi tylko puste
miejsce. Nikomu nie życzę,aby musiał zmierzyć się z tą chorobą.