Dodaj do ulubionych

Jak postąpić?

    • kolkograniaste Joshima 19.12.11, 18:12
      Joshima, gdy zobaczyłam, że komentarz jest od Ciebie, od razu domyśliłam się, co w nim będzie: -)
      Trzeba przyznać, że jesteś konsekwentna. Przeczytałaś w pierwszym zdaniu, że byłam opiekunką i od tej pory jest to Twoja odpowiedź na wszystkie moje argumenty:
      -dzieci tęsknią, czy mogę im pomóc? odp. Byłaś tylko opiekunką.
      -dzieci nie radzą sobie z sytuacją, jak mogę im pomóc? Odp. Byłaś tylko opiekunką.
      -była szefowa mnie okłamuje, to chyba nie fair? odp. Ma prawo, ty byłaś tylko opiekunką
      -joshima, jesteś niesprawiedliwa, bo według Ciebie prawa ma tylko pracodawca. odp. Bo jesteś tylko opiekunką, itd., itp.
      Na szczęście nie wszyscy skupiają się wyłącznie na matce dzieci ani na funkcji, jaką pełniłam. Są osoby, które pomyślały też o dzieciach.
      Wasze wypowiedzi pomogły mi zrozumieć, co może myśleć była szefowa na temat tej sytuacji. Nadal niepojęte jest dla mnie, że wolała zachowywać się w ten sposób, zamiast powiedzieć mi otwarcie, co o tym sądzi, ale przemyślałam sprawę i się wycofałam.
      Wyjaśnianie mi, że byłam opiekunką, nie ma sensu – ja to wiem.
      Ale jednak czasem widywałam się z dziećmi, niewykluczone, że zdarzą się jeszcze przypadkowe spotkania. Dla dzieci byłam bliską osobą, zapytają, czemu ich nie odwiedzam i co mam im powiedzieć? "Nie przychodzę, bo byłam tylko opiekunką, a to, że Wy tęsknicie nie ma znaczenia”?
      Właśnie sugestii i porad na ten temat oczekiwałam przede wszystkim.
      kolkograniaste
      • mruwa9 Re: Joshima 19.12.11, 20:47
        Dzieci nie radza sobie z sytuacja, bo sama przedluzasz agonie wzajemnych relacji.Dzieci maja kochajacych rodzicow, a ty nie jestes niezastapiona. Dzieciom krzywda sie nie dzieje, choc chcialabys wierzyc, ze jestes jedyna osoba zdolna sprawic aby byly szczesliwe. To jest chore.
        Szefowa cie nie oklamuje, tylko stara sie taktownie uzmyslowic ci, ze twoj czas minal. Do ciebie to nie dociera, a ona jest zbyt taktowna, zeby nie walic prawda miedzy oczy, a moze powinna. Ale szuka oglednych sposobow , zeby ci przekazac, ze twoj czas w tej rodzinie minal i ze chca od ciebie odpoczac. a ty, ze ona klamie. A ona nie ma absolutnie zadnego obowiazku tlumaczenia ci sie ze swoich planow czy wolnego czasu. to nie jest twoja sprawa. meczysz ten watek nieustannie, tak jak pewnie zameczasz bylych pracodawcow swoja osoba. I naprawde tego nei widzisz,?
    • atzaga Re: Jak postąpić? 20.12.11, 16:30
      Napiszę jako mama korzystająca z opieki niani.

      Kiedy kończyliśmy współpracę z nianią (syn szedł do przedszkola), jeszcze zdarzało się, że z nim zostawała. Czasem wieczorami, kiedy chcieliśmy wyjść a czasem, jak syn chorował. Teraz (a minęły dwa lata) odwiedza nas czasem i zdarza się, ze zostaje z dwójką dzieci.

      Przyznam jednak, że nawet 3 spotkania w miesiącu to byłoby dla mnie za dużo. Ja nie czułabym się z tym dobrze (może dlatego, że nie jestem zbyt towarzyska).
      • verdana Re: Jak postąpić? 20.12.11, 17:32
        Poza tym zadaniem opiekunki jest pozostać opiekunką. Czyli - osobą sympatyczną, miłą , ale jednak taka, z którą dzieci nie zwiążą się tak bardzo, ze jej odejście będzie dla nich szokiem, krzywda i trauma. Jesli nie mozna stosunkowo szybko przeciąć wiezów dzieci z opiekunka, to najprawdopodobniej weszła ona raczej w rolę kogoś z rodziny, a nie osoby, wykonującej swoją pracę z serdecznościa, ale i pewnym dystansem.
        Opiekunka powinna chcieć, aby dzieci za nia nie teskniły za bardzo, nie ciągnąć w nieskończoność rozstania, nie miec poczucia, ze jest dla dziecka niezbedna.
        • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 20.12.11, 23:31
          Verdana napisała:
          >Poza tym zadaniem opiekunki jest pozostać opiekunką. Czyli - osobą sympatyczną, miłą , ale jednak taka, z którą dzieci nie zwiążą się tak bardzo, ze jej odejście będzie dla nich szokiem, krzywda i trauma. Jesli nie mozna stosunkowo szybko przeciąć wiezów dzieci z opiekunka, to najprawdopodobniej weszła ona raczej w rolę kogoś z rodziny, a nie osoby, wykonującej swoją pracę z serdecznościa, ale i pewnym dystansem.<

          Verdana w tej części wypowiedzi zgadzam się z Tobą w 100%.
          Tak podchodziłam do swojej pracy – współpracując z wszystkimi wcześniejszymi rodzicami i dziećmi.
          Lecz nigdy wcześniej nie pracowałam z dziećmi tyle godzin (nigdy nie przekroczyłam 10 godzin, a tu nierzadko po 12, a nawet przez kilka miesięcy-raz w tygodniu 14 godzin), tyle lat (najdłużej trzy lata) i nie miałam takich obowiązków jak w tej pracy np. wizyty u lekarzy (bez rodziców) - nie tylko z katarem, ale też np. na testach alergicznych, nocowanie w szpitalu i uczestnictwo we wszystkich badaniach, rodzice przyszli "z wizytą" po pracy.
          Albo, gdy zapraszano mnie na urodziny dziecka do sali zabaw (podziękowałam za zaproszenie i próbowałam się wykręcić tłumacząc, że będę się czuła tam niezręcznie, bo przecież nie będę się bawiła ze starszakiem w kulkach, a on będzie miał swoich gości, więc ja jestem tam zbędna), szef powiedział w obecności dzieci, że ja jestem ważnym gościem, bo jestem jak rodzina – mówiono tak jeszcze kilkakrotnie, w różnych okolicznościach, w obecności smyków (jeśli RODZICE tak mówili przy dzieciach, to nic dziwnego, że byłam dla nich ważna).
          Napisałaś, cytuję:
          >Opiekunka powinna chcieć, aby dzieci za nia nie teskniły za bardzo, nie ciągnąć w nieskończoność rozstania, nie miec poczucia, ze jest dla dziecka niezbedna.<
          Tu się zgadzam w 200%
          Właśnie tego chcę!
          Wiem, na czym polega praca opiekunki. I, że to jest przede wszystkim praca, ale na przywiązanie dzieci do mnie wpływ miało nie tylko moje zachowanie, ale sami rodzice też się do tego przyczynili (a wręcz moje zaangażowanie wynikało, z oczekiwań rodziców)
          I zapewne przyznasz, że każde dziecko jest inne, jednemu wystarczy, gdy zobaczy opiekunkę raz w miesiącu, inne nie musi jej widywać wcale, wystarczy mu, że dwa razy w roku porozmawia o niej z rodzicami.
          Gdybym wiedziała, że byli pracodawcy, będą chcieli zerwać znajomość, lepiej przygotowałabym dzieci. Nie miałam powodów, aby sądzić, że rodzice chcą zamknąć znajomość (a raczej miałam powody, aby przypuszczać, że rodzice będą chcieli znajomość kontynuować). Źle oceniłam sytuację, do tego sama nie jestem bez winy, tym bardziej chciałam, aby te dzieci nie płaciły za mój błąd.
          Przykre jest to, że na podstawie kilku wpisów na forum, potraficie tak niesprawiedliwie ocenić człowieka, tak naprawdę go nieznając.
          kolkograniaste
          • mskaiq Re: Jak postąpić? 21.12.11, 00:35
            To niemożliwe aby dziecko nie związało się z bliską opiekunką. Im wiecej
            serca okazuje opiekunka dzieciom, im lepiej je rozumie, dogaduje się z nimi,
            okazuje zainteresowanie tym wieksze poczucie bezpieczeństwa, tym lepszy
            rozwój dziecka.
            Dystans to poczucie opuszczenia, taki dystans może objawiać się np w postaci
            choroby sierocej. Posiadanie matki która nie opiekuje się dziećmi nie oznacza
            automatycznie miłości do niej. Dziecko potrzebuje kontaktu, potrzebuje kogoś
            aby się przytulić, stałej obecności, bliskości.
            Bliska opiekunka zawsze bedzie miała ich miłość, jest ona self obiektem który
            w taki czy inny spsób będzie zawsze z nimi.
            Zniszczenie takiego obiektu w dziecku to duża krzywda wyrządzona dziecku,
            wiąze sie z utratą poczucia bezpieczeństwa i świata który zbudowała opiekunka
            u dzieci.
            Im pieknieszy ten swiat, tym wieksza szkoda i strata.
            Serdeczne pozdrowienia.
            • verdana Re: Jak postąpić? 21.12.11, 07:58
              Niemozliwe, zeby się nie związało. Możliwe, zeby potrafiło jej odejscie przyjąć z lekkim żalem, a nie z rozpaczą.
              Na lekki żal dobrze robi wizyta raz na kwartał, a nie trzy razy w miesiacu, która tylko umacnia dziecko w przekonaniu, ze opiekunka jest nadal kims dla niego waznym.
              • mskaiq Re: Jak postąpić? 21.12.11, 21:00
                Dzieci przyjęły nianie, pokochały ją, pojawił się naturalny głęboki związek,
                który stał się cześcią prawdziwego "ja" dziecka.
                Na tym opiera się poczucie bezpieczeńswtwa dziecka, wartości, sensu.
                Az nagle następuje rozstanie i ta konstrukcja wybudowana przez dziecko
                może się załamać.
                Kiedy okazuje się jednak że niania nadal jest, nadal jest taka jaką była
                wtedy te wartosci nie zostają zburzone. Z czasem niania może przychodzić
                rzadziej, ale dzieci wiedzą że ona jest, są dla niej ważne, mogą ją kochać i
                być kochane.
                Nie trzeba się obawiać miłości drugiego człowieka, ona jest taka sama jak
                nasza i tak samo pomaga.
                Serdeczne pozdrowienia.
          • yoma Re: Jak postąpić? 21.12.11, 21:16
            > Gdybym wiedziała, że byli pracodawcy, będą chcieli zerwać znajomość, lepiej prz
            > ygotowałabym dzieci.

            Zlituj się... i dlatego teraz za nimi ganiasz, żeby je przygotować?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka