Dodaj do ulubionych

Czy ja jestem "potworem"?

16.01.10, 21:10

Ponad 2lata temu straciłam w wyniku śmierci samobójczej ukochanego
Człowieka, z którym miałam związać w niedalekiej przyszłości swoje
życie. Jednakże jego "wybór" wszystko zmienił. Zmienił też i mnie
samą. Zniknął uśmiech z mej twarzy. Życie zaczęło bardzo ciążyć.
Coraz więcej dni, tygodni, miesięcy kiedy nie chciałam żyć... I to
piekące poczucie winy... Wszystkim - jego rodzinie, mojej rodzinie -
musiałam tłumaczyć, że to NIE ICH WINA, że tak MUSIAŁO BYĆ, że Nie
wolno się obwiniać.... Oni czuli wsparcie - ja ... udawałam, grałam,
przed sobą, przed nimi, przed światem...że też sobie z tym radzę.
Guzik prawda - wcale sobie z tym nie radziłam... I chyba przywykłam
do tego stanu a jego rodzina, moja, moi znajomi i
wszyscy "obserwatorzy" przywykli do mojego widoku: smutna, zgaszona,
sama...
I w końcu udało mi się Kogoś poznać...przełamałam swój strach przed
życiem i samą sobą... Ten Człowiek stał się moim oparciem, pomógł
zerwać z myślą o śmierci...i po kilku miesiącach zaczęłam się
niepostrzeżenie uśmiechać, przestałam tęsknić za Moim Ukochanym...
tylko ... dlaczego teraz czuję się tak bardzo winna, że czuję się
szczęśliwa bez Niego? Czy jestem potworem bez uczuć? A może nigdy
naprawdę nie kochałam, skoro nagle przestałam tak bardzo cierpieć?
Jak mam teraz wytłumaczyć swoją radośc i brak łez, brak
nieprzespanych nocy tym, którzy oceniają i obserwują tak dokładnie
moje emocje i mnie samą? Jestem egoistką??? Niech mi ktoś odpowie,
błagam :(
Obserwuj wątek
    • 198-3mk Re: Czy ja jestem "potworem"? 16.01.10, 21:52

      WITAJ FOREWER...

      Moje zdanie, na Twoje pytanie...
      Uwazam że absolutnie nie jestes egoistką!!!!
      dla Ciebie życie toczy sie dalej... Pomimo tego, że potraciliśmy
      swoich najbliższych, swiat nie stanął w miejscu... Nie zatrzymał
      się... My żyjemy... To życie nigdy nie bedzie już takie samo...
      Strata bliskich nam osób, wywróciła nasz świat do góry nogami,
      o 360 stopni, ale my jesteśmy TU, i TERAZ...
      Myślę że Osoba, którą straciłaś nie bedzie miała Ci za złe tego,
      że starasz się, ułozyć sobie życie na nowo...
      Przecież nowe zycie, nie oznacza, że wymażesz z pamięci, tego który
      odszedł... Myślę że On, pozostanie w Twoim sercu zawsze...
      Przytocze Ci dwa wersy, bardzo mądrego wiersza;
      LEPIEJ ŻEBYŚ ZAPOMNIAŁA I BYŁA SZCZĘŚLIWA
      NIŻ PAMIETAŁA I ŻYŁA W ROZPACZY...
      Pozdrawiam cieplutko. Beata-mama śp. Marcina.
    • annubis74 Re: Czy ja jestem "potworem"? 16.01.10, 22:33
      Forever_sad. Myślę że nikt nie myśli o Tobie że jesteś potworem i Ty
      sama też nie powinnaś tak myśleć. Minął jakiś czas Twojej żałoby i
      chcesz żyć dalej, szcześliwa. Dlaczego miałabyś sobie odmawiać tego
      szczęścia? Dlaczego ktokolwiek mialby Ci go odmawiać. Dlaczego
      miałabyś zostać 'sad" "forever". Opłakałaś stratę bliskiego Ci
      człowieka i chcesz żyć dalej szczęśliwa. Napewno nie przestałaś go
      kochać, ani nie zapomniałaś.
      Myślę że wiele osób opłakujących kogoś a ten problem - kiedy czują
      że ich ból i rozpacz powoli zmniejsza się, czują się winne, że brak
      smutku i rozpaczy oznacza że zapomnieliśmy o tych których kochamy,
      że pogodziliśmy się z ich odejściem, ze chcemy żyć.
      Nie wyrzekaj się nowej miłości, masz do niej prawo.
      • olaopolanka Re: Czy ja jestem "potworem"? 16.01.10, 23:01
        On odszedl, to byl Jego wybor, nie wiadomo czy sluszny, jak Mu bylo ciezko,ale
        to On zdecydowal,ze nie chce tu byc. Pamietaj Ty masz prawo do zycia, a wiec
        rowniez do Milosci...Pozdrawiam bardzo cieplo.
        • agalt Re: Czy ja jestem "potworem"? 17.01.10, 11:04
          Gdybyś była potworem bez uczuć:
          1. nie wspierałabyś bliskich po stracie,
          2. nie byłoby Ci tak ciężko,
          3. nie zastanawiałabyś się nad tym, czy nim jesteś.
          To naprawdę dobrze, że spotkałaś kogoś, kogo możesz pokochać. A
          jeśli Twój śp Ukochany nie był skrajnym egoistą, to z pewnością jest
          mu lżej, że już tak cierpisz.
          Pozdrawiam Cie serdecznie
          PS. przeczytaj dezyderata.ovh.org/
          !"Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec
          miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest
          ona wieczna jak trawa."
    • agalt Re: Czy ja jestem "potworem"? 17.01.10, 11:51
      forever_sad napisała:

      > Jak mam teraz wytłumaczyć swoją radośc i brak łez, brak
      > nieprzespanych nocy tym, którzy oceniają i obserwują tak dokładnie
      > moje emocje i mnie samą?
      Jeśli ktos potrzebuje takiego wytłumaczenia, to on jest potworem.
      Niech się buja... Nikomu niczego nie musisz tłumaczyć...
    • kalista77 Re: Czy ja jestem "potworem"? 17.01.10, 12:38
      W żadnym wypadku nie jesteś. Jest czas żałoby i szczęścia. Dla Ciebie nadszedł
      teraz ten stan szczęścia. Myślę, że twoi najbliżsi cieszą się z tego, że widzą
      Cię uśmiechniętą i nikt Cię nie ocenia (z wyjątkiem Ciebie samej). Jestem teraz
      w podobnej sytuacji jak Ty kiedyś. 29 listopada odszedł człowiek, którego bardzo
      kochałam i chciałam mieć z nim dzieci. Nie wiem jak zmarł. Jedną z hipotez jest
      samobójstwo przez zażycie leków. Śledztwo trwa. Nie chcę wierzyć, że mógł mnie
      zostawić i swoją rodzinę. Mam natłok myśli i nie umiem się z tym pogodzić. Nie
      wiem skąd mam znaleźć siłę, by pocieszać jego rodzinę, zwłaszcza jego mamę i
      mówić, że nikt nie zawinił. Nie trać tego co dało Ci teraz życie kochaj i bądź
      kochana. Nigdy nie wiemy jak długo to będzie trwało i na jak długo dana jest nam
      czyjaś obecność.
    • osmiorniczka030 Re: Czy ja jestem "potworem"? 17.01.10, 17:42
      Droga Forever_sad!

      Zazwyczaj wydaje sie nam, ze nasze zycie moze sie rozgrywac jedynie
      na "scenie", ktora my sobie przygotowalismy. Niestety z nieznanych
      nam powodow ta nasza "scena" niekiedy sie zmienia i my musimy
      dostosowac swoj "repertuar" do nowych warunkow.

      Scena Twojego zycia kolejny raz zostala zmieniona. Dobrze wiesz, ze
      to nie byla Twoja wina. Swoja misje u boku ukochanego mezczyzny juz
      wykonalas. Teraz kolej na nastepna misje, ktora wcale nie oznacza
      przekreslenia przeszlosci, ale wyznaczenie sobie nowych kierunkow w
      tej naszej zyciowej "podrozy".

      I nie ogladaj sie na obserwatorow. To Ty jestes kapitanem
      swojego "statku" :-)

      Pozdrawiam.
      • tilia7 Re: Czy ja jestem "potworem"? 17.01.10, 22:48
        Forever,ja też straciłam mojego ukochanego w wyniku samobójstwa,trochę ponad 9
        miesięcy temu.Nie umiem powiedzieć,co zrobię ze swoim dalszym życiem,bo jestem
        na razie na etapie oswajania tej straty i takiego bólu,że o szczęściu nie umiem
        już myśleć i w nie nie wierzę.Ale,jeśli Tobie udało się to szczęście odnaleźć,to
        ciesz się tym i nie myśl o sobie źle.Myślę,że zawsze o nim będziesz
        pamiętać,zawsze będzie miał w Twoim sercu jakieś swoje miejsce.Życzę Ci powodzenia
    • forever_sad Re: Czy ja jestem "potworem"? 17.01.10, 22:50

      Dziękuję Wam za te wszystkie ciepłe słowa. Spróbuję sobie to
      wszystko jakoś poukładać. Ocena jaką rzucają już "obserwatorzy"
      trochę kaleczy i jest ciężko z nią żyć :( i dlatego przyszłam
      tutaj... do Was wszystkich którzy przeżyliście też stratę w ten czy
      inny sposób Kogoś Ukochanego i Bliskiego.
      Minie pewnie jeszcze dużo czasu zanim pozbędę się kolejnego poczucia
      winy ... teraz poczucia winy, że staram się być szczęśliwa na nowo :
      (
      to takie dziwne i trudne uczucie :(
      DZIĘKUJĘ za Waszą obecność
      • agalt Re: Czy ja jestem "potworem"? 18.01.10, 10:49
        forever_sad napisała:

        > Ocena jaką rzucają już "obserwatorzy"
        > trochę kaleczy i jest ciężko z nią żyć :(

        Kobieto!!!
        Nikt nie ma prawa Cię oceniać, bo nikt nie wie przez co naprawdę
        przeszłaś. To Ty kiedyś będziesz się z tego życia rozliczać, więc
        żyj tak, żebys miała poczucie, że nikogo nie krzywdzisz. I kieruj
        się SWOIM osądem, a nie ocenami innych. Mój Ukochany kiedyś w jednym
        z felietonów napisał "Trzeba najpierw być KIMŚ, żeby oceniać innych.
        Ale Ci, którzy już są KIMŚ, nie zajmują się ocenianiem innych. Oni
        zajmują sie PRAWDĄ."
        Sorry, bo to, co teraz napiszę, może zabrzmieć dość brutalnie. Twój
        śp Ukochany odszedł, bo chciał. I, z całym szacunkiem dla Jego i
        Twojej tragedii, nie brał wtedy pod uwagę, jaki ból zada Tobie czy
        innym bliskim. Rozumiem, że to nie z czystego egoizmu i musiało mu
        być bardzo źle, co jednak nie zmienia tego, co napisałam wcześniej.
        Przecierpiałaś ten ból. On pewnie też. Kto wie, może to on wymodlił
        Ci kogoś, kto będzie Twoim wsparciem. A nawet jeśli nie, to postaw
        sie na miejscu naszych zmarłych Bliskich. Ja bym chciała patrząc
        STAMTĄD widzieć, że moi bliscy na ziemi są szczęśliwi.

        > Minie pewnie jeszcze dużo czasu zanim pozbędę się kolejnego
        poczucia
        > winy ... teraz poczucia winy, że staram się być szczęśliwa na
        nowo :

        Naucz się być szczęśliwa. Sama przyznaj sobie takie prawo, skoro Bóg
        Ci je dał stawiając na Twojej drodze kogoś, kogo jestes w stanie
        pokochać. A poczucie winy zostaw tym, ktorzy czynią źle, rozmyślnie
        krzywdząc innych.
        Pozdrawiam serdecznie
        a/
      • annubis74 Re: Czy ja jestem "potworem"? 18.01.10, 11:01
        ludzie z reguły oceniają innych surowiej niż oceniliby samych
        siebie. Nikt - wszystko jedno rodzina, która też opłakuje stratę czy
        znajomi nie mają prawa narzucać ci sposobu przeżywania Twojego życia.
        Ludziom nigdy nie dogodzisz, ty twierdzisz że patrzą krytycznie bo
        po 2 latach próbujesz u łożyc sobie życie, ja straciłam Mamę
        niespełna 7 miesięcy temu, a niektórzy dziwią się że jeszcze się z
        tym nie pogodziłam. Słuchaj swojego serca, a nie głosów ludzi
        • telepeters Re: Czy ja jestem "potworem"? 18.01.10, 13:12
          Ty mialabys byc potworem? NIE, potworami sa Ci, ktorzy daja sobie prawo
          oceniania innych. Ty jestes tylko slaba, bo sie tym przejmujesz.
          Tez tak kiedys liczylam sie z innymi, ale zbyt doswiadczylo mnie zycie, zeby sie
          bzdetami przejmowac. Daj sobie spokoj z obserwacja obserwatorow, jesli jestes w
          zgodzie z sama soba, to wszystko w porzadku, jesli nie, zycze abys jak
          najszybciej docenila sama siebie, bo silnych nie ruszaja samozwanczy prawodawcy.
          Swoja droga, gdyby bylo wiecej takich "potworow", co to sie z innymi licza, na
          swiecie byloby duzo lepiej.
        • forever_sad Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 02:30
          annubis74 napisała:

          > ludzie z reguły oceniają innych surowiej niż oceniliby samych
          > siebie. Nikt - wszystko jedno rodzina, która też opłakuje stratę
          czy
          > znajomi nie mają prawa narzucać ci sposobu przeżywania Twojego
          życia.
          > Ludziom nigdy nie dogodzisz, ty twierdzisz że patrzą krytycznie bo
          > po 2 latach próbujesz u łożyc sobie życie, ja straciłam Mamę
          > niespełna 7 miesięcy temu, a niektórzy dziwią się że jeszcze się z
          > tym nie pogodziłam. Słuchaj swojego serca, a nie głosów ludzi


          wiesz czasami czuję, że już nie mam serca, może ja tylko po raz
          kolejny zagłuszam prawdziwe uczucia - pogubiłam się tak bardzo się
          pogubiłam...
          • annubis74 Re: Czy ja jestem "potworem"? 22.01.10, 14:08
            Być może prawda jest że się pogubiłaś i musisz sie na nowo odnaleźć.
            Pewnie nie odnajdziesz już dawnej siebie, botakie przeżycia
            wyciskają na nas piętno. Odnajdziesz siebie na nowo. Nie zagłuszaj
            swoich prawdziwych uczuć, jeśli sama nie potrafisz się odnaleźć
            poszukaj pomocy.
    • forever_sad Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 02:28
      To wydaje się takie proste gdy się czyta Wasze słowa - jest w nich
      otucha, nie ma surowego osądu ale mimo wszystko wciąż czuję się
      winna, że nie jestem już tą samą osobą, która tak bardzo cierpiała.
      Osoby z którymi rozmawiam dają mi odczuć, że mają cień pretnesj...
      to nie pierwszy raz gdy tak jestem oceniona.... gdy zmarł mój tato
      14 lat temu, potem dziadkowie to także w każdym tym wypadku to ja
      byłam "czarną owcą" bo nie potrafiłam podejść do trumny i się
      pożegnać, bo nie płakałam przy wszystkich. Tylko nikt nie wie i nie
      wiedział co działo i dzieje się we mnie w środku. Nikt nie chciał o
      tym rozmawiać. Teraz schemat się powtarza... Może ja jestem
      faktycznie zła i egoistyczna? Może powinnam już na zawsze zostać
      sama by dać tym samym dowód, że ja naprawdę kochałam...
      Moje szczęście zawsze zresztą trwa "chwile dwie" i być może za
      chwile ku uciesze wszystkich smutek powróci - może wtedy będą
      wszyscy szczęśliwi. Może ja ;(
      • agalt Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 09:43
        Ech, Maleńka.. Ktoś Cie bardzo skrzywdził i to nie był Bóg. Masz
        serce, tylko boisz się odrzucenia, boisz się, że znowu będziesz
        czarną owcą... Dla niego nie będziesz, a nikt inny nie ma prawa Cie
        osądzać, dopóki nie złamiesz prawa. Złamałaś?
        Mój J stracił Tatę, kiedy miał 13 lat. Jego Mama wyszła drugi raz za
        mąż. Nie wiem po jakim czasie, bo nigdy mnie to nie zainteresowałao.
        Ale wiem, że J nigdy nie miał do niej o to żalu. Wręcz przeciwnie,
        zawsze mówił, że Jego Ojczym był tez bardzo dobrym i bardzo
        cierpliwym człowiekiem, tak jak Tata.
        Dobrzy ludzie szanują wybory innych.
        Ale to Ty sama musisz uznać, że masz prawo byc z kimś i być
        szczęśliwa. Inaczej zawsze będziesz nadskakiwała całemu światu,
        skora do poświęceń ponad siłę, które ani Tobie nic nie dadzą, ani
        tego zbyt wymagającego świata nie uszczęśliwią..
      • agalt Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 10:22
        Wybacz, ale skoro pytasz, to odpowiem. Zgodnie ze swoim
        przekonaniem.
        To, co napisałaś teraz, wskazuje, że jesteś osobą ogromnie
        skrzywdzoną i wykorzystywaną emocjonalnie. I pytanie nie powinno
        brzmiec, czy Ty masz prawo byc z kimś i przestac cierpieć, tylko czy
        umiesz dać sobie prawo byc szczęśliwą. Obawiam się, że nie. Myślę,
        że najpierw powinnaś pójść na porządną terapię, żeby odreagować
        traumę z dzieciństwa i młodości. Bo dopóki tego nie zrobisz,
        będziesz przyciągała ludzi, którzy będą Cię ranić. I ktoś, kto teraz
        zdaje się byc aniołem, może szybko przyłączyć sie do grona tych,
        którzy będą Ci mówić jak żyć, co mysleć i czuć.
        • forever_sad Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 20:07
          Nie przepraszaj, ja po to tutaj jestem by ... zrozumieć, by pojąć,
          by siebie gdzieś w tym wszystkim "ustawic"...
          może jest to wszystko dla mnie problemem bo ... tak naprawdę nigdy
          nie miałam ciepła w swoim domu rodzinnym - nie byłam bita czy
          maltretowana itp. ale nie byłam przytulana, nikt ze mną nie
          rozmawiał, nikt nie dawał wsparcia... nawet łzy były oznaką
          słabości ... i teraz gdy się zjawił, jak go określiłaś "anioł" to
          uczy mnie tego wszystkiego ale jemu też wstydzę się mówic o
          wszystkim, o swoich odczuciach czy prawdziwych emocjach...zauważyłaś
          co napisałam? wstydzę się uczuć - bo tego też byłam nauczona ...

          agalt napisała:

          > Wybacz, ale skoro pytasz, to odpowiem. Zgodnie ze swoim
          > przekonaniem.
          > To, co napisałaś teraz, wskazuje, że jesteś osobą ogromnie
          > skrzywdzoną i wykorzystywaną emocjonalnie. I pytanie nie powinno
          > brzmiec, czy Ty masz prawo byc z kimś i przestac cierpieć, tylko
          czy
          > umiesz dać sobie prawo byc szczęśliwą. Obawiam się, że nie. Myślę,
          > że najpierw powinnaś pójść na porządną terapię, żeby odreagować
          > traumę z dzieciństwa i młodości. Bo dopóki tego nie zrobisz,
          > będziesz przyciągała ludzi, którzy będą Cię ranić. I ktoś, kto
          teraz
          > zdaje się byc aniołem, może szybko przyłączyć sie do grona tych,
          > którzy będą Ci mówić jak żyć, co mysleć i czuć.
          • jedenon Re: Czy ja jestem "potworem"? 03.02.10, 15:35
            Witaj.
            Pierwsza podstawowa sprawa to nie daj sobie wmówić że Jesteś potworem. Dobrze
            wiesz że to nieprawda.
            Każdy człowiek jest stworzony do miłości tak do brania jak i dawania.
            Twój czas nadszedł zacznij żyć na nowo, buduj Swoje życie. Jesteś w dołku ale
            wyjdziesz z niego.
            Co do osądów niedawno w telewizji leciał bardzo fajny (choć nie hollywodzki)
            polski film "Krzyk" tytuł głupi i wcale niewyznaczający tematu filmu ale sam
            film sama historia bardzo mądra. Nikt nie ma prawa do oskarżania drugiej osoby.
            Oczywiście należy być otwartym na krytykę czasem ktoś może mieć rację ale
            trzeba to po prostu samemu szczerze przemyśleć.
            Często ludzie mówią słowa które mają tylko jeden cel skrzywdzić często mówią
            bezmyślnie bo tak lepiej słuchaj wszystkiego ale wybieraj tylko mądre słowa
            takie które mogą Ciebie popchnąć do dobrego.
            Zacznij życie na nowo, zamknij ten etap w szufladzie nie wymażesz go z pamięci
            ale możesz schować go głęboko i żyć dalej.
            Pamiętaj zawsze bądź sobą i staraj się nad sobą pracować, życie dopiero się
            zaczyna, wybierz życie -)
            Trzymaj się i powodzenia
      • tilia7 Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 10:30
        Zgadzam się z Tobą,że proste się to wszystko wydaje jak się czyta,a
        w środku człowiek ma taki chaos i zamęt,że nie można się z tym
        pozbierac.I rozumiem poczucie winy.Ja wciąż nie umiem samej sobie
        wybaczyc,że w ogóle żyję.Wciąż się z tym zmagam,wciąż walczę sama ze
        sobą:jedna częśc próbuje przeżyc tą żałobę i jakoś życ,choc w miarę
        normalnie,druga za nic nie chce oddac tego bólu.


        "Niepokonani"-Perfekt


        Gdy emocje już opadną
        Jak po wielkiej bitwie kurz
        Gdy nie można mocą żadną
        Wykrzyczanych cofnąć słów
        Czy w milczeniu białych haniebnych flag
        Zejść z barykady
        Czy podobnym być do skały
        Posypując solą ból
        Jak posąg pychy samotnie stać


        Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
        Gaśnie nagle w biały dzień
        Gdy na drodze za zakrętem
        Przeznaczenie spotka mnie
        Czy w bezsilnej złości łykając żal
        Dać się powalić
        Czy się każdą chwilą bawić
        Aż do końca wierząc że
        Los inny mi pisany jest

        Płyniemy przez wielki Babilon
        Dopóki miłość nie złowi nas
        W korowodzie zmysłów możemy trwać
        niepokonani
        Nim się ogień w nas wypali
        Nim ocean naszych snów
        Łyżeczką się odmierzyć da

        Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
        Niepokonanym
        Wśród tandety lśniąc jak diament
        Być zagadką, której nikt
        Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

      • kalista77 Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 19:09
        Zastanawiam się, na ile jest to twoje wewnętrzne przekonanie, że wszyscy
        oczekują od Ciebie byś żyła w smutku i żalu, a na ile rzeczywiście wszyscy tak
        uważają. A jeśli twoi znajomi rzeczywiście tak mówią, to zmień znajomych. Żyjesz
        dla siebie, czy dla nich? Od śmierci mojego A... nie minęły dwa miesiące, a
        słyszę od wszystkich, że muszę żyć dalej i być szczęśliwa dla Niego. Powtarzają
        mi, jeżeli Ty będziesz szczęśliwa to i jemu tam będzie lepiej. Mówią, żebym
        przestała tak rozpaczać, zrobiła coś dla siebie. Chcą bym znów zaczęła się
        uśmiechać. Ciągle słyszę, że nie mogą patrzeć na mój smutek. Nawet od Jego Mamy
        usłyszałam, że życzy mi spotkania na swojej drodze wartościowego człowieka, w
        którym zakocham się. Tylko, że ja wciąż kocham Jego i wątpię bym była w stanie
        pokochać kogoś tak mocno. Idąc Kochana twoim tokiem myślenia, to ja chyba
        powinnam zacząć się czuć winna, że nie potrafię przestać płakać i o nim mówić,
        choć wszyscy moi bliscy tego pragną.
        • forever_sad Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 19:55
          Nie, to nie tak !!!
          każdy czuje inaczej - każdy z nas jest inny - ja nie wyznaczam Ci
          Twojej drogi uczuć czy reagowania - moja rodzina i znajomi wymagali
          zawsze tego co niemożliwe, oni byli "inni" -
          • agalt Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 20:36
            Jeśli dobrze Cię zrozumiałam, to Ty nikomu nie wyznaczasz drogi, bo
            to, co inni robią jest w porządku? Tylko z Tobą coś jest nie tak? A
            skąd Ty to wiesz? Znasz osobę , do której to napisałaś? Czy po
            prostu skądś wiesz, że jesteś najbardziej beznadziejna na świecie? A
            jeśli tak, to skąd to wiesz? Ktoś Ci powiedział lub dał odczuć,
            prawda? I Ty temu, kto to powiedział wierzysz tak bardzo? Dlaczego?
            Jakie masz powody, żeby uważać ją, jego czy ich za taki autorytet?
            Żeby było jasne, ja też uwazam, że ooba, na której post
            odpowiadałaś, ma prawo się czuć, tak jak się czuje i postępować tak,
            jak dyktuje jej serce. Tyle, że moim zdaniem, Ty tez masz takie
            prawo. I to, że nie chcesz go sobie przyznać, moim zdaniem, bardzo
            źle rokuje na przyszłość.
            Spotkałaś kogoś, pokochałaś i boisz się mu powiedzieć o swoich
            uczuciach? Nie uważasz, że nawet jeśli zdecydujesz się być z nim na
            takich zasadach, nadal będziesz samotna? Przecież w tym związku nie
            będzie Ciebie, tylko osoba, którą będziesz udawać.
            Jeśli chcesz stworzyć udany związek, to nie mozesz zaczynać od
            ukrywania siebie. Skorzystaj z pomocy specjalisty. To naprawdę żaden
            wstyd. Ludzie wychodzą nieraz z naprawdę popapranych sytuacji.
            Spróbuj dać sobie pomóc.
            Trzymam kciuki
            • tilia7 Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 22:20
              Zgadzam się z Agalt.Rozumiem Cię Forever,że po samobójczej śmierci ukochanego
              jesteś całkiem w tym wszystkim pogubiona,jak pisałam,przeżywam to samo i
              naprawdę to jest bardzo trudna żałoba a walka z poczuciem winy jest walką z
              wiatrakami.Ale,Ty chyba faktycznie samą siebie oceniasz zbyt surowo i coś mi się
              wydaje,że to jest faktycznie zadawniona sprawa.Mnie jest piekielnie ciężko,nie
              radzę sobie momentami ze swoimi uczuciami-ale daję sobie do nich prawo i nikogo
              nie planuję zadowalać swoim zachowaniem.Będę cierpieć i wyć tak długo jak długo
              będę potrzebować i wyrażać swoje uczucia tak,jak mi to potrzebne.Jak ktoś się
              krzywo patrzy to trudno,on ma problem nie ja.Więc-popieram zdanie Agalt i radzę
              udać się do dobrego psychologa.Bo faktycznie nie stworzysz dobrego związku z
              góry zakładając,że go nie chcesz albo na niego nie zasługujesz.Zadbaj o
              siebie,daj sobie prawo do swoich uczuć,do swoich własnych reakcji,zatrzymaj się
              na chwilę i poczuj,co Ty naprawdę czujesz.
            • olaopolanka Re:forever sad 21.01.10, 22:31
              Mam wrazenie,ze jestes w blednym kole z ktorego nie potrafisz sie wyrwac.Chcesz
              kochac a jednoczesnie nie dajesz sobie prawo do tego.Z gory skazujesz siebie na
              porazke,zyjesz w ciaglym napieciu uzalezniona od opinii i oceny innych.I tracisz
              na to energie i jest Ci bardzo ciezko i jestes tak bardzo nieszczesliwa. To co
              Ci tu napiszemy wyda Ci sie tylko prosta recepta, dajaca tylko chwile
              wytchnienia na zlozonosc Twego wnetrza, dlatego mysle podobie jak Agalt daj
              sobie pomoc, skorzystaj z dobrego terapeuty,aby to wszystko przepracowac,aby
              przyjrzec sie swoim lekom,aby nie bac mowic sie o swoich uczuciach, aby kochac.
          • kalista77 Re: Czy ja jestem "potworem"? 21.01.10, 22:40
            Naprawdę źle mnie zrozumiałaś lub ja nie potrafiłam przekazać tego co chciałam.
            Absolutnie nie miałam zamiaru wzbudzać w Tobie poczucia winy. Cały mój powyższy
            post zmierzał tylko do tego, żeby Ci uzmysłowić, że poczucie winy rodzi się w
            nas samych i zawsze można je wzbudzić w sobie niezależnie od sytuacji, zwłaszcza
            jeśli surowo oceniamy siebie. Każdy jak powiedziałaś jest inny i inaczej reaguje
            na daną sytuację. Naprawdę życzę Ci, żebyś odnalazła siebie i była w życiu
            szczęśliwa, bez względu na to, czy szczęście to dla Ciebie bycie z tym
            mężczyzną, innym lub samej. Chciałam pomóc, ale chyba mi to nie wyszło. W takim
            razie przepraszam. Twój wątek stał mi się bliski (również straciłam kochanego
            mężczyznę być może w skutek śmierci samobójczej, choć trudno mi w to uwierzyć).
            Mądrze napisała osoba w poście przede mną. Spróbuj wczytać się w jej słowa.
            Pozdrawiam ciepło.
      • annubis74 Re: Czy ja jestem "potworem"? 22.01.10, 14:18
        > faktycznie zła i egoistyczna? Może powinnam już na zawsze zostać
        > sama by dać tym samym dowód, że ja naprawdę kochałam...

        po co chcesz dawać taki dowód? i komu? Sama sobie musisz udowadniać
        że kochałaś swojego narzeczonego? Chcesz żyć tak by inni byli
        zadowoleni?
        Polecam (Tobie i innym) wczorajszy dodatek do GW (lepsze życie: Jak
        żyć ze stratą). Kupowaliśmy wszystkie części tego poradnika, ale ja
        z niecierpliwością czekałam na tę ostatnią część. Nie ma tam
        gotowych recept ani odpowiedzi, nie ma naukowych lub pseudo-
        naukowych wywodów. To kilka stron - kilka historii ludzi którzy
        muszą stanąć oko w oko ze stratą - utratą bliskich, stratą zdrowia.
        Nie powiem że po przeczytaniu mnie jakoś oświeciło, albo że poczułam
        się lepiej, ale lektura skłoniła mnie do refleksji. Może Tobie lub
        komu innemu też pomoże.
        Nie daj się wtłoczyć w schemat cierpiętnicy zwłaszcza ze jak piszesz
        czas Twojego smutku minął. Nie zapomniałaś ani pewnie nigdy nie
        zapomnisz o tatmtym mężczyźnie, ale masz prawo do szczescia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka