quicki
29.03.08, 15:56
Mam chrześnicę.Ona jest w tej chwili w klasie maturalnej.Jest dobrą uczennicą
i po maturze chciałaby iść na studia.I tu zaczynają się schody, bo po
pierwsze:pochodzi z biednej rodziny;po drugie:ma małe dziecko.W tej chwili
dzieckiem opiekuje się jej mama (emerytka).Rzecz w tym, ze właściwie wszyscy
są temu pomysłowi przeciwni.I jej chłopak,który jest w tym samym wieku, ale
kończy szkołę zawodową.I matka, która najchętniej wypchnęłaby ją jak
najszybciej do pracy,bo są naprawdę biedne, a chrześnica moja ma przecież
dziecko.I starsze rodzeństwo, które zmuszone kiepską sytuacją materialną
pracuje teraz za granicą (i oczywiście uważają że ona powinna iść w ich
ślady).I nawet teściowie przyszli, którzy również pracują za granicą.
Ale ona nie chce żyć w innym kraju. Pochodzi z małego miasteczka, więc na
miejscu wchodzi w grę tylko praca przy taśmie w jedynej miejscowej fabryce.To
miałby być jej plan na całe życie?
Zeby studiować trzeba mieć pieniądze.Może godzić naukę z pracą- czemu nie.Ale
żeby dostać się na studia trzeba mieć pieniądze na jakiś start: na autobus,
żeby dojechać na egzaminy, na xero, znaczki ,wpisowe ,telefony i bóg wie co
jeszcze, na początkowe opłaty za pokój w akademiku lub u ludzi.Kredyt
studencki mozna dostać dopiero będąc studentem ,to samo ze wszystkimi
socjalnymi sprawami na uczelni.Na jedno stypendium się nie łapie, bo teraz
uczy się w miejscu zamieszkania, na drugie nie wie czy się załapie, bo trzeba
mieć świadectwo z paskiem itd.
Chciałabym jej jakoś pomóc, wesprzeć ją nie tylko duchowo.To świetna
dziewczyna i wierzę że sobie poradzi.Ale ten początek jest zniechęcający i
trudny do przeskoczenia.Pomóżcie i powiedzcie co można zrobić.I napiszcie też
co o tym myślicie, bo może wcale nie mam racji trzymając jej stronę?