nie jest to moze wielki problem, ale zaczyna mnie coraz bardziej irytowac. od
4 tygodni mamy sliczna coreczke, jestesmy strasznie szczesliwi i oczywiscie
bardzo tez uwazni co do niej. Moj maz dochodzi w tym jednak juz do perfekcji.
bedzie godzinami, dniami zastanawial sie czy ten pryszczyk zejdzie, czy te
wloski sie wytra, czy oczka nie sa za skosne, czy skora za sucha. Ja rozumiem
zmartwienia, ale takie doszukiwanie sie problemow mnie rozwala. Nie mam juz
cierpliwosci tlumaczyc, ze to wszsytko to normalne i ze cora jest zdrowa.
Moze Wy macie pomysl jak uspokoic tak ciagle martwiacego sie tatusia?
dzieki i pozdrawiam