Dodaj do ulubionych

jak przeżyć kolejny dzień

18.10.09, 08:57
ból jest jak przypływy i odpływy morza
czasem na nowo uderza falą silną jak podczas ogromnego sztormu
czasem wycofuje się by za chwilę znów powrócić
z czego czerpać siłę by przeżyć kolejny dzień? Kolejny dzień bez Mamy
z czego Wy ją czerpiecie?
co Wam daje siłę by kolejnego dnia podnieść się z łóżka, by wykonać
choćby najprostsze czynności?
Ja muszę znaleźć siłę w sobie dla mojego dziecka...
a zapomnienie znajduję w pracy (choć ostatnio przeczytałam ze to nie
jest zdrowy objaw)
a jak to jest u Was?
Obserwuj wątek
    • witaminka_e Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 11:14
      mnie podnoszą z łóżka dzieci i moi rodzice, gdyby nie oni to chciałabym pójść za
      NIM. Za moim Aniołem.
      To dla Niego, o Nim:

      www.youtube.com/watch?v=IsVKclzj4FM
    • osmiorniczka030 Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 13:14
      U mnie to dopiero niezdrowy objaw! Ja jestem juz jedna noga "po
      tamtej stronie." Staram sie zyc tak, jakbym zaraz miala do Taty
      dolaczyc. Dlatego zyje szybko. Staram sie jak najszybciej
      uporzadkowac wszystkie swoje sprawy, a kiedy zrywam kartke z
      kalendarza ciesze sie, ze zostal mi o jeden dzien mniej tego
      koszmaru :-(

      Ja teraz tez wpadlam w wir pracy. Jednak zeby dojsc do tego momentu,
      najpierw wzielam roczny urlop od pracy. Doskonale pamietam, jak na
      poczatku bylo mi trudno podniesc sie z lozka. Praca mnie bardzo
      dolowala. Za to bardzo pomagaly mi wyjazdy. Jak najdalej stad.
      Szczegolnie za granice, gdzie zawsze swiecilo sloneczko i gdzie bylo
      tak zupelnie inaczej - inny klimat, inna kultura, inny jezyk, inne
      obyczaje. Zmiana wszystkiego, calego mojego zycia, pracy,
      obywatelstwa, wygladu, trybu zycia. Planowalam nawet przeprowadzke
      do Francji lub Hiszpanii. Wmawialam sobie, ze tamta "ja" umarla wraz
      z Tata, a pozostal zupelnie ktos inny.

      Teraz widze, ze mozna zmienic cale swoje zycie, a bol i tak
      pozostaje.

      A sily czerpie z nadziei na ponowne spotkanie z Tata.

      Pozdrawiam.
      • m-i-l-v-a Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 13:41
        Widzę, ze wszyscy radzimy sobie podobnie :). Chwytamy się czegoś, jak tonący
        brzytwy, zeby przetrwać......Był taki czas w moim zyciu (spowodowany nie tylko
        załobą), że nie chciałam się już obudzić. Spałam dzien i noc.... nie chciałam
        miec swiadomości, ze dookoła toczy się życie. Najchetniej nie budziłabym się
        wcale.... Z tego dziwnego stanu wyciągnęło mnie moje dziecko.... nie słyszałam
        zadnego głosu z tego swiata.... tylko ten jeden- mojego syna. Dla niego bylam w
        stanie zwlwc się z łozka i udawać, ze zyje.
        Praca tez odegrała wazna role.... z trzech powodów: pozwalała na chwile
        zapomnieć, dowartosciowywała, dawała środki na nasze przetrwanie...
        Rozumiem Osmiorniczko Twoje ucieczki. Dla mnie wyjazdy miały takie same
        znaczenie. Inna ja, w innym miejscu- nikt nie zna mojej przeszłosci, zupełnie
        odmienne krajobrazy, inna kultura nie przywoływała tak często przykrych
        wspomnien, poza tym czas wypełniony po brzegi....Ja zawsze nazywałam te swoje
        ucieczki wyjazdami z piekła do raju....
      • dorrita79 Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 14:05
        Osmiorniczko, nie wiedziałam, że jesteśmy do siebie aż tak podobne;-)
        Ja tak jak Ty na początku uciekałam w obce kraje, bo tam mogłam się skupić na
        innym języku, kulturze...to wzbudzało moją ciekawość i zajmowało mój umysł.
        Potem w sumie...ponad roczna przerwa w pracy (która trwa di dziś, bo nie mogę
        znaleźć pracy wrrrr). Bo nie miałam siły ani energi na żadne obowiązki,
        myślenie, koncentracje.
        W międzyczasie uciekanie w sen, w zakupy, wyjazdy (póki miałam pieniądze) i
        inne. Prawie wszystko przetestowałam i odkryłam, że żadne ucieczki na dłuższą
        metę nie przynoszą ulgi.
        Ale w końcu uwolnienie mi dało (tak myślę) świadomość/ pewność, że Oni TAM są
        baardzo szczęśliwi, a ja się kiedyś z NIMI znowu spotkam, że śmierć tylko będzie
        jakby przejściem przez pewną bramę do lepszego świata a co za tym idzie, do
        spotkania z tymi, których kocham:-)
        Dzięki takiej świadomości mogę koncentrować się na życiu doczesnym a co za tym
        idzie często na pierdołach;-)

        pozdrawiam
        Dora
      • annubis74 Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 14:46
        Napisałam że praca to niezdrowy objaw, bo gdzieś to wyczytałam.
        Też wpadłam w wir pracy, poza tym u mnie jeszcze dochodzi zajmowanie
        się malutkim dzieckiem przy którym trzeba mieć oczy dookoła głowy.
        Myślę osmiorniczko ze to co napisałaś jest bardzo prawdziwe, to nie
        tylko wmawianie sobie:
        > Wmawialam sobie, ze tamta "ja" umarla wraz
        > z Tata, a pozostal zupelnie ktos inny.

        myslę sobie że część z nas umiera z naszymi najbliższymi. Musimy
        przewartościować a często gruntownie przemeblować swoje życie, nie
        jesteśmy i nigdy już nie będziemy tacy jak "przed"
        Serdecznie pozdrawiam
    • mala_1984 Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 14:53
      Jak przeżyć kolejny dzień, gdy nie ma dla kogo, jak wstać z łóżka, gdy nie ma po
      co... Jak dalej żyć, gdy nikt nie rozumie, gdy na łzy bliska osoba (siostra)
      reaguje czemu znowu płaczesz???????? Bo powinno być lepiej, bo trochę czasu
      mineło.... Ale czy 74 dni to dużo????????
      Tylko praca, praca, praca daje ukojenie, zapomnienie. Dobrze, że już jutro do pracy.
      Tylko jak dalej chodzić do tej pracy jak życie przestało mieć sens i chodzenie
      do pracy również.
      Bezsens istnienia budzi wszechogarniający ból, bo po co, jak i tak jest wszystko
      przesądzone. I tak umrzemy kiedyś, cokolwiek nie zrobimy więc po się starać, po
      co się wysilać.
      NIC NIE MA SENSU.
      • annubis74 Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 15:05
        74 dni to baaardzo baaardzo krótko
        U mnie niedługo miną 4 miesiące od śmierci mojej Mamy, ale to też
        zbyt krótko. Póki moja córeczka rozrabia, póki jestem w pracy - jest
        jako tako. Ale kiedy nie ma czym zajać rąk i głowy budzi się we mnie
        szloch, wycie...
        Mala, pozwól łzom płynąć, daj sobie prawo do płaczu... mnie chyba
        tego brakuje najbardziej
        miejsca gdzie mogłabym się wypłakać... a z drugiej strony duszę w
        sobie łzy bo nie chcę przerażać nimi mojej córeczki, męża, mojego
        Taty.
        Miałam takie myśli jak Ty, ze nic nie ma sensu, że przecież i tak
        umrzemy, ale ostatnio pomyślałam sobie że nie takiej lekcji chciała
        mi udzielić Mama. WSzyscy od początku żyjemy ze świadomością końca.
        Moja Mama żyła szybko intensywnie mocno. Wykorzystała swoje życie
        najlepiej jak było można. Mogła być z nami jeszcze długie lata,
        wspierać nas i pomagać, ale niestety los nam ja zabrał. Myślę ze
        chciałaby nam teraz powiedzieć żebyśmy jak najlepiej wykorzystali
        dany nam czas. nie wiemy ile nam go zostało. Nie mamy wpływu na to
        kiedy przyjdzie kres.
        Wiem dobrze to brzmi "w teorii". ja mimo tego, ze tak myślę, mam też
        często chwile kiedy mnie to wcale nie pociesza
        • tilia7 Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 15:23
          Ja nie umiem powiedzieć skąd borę siłę żeby rano wstać.Mnie samą najbardziej
          dziwi to,że w ogóle wstaję.Kogo innego niż Wy opłakuję bo nie rodziców tylko
          ukochanego mężczyznę, toteż dla mnie mama na pewno jest tą osobą, dla której
          jednak staram się wstać.Ale poza tym, tak jak Wy nie widzę w niczym sensu, tak
          jak Ośmiorniczka każdy mijający dzień jest podsumowany takim wielkim uff, że o
          jeden dzień już bliżej do końca.Tylko ja nie uciekam, nigdzie i w nic.Siedzę w
          centrum tego koszmaru, przeżywam go w pełni i patrzę.I albo mi sił starczy i
          oswoję w końcu to, co widzę i czuję albo nie starczy i po prostu któregoś dnia
          jednak nie wstanę
          Pozdrawiam ciepło
          • agawa43 Re: jak przeżyć kolejny dzień 18.10.09, 18:27
            A ja uciekam od pracy. Nienawidzę jej. Nie chodzę na razie.
            Nienawidzę ludzi.
            Nienawidzę.
            Przecież jutro są braciszku Twoje urodziny.
            Jak to przeżyć?
            Wiem że muszę.
            Ty byłeś takim wesołym, pełnym energii.
            A ja nie daję już rady, proszę pomóż mi się nie smucić.
            • annubis74 Re: jak przeżyć kolejny dzień 19.10.09, 11:32
              > Nienawidzę ludzi.
              > Nienawidzę.

              Wiem jak to jest. Kilka tygodni po pogrzebie Mamy miałam ochotę
              wymordować cały świat. No bo dlaczego ludzie chodzą po ulicach,
              śmieją się, cieszą latem (wtedy było lato) a mojej Mamy już nie ma.
              Jej świeczkę zdmuchnięto, a świat nawet tego nie zauważył. Teraz
              faza nienawiści minęła, ale zobojętniałam na ludzi i ich sprawy.
              ktoś tu napisał że śmierc kochanej, bliskiej osoby uczyniła go
              gorszym człwiekiem. mam to samo. Chciałabym kiedyś jeszcze zobaczyć
              dobro w innych, przejać sie losem innych, pomóc. Teraz nie mam na to
              siły. Wszystko mi zobojętniało, ludzie mnie drażnią swoja głupią
              paplaniną, swoimi błahymi problemami, wczoraj koleżanka opowiadała
              mi jak spędzała sobotni wieczór a ja słuchajac tej paplaniny miałam
              wrażenie że słucham totalnej kretynki, bezrefleksyjnego stwora,
              którego życia kreci sie wokól jakichś d*perel.
              Wczoraj wróciłam z pracy (niestety czasem zdarza mi sie pracować w
              weekendy) i dopadł mnie straszny dół. Malutka spała a ja wyłam w
              poduszkę...
              • pam_71 Re: jak przeżyć kolejny dzień 19.10.09, 12:12
                Wszystko mi zobojętniało, ludzie mnie drażnią swoja głupią
                paplaniną, swoimi błahymi problemami, wczoraj koleżanka opowiadała
                mi jak spędzała sobotni wieczór a ja słuchajac tej paplaniny miałam
                wrażenie że słucham totalnej kretynki, bezrefleksyjnego stwora,
                którego życia kreci sie wokól jakichś d*perel.


                Chyba jednak nie zobojętniało ;-) Widzisz już jak wiele kręci
                własnie wokół "pierdół" i nie akceptujesz tego. Stać Cie na
                reflekcję i skupienie na rzeczach wartościowych ... to chyba dobrze,
                prawda ?
                • annubis74 Re: jak przeżyć kolejny dzień 19.10.09, 21:49
                  Nasze życie kręci się wokół drobiazgów i trudno żyć tylko
                  duchowością i sprawami wyższego rzędu. Prawda jest taka, ze w
                  obliczu spraw ostatecznych wszystko pozostałe blednie i gaśnie.
                  Tylko jak pisałam kiedyś, nie wiem czy taka lekcja była mi
                  niezbędna. Moja Mama wychowała nas tak że myśleliśmy nie tylko o
                  dobrach doczesnych i nie tylko o tym by tylko nam było dobrze.
                  ZAwsze ceniłam fakt, ze mam wyjatkową rodzinę, przyjaciół. Zawsze
                  miało to dla mnie wartość. Starałam się żyć nie tylko dla siebie ale
                  też aby innym było ze mną dobrze. Ale słuchajac koleżanki której
                  największą bolączką jest cena drinków w modnym klubie i
                  wyimaginowany celulit na czymś tam chetnie bym sie z nią
                  zamieniła... wolałabym jej płytkie i infantylne problemy niż swoja
                  pełną refleksji czarną rozpacz w której tkwię po uszy. I jeszcze
                  jedno. Kiedyś słuchając jej paplania pewnie pomyślałabym ze jest
                  głupiutkie acz urocze. Teraz jestem bardziej krytyczna wobec innych.
                  i nie wiem czy to dobry znak
                  • mismax Re: jak przeżyć kolejny dzień 19.10.09, 22:17
                    Annubis, czy pamietasz może jak Twoja mama przeżywała żałobę po
                    stracie swoich rodziców? Byc może Twoi dziadkowie jeszcze zyja wiec
                    pytanie nie na miejscu....
                    • annubis74 Re: jak przeżyć kolejny dzień 20.10.09, 09:03
                      Moi dziadkowei nie żyją. Moja Bacia zmarła 6 lat temu więc dobrze to
                      pamiętam. Było to smutne ale nie tragiczne wydarzenie. Oczywiście
                      opłakiwaliśmy Babcię, ale mieliśmy świadomość ze Jej zycie dopełniło
                      się (Babcia zmarła majac lat 78). Myślę, że dla mojej Mamy było to
                      bardzo dramatyczne doświadczenie, ale nie okazywała jakiejś
                      nadmiernej rozpaczy. Ja mam poczucie niezgody na to co się stało,
                      mam poczucie że moja Mama odeszła za wcześnie, że nie zdążyła
                      nacieszyć się wnukami na które tak czekała. Jej choroba trwała
                      niespełna 2 tygodnie ale miała dramatyczny przebieg, w ciągu 2
                      tygodni zniszczyła wspaniałą pełną życia kobietę. Chyba stad bierze
                      się mój zal, mój bunt, moja rozpacz, choc pewnie dla osób
                      postronnych "w realu" nie wygląda to aż tak dramatycznie jak tu na
                      forum. Wiem, że wiele osób tu opłakuje osoby dużo młodsze niż moja
                      Mama, dzieci, mężów/żony, partnerów. Wiem, ze i tak miałam szczęście
                      mogąc cieszyć się Mamą dłużej niż dane jest to innym. Ale serce mi
                      pęka kiedy patrzę na moją córeczkę
                      • amberka2 Re: jak przeżyć kolejny dzień 20.10.09, 23:18
                        Moi dziadkowei nie żyją. Moja Bacia zmarła 6 lat temu więc dobrze to
                        > pamiętam. Było to smutne ale nie tragiczne wydarzenie. Oczywiście
                        > opłakiwaliśmy Babcię, ale mieliśmy świadomość ze Jej zycie
                        dopełniło
                        > się (Babcia zmarła majac lat 78).

                        Moja babcia zmarla w maju tego roku w wieku prawie 103 lat i
                        przezyla moja mame o kilka miesiecy. Dla calej rodziny byl to
                        ogromny szok. Na smierc babci bylismy przygotowani od lat. Babcia
                        sukienke do trumny wybrala sobie juz 15 lat temu. Babcia mimo
                        zawirowan wojennych przez cale zycie cieszyla sie dobrym zdrowiem i
                        do konca swoich dni zyla w otoczeniu kochajacej ja rodziny.
                        Dooczekala wnukow i prawnukow, ale pochowala trojke dzieci, co bylo
                        dla niej niewatpliwie ogromnym ciosem. Bardzo ja kochalam i byla dla
                        mnie bardzo wazna osoba, ale smierc mamy przycmila zalobe po niej.

                        Zawsze bylam pewna, ze mama bedzie zyla dlugo, a tu zmarla w wieku
                        70 lat. Dla mnie to o wiele za wczesnie. Mama byla tak zdrowa i
                        pelne energii kobieta, a to wstretne raczysko pozbawilo ja
                        wszystkiego.

                        Nie wiem jak przeszlam prez to wszystko. Na pewno wielkim oparciem
                        jest dla mnie moj maz, a sile i wole zycia daje mi dziecko. To dla
                        niej zyje i wiem, ze ona mnie potrzebuje. Jest taka slodka i kochana
                        i jak pieknie sie usmiecha. A na dodatek coraz bardziej przypomina
                        moja mame: ma jej niebieskie oczka i jasne wloski.
                        Z drugiej strony tak somo serce mi peka, kiedy patrze na nia i wiem,
                        ze nigdy nie przytuli sie do swojej babci, nigdy nie bedzie sie z
                        nia bawic. To takie niesprawiedliwe i bolesne.
                  • tilia7 Re: jak przeżyć kolejny dzień 20.10.09, 12:07
                    Annubis ponownie się z Tobą zgodzę.Jak słyszę teraz o cellulicie to
                    mam ochotę powiedziec coś naprawdę makabrycznego o rozkładającej się
                    materii.Zrobiłam się okropna, krytyczna, złośliwa.Aż się boję,że
                    całkiem zdziwaczeję i nie będę w ogóle umiała życ wśród "normalnych"
                    cellulitowo-drinkowo-płytkich osób:(
              • olaopolanka Re: jak przeżyć kolejny dzień 22.10.09, 13:37
                Moja Mama odeszła niecały miesiąc temu,mam wrażenie, że
                teraz każdy kolejny dzień ja umieram. Nie chce mi się żyć, nie
                potrafię teraz żyć, nie wiem jak....
    • mismax Re: jak przeżyć kolejny dzień 20.10.09, 10:44
      Podobnie jak w przypadku mojej babci, która odchodząc miała 80 lat.
      Moja mama na pozór bardzo silna psychicznie osoba wykonywała
      wszystkie czynności i obowiazki jak kazdego innego dnia przed tym
      zdarzeniem. Bywało, że zastałam mamę smutną i zamyśloną. Natychmiast
      jednak znajdowała jakiś temat do rozmowy i ja nawet nie zapytałam
      jak sobie z tym radzi. Podziwiałam ją za tą siłę i myślałam, że
      jeśli kiedyś mnie to spotka to oszaleję z rozpaczy. Teraz zdaję
      sobie sprawę, że mama cierpiała. Pocieszała mnie, tłumaczyła i
      przytulała. Staram sie brać z niej przykład, nie bardzo mi wychodzi.
      • annubis74 Re: jak przeżyć kolejny dzień 20.10.09, 11:45
        Teraz mam świadomość tego, że moja Mama po śmierci Babci cierpiała
        bardziej niż to okazywała. Też była niesamowicie silna, dzielna...
        Nie rozmawiałyśmy na ten temat zbyt dużo. W jakimś momencie chyba
        nie chciałam dotykać Jej bólu, później nie było okazji.
        Ja też próbuję brać przykład z Mamy ale marnie mi idzie
    • jower Re: jak przeżyć kolejny dzień 21.10.09, 13:46
      Harrison - napisała:
      Trzeba uczyć się siebie na nowo, bo tamto stare ja umarło razem z nim. „Wymyślać” siebie na nowo. Spróbować tchnąć życie w kukłę, która z nas została. I dni jakoś same się toczą. Choć wolno niemiłosiernie.
      Cierpliwie czekać, aż zacznie się czegoś chcieć. Gdzieś pojechać, coś zobaczyć, mieć coś nowego. I powalczyć ze skradającym się uczuciem zdrady wobec dziecka. Jak ja mogę się z czegoś uśmiać, pozwolić na jakiejś wyjście, nowy zakup gdy moje dziecko nie żyje i jest zakopane pod ziemią. Zdrada! Zdrada! – krzyczy coś w środku. Zapomniałaś o swoim dziecku? Wyrzuciłaś je z pamięci?
      Kanty bólu z czasem łagodnieją, powoli zaczyna sączyć się radość. Przez chwilę można znaleźć ukojenie, odetchnąć głębiej. Na początku się TEGO nie zauważa, ale TO jest. Niezależnie od nas. Niejako siłą inercji. Jak i większość naszego życia.
      Sinusoida lepszych i gorszych dni krąży niespokojnie. To się wspina; to opada.
      Czas rozdzierania i czas zszywania. Czas beznadziei i czas nadziei.
      Co i raz dopada mnie myśl jak to możliwe, że ja żyję i dalej "w miarę normalnie", gram w tym filmie bez jednego aktora. A ze światem nie stało się nic. Śnieg spadł jak zwykle w tym roku w urodziny mojego syna. Jak gdyby nigdy nic.
      To późniejsze PO, już nieco spokojniejsze, wcale nie będzie takie „cacy”, choć czasami „okraszone” jeszcze nowym dzieckiem. To życie odarte z poczucia bezpieczeństwa, z poczucia jakiejkolwiek kontroli nad życiem swoim i swoich bliskich.
      Ale żyjemy, a każdy dzień przybliża nas do spotkania...

      Przypomniałam sobie niedawno te słowa - może komuś przyniosą ukojenie?
      • tilia7 Re: jak przeżyć kolejny dzień 21.10.09, 14:12
        Nie wiem czy ukojenie,ale przynajmniej poczucie,że inni czują
        podobnie, może nawet tak samo,choc ja nie dziecko opłakuję a
        mężczyznę.Ale uczucia są takie same.Taka sama niezgoda na świat, na
        radośc, takie samo poczucie zdrady.Pozdrawiam i dziękuję
      • 198-3mk Re: jak przeżyć kolejny dzień 21.10.09, 15:52

        Masz rację Jower...

        Nic nigdy nie bedzie takie samo... Ale warto powalczyć o siebie...
        O swoje życie... Choć boli to jak cholera... Ale warto...

        Mnie trzy lata po śmierci syna, wpadł w ręce wspaniały wiersz
        Christiny Rossetti... Jedna wzrotka szczególnie utkwiła mi w
        pamięci... Czytając Go, poczułam się tak, jakby to Syn chciał do
        mnie przemówić słowami tego wiersza...

        " NAWET JEŚLI ZAPOMNISZ O MNIE
        NA JAKIŚ CZAS,NIE SMUĆ SIĘ!
        LEPIEJ ŻEBYŚ ZAPOMNIAŁA I BYŁA SZCZĘŚLIWA,
        NIŻ PAMIĘTAŁA I ŻYŁA W ROZPACZY."

        Pozdrawiam. Beata- mama Marcina.
    • 198-3mk Re: jak przeżyć kolejny dzień 21.10.09, 16:05

      Wiesz, Tilio...

      Ja myślę, że nie ma różnicy kogo opłakujemy... Bo ból który nam
      towarzyszy pewnie jest podobny...
      Były takie chwile, po śmierci Marcina kiedy bardzo żałowałam że nie
      miał dziewczyny... Że nie zakosztował miłości... Bliskości z
      kobietą...
      Ale teraz czuję ulgę z tego powodu że był sam...
      Jest o jedną osobę mniej do przezywania cierpienia...

      Pozdrawiam. Beata-mama Marcina.
      • tilia7 Re: jak przeżyć kolejny dzień 21.10.09, 18:48
        198-3mk wszystko ma dobre i złe strony.Myślę,że Twojemu synowi byłoby jeszcze
        trudniej odejść, gdyby i dziewczynę miał zostawić.Z drugiej strony ja,choć
        cierpię teraz strasznie i cenę za tą miłość płacę z najwyższej możliwej półki,
        nigdy i za żadne skarby nie oddałabym czasu,który spędziliśmy razem.
        Pozdrawiam również
        • 198-3mk Re: jak przeżyć kolejny dzień 21.10.09, 21:11


          Tilio... Trzymaj się...
          Myslę,że dasz radę... Ale droga która jest przed Tobą, do
          łatwych nie należy...:(

          Pozdrawiam. Beata-mama Marcina.
          • tilia7 Re: jak przeżyć kolejny dzień 21.10.09, 22:16
            Dziękuje.Mam nadzieję,że dam radę.Choć są i takie momenty kiedy wcale tego nie
            chcę.Na razie muszę podnieść głowę i spróbować w ogóle znaleźć tą drogę...Ale na
            to trzeba czasu.
            • xxxkarolinkax Re: jak przeżyć kolejny dzień 22.10.09, 17:13
              ja wiem, ze dla mojego słońca bylo bardzo wazne, ze ma mnie. Miał kochającą
              rodzine, która wspierala Go na kazdym kroku..ale byłam tez ja. Kochałam Go
              bezwarunkowo, tak jak on mnie. razem dla siebie stanowiliśmy odskocznie od
              otaczającej nas codzienności. Gdy bylismy razem nawet udawało nam się zapomnieć
              na chwile z czym walczymy - chory był On, ale to była walka nas wszystkich -
              wszystkich którzy Go kochali.

              Może taki byl plan Kogoś. pozwolił nam się spotkać, zakosztować prawdziwej
              miłości.. może miałam pomóc mu przejsc przez to całe piekło..może dzieki mnie
              zaznał szczęscia, uśmiechał się mimo tego koszmaru..może dla mnie tak długo
              walczył..może mnie to czegoś ma nauczyć, choć jeszcze nie wiem czego.. :(

              może, może...

              i mimo tego co teraz przezywam - nie oddałabym tego. spotkałam absolutnie
              wyjatkowego człowieka. ta miłość zawsze bedzie juz ze mną. i On także. mimo, że
              już Go nie przytule..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka