Dodaj do ulubionych

Moi kochani Rodzice

IP: *.promax.media.pl 26.03.08, 17:49
Kiedy umierali /prawie jednoczesnie /nie moglam w to uwierzyc,ze tak
sie stalo.Byli starzy,mieli przeszlo 80 lat.Po ich smierci
uswiadomilam sobie,ze juz nie jestem dzieckiem.Chociaz mam 60
lat ,wlane dzieci i wnuki ,bardzo mi ich brakuje,a dom rodzinny
pozostal pusty na zawsze jak ich dwa miejsca przy rodzinnym
stole.Nadal bardzo ich kocham,a kiedy jest zle prosze o pomoc.
Obserwuj wątek
    • annmaria Re: Moi kochani Rodzice 27.03.08, 23:22
      Bez wzgledu na wiek zostajemy sierotami. Sami bez nich bez oparcia i bez slepej
      milosci ktora moga dac tylko rodzice.Placze bo jutro 7 miesiecy jak zasnal na
      zawsze moj najukochanszy Tatus.
      • Gość: tacz. Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 28.03.08, 16:45
        Droga annmario ! Wiem,co czujesz,bo tylko ktos kto przez to
        przeszedl moze Ciebie zrozumiec.Tak pieknie piszsz,wiem ,ze bardzo
        kochalas swojego Tate,ale ja wierze,ze nasi zmarli caly czas sa z
        nami.Ty takze uwierz,bedzie latwiej zyc...
        • annmaria Re: Moi kochani Rodzice 28.03.08, 19:58
          Tacz! Moj Tatus kiedy zasnal mial 85 lat. Tez nie jestem mloda osoba. Wiem ze
          przyszlo to co nieuchronne. Wszystko wiem racjonalnie ale serce krwawi. Czuje
          sie tak jakby umarl kawalek mnie samej. Wierze ze On jest przy mnie wierze ze
          jest Mu lepiej ze juz w koncu nie cierpi. Wiem.. Ale coz kiedy tak strasznie Go
          brak. Pewnie jakos sie pogodze jakos przeciez trzeba zyc dalej. To dopiero
          siedem miesiecy... Bardzo mocno Cie pozdrawiam. A
          • Gość: tACZ. Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 29.03.08, 09:34
            dROGA NIEZNAJOMA ANNMARIO
            • Gość: TACZ. Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 29.03.08, 09:45
              DROGA NIEZNAJOMA ANNMARIO ! moi Rodzice odeszli 5 lat temu.Twoj bol
              jest bardzo swiezy.Wiem,ze potrzebujesz jescze czasu.Nie mieszkalam
              z nimi i wiem ,ze siostra,ktora z nimi byla przezyla ich smierc
              bardzo,chociaz wiedziala,ze to nieuchronne.Sama cierpialam ,ale ja
              musialam wspierac,bo bylo jej bardzo trudno.Nie ma dzieci,wiec miala
              duzo casu na rozpamietywanie.Teraz juz jest jepiej chociaz marcowa
              rocznica zawsze poteguje bol.Gdyby nie troskliwa opieka na pewno by
              predzej odeszli,ale mysle,ze mojej siostrze Bog to
              wynagrodzi.Chcialabym Cie pocieszyc,ale wiem,ze slowa tu niewiele
              znacza.Trzymaj sie Annmario,wiem,ze jest Ci trudno.Coz i to jest
              zycie. Mysle,ze jestes osoba w moim wieku/skoro Twoj Tatus mial 85
              lat. tym latwiej mi Ciebie zrozumiec.Pozdrawiam
    • Gość: a Re: Moi kochani Rodzice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.08, 16:48
      Tacz,
      Moi rodzice tez umarli prawie rownoczesnie. Tato w maju odebral sobie zycie, nie
      mogl zniesc, ze moja mama ciezko zachorowala (rokowania byly niepewne). On chyba
      czul, ze za pol roku mama odejdzie.
      Z tata pozegnalam sie tak jak sie zegnasz z najblizszymi wyjezdzajac na pare dni
      (mialam wrocic do rodzinnego miasta po paru dniach spedzonych w pracy w
      stolicy). Wiele wskazywalo na to, ze ppodjal juz ta decyzje... Juz po smierci
      taty napisalam do niego list - powiedzialam mu tam wszystko: jak go kochalam,
      jak byl wazny, ze zrozumialam co to znaczy zycie.
      Z mama zegnalam sie dlugo - pare miesiecy. Zdazylam jej powiedziec, ze ja bardzo
      kocham i ze bedzie dobrze. Powtarzalam jej to wiele razy. Nie moglam z nia byc
      do konca, moja obecnosc nie dawala jej odejsc. Bylam z nia sama w szpitalu,
      balam sie jej smierci i tego jak to zniose. Po nocy spedzonej z nia, poszlam do
      domu dzie po polgodzinie obudzial mnie telefon z informacja o tym, ze mama
      odeszla...
      To bylo w 2005 r.
      Zostalam absolutnie sama. Rodzice nie byli juz mlodzi, ja mam obecnie 33 lata.
      • Gość: tacz. Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 29.03.08, 22:23
        Droga,samotna A ! Pozwol pocieszyc sie w bolu.To,co przezylas jest
        trudne.Do takich sytuacji nie jestesmy przygotowani.Przeciez smierc
        to temat tabu.Moze powinno sie o odchodzeniu rozmawiac,a nie ukrywac
        jakby wstydliwie tego tematu ?Ale cz to by pomoglo pogodzic sie z
        odchodzeniem najblizszych...Oprocz smierci Rodzicow przezylam w
        ubieglym roku smierc matki mojej synowej,ktora odeszla w ciagu
        miesiaca,nie miala jeszcze 50 lat,a bylo to tuz przed slubem mojejgo
        syna.Zdazyla mi tylko powiedziec na szpitalnym lozku,ze jej corka
        jest dobrym dzieckiem,bo bol i swiadomosc pdchodzenia nie pozwolil
        na wiecej...Zmarla,a moja Esterka synowa zostala przed slubem
        zupelna sierota/ojciec nie zyje od 15 lat/.Takie okrutne bywa
        zycie,zaskakuje nas i pisze nieprawdopodobne scenariusze.Ale musimy
        sie z tym pogodzic.Przeciez nie pomoze nam w tym ani
        wyksztalcenie,ani status spoleczny,bo od stuleci ten bol wszyscy
        przezywamy tak samo.Nie wiem,czy jestem w stanie Cie pocieszyc.Mam
        61 lat,rodzine dosc liczna,ale z bolem tez zostalam sama .Trzymaj
        sie droga A,jak tylko masz ochote ,to pisz.Moze choc troche ukoisz
        swoj bol ? Pozdrawiam . tacz.
      • Gość: tacz. Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 29.03.08, 22:53
        Droga A! pisze znow,bo chce Ci powiedziec,ze mam corke w Twoim
        wieku,tak ze prawie mowie, do Ciebie jak mama.Pisalam Ci,ze bol
        przezywa sie tak samo bez wzgledu na wiek,ale na pisze Ci,ze musisz
        sie podniesc i to bezwarunkowo.Przeciez jestes bardzo mloda osoba i
        wiem,ze w tym wieku na takie cos nie bylas gotowa,ale na milosc
        boska musisz sie pozbierac,bo Twoi Rodzice na pewno by nie chcieli
        widziec Cie w rozpaczy.Przez ich pamiec podnies sie ! Prosze. I
        pisz.Czekam,odpowiem na pewno.Usciski.
    • annmaria Re: Moi kochani Rodzice 29.03.08, 18:32
      Droga Tacz!
      Mam 48 lat. W maju 2005 dowiedzielismy sie ze Tato ma raka jezyka. Wczesniej w
      kwietniu ukochany ich pies ma raka pluc i umiera.Przeszlismy z Tata najdluzsza z
      mozliwych radioterapie. Siedem tygodni dzien w dzien przemierzalismy korytarze w
      CO w Warszawie. Wiesz Tacz jak w wojsku jest centymetr i odcina sie dni do
      wyjscia. Kiedy Tatus rownwl krok a robil to jak dziecko wiesz zeby zaczac ta
      sama noga szlismy oboje z nadzieja ze z tego wyjdziemy. Mial tyle sily...82
      urodziny obchodzilismy w Paryzu gdzie go zawiozlam. Radioterapia staszna. Nie
      mogl jesc ani pic wszystko mial popalone z ust ciekla mu krew. Ale byl dzielny.
      Strasznie chcial zyc. I Victora raka nie ma! Jest wrzesien 2006. Strasznie
      oslabl i schudl ale wierzymy ze jakos sie pozbiera. Bardzo sie stara. Ladnie je
      i na spacery chodzi co prawda z chodzikiem. Nawet kiedys nam zginal a my
      umieralismy z niepokoju.A On pojechal do ksiegarni z chodzikiem.Styczen 2007
      dostaje 40 stopni goraczki. 17 styczen usypiamy Dinke psa ukochanego bo juz sie
      dusi i cierpi. Tato lezy przy niej na podlodze i trzyma za lape. Umiera przy
      nim. Marzec lekarz zapalenie pluc antybiotyk. Goraczka nie mija ponowny rtg i
      szpital. Lekarz mowi nie wiem jak to sie skonczy. I znow victoria. Wraca do domu
      na swieta wielkanocne. Ale jakis inny nieobecny. Lipiec 2007 zawozimy Tata do
      szpitala na Wole zeby zrobic badania kompleksowe. Przy przyjeciu rtg i o zgrozo
      nawrotowe zapalenie pluc. Jestesmy u Niego codziennie. Lezy 11 dni i nie ma
      zrobionego ani jednego badania. Czwartek jestem w pracy dzwoni do mnie corka
      placzac Mamo z Dziadkiem jesy zle. Nie poznaje mnie i nie mowi. A poza tym
      nasiusial w puste opakowanie po jogurcie bo kaczka byla pelna.Biore taksowke i
      pedze do szpitala. Mam tylko jeden cel. Zabrac go do domu bo wiem ze przyszedl
      jego czas. W szpitalu oczywiscie afera ale jestem twarda i po godzinie jestesmy
      w domu. Juz nie mowi ale sie stara. Sklada raczki jak w tubke przy buzi. Nie
      rozumiem go strasznie sie zlosci. Jest piatek przyjezdza prywatny jego lekarz .
      Zapisuje badania ktorych w szpiatlu nie zrobiono. Corka pracuje w lekarskiej
      spoldzielni wiec wszystko zalatwia. Sobota znow jest lekarz ale ja juz wiem
      pytam ile jeszcze mamy czasu. Mowi kilka dni ale nie tygodni. Poniedziek jestem
      caly dzien z Nim. W nocy spie na podlodze obok Jego lozka.Prosi zeby puscic mu
      Okudzawe. Rano ide do domu. Mam jakies 500 metrow. Klade sie zeby choc godzine
      pospac. I nagle jak grom z jasnego nieba slysze w gowie wstawaj i biegnij. Wiec
      biegne. Wpadam do rodzicow. Mama mowi ze zjadl kilka lyzek jogurtu i spi. I
      nagle zaczyna sie ten koncert umierania. Cos Mu sie w plucach gotuje doslownie.
      Dzwonie do lekarza. Co robic? Albo pogotwie mowi albo.... poczekac bo to agonia.
      Podciagam Tate do gory zeby wyzej lezal. Ale charkot nie mija. Mama szaleje.
      Uspokoj sie mowie. On umiera i potrzebuje naszego wsparcia. Tatus krzyczy
      jeszcze dwa razy ratujcie mnie ratujcie i chyba odplywa. Dzwonie do corki. Karol
      mowie z Dziadkiem zle. No wiesz odpowieda jestem w pracy. Tak wiem mowie ale
      mysle ze Dziadek umiera. Zaraz jestem u Ciebie . Zdarzyla. Mnie jak zwykle
      trzymal pod reke ale kroku juz nie wyrownalismy Mama glaskala Go po buzi a Karol
      mowila ze juz bedzie dobrze. Wydal przy nas ostatnie tchnienie. Brat nie
      zdarzyl. Kiedy przyjechal Tatus byl juz zimny.Stalam w kuchni przy oknie i
      strasznie plakalam przyszedl brat objelismy sie i tak trwalismy w tym
      smiertelnym uscisku. Nagle patrze a na parapecie okna siada bialy golab.I gapi
      sie na nas. Minute dwie trzy. Patrz Wlodek Tata przylecial. Posiedziel jeszcze
      chwile i wzbil sie ku oblokom na chmurke jak to mial zwyczj mawiac Moj Tako.A
      • Gość: Tacz. Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 29.03.08, 22:45
        Droga Annmario ! Ze wzruszeniem czytalam to,co napisalas.A ten bialy
        golab to na pewno znak.Ale odfrunal,bo musial.Tam wysoko w niebie
        pewnie na Ciebie bedzie czekal.Wiem,ze cierpisz.Ale pociesz sie
        tym,ze Twojego Tate juz nic nie boli.Straszne jest umieranie,ale
        uwazam,ze wspolczesna medycyna powinna czlowiekowi pomoc np.podajac
        srodki przeciwbolowe,tlen itp.Czesto wlasnie ludzi starych skazuje
        sie na koniec,bo to wiek itp.Mamy ciocie ,ktora ma 90 lat,wyszla z
        zapalenia pluc nabytego w szpitalu,jest w szpitalu dla nerwowo
        chorych,wkrotce wyjdzie chociaz lekarz dawno mowil,ze stan jest
        wyjatkowo powazny.Mam61 lat,ale moj wiek wcale niczego mi nie
        ulatwia w tej kwestii.Tez nie potrafie sie pozbierac.Ale miejmy
        nadzieje,ze za tamta brama nasi ukochani najblizsi na nas czekaja i
        jest im dobrze.Moja synowa /23 lata/ stracila mame przed
        slubem,zostala zupelna sierota.Chociaz jest bardzo mloda jest bardzo
        dzielna i za to ja podziwiam i kocham.Czuje sie odpowiedziedzialna
        za siostre na 2 roku studiow i druga siostre,ktora jest
        niepelnosprawna.Czasem smierc ludzi hartuje,bo kiedy przejda to
        najgorsze,to co moze ich zaskoczyc/tak mysle,gby patrze na moja
        biedna sierote i moze dlatego tak bardzo ja kocham/Wiec moja droga
        takie to jest nasze zycie.Doprawdy nie wiem jak Cie pocieszyc,ale
        jak tylko masz ochote to pisz.Moze to przyniesie ulge.Wiem,ze
        czlowiek czasem ze swoim bolem chce byc sam.Ale mysle,ze takie
        rozmowy jak nasze moga przyniesc pocieszenie.Ja wierze,ze za ta
        brama Oni czekaja. Pozdrawiam serdecznie.
        • annmaria Re: Moi kochani Rodzice 30.03.08, 17:11
          Dziekuje Tacz ze mnie wysluchalas. Czasem trzeba sie wygadac. Zostala mi jeszcze
          Mama przed ktora robie dobra mine do zlej gry. Wiesz byli 56 lat razem. Wierze w
          to ze Tatus gdzies jest wierze ze sie kiedys spotkamy. Caly czas tylko czekam na
          jakis znak od Niego. I nic. A moze nie umiem tych znakow zauwazyc rozpoznac?
          Bardzo to wszystko trudne. Ale dziekuje Ci ze jestes i ze poswiecilas mi troche
          swojego czasu. Pozdrawiam Cie serdecznie. Anka
          • Gość: tacz, Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 30.03.08, 19:17
            Droga nieznajoma Anko ! Uwazam ,ze rozmowa/nawet taka internetowa
            jest bardzo potrzebna czlowiekowi,ktory jest przygnebiony i trudno
            mu zyc.My,zyjacy musimy sobie pomagac.To nic,ze sie nie znamy,ale
            odczucia mamy podobne.Moi Rodzice umarli prawie jednoczesnie
            tzn.Tata w piatek,a Mama w poniedzialek.Biedna nie wytrzymal tego
            bolu,smierc ojca zabila ja.Byla stara i schorowana,jej biedne serce
            nie wytrzymalo.Gdy pochowalismy Tate,po godzinie odeszla.Przezycie
            trudne do opisania.Ale zrozumie ktos taki jak Ty,bo tez przezylas
            zalobe.Jestem na emeryturze,bylam nauczycielka j. polskiego.Mysle,ze
            mimo roznicy wieku mozemy "rozmawiac " na rozne tematy,ale na te
            smutne tez.Boje sie,ze gazeta skasuje te strone i stracimy
            kontakt.jeszcze nigdy na tych stronach nie pisalam i nie wiem jak
            dlugo strona bedzie aktywna.Przeraszam za bledy ,ale bardzo sie
            spiesze.Jezeli masz ochote to pisz. urszula
            • annmaria Re: Moi kochani Rodzice 30.03.08, 19:49
              Ulu!
              Moj adres mailowy tak na wszelki wypadek ampw@wp.pl. Podaj prosze swoj. Moze
              masz gg? To co napisalas o swojej Mamie Boze to straszne. Jej po prostu serce
              peklo z bolu.Nie wiem jak dalas sobie rade jak to znioslas.Moja biedna Mamus
              mowi wiesz ja musze zyc bo wiem ze gdybym teraz ci umarla ty byc tego nie
              zniosla. Paradoksalne jest to ze znosimy wszystko kazdy bol i jakos zyjemy
              dalej. A popatrz nawet slonce nie zachodzi czerwiensze niz zwykle jak bliski
              odchodzi. Anka
            • Gość: tacz. Re: Moi kochani Rodzice IP: *.promax.media.pl 30.03.08, 23:43
              Anko ! adres mailowy uwmizerkiewicz@op.pl , a GG93600 67.Jezeli
              masz ochote,to pisz.Widzisz,ze sa problemy,ktore nas lacza.Napisz
              skUlaad jestes.Bardzo chetnie porozmawiam.Dobranoc moja Nieznajoma.
    • Gość: Ola Re: Moi kochani Rodzice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 22:48
      Witajcie ja mam 16 lat ...Moja mama zmarła jak miałam 6 lat mało co
      ją pamietam natomist mój tata zmarł jak miałam 10 lat ....mam
      siostre i brata ...do 5 klasy mieszkałam z nimi i z moja babcia
      która nas wychowywała ..Poznałam kobniete i mezczyzne którzy nie
      mogli miec dzieci adoptowali mnie ale nie jest tak jak bym
      chciała ..ciagłe kłutnie i awantury o byle co teraz juz wiem ze mnie
      nie kochaja nie umiem sie dogadac z nimi .....i co ja mam powiedziec
      mam dosc zycia
    • Gość: ona Re: Moi kochani Rodzice IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.10.09, 14:03
      moi rodzice zmarli w wieku - mama 39 w roku 1993 a tato w wieku 57 w
      pazdzierniku tego roku.. ..to jest dopiero tragedia gdy czlowiek wchodzac w
      doroslosc nie ma oparcia
      twoj tato zyly az 85 lat , tak dlugo go mialas moja siostra tylko mamae miala 9
      lat a ojca 26, to jest bardzo przykre
      cieszcie sie ze mieliscie tak dlugo przy sobie rodzicow!!
    • Gość: Katarzyna Moi kochani rodzice IP: *.play-internet.pl 21.05.15, 21:26
      Witajcie
      Mam 37 lat a po śmierci rodzicow czuje sie jak małe dziecko zagubione na ulicy.
      Samotna, bezradna i z sercem pełnym bólu.....
      Minął rok. Zmarli w odstępie 3 miesięcy a moj świat sie zawalił. Oboje byli schorowani a zwłaszcza mamusia ale do śmierci nie da sie przygotować. Nigdy nie zapomnę jak obudził mnie dźwięk telefonu... Wyświetlacz wskazywał numer stacjonarny szpitala moje serce stanęło bo wiedziałam co usłyszę w słuchawce. Pomimo choroby nie zdążyłam sie pożegnać, nie brałam w ogóle pod uwagę ze mama nie wyjdzie ze szpitala. To był najgorszy dzien w moim życiu poniewaz w takich właśnie chwilach tak naprawdę nagle stajesz sie dorosły nie zależnie od wieku....Sprawy pogrzebowe i pożegnanie po śmierci zamyka wszystko. Stało sie, teraz wiem ze nie mam juz nikogo kto przytuli, wesprze słowem myślą, pocieszy, doradzi i kocha bezwarunkowo jak oni. Nie mam dzieci dlatego Najgorsze sa powroty do pustego domu i pomimo na co dzien pracuje zawodowo i staram sie byc twarda i dojrzała to przychodzę do domu i zwijam sie w kłębek bezsilnie nie mogąc zrozumieć dlaczego musieli juz odejść...bo nie potrafię sobie z tym poradzić.
      Z tego miejsca składam na wszystkie ręce które straciły swoich bliskich wyrazy współczucia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka