Dodaj do ulubionych

Matura- ustny polski- w szoku jestem...

19.05.11, 10:39
Godzinę temu wyszła ode mnie z firmy znajoma, a ja do tej pory w szoku jestem- jej syn zdaje teraz maturę i dzisiaj ustny polski i ta moja znajoma radośnie mi oznajmiła, że w weekend sama synkowi pisała prezentację, bo ...jemu sie nie chciało. Zrobiłam wielkie oczy i pytam- kiedy dostał temat prezentacji no i sie okazało, ze przez ten czas od otrzymania tematu biedaczyna nie znalazł w sobie chęci ani czasu, żeby rzeczone wystąpienie samemu spłodzić. Jeszcze lepsze jest podejście mamuni- "a po co mu ten polski w życiu będzie potrzebny, przecież on idzie na architekturę i głupotami nie będę mu głowy zawracała....". No szok. Już nawet nie komentowałam, doszłam do wniosku, ze szkoda strzępić sobie język. Dziewczyny, czy to taka "moda" teraz? Nie wyobrażam sobie pisać pracy na maturę za moje dziecko. Może ja jakaś niedzisiejsza jestem? Pomijam, ze nie jest wielką sztuką napisać prezentację w domu i się jej nauczyć....od razu wspominam swoja maturę z polskiego te ok...x...lat temu...ehhh
Obserwuj wątek
    • hela6 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 10:44
      Mamusia najwyraźniej wreszcie poczuła się potrzebna uncertain

      Osobiście uważam że architektura to nauka na poły humanistyczna i pomijając już fakt że inteligent winien być rozwinięty wszechstronnie myślę ze inżynier bez zacięcia humanistycznego dynamitu nie wymyśli. Za to może robić za liczydło.
      • dzioucha_z_lasu Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 11:09
        Przede wszystkim dziwi mnie traktowanie języka polskiego "per noga". Jak by nie patrzeć, jest to podstawowe narzędzie komunikacji w naszym kraju. Pisanie za kogoś pracy - czy domowej, czy maturalnej uważam za zwyczajne oszustwo, zwłaszcza, że poziom matury z polskiego jest tak niski,że średniopiśmienny nastolatek powinien sobie bez trudu poradzić. Ciekawa jestem, czy mamusia będzie za synka chodzić na wykłady i kolokwia zdawać...
        • anetapzn Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 11:20
          dzioucha_z_lasu napisała:

          > Przede wszystkim dziwi mnie traktowanie języka polskiego "per noga". Jak by nie
          > patrzeć, jest to podstawowe narzędzie komunikacji w naszym kraju.
          I pózniej skutki takiego traktowania słuchać na ulicy, w sklepie i o zgrozo coraz częściej w tv.
          >
          • bestraga Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 12:01
            I mam nadzieje ze nie zda na te architekturę! Bo egzaminy są trudne!
            Chyba ze pójdzie na jakieśtakieścóś prywatnego co udaje architekturę.
            • maria10344 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 22:12
              Ja jestem nawet pewna,że nie powinien się na tej architekturze znaleźć ,chociaż znam przypadek,że mamunia wykupiła abonament u pazernego profesora i synek się dostał,ale na 2 roku wyleciał.
          • b-b1 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 12:40
            anetapzn napisała:

            > dzioucha_z_lasu napisała:
            >
            > > Przede wszystkim dziwi mnie traktowanie języka polskiego "per noga". Jak
            > by nie
            > > patrzeć, jest to podstawowe narzędzie komunikacji w naszym kraju.
            > I pózniej skutki takiego traktowania słuchać na ulicy, w sklepie i o zgrozo cor
            > az częściej w tv.
            > >

            Dokładnie! I w pięknie zaprojektowanym budynku pojawi się napis na drzwiach do toalety" Klucz NA sklepie" big_grin
        • kr_ka_11 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 12:01
          > Przede wszystkim dziwi mnie traktowanie języka polskiego "per noga".

          no jak.. wtedy nie byłoby takich kwiatków jak bynajmniej zamiast przynajmniej, kupywać, kazywać, świat byłby taki nudny wink

          poważnie, czasami mnie mrozi jak słyszę takie perełki z ust ludzi często na wysokich stanowiskach.
    • frezyjka81 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 12:41
      Jak czytam takie rzeczy to mi ręce i wszystko inne opada... Jak tak można??? Po pierwsze uczy się dziecko oszustwa, po drugie mamusia pokazuje, że można nia pomiatać - bo następnym razem jak sie synusiowi nie będzie chiało noska wytrzeć - to mamusia z chusteczką będzie biegła?! W głowie się nie mieści. Poza tym jestem zdania, że tzw. wykształcenie ogólne jest niezwykle ważne w szczególności jesli chodzi o "dział humanistyczny", bo przecież chemia, fizyka, biologia itd są na całym świecie takie same - a język i historia danego kraju odróżnia nas od innych narodów. Wstydem dla mnie jest - brak umiejętności napisania prostego tekstu, wymienienia choćby kilku ważniejszych autorów polskich, o historii już nie wspomnę. Ostatnio w tv była sonda - zadano 2 pytania: Kto napisała Pana Tadeusza? i Co świętujemy 3-go Maja? Pytano młodych ludzi na 10 osób - 2 wiedziały o co chodzi. Takie własnie mamusie jak opisana przez autorkę artykułu wychowują takiych niedouków.
      • kanga_roo Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 13:39
        ale Wy się oburzacie czy śmiejecie - do nas do biura przychodzą mamusie po materiały do prac dzieci - studentów, są kompletnie nie w temacie i generalnie mi ich żal.
    • allija Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 13:38
      A ja myslałam, że to moje dziecko jest leniwe...Ale prezentację napisał sam, choć robił to w ostatniej chwili niemal. Jednak nie w ciągu weekandu, na pewno poświęcił na to kilka tygodni. Pewnie zależy od tematu ale na ogół w takiej prezentacji to jednak trochę materiałów źródłowych trzeba wykorzystać, poszukać i to nie tylko w sieci. Pisana w ciągu dnia, "na kolanie" moze zasłużyć na mierną ocenę.
      Poza tym sam egzamin to nie tylko przedstawienie pracy, trzeba jeszcze umieć coś na jej temat powiedzieć, niekoniecznie wyłącznie to co się przeczytało z mamusinej prezentacji.
      Dodatkowo, taka postawa wskazuje nie tylko na lenistwo ale świadczy ogólnie o postawie tego mlodego człowieka. Dla mnie ktoś, który w ten sposób podchodzi do swoich obowiązków jest skrajnie nieodpowiedzialny i nie chciałabym żeby projektował mój dom.
      • cilantre Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 14:18
        Trza było powiedzieć mamusi, że teraz to się prezentację kupuje,
        a nie pisze samodzielnie za dziecko big_grin big_grin wink
        Zacofana jakaś, czy co ...
        • bursztyn9 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 17:21
          tak!!!... i kosztuje 50zł.Po co mamusia mam się męczyć!
    • budzik11 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 14:39
      Rzeczywiście - szkoda sobie strzępić jezyk. Mamuśka wychowuje kalekę życiową (życiowego?). A tak a'propos - polecam film dokumentalny (włąsnie na innym forum pisałam wrażenia po obejrzeniu) www.tvnstyle.pl/program/2760/view - naprawdę warto.
      • mama.rozy Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 17:46
        chyba w zasadzie wszystko jedno,co to za przedmiot
        mamuśka tym pokazała,że po prostu nie warto się wysilac,że na wszystko jest sposób,żeby ominąc swój wysiłek,a zaangażowac do roboty kogoś innegosmile
        będzie z niego dyrektor,ma duże szansewink
        a mamuśka po prostu głupia,że odwala czarną robotę
        • lisia312 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 18:15
          moje najmłodsze dziecię też dzisiaj popełniło ustny z polskiego. A co tam, pochwalę się 100% smilesmile
          Pisał sam, dawał do sprawdzenia siostrze, przy czym ględził straszniesmile jak go poprawiała, ze on ma inną koncepcję. Po czym wczoraj po pytaniu czy ma wstęp ( który mu obie odrzuciłyśmy ) stwierdził, że da radę ( to chyba znaczyło, że jednak nie ma) ... smile
          • wilma1970 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 19:32
            Niestety to typowe dla wielu wielu rodziców dzieci ze szkół moich dzieci.
            Na korytarzu szkoły podstawowej niedawno widziałam wystawkę prac dzieci, temat : bohaterowie bajek, pierwsze miejsca dla prac, która NA PEWNO nie rysowały dzieci z trzech pierwszych klas - wprawne oko natychmiast odróżni rysunek siedmio-ośmio-dziewięciolatka od rysunku dziecka starszego. Niektóre praca to nieudolne próby podrobienia dziecięcego stylu przez dorosłą osobę. W kategorii "wyróżnienie" , za to kilka prac małych dzieci - słodko prześmiesznych i uroczych.
            • gwiazdeczka-z-nieba Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 21:08
              oj, pewnie od gimnazjum chodzi na korki z rysowania i uczy się jak rysować, żeby zdać egzamin wstępny. o ile pamiętam to właśnie na polskim było co nieco o stylach również w architekturze więc przedmiot mimo wszystko pod te studia podchodzi (pomijając taką oczywistość, że to nasz język ojczysty i nasza kultura).
              • cilantre Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 19.05.11, 21:30
                No to ja dołożę - gdy moje dziecko było w IV czy w V klasie podstawówki , był konkurs na napisanie wiersza. Wygrała dziewczynka, której tatuś ułożył wierszyk. Następnie zdolny tatuś przeszedł jeszcze ze 2 etapy eliminacji i w efekcie dziewczynka wygrała laptopa , zajmując jakieś czołowe miejsce w konkursie ogólnokrajowym uncertain
                • hela6 Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 20.05.11, 09:54
                  A ja powiem ze są dzieci których prace wyprzedzają prace rówieśników o siedem długości.
                  Przedwojenny zeszyt i teczka ze szkolnymi rysunkami ciotki małżonka.
                  Każdy opatrzony adnotacją która to klasa i oceną nauczyciela.
                  Prace rzec by można wybitne jak na ośmino, dziewięciolatkę.
                  Gdybym nie wiedziała że nie było możliwości by zamiast dziecka ktoś inny je narysował, podejrzewałabym dorosłego ilustratora.
                  Ale talent w rodzinie rzeczywiście jest od pokoleń, niestety wykorzystywany jedynie czasem hobbystycznie.
            • corneliss Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 20.05.11, 23:39
              wlasnie chcialam przytoczyc podobne spostrzezenie, w znajomej szkole to rodzice robia prace plastyczne dzieciom, widac to golym okiem, bo widze na co te dzieci stac na zajeciach

              chyba w koncu oglosze jakis konkurs plastyczny dla rodzicow - i to straszne, ze dzieciom brak wyobrazni, pal szesc umiejetnosci (wg rodzicow rysunek ich dziecka ma byc 'najpiekniejszy') i szkoda ze odbieraja dzieciom radosc rysowania i mozliwosc tworzenia czegos wlasnorecznie, chocby mialy to byc koslawce
              ja bym chyba taki konkurs zbojkotowala i oglosila ze nagrod nie bedzie (jesli ewidentnie widzialabym ze praca nie jest wykonana przez dziecko)
    • claratrueba Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 20.05.11, 10:30
      A ja wcale w szoku nie jestem. Nawet się specjalnie nie oburzam na takie "mamuśki", na prezentacje za 5 dych. Oburzam się na to, że takie możliwości są dane. Bo to jest krzywda dla dziecka i tylko dla niego. Bo jak nie ma szczęścia wychowywać się w domu, który wpaja jakieś zasady, a takich jest zdecydowana mniejszość, to ich nie pozna w szkole. Jeśli trafi na dobrą uczelnie to dozna lekkiego szoku i się wyprostuje albo wyleci. Co tez nie będzie wielkim nieszczęściem jeśli mamusia oprócz napisania prezentacji potrafi i pracę załatwić.
    • otterly okiem nauczycielki 20.05.11, 14:07
      Ameryki nie odkryłaś wink Odkąd pojawiła się "nowa matura", włączę z tym problemem niczym Don Kichot. Przygotowuję dzieciaki do matury i szczególnie w maju, mam codziennie po kilka telefonów z pytaniami: "czy napisze Pani prezentację dla mojego dziecka?", "ile kosztuje prezentacja/wypracowanie/referat?". A na moje oburzenie, mamuśki (bo to mamuśki w 90%) reaguję właśnie tak: "polski jest niepotrzebny". "to tylko polski", "dzieci są teraz taaaaakie przepracowane". Na moje stwierdzenie, że to nieuczciwe, usłyszałam ostatnio "są różne rodzaje uczciwości".

      A prezentację można kupić za 20, nie 50 zł. uncertain

      Uczniowie tez mnie pouczają: "pani mogłaby tyle zarobić!", "nawet moja pani od polskiego na korkach pisze!", "pani to jest dziwna, przecież wszyscy kupują!" etc.

      Powiem Wam, że o ile uczniów jestem w stanie zrozumieć (miałam 18 lat, wiem, jak to jest), to rodzice mnie przerażają. Podejrzewam, że niektórym z nich wraz ze wzrostem dziecka, malej mózg. Wspieranie w kłamstwach, pomaganie w oszustwach, pisanie fałszywych usprawiedliwień i zaświadczeń, zdobywanie u lekarzy fałszywych zwolnień - to wszystko jest na porządku dziennym. I dlatego ja, jako nauczycielka, uciekam najdalej jak się da z państwowych szkół, które są jedną wielką farsą.
      • anetapzn Re: okiem nauczycielki 20.05.11, 14:10
        otterly napisała:

        . I dlatego ja, jako nauc
        > zycielka, uciekam najdalej jak się da z państwowych szkół, które są jedną wielk
        > ą farsą.
        Otterly, a w prywatnych jest lepiej?
        • allija Re: okiem nauczycielki 20.05.11, 14:31
          w prywatnych pewnie jest lepiej o tyle, że nauczyciele/dyrekcja sami idą uczniom na rękę, żeby nie starcić źródła dochodu.
          Mam dwóch synów, obecnie studentów, przeszli cała edukację w szkołach publicznych. Chyba to były jakies wyjątkowe szkoły i wyjatkowi rodzice, ci, ktorych poznalam, bo wszystko miesciło w normach, ktore znałam ze swojej jeszcze edukacji, bywało nawet dużo lepiej.
          Jakość szkół w dużej mierze zależy od nauczycieli tam uczących. Przyznam, że od szkoly podstawowej wzwyż szkoly moich synow były wybierane starannie, wlaśnie pod kątem jakości. Z moich obserwacji wynika więc, że jednak z publicznej szkoły da sie zrobić szkołę dobrą - jeśli się chce. Twierdzenie, że szkoły publiczne są farsą jest krzywdzące dla nauczycieli, którym właśnie "się chce" i nie uciekają tam, gdzie łatwiej.
          • claratrueba ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 05:59
            i wiekszy problem to rodzice, a raczej matki, nie uczniowie. Słysze coraz częściej "za dużo pani wymaga", "a czy te prace domowe to konieczne", "a czy musi pani tak dużo zadawać" itp. Zawsze sa to "refleksje" matek, nigdy uczniów (może się boją). Część mamuś po prostu musi "chronić" swoje dzieci przed tym strasznym światem, w którym trzeba sie uczyć, co jest wyrazem okropnej nienawiści tegoż świata do ich dzieci. Bo świat powinien owe dzieci wielbić i nagradzać jak one bezkrytycznie i bezwarunkowo. Szkoły sa też wybierane jak najbardziej świadomie- żeby się maleństwo nie musiało za dużo męczyć. Po prostu, niektórym ludziom przyszłość kojarzy się z co najwyżej pojutrze, dalej nie ogarniają-" jakoś to będzie". Autentycznie słyszę ten tekst.
            • hela6 Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 09:54
              A dziwisz się?
              Zauważ ze rodzice zwykle pracują minimum 8 godzin dziennie, to minimum to rzadkość. Do tego dojazdy, zakupy, zajęcie się domem, odebrani dzieci z różnych miejsc a potem jeszcze trzeba przypilnować lekcji.
              Ja się im w ogóle nie dziwę choć sama takich problemów nie miałam.
              • ariella Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 10:04
                Hm, ja o tych pracach, co to rodzice dzieciom robia. Czesto na pewno tak, ale mi samej kiedys siostra na religii (moglam miec z 10 lat) postawila dwoje za rysunek monstrancji, za to, ze to dzieci mialy rysowac, a nie rodzice. Ja w ryk, awantura, mama wezwana i powiedziala, ze ona nie potrafi tak ladnie rysowac smile
                Wiec bardzo ostroznie z tymi oskarzeniami, jesli sie kogos za reke nie zlapalo.
                PS Do tej pory mam zeszyt z ta monstrancja i skeslona dwoja smile))
              • anu_anu Żeby niczego nie było! 21.05.11, 10:27
                Hela, mi się wydaje, że przeciążeniem rodziców można by (ewentualnie) tłumaczyć, że nie zdążyli pomóc dziecku a nie to, że zań odwalają jakieś prace! Albo oczekiwanie, żeby szkoła niczego nie wymagała! No ciśnie się na usta słynne "Żeby niczego nie było"! A cała śmieszność tego wystąpienia wynikała wyłącznie z tego, że facet nie potrafił wyrazić tego co mu tam po głowie chodziło - bo takie właśnie są skutki zaniedbania nauki języka!
                Ludzie chcą aby w szkole "niczego nie było" a później dziwią się, że synka nie przyjęli na studia, albo że pracy nie może znaleźć. I co najgorsze - nie widzą związku między tą kiepską edukacją a tym brakiem sukcesów później...
            • kotwtrampkach Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 10:58
              claratrueba napisała:

              > i wiekszy problem to rodzice, a raczej matki, nie uczniowie. Słysze coraz częśc
              > iej "za dużo pani wymaga", "a czy te prace domowe to konieczne", "a czy musi pa
              > ni tak dużo zadawać" itp. Zawsze sa to "refleksje" matek, nigdy uczniów (może s
              > ię boją).

              hmm
              A może to dlatego, że wiemy jak wyglądają szkoły w innych krajach(np szwecja - zadanie 2 x w miesiącu)? Że chcielibyśmy zrobić z dziećmi też inne rzeczy a nie tylko patrzeć jak siedzą nad ksiażkami? Że lubimy z nimi czytać też coś innego niż to, co akurat jest w szkole? Że zależy nam na tym, żeby dzieci się ruszały, uczyły też innych rzeczy(niedawno usłysząłam - "nie można wymagać od anglisty w szkole żeby wprowadzał jakiś poziom!")? Albo zależy nam na nauczeniu dzieci zwyczajnej systematycznosci, a nie przemęczać je i patrzeć na ich przemęczenie?

              Dla mnie to trochę smutne, że dziecko po 5 godzinach lekcji musi jeszcze w domu siedzieć godzinę lub dwie (a ze starszej klasy i więcej). Wolę żeby biegało, skakało, jeździło na rowerze - nie stac mnie na kosztowną rehabilitację krzywych nóg i kręgosłupa..

              Ja nie biorę pracy do domu, bo to ponoć niezdrowe smile A dzieciaki ciągle przynoszą - codziennie, na weekendy, na swięta, na wieczory i popołudnia.

              To jeszcze tak: ja mam swoją pracę - nie jestem metodykiem nauczania szkolnych przedmiotów, a coraz częściej mam wrażenie, ze nauczyciele przerzucają swoją prace na mnie jako na rodzica. Ja mam pomagać w odrabianiu lekcji, ja mam tłumaczyć zadania, ja mam siedzieć i wyjaśniać, ja mam zachęcać, ja mam ćwiczyć z dzieckiem te umiejętności, których ono nie nabyło w szkole..

              ja usłyszałam kiedyś od nauczycielki naucz.początkowego:"szkoła nie jest do lubienia.A Pani lubiła szkołę?" Wiem, jestem idealistką. Chciałam żeby moje dziecko uwielbiało się uczyć - i uwielbiało, dokąd nie poszło do szkoły wink
              • otterly Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 13:43
                kotwtrampkach napisała:


                > hmm
                > A może to dlatego, że wiemy jak wyglądają szkoły w innych krajach(np szwecja -
                > zadanie 2 x w miesiącu)? Że chcielibyśmy zrobić z dziećmi też inne rzeczy a nie
                > tylko patrzeć jak siedzą nad ksiażkami? Że lubimy z nimi czytać też coś innego
                > niż to, co akurat jest w szkole? Że zależy nam na tym, żeby dzieci się ruszały
                > , uczyły też innych rzeczy(niedawno usłysząłam - "nie można wymagać od anglisty
                > w szkole żeby wprowadzał jakiś poziom!")? Albo zależy nam na nauczeniu dzieci
                > zwyczajnej systematycznosci, a nie przemęczać je i patrzeć na ich przemęczenie?

                Kocie, ale edukacja na tym polega,że trzeba się uczyć i tyle. Ten proces wymaga czasu i ćwiczeń. I owszem, pamiętam jak mnie wkurzało 40 zadań z matmy na dzień następny (a matma nie była jedynym przedmiotem). Ale miałam w liceum i całki i macierze i silnie, a kończyłam klasę humanistyczną. I myślisz, że mi się ta wiedza w życiu nie przydała? Patrzę na tych dzisiejszych analfabetów, którzy do potęgi nie potrafią podnieść, nie wiedzą czym się różni kwas od zasady i że Tadeusz nie jest głównym bohaterem "Pana Tadeusza" i jest mi po prostu przykro, bo to ci ludzi są naszą i naszych dzieci przyszłością. Oni będą tworzyli świat za 10 czy 20 lat.

                Powiedz tak z ręką na sercu, ile tych lekcji przynosi Twoje dziecko? Bo ja to widzę na co dzień: biadolenie o przepracowaniu, a później okazuje się, ze w L.O. młody człowiek na dwa zadanka z fizyki, trzy z matmy i wypracowanie z polskiego (od 5 lat nie widziałam, żeby ktoś napisał wypracowanie dłuższe niż na 3 strony a4).

                Edukacja to ciężka praca. Według mnie, to najcięższy okres w życiu, bo pracujemy na cała swoją przyszłość. Nikt nie mówił, że będzie lekko. Ale w końcu nie każdy musi mieć mgr! Sprzątaczki, robotnicy też są światu potrzebni. I nie trzeba kończyć dobrych szkół, nie trzeba nawet kończyć gimnazjum.

                >
                >
                > Dla mnie to trochę smutne, że dziecko po 5 godzinach lekcji musi jeszcze w domu
                > siedzieć godzinę lub dwie (a ze starszej klasy i więcej). Wolę żeby biegało, s
                > kakało, jeździło na rowerze - nie stac mnie na kosztowną rehabilitację krzywych
                > nóg i kręgosłupa..

                A mnie się wydaje, że przesadzasz. Mój brat w tej chwili kończy liceum. Chodzi do szkoły, którą uwielbia, mimo że siedzi w niej nie do 14, jak w państwówkach, tylko do 17-18. Później robi projekty, kręci filmy, przygotowuje prezentacje. I wszyscy w tej szkole tak robią. I nie spotkałam tam dzieciaka, który nie lubiłby tej szkoły. Jak się o młodych ludzi mądrze wymaga, oczekuje się od nich mądrych, rozwijających i ciekawych rzeczy, oni się ni buntują.

                >
                > Ja nie biorę pracy do domu, bo to ponoć niezdrowe smile A dzieciaki ciągle przyno
                > szą - codziennie, na weekendy, na swięta, na wieczory i popołudnia.
                >
                > To jeszcze tak: ja mam swoją pracę - nie jestem metodykiem nauczania szkolnych
                > przedmiotów, a coraz częściej mam wrażenie, ze nauczyciele przerzucają swoją pr
                > ace na mnie jako na rodzica. Ja mam pomagać w odrabianiu lekcji, ja mam tłumacz
                > yć zadania, ja mam siedzieć i wyjaśniać, ja mam zachęcać, ja mam ćwiczyć z dzie
                > ckiem te umiejętności, których ono nie nabyło w szkole..

                Nieudolność nauczycieli jest niestety kwestia nierozwiązywalną i wymagającą głębokich reform. Nie do zrobienia, dopóki jeszcze kilka pokoleń nauczycieli nie wymrze. To klika jakich mało.

                >
                > ja usłyszałam kiedyś od nauczycielki naucz.początkowego:"szkoła nie jest do lub
                > ienia.A Pani lubiła szkołę?" Wiem, jestem idealistką. Chciałam żeby moje dzieck
                > o uwielbiało się uczyć - i uwielbiało, dokąd nie poszło do szkoły wink

                Kiepscy nauczyciele to inna para kaloszy. Wiem, jacy są w większości beznadziejni i dlatego, moje dziecko do publicznej szkoły by nie poszło. Znam szkoły, do których dzieciaki uwielbiają chodzić.
                • kotwtrampkach Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 16:47
                  otterly napisała:

                  > Powiedz tak z ręką na sercu, ile tych lekcji przynosi Twoje dziecko?

                  moje dziecko jest w pierwszej klasie podstawówki, ma 6 lat i kiedy zastanawiałam się, czy ją posłać do szkoły w rytm tej durnej reformy i zgodnie z materiałem, jaki jest przygotowany dyrektorka mnie informowała, ze zadanie to jedna strona z zeszytu ćwiczeń 4x w tyg. Teraz młoda przynosi cwiczenia +dodatkowe 2,3 zadania z innej książki, bo pani sie chce pokazać, że z sześciolatkami zrobi więcej niż inne z siedmiolatkowymi klasami..
                  Chyba dlatego jestem wściekła - na zwyczajne niedopasowanie nauki do wieku dzieci.. Bo nauczyciel to bóg i nic mu nie można powiedzieć..

                  > Edukacja to ciężka praca. Według mnie, to najcięższy okres w życiu, bo pracujem
                  > y na cała swoją przyszłość. Nikt nie mówił, że będzie lekko. Ale w końcu nie ka
                  > żdy musi mieć mgr! Sprzątaczki, robotnicy też są światu potrzebni. I nie trzeba
                  > kończyć dobrych szkół, nie trzeba nawet kończyć gimnazjum.

                  też jestem tego zdania - tylko, że gdyby dziecko polubiło naukę, bo byłaby przyjemna, dawała satysfakcję, pozwalała na zdobywaniu kolegów (czyli praca w grupach a nie dążenie do bycia najlepszym), gdyby nauka przynosiła efekty (umiem zrobić doświadczenie chemiczne - mogę je zrobić i poobserwować..), gdyby wiedziało że jest SENS nauki - inaczej by to wyglądało..

                  > Kiepscy nauczyciele to inna para kaloszy. Wiem, jacy są w większości beznadziej
                  > ni i dlatego, moje dziecko do publicznej szkoły by nie poszło. Znam szkoły, do
                  > których dzieciaki uwielbiają chodzić.

                  też słyszałam o takich szkołach. Ale w moim mieście takich nie ma. Jest jedna dobra podstawówka, ale poza moim zasięgiem- ze świetlicą w której dzieci są jak sardynki. Jest prywatna, ale z koszmarnym podejściem do ludzi mimo, że założenia były ciekawe. W pozostałych wszystko zależy od nauczyciela - jak się trafi na normalnego - jest ok. Innemu nic nie można powiedzieć.
                  Czyli to potwierdzenie mojego podejrzenia: jak się nie ma kasy i duzo sił, nie warto mieć dzieci..
                  • otterly Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 18:49
                    kotwtrampkach napisała:

                    > otterly napisała:
                    >
                    > > Powiedz tak z ręką na sercu, ile tych lekcji przynosi Twoje dziecko?
                    >
                    > moje dziecko jest w pierwszej klasie podstawówki, ma 6 lat i kiedy zastanawiała
                    > m się, czy ją posłać do szkoły w rytm tej durnej reformy i zgodnie z materiałem
                    > , jaki jest przygotowany dyrektorka mnie informowała, ze zadanie to jedna stron
                    > a z zeszytu ćwiczeń 4x w tyg. Teraz młoda przynosi cwiczenia +dodatkowe 2,3 zad
                    > ania z innej książki, bo pani sie chce pokazać, że z sześciolatkami zrobi więce
                    > j niż inne z siedmiolatkowymi klasami..

                    taaa... znam takie nauczycielki osobiście. Nigdy nie zapomnę mojej "koleżanki" na roku, która pod koniec studiów już pracowała w szkole. Przyniosło kiedyś na nudny wykład zeszyty swoich uczniów i zaczęła je sprawdzać. Jako, że siedziałam obok i się nudziłam, zerkałam jej przez ramię,a ona wali 2 i 3. Patrzę i oczom nie wierzę: ładne zeszyty, schludne, widać, ze dzieciaki się jeszcze starają, a tu takie oceny?! i pytam ją: dlaczego? ona: bo zobacz, tu nie ma szlaczka, tam nie ma daty, a tu błąd ort (karygodne! Dwója!). Jaj je na to, ze mi tez musiałabym wystawić dwoję, bo właśnie walnęłam ortografa w swoich notatkach (karygodne!). Według mnie cały ten nasz system edukacji (łącznie z 90% nauczycieli) nadaje się pod młotek.


                    > Chyba dlatego jestem wściekła - na zwyczajne niedopasowanie nauki do wieku dzie
                    > ci.. Bo nauczyciel to bóg i nic mu nie można powiedzieć..

                    Święte krowy, niestety. Chronione kartą nauczyciela sad


                    >
                    > też jestem tego zdania - tylko, że gdyby dziecko polubiło naukę, bo byłaby przy
                    > jemna, dawała satysfakcję, pozwalała na zdobywaniu kolegów (czyli praca w grupa
                    > ch a nie dążenie do bycia najlepszym), gdyby nauka przynosiła efekty (umiem zro
                    > bić doświadczenie chemiczne - mogę je zrobić i poobserwować..), gdyby wiedziało
                    > że jest SENS nauki - inaczej by to wyglądało..

                    Z jednej strony zgadzam się z Tobą, ale z drugiej to ni jest tak, że nauka jest łatwa, miłą i przyjemna. Żeby móc pójść dalej, zgłębić temat i odkryć coś naprawdę fascynującego (w dowolnej dziedzinie), trzeba się nauczyć podstaw, które, nie ma co udawać, zazwyczaj są nudne, żmudne i pamięciowe. Oczywiście, fajny nauczyciel zrobi z tego coś mniej bolesnego, ale nie zawsze się da. Mnie też się serce kraja, jak mówię uczniom, że muszą się nauczyć czegoś na pamięć, ale tak już jest. Niektórych rzeczy naprawdę muszą się po prostu nauczyć.


                    > Czyli to potwierdzenie mojego podejrzenia: jak się nie ma kasy i duzo sił, nie
                    > warto mieć dzieci..

                    Ja tak myślę już od bardzo dawna. I dziwię się, że w 21 wieku wielu ludzi jest oburzonych, ja mówię, że nie mam dzieci i raczej przez 35 rokiem życia nie będę ich mieć (a może i nigdy), bo mnie na nie zwyczajnie nie stać. Uchodzę za freaka i materialistkę. Trudno.
                    • turzyca Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 22.05.11, 15:34
                      > Z jednej strony zgadzam się z Tobą, ale z drugiej to ni jest tak, że nauka jest
                      > łatwa, miłą i przyjemna. Żeby móc pójść dalej, zgłębić temat i odkryć coś napr
                      > awdę fascynującego (w dowolnej dziedzinie), trzeba się nauczyć podstaw, które,
                      > nie ma co udawać, zazwyczaj są nudne, żmudne i pamięciowe. Oczywiście, fajny n
                      > auczyciel zrobi z tego coś mniej bolesnego, ale nie zawsze się da. Mnie też się
                      > serce kraja, jak mówię uczniom, że muszą się nauczyć czegoś na pamięć, ale tak
                      > już jest. Niektórych rzeczy naprawdę muszą się po prostu nauczyć.

                      Ja juz pomijam kwestie tego, czy na pewno trzeba sie uczyc na pamiec, czy moze opanowywanie mimochodem, ze zrozumieniem, choc czasem trwa dluzej, nie jest w ogolnym rozrachunku sensowniejsze. No ale rozumiem, ze jest szybsze i latwiejsze dla nauczyciela.
                      Ale dlaczego te nieprzyjemne czynnosci sa jeszcze unieprzyjemniane? I dlaczego dodatkowo z czynnosci przyjemnych robi sie nieprzyjemne? W efekcie szkola staje sie obrzydliwym miejscem, a przeciez tak byc nie musi.
                      • otterly Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 24.05.11, 13:08
                        turzyca napisała:


                        > Ja juz pomijam kwestie tego, czy na pewno trzeba sie uczyc na pamiec, czy moze
                        > opanowywanie mimochodem, ze zrozumieniem, choc czasem trwa dluzej, nie jest w o
                        > golnym rozrachunku sensowniejsze. No ale rozumiem, ze jest szybsze i latwiejsze
                        > dla nauczyciela.

                        Nie do końca tak jest, bo pewne rzeczy można tłumaczyć do usr... śmierci, ale jak się delikwent nie nauczy np. terminologii czy nazw, to nie będzie umiał i tyle. Mogę tłumaczyć milin razy czym jest przysłówek, ale, wierz mi, spora część uczniów nie jest w stanie zapamiętać, że przysłówek i przymiotnik to nie jest to samo słowo. Podobnie jak Dopełniacz i dopełnienie. Trzeba zapamiętać i tyle.


                        > Ale dlaczego te nieprzyjemne czynnosci sa jeszcze unieprzyjemniane? I dlaczego
                        > dodatkowo z czynnosci przyjemnych robi sie nieprzyjemne? W efekcie szkola staje
                        > sie obrzydliwym miejscem, a przeciez tak byc nie musi.

                        To już pytanie do ministra edukacji.
            • otterly Re: ja też nauczycielka, choć nie szkolna 21.05.11, 13:24
              claratrueba napisała:

              > i wiekszy problem to rodzice, a raczej matki, nie uczniowie. Słysze coraz częśc
              > iej "za dużo pani wymaga", "a czy te prace domowe to konieczne", "a czy musi pa
              > ni tak dużo zadawać" itp. Zawsze sa to "refleksje" matek, nigdy uczniów (może s
              > ię boją). Część mamuś po prostu musi "chronić" swoje dzieci przed tym strasznym
              > światem, w którym trzeba sie uczyć, co jest wyrazem okropnej nienawiści tegoż
              > świata do ich dzieci. Bo świat powinien owe dzieci wielbić i nagradzać jak one
              > bezkrytycznie i bezwarunkowo. Szkoły sa też wybierane jak najbardziej świadomie
              > - żeby się maleństwo nie musiało za dużo męczyć. Po prostu, niektórym ludziom p
              > rzyszłość kojarzy się z co najwyżej pojutrze, dalej nie ogarniają-" jakoś to bę
              > dzie". Autentycznie słyszę ten tekst.

              Podpisuję się obiema rękami (i nogami) i potwierdzam, tez mam takie doświadczenia. Uczniowie są gorsi i lepsi, wiadomo. Nie spotkałam ucznia (a pracuję z bardzo rożnymi), do którego nie dałoby się dotrzeć i choć w maleńkim stopni zaciekawić tematem. Mamuśki są niereformowalne. A tekst "za dużo pani zadaje" mnie rozkłada na łopatki.
          • otterly Re: okiem nauczycielki 21.05.11, 13:21
            allija napisała:

            > w prywatnych pewnie jest lepiej o tyle, że nauczyciele/dyrekcja sami idą ucznio
            > m na rękę, żeby nie starcić źródła dochodu.

            Stereotyp, podobny do tego, który sama powieliłam (biję się w pierś), że państwowe szkoły są kiepskie. Moje doświadczenie jest zgoła przeciwne: wszystkie szkoły publiczne, z którymi miałam do czynienia były w najlepszym razie przeciętne. Stąd moja ogromna niechęć do państwowej edukacji. Powiem tak: w tej chwili swojego dziecka bym nie posłała do szkoły publicznej, bo nie znam żadnej, która byłby w moim mniemaniu dobra. Ale gdybym taką szkołę poznała (czego bym bardzo chciała), to wzięłabym ją po uwagę.

            > Mam dwóch synów, obecnie studentów, przeszli cała edukację w szkołach publiczny
            > ch. Chyba to były jakies wyjątkowe szkoły i wyjatkowi rodzice, ci, ktorych pozn
            > alam, bo wszystko miesciło w normach, ktore znałam ze swojej jeszcze edukacji,
            > bywało nawet dużo lepiej.
            > Jakość szkół w dużej mierze zależy od nauczycieli tam uczących. Przyznam, że o
            > d szkoly podstawowej wzwyż szkoly moich synow były wybierane starannie, wlaśnie
            > pod kątem jakości. Z moich obserwacji wynika więc, że jednak z publicznej szko
            > ły da sie zrobić szkołę dobrą - jeśli się chce. Twierdzenie, że szkoły publicz
            > ne są farsą jest krzywdzące dla nauczycieli, którym właśnie "się chce" i nie uc
            > iekają tam, gdzie łatwiej.
            • allija Re: okiem nauczycielki 22.05.11, 22:26
              > Stereotyp, podobny do tego, który sama powieliłam (biję się w pierś), że państw
              > owe szkoły są kiepskie. Moje doświadczenie jest zgoła przeciwne: wszystkie szko
              > ły publiczne, z którymi miałam do czynienia były w najlepszym razie przeciętne.
              > Stąd moja ogromna niechęć do państwowej edukacji. Powiem tak: w tej chwili swo
              > jego dziecka bym nie posłała do szkoły publicznej, bo nie znam żadnej, która by
              > łby w moim mniemaniu dobra. Ale gdybym taką szkołę poznała (czego bym bardzo ch
              > ciała), to wzięłabym ją po uwagę.


              W świetle ubieglorocznych rankingow najlepsze miejsca w Warszawie zajęły szkoly publiczne, zarówno gimnazjum jak i liceum, przy czym w pierwszej 10 liceów znalazło się tylko jedno prywatne. Tak wiec nie jest wcale źle z publiczna edukacja, jak widac.
              W gimnazjum, do ktorego chodzil moj syn uczniowie niemal płakali odchodząc ze szkoly, zreszta nauczycielka też. Syn bardzo szkołę lubil i lubił się tam uczyć. Szkoła miała bogata ofertę dla uczniów, takze poza obowiązkowym programem a nauczyciele potrafili zachęcić dzieciaki do pracy, mimo przecież trudnego wieku w jaki ta mlodzież właśnie wkroczyła.
              Gimnazjum nr 11 na Podbipięty, zawsze gorąco wszystkim polecam bo jest to szkola wyjątkowa, z wyjątkowymi nauczycielami. Przy czym, zeby było jasne, nie jestem nauczycielką tej, ani żadnej innej, szkoły.
              • otterly Re: okiem nauczycielki 24.05.11, 13:19
                allija napisała:

                >
                > W świetle ubieglorocznych rankingow najlepsze miejsca w Warszawie zajęły szkol
                > y publiczne, zarówno gimnazjum jak i liceum, przy czym w pierwszej 10 liceów zn
                > alazło się tylko jedno prywatne. Tak wiec nie jest wcale źle z publiczna edukac
                > ja, jak widac.

                Rankingi to jedno, a szkoła przyjazna uczniowi, to zupełnie inna bajka. Batory jest świetną szkołą, jeśli chodzi o poziom edukacji, ale uczniowie wcale tak bardzo tej szkoły nie kochają. Ja swoje zdanie o szkołach buduję na podstawie relacji uczniów.


                > W gimnazjum, do ktorego chodzil moj syn uczniowie niemal płakali odchodząc ze s
                > zkoly, zreszta nauczycielka też. Syn bardzo szkołę lubil i lubił się tam uczyć.
                > Szkoła miała bogata ofertę dla uczniów, takze poza obowiązkowym programem a na
                > uczyciele potrafili zachęcić dzieciaki do pracy, mimo przecież trudnego wieku w
                > jaki ta mlodzież właśnie wkroczyła.
                > Gimnazjum nr 11 na Podbipięty, zawsze gorąco wszystkim polecam bo jest to szkol
                > a wyjątkowa, z wyjątkowymi nauczycielami. Przy czym, zeby było jasne, nie jeste
                > m nauczycielką tej, ani żadnej innej, szkoły.

                Super, kolejna szkoła, która warto zapamiętać i polecać. smile
        • otterly Re: okiem nauczycielki 21.05.11, 13:15
          anetapzn napisała:

          > otterly napisała:
          >
          > . I dlatego ja, jako nauc
          > > zycielka, uciekam najdalej jak się da z państwowych szkół, które są jedną
          > wielk
          > > ą farsą.
          > Otterly, a w prywatnych jest lepiej?

          Nie wiem, jak jest w prywatnych szkołach, ale znam kilka szkół społecznych, w których jest znacznie znacznie lepiej.
    • claratrueba "straszne prace domowe" 22.05.11, 08:03
      Niestety w Polsce być muszą. Co jest złe tylko dlatego, że stanowią 1. obszar aktywności rodziców, 2. stanowią dodatkowe obciążenie nauczyciela- naprawdę myślicie, że sprawdzanie jest fajne, że nie wolelibyśmy chociażby makatek haftować, nie mówiąc o spacerze czy książce? Ale w polskiej szkole dziecko spędza najmniej czasu ze wszystkich krajów Unii. A wiedzę musi posiąść podobną. Czasu oszukać się nie da. Nie zrobi polskie dziecko w szkole podst. przez 5 lekcji po 45 min. tego samego co inne dziecko unijne przez 5,5 godziny zegarowej (netto, nie licząc przerw, których w niektórych krajach w ogóle nie ma np. Holandia) a to jest europejska przeciętna wym. godzin. O ile nie ma trudności- wtedy zostaje w szkole dłużej, na dodatkowych lekcjach. Po prostu, to samo, co dziecko polskie odrabia w domu, jego kolega robi na lekcjach, bo w jego kraju na szkolnictwo przeznacza sie odp. więcej pieniędzy. Nie wiem, ilu rodziców tam narzeka, że dziecko nie ma czasu na pozaszkolną aktywność podwórkową. Natomiast wiem, że oni zupełnie nie rozumieją co to są korepetycje.
      • hela6 Re: "straszne prace domowe" 23.05.11, 09:17
        Takie pytanie na marginesie mam, masz może pojęcie ile godzin miesięcznie pracują nauczyciele w Unii i kiedy odchodzą na emerytury?
        • claratrueba Re: "straszne prace domowe" 23.05.11, 10:33
          Bardzo różnie wiek emerytalny wygląda w różnych krajach od 52 w Portugalii do 65 w Niemczech. Większość- 60 lat. Istotny jest też uprawniający staż pracy- od 25 do 35.
          Natomiast "czas pracy" jest inaczej rozumiany niż u nas. Bo i u nas i tam jest to 40 godz. ale u nas jest to pensum dydaktyczne od 18 do 22, a pozostałe godziny mają być wykorzystane na przygotowanie, sprawdzanie itp. W większości krajów Unii podział jest inny- na lekcje i obecność w szkole. W ramach owej obecności nauczyciel może sie przygotowywać, będąc do dyspozycji uczniów, na polecenie dyrekcji (rady szkolnej)prowadzi zajęcia- wyrównawcze, teatralne, sportowe, warsztaty. Fizycznie w szkole musi być.
          Inaczej też jest z urlopami- wakacje są mniej więcej takiej samej długości ale na ogół nauczyciel ma 30 dni wolnego. W pozostałe dni ma obowiązek stawienia się w szkole, która ma zajęcia wakacyjne różnego rodzaju, prowadzi również zajęcia dla samych nauczycieli podnoszące kwalifikacje lub np. zajęcia psychologiczne.
          Nie są to zasady obowiązujące wszędzie- liczba godzin nauczyciela w szkole jest b. różna. Ale nasze 500 godz. rocznie w porównaniu z ok. 1330 w Szwecji czy UK (bez Szkocji- tam jest mniej) wiele mówi.
          • hela6 Re: "straszne prace domowe" 24.05.11, 17:41
            Oj dzięki Ci bardzo.
            Nie chce rozwijać tematu bo zaraz zaczyna się przepychanki, ale zawsze chętnie przyjmuję informacje jak jest gdzie indziej w branżach które w Polsce są specyficzne.
    • inn-ka Re: Matura- ustny polski- w szoku jestem... 22.05.11, 13:17
      Upośledza go na całe życie, na wielu płaszczyznach niestetyuncertain

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka