15.05.09, 10:31
Czytając wpisy na forum często można spotkac sie z opinią o
wstrząsie jakim była dla zainteresowanych i ich bliskich informacja
o chorobie. O rozpaczy, przygnębieniu, załamaniu planów życiowych
itp. A może są osoby, które potraktowały temat tak jak ja? Jako
szansę na zmiane swojego życia. Zmiane pozytywną. Tak to niestety
jest, że czasami wpadamy w rutynę, koleiny życia, które w sposób
przewidywalny i często nudny prowadzą nas do odległego, ale jednak
końca. Wiele osób funcjonuje w rzeczywistości, ktorej nie akceptuje,
nie są szczęśliwi, ale boją sie zmian. A wstrząsy są doskonalą
okazją do zmian, wręcz je wymuszają. Jestem mniej więcej na półmetku
terapii, nie wiem jaki będzie jej wynik (mam nadzieję, że
zadowalający) ale choroba pomogła mi w podjęciu i przeprowadzeniu
wielu decyzji, pozytywnych decyzji. Zarówno w życiu osobistym, jak i
w innych sprawach. Wprawdzie nie mam energii na realizację wielu
pomysłow, ale po terapii..... Może was to zdziwi, ale nie
zamieniłbym się ze soba i wolę to co mam teraz (z HCV) niz to co
było, kiedy myślałem, że jestem zdrowy. Byłem częsciowo wypalonym
człowiekiem, a teraz znowu chce mi sie żyć, mam plany i pomysły jak
w czasach, gdy byłem o 15 lat młodszy. Uważam, że informacja o
chorobie, dodała mi olbrzymiej energii i determinacji w realizacji
swoich pragnień i zamiarów. I nawet jeśli się nie pozbędę HCV to i
tak wygrałem w tej grze. Pozdrawiam - Kapitan Dragan
Obserwuj wątek
    • maja.1973 Re: refleksja 15.05.09, 11:42
      odpowiem jak jest u mnie... gdy dowiedziałam sie o chorobie przeżyłam szok. Ale
      nie dla tego że to hcv tylko dla tego ze wogóle jestem na cos chora bo do tej
      pory to okaz zdrowia a już 36 wiosen ....teraz czakam na leczenie i chyba boje
      sie bardziej tego leczenia niz calej tej choroby, o której na codzien staram sie
      nie myslec tylko zyc... pozdrawiam m
      • kapitandragan Re: refleksja 15.05.09, 11:59
        1973.do maja
        Leczenia nie ma sie co bać. jak na razie jestem pozytywnie
        zaskoczony, byłem przygotowany na zdecydowanie gorsze objawy. Ale
        warto zachować pogode ducha, to pomaga. I terapi i w życiu.
        pozdrawiam
        • maja.1973 Re: refleksja 15.05.09, 12:13
          dzięki za słowa otuchy.... :)
    • jan-w Re: refleksja 15.05.09, 12:42
      Nie przeżyłem żadnego szoku. Wstrząśnięty może być człowiek który dowiedział się że jego zona czy dziecko zachorowało na złośliwą, nieuleczalną formę raka. Albo uległo wypadkowi który czyni z niego kalekę pozbawionego możliwości samodzielnej egzystencji. Albo że ma się kilka miesięcy życia w sytuacji gdy trzeba dokończyć kilka bardzo ważnych spraw. Ale doznawać szoku że się zachorowało na chorobą podobną do setek innych? Angina czy grypa mogą być dużo groźniejsze dla zdrowia i życia. Jedni mają HCV, inni krótszą jedną nogę a inni są głupi. Idealnych ludzi chyba niema. Poza pojedyńczymi przypadkami ta choroba nie daje większego dyskomfortu życiowego. A że nie można chlać? Jak słusznie zauważył kpt.Dragan jesteśmy w lepszej sytuacji niż inni. My już o tym wiemy. Oni mogą się dowiedzieć kiedy będzie za późno ;-)
      • painu Re: refleksja 15.05.09, 13:07
        O ile z pierwszą częścią powyższej wypowiedzi się zgadzam, to z trywializacją
        problemu (drugą jej częścią) już zupełnie nie.
        Naprawdę nastolatek zakażony HCV, mający potencjalnie przed sobą jeszcze ok. 60
        lat życia, ma problem równy małemu intelektowi/krótszej nodze? To jest demagogia
        :) Oczywiście krótsza nóżka daje większy niż HCV dyskomfort życiowy, ale
        przynajmniej nie zagraża (koniec końców) życiu.

        A tak bardziej ogólnowątkowo - moje życie niespecjalnie się zmieniło. Ani nie
        zachłystuję się jego "ostatnimi momentami" ;) ani nie załamuję rąk. Bo jakoś
        założyłem, że się wyleczę - mam nadzieję, że słusznie. Żyję tylko (chwilowo?)
        spokojniej i troszkę smutniej - bo sporo radości wiązało się z eksploatowaniem
        organizmu (sportowo) i imprezami (umiarkowanie zakrapianymi) ;)
        • jan-w Re: refleksja 15.05.09, 13:20
          "Trywializacja"? Nic podobnego. Z HCV można żyć równie długo jak z każdą inną chorobą, albo i dłużej. Trzeba się pogodzić z faktem że człowiek to nie jest idealna, niezniszczalna maszyna. Śmierć ma od początku zakodowaną w swoim organizmie i bardzo dobrze! Każdy prędzej czy później na coś zachoruje i na coś umrze. Także obecny nastolatek. Bez sensu jest demonizowanie HCV w sytuacji gdy istnieje wiele naprawdę groźnych chorób. Rozczulanie się nad swoją wyimaginowaną tragedią z pewnością spowoduje więcej szkód niż sama choroba.
        • kapitandragan Re: refleksja 15.05.09, 14:01
          do painu
          Wybacz, ale zupelnie nie chodziło mi o zachłystywanie sie "ostatnimi
          momentami". Myślę, że jeszcze bardzo wiele mi tych momentów zostało.
          Po prostu w moim przypadku choroba (oczywiście nie tylko ona)
          okazała sie katalizatorem wielu korzystnych procesów.
          • painu Re: refleksja 15.05.09, 15:28
            do kapitandragan:
            pisząc to nie miałem Ciebie na myśli = nie traktuj tego osobiście :)
            tak mi się na szybko napisały dwie "skrajności"

            kiedy dowiedziałem się o chorobie, zastanawiałem się czy będę miał tak jak ty
            (choroba = katalizator pozytywnych zmian), ale nic takiego się nie stało. może
            dlatego, że jestem głupi, a może dlatego, że żyję w miarę "obficie" i nie za
            bardzo było na tym etapie życia jeszcze co przewartościowywać...
            • kapitandragan Re: refleksja 15.05.09, 16:02
              do painu
              mam nadzieję, że prawdziwa jest wersja nr 2:)
      • greenrachela Re: refleksja 15.05.09, 20:33
        HCV mnie nie zszokowało. Ale Pani w krwiodawstwie, która przekazała mi
        informacje owszem. Pojechała po bandzie. Dopóki nie znalazłam informacji z
        wiarygodnych źródeł, byłam pewna że to "bomba z tykającym zapłonem". Po dotarciu
        do pożądanych informacji szybko przeszłam z zakażeniem (chorobą w obecnym stanie
        trudno to nazwać) do porządku dziennego.
        HCV powoduje nieprzyjemne sytuacje, świadomość zagrożenia (nikłego ale jednak)
        ma swoje konsekwencje, u niektórych tak małe, że niezauważalne a u niektórych
        dość znaczne.
      • bananarama-live Re: refleksja 15.05.09, 21:53
        No właśnie - nie można chlać - to jest szok.
        2 lata nawet kropli Inoziemcowa na spirytusie nie wypiłem.
        Teraz tylko od wielkiego dzwona,coś się wychłepta. Jak tu żyć :]
        ------------------------------------------------------------------------------------
        Próby wątrobowe,robię sobie sam - odpłatnie,bo widok zołzy w przychodni, źle
        mnie nastraja. Z ciekawości zapytałem na kiedy mogę się zapisać na wizytę
        --------
    • mala.mi74 Re: refleksja:)) 15.05.09, 14:17
      Kapitanie, mam dokladnie tak jak Ty:))
      U mnie załamka trwała dosc krótko.
      Miesiac temu po wyjsciu z przychodni, gdzie odebralam pozytywny
      wynik na HCV (bardzo,bardzo silnie dodatni), gdzie w dodatku lekarz
      rodzinny wprowadził mnie w błąd rościelając przed moimi oczami jaka
      to straszna i nieuleczalna choroba,po godzinie kompletnego chaosu w
      głowie, postanowiłam pierwsze kroki skierowac do fryzjera(jak juz
      mam od razu umierac, to chociaz bede dobrze wygladac:D).
      Po czym siadłam ze znajomymi i zaczelismy wyliczac plusy i minusy
      mojej choroby i okazało się,ze w moim konkretnym przypadku i zyciu
      plusów jest wiecej! Nie chce wchodzic w szczegoly ,ale teraz mam
      motywacje,aby troche pozmieniac i uporzadkowac moje zycie. Poza tym
      było troche osób na mnie obrazonych,ktore na wiesc o chorobie znów
      sie ze mna pogodziły i bardzo mnie wspierają.
      Mam tez nadzieje w czasie leczenia pójsc na chorobowe (mam taka
      mozliwosc) a bardzo ,bardzo potrzebny mi jest teraz wolny czas.
      Musze tez odpoczac od pracy, po której mam nerwice... Tak wiec jesli
      choroba miala juz przyjsc to przyszla w najlepszym momencie.
      Tak wiec nastrajam sie pozytywnie,mam duzo wiecej planów niz miałam
      przed informacja o chorobie. W dodatku wziełam się na ich
      realizacje:))
      Bardziej o sobie dbam, nie załuje na siebie pieniedzy...no
      pozmieniałam sie troche od tego (tylko) miesiaca.
      Przez ostatnie kilka lat chyba troche spałam w zyciu,a teraz jakby
      mi ktos stuknał w głowe: "Pobudka!".
      Chyba kazdą taka zmiane w zyciu moza wykorzystac dobrze lub źle,
      albo wcale nie wykorzystac. Podobno w chinskim jezyku słowo "kryzys"
      znaczy "szansa":))
      Pewnie jeszcze przyjda na mnie gorsze i lepsze chwile, doły itd -
      tutaj musze byc realistką, ale ogólnie mysle,ze naprawde mozna to
      ogólnie wykorzystac w dobrym kierunku.
      Tak wiec kapitanie: zostane majtkiem na Twojej łajbie pozytywnego
      myslenia:)))
      • kapitandragan Re: refleksja:)) 15.05.09, 14:28
        do mala.mi74
        ok - zostałaś wpisana na listę załogi:)
        A przy takim podejściu doły psychiczne raczej Cię nie dopadną.
        Trzymam kciuki.
        • mala.mi74 Re: refleksja:)) 15.05.09, 14:55
          Dzieki za zakwalifikowanie mnie do załogi:)
          Ewentualne doły bede wrzucac w straty ,w koncu żegluje się czasem w
          burzy;)
          Podbudowałeś mnie tym watkiem, bo myślałam, ze mi sie tylko wydaje,
          ze ten czas mozna, mimo wszystko, dobrze spozytkowac. Chyba jednak
          dobrze mi sie wydaje;)
          Pozdro:)
      • kryst-ynak Re: refleksja:)) 15.05.09, 14:48
        Ja wiem o + od stycznia br, no i przyznam się był to "lekki" szok,
        jestem po typowaniu i badaniu ilosciowemu, czekam na wynik biopsji,
        nie wiem kiedy będę leczona, ale żyję nadal jak dotychczas, planuję
        wczasy tego roku, myslę że leczenie będzie w przyszłym roku - jakbym
        się zakwalifikowała, leczenie napewno też przetrwam i nie chcę
        przestać pracować, myślę też że LOS dał nam szczególną szansę by coś
        zmienić w życiu - rzeczywiście - chociażby spotkać ludzi którzy nie
        zawsze dają sobie radę z tą wiadomością i wesprzec ich swoja
        historią i doświadczeniem, nie oszukujmy się wielu ich jest bo
        często zamykamy się w tym swoim "problemie" i nie wychodzimy na
        zewnątrz. Ale masz racje najważniejsze jest pozytyne myslenie o
        sobie i o przyszlości.O gorsze momenty będę się martwić jak przyjdą.
        • mala.mi74 Re: refleksja:)) 15.05.09, 15:02
          Masz racje kryst-yna. Jakos człowiek staje się wrazliwszy na innych
          np. na innych chorych. Ja całe zycie zdrowa jak ryba chyba
          ignorowałam czyjes choroby i teraz stukam sie w głowe jak mogłam
          zareagowac tak fatalnie np. gdy dowiedziałam sie o padaczce mojej
          dobrej znajomej zupełnie to zignorowałam. Teraz wcale sie nie
          dziwie,ze nam sie urwał kontakt:/
          • izzi83 Re: refleksja:)) 15.05.09, 16:45
            ja gdy sie dowiedzialam poczulam, ze swiat mi sie zawalil na glowe!pytania
            "czemu"..bez odpowiedzi.jestem dentysta,na poczatku drogi zawodowej.jedni patrza
            na mnie jak na cykajaca bombe-nie chca mnie wrecz znac.nie chca sie leczyc u
            mnie.nawet by mi klody z checia pod nogi polozyli.sa wsrod nich takze koledzy po
            fachu.na szczescie sa tez i tacy, dla ktorych moja choroba nic nie znaczy-nie
            przekreslili mnie jako lekarza,przyjaciolki,znajomej.
            psycholog kazal mi znalezc plusy choroby.poczatkowo nie widzialam zadnych-same
            minusy!teraz juz wiem,ze to zdrowie jest na pierwszym miejscu.nie praca.nie
            pieniadze.nie to, co mysla o tobie inni.patrze na kolegow z roku,ktorzy haruja
            po 14h/dobe 6 dni w tygodniu.widze,jak sa juz wypaleni.niektorzy maja
            nerwice,depresje..podejrzewam,ze gdybym wystartowala z praca wtedy,gdy oni
            bylabym w podobnym stanie teraz.gdy czlek mlody nie docenia czym jest
            zdrowie.pedzi na zlamanie karku,bo chce zagarnac dla siebie jak najwiecej.stawia
            sobie coraz wyzsze cele,podnosi poprzeczke coraz wyzej,czesto za wysoko,za
            wszelka cene chcac osiagnac jak najwiecej w jak najkrotszym czasie.
            nie chce wracac do domu i nie pamietac jak wyglada moj maz,dzieci,czym jest
            relaks,odpoczynek,zaglebienie sie w ramionach ukochanego.
            to jest wlasnie plus choroby.refleksja,ze najwazniejsze jest
            zdrowie,milosc,przyjazn,dom,drugi czlowiek..ze czasem trzeba sie zatrzymac i
            przewartosciowac swoje zycie.
    • riki_tiki_ltd bez refleksji 15.05.09, 19:21
      choroba jak każda inna
      początkowo było spore napięcie wewnętrzne, ale to chyba normalne - pytania: co
      to będzie, czy nie zagrażam widowni tej nierównej walki, etc
      potem wszystkie inne, naturalne, etapy akceptowania niechcianej sytuacji:
      intensywna walka o leczenie (wiele lat temu, więc nieskuteczna), potem
      obojętność względem zakażenia (pewnie w odpowiedzi na brak perspektyw na
      wyleczenie), aż wreszcie przyszło to co mam teraz - kontrolowanie, dbanie o
      siebie, nadzieja że się nie pogorszy itd.
      widzę za to jeden wielki plus tego ambarasu: w ogóle nie piję alkoholu
      i od lat już go nie potrzebuję, wręcz mnie od niego odrzuca
      aktualnie mam poważniejsze problemy niż "jakieś tam HCV"
      ale to, że tu zaglądam i piszę, świadczy o tym, iż nie jest mi ten temat obojętny
      mam nadzieję na pozbycie się wirusa ... może kiedyś
      ale na pewno nie będę się katować, żeby wyniki pogorszyły mi się na tyle, żeby
      mnie zakwalifikowano do leczenia ;)
      także myśl o tym, że nieudane leczenie zmniejsza szansę na powodzenie kolejnych
      - stopuje mnie w paranoicznej walce o to leczenie
      może kiedyś ... może kiedyś będą lepsze, skuteczniejsze leki - to wtedy się
      zepnę i postaram maksymalnie
      może kiedyś będzie możliwość rocznych "wakacji interferonowych", może praca
      pozwoli - to może wtedy
      a może stan zakażenia przejdzie w totalną patofizjologię, organizm nauczy się
      żyć z wirusem w symbiozie i będziemy sobie tak żyć razem aż do śmierci
      do śmierci spowodowanej czymś innym niż HCV
      co najmniej pół życia je mam, mamy szansę na symbiozę moim zdaniem ;)
      • monicawie Re: bez refleksji 15.05.09, 22:18
        u mnie podobnie... jak sie dowiedzialam, to nie wiedzialam co to. Jakas choroba.
        Jak zaczelam czytac co to, to moja mama zachorowala na raka i potem zmarla ,wiec
        moje hcv to bylo nic wtedy dla mnie. Mysli, ze kiedys bedzie trzeba zaczac
        leczyc hcv ..., kiedys przyszedl ten czas ( zaoferowali mi leczenie) i
        skorzystalam.
        I chce wygrac ta walke, choc nie jest latwo. Walcze jeszcze o przedluzenie
        terapii do 72 tyg( jak raz to porzadnie;)-wolno odpowiadam. Da sie przezyc, do
        tej pory to tylko spore zmeczenie daje sie we znaki-ale co to do calego
        zycia-poczatek byl najgorszy) , swedzaca skora i wysypki, a od wczoraj-bolace
        gardlo. Troche sie martwie bo mam bardzo niskie neutrofile non stop i boje sie
        jak to sie rozwinie. Ale wszystko jest to do przejscia.
      • agnesbcn Re: bez refleksji 15.05.09, 22:20
        ...zaczelam pozytywnie myslec.Nie mialam czasu sie douczac i w tych
        chwilach niemocy ,gdy padam na sofe biore ksiazki i znow jak za
        czasow studiow jestem w swoim zywiole. A i rodzina zdaje
        egzamin...stwierdzam ,ze swietnie wychowalam swoje dzieci a i moja
        druga polowa okazala sie uczuciowym i opiekunczym facetem(a taki z
        niego twardziel byl)lza sie w oku kreci jak mnie przykrywa piecioma
        kocami gdy mnie ´´telepie´´ po zlotym strzale.Pisze sie do zalogi
        pozytywnej podrozy KAPITANIE DRAGON...
        • kapitandragan Re: bez refleksji 15.05.09, 23:31
          do agnesbcn

          Ok - jesteś przyjęta:)
        • kapitandragan Re: bez refleksji 15.05.09, 23:33
          do agnesbcn
          I od razu pierwsze zadanie: trzeba znać innych ludzi z załogi.
          Kapitan ma na imię DRAGAN, nie Dragon:)
          • agnesbcn Re: bez refleksji 17.05.09, 18:44
            kapitandragan napisał:

            > do agnesbcn
            > I od razu pierwsze zadanie: trzeba znać innych ludzi z załogi.
            > Kapitan ma na imię DRAGAN, nie Dragon:)
            Bardzo przepraszam Kapitanie DRAGAN- mysle ,ze mimo tej gafy nie
            wypadne z zalogi...
            Pozdrowienia z wyskosci Montserrat, gdzie myslalam o naszych plusach
            probujac cos utargowac-chocby taki malenki minus dla naszych
            forumowiczow.

            images.google.es/imgres?
            imgurl=http://www.traveladventures.org/continents/europe/images/monts
            errat01.jpg&imgrefurl=http://www.traveladventures.org/continents/euro
            pe/montserrat01.shtml&usg=__CQMHwtgfnAFB5YTEG40FBaxSJp4=&h=350&w=525&
            sz=89&hl=es&start=3&um=1&tbnid=N6Wcior3IQMB2M:&tbnh=88&tbnw=132&prev=
            /images%3Fq%3Dmontserrat%26hl%3Des%26sa%3DN%26um%3D1
    • maja.1973 Re: refleksja 16.05.09, 08:59
      a czy mnie Kapitanie przyjmiesz do załogi? co prawda ja jeszcze bez "dopalacza"
      ale za to z wirusem:)
      • kapitandragan Re: refleksja 16.05.09, 17:35
        do maja 1973
        Oczywiście. Masz miejsce na pokładzie.
        • fast-usypiacz Re: refleksja 17.05.09, 21:44
          No to zapisz i mnie Kapitanie na swoja łajbę. Nie jestem wymagający wystarczy
          mała koja do spania i niewyszukana micha.
          • kapitandragan Re: refleksja 17.05.09, 22:37
            do fast-usypiacza
            Nie ma sprawy. Jesteś kolejny na liście załogi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka