forever_sad
16.01.10, 21:10
Ponad 2lata temu straciłam w wyniku śmierci samobójczej ukochanego
Człowieka, z którym miałam związać w niedalekiej przyszłości swoje
życie. Jednakże jego "wybór" wszystko zmienił. Zmienił też i mnie
samą. Zniknął uśmiech z mej twarzy. Życie zaczęło bardzo ciążyć.
Coraz więcej dni, tygodni, miesięcy kiedy nie chciałam żyć... I to
piekące poczucie winy... Wszystkim - jego rodzinie, mojej rodzinie -
musiałam tłumaczyć, że to NIE ICH WINA, że tak MUSIAŁO BYĆ, że Nie
wolno się obwiniać.... Oni czuli wsparcie - ja ... udawałam, grałam,
przed sobą, przed nimi, przed światem...że też sobie z tym radzę.
Guzik prawda - wcale sobie z tym nie radziłam... I chyba przywykłam
do tego stanu a jego rodzina, moja, moi znajomi i
wszyscy "obserwatorzy" przywykli do mojego widoku: smutna, zgaszona,
sama...
I w końcu udało mi się Kogoś poznać...przełamałam swój strach przed
życiem i samą sobą... Ten Człowiek stał się moim oparciem, pomógł
zerwać z myślą o śmierci...i po kilku miesiącach zaczęłam się
niepostrzeżenie uśmiechać, przestałam tęsknić za Moim Ukochanym...
tylko ... dlaczego teraz czuję się tak bardzo winna, że czuję się
szczęśliwa bez Niego? Czy jestem potworem bez uczuć? A może nigdy
naprawdę nie kochałam, skoro nagle przestałam tak bardzo cierpieć?
Jak mam teraz wytłumaczyć swoją radośc i brak łez, brak
nieprzespanych nocy tym, którzy oceniają i obserwują tak dokładnie
moje emocje i mnie samą? Jestem egoistką??? Niech mi ktoś odpowie,
błagam :(