Gość: pst
IP: *.dynamic.chello.pl
20.04.12, 23:46
Moje najstarsze dziecko - ośmioletni syn ostatnio zachowuje się gorzej, niż przeciętny dwulatek. Zastanawiam się, czy to taka faza i trzeba ją po prostu przeczekać, czy powinnam podjąć jakieś (jakie?) radykalne działania, żeby jakoś go utemperować...
Generalnie wszystkie jego "złe" zachowania można by określić jako aspołeczne i egoistyczne. Co ciekawe: nigdy wcześniej tak się nie zachowywał. Nigdy nie było żadnych spektakularnych buntów. Zawsze był względnie grzeczny. A od kilku miesięcy dzieje się z nim coś dziwnego. Zaznaczam, że w tym czasie nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. W szkole - na ile wiem od niego i od nauczycielki - wszystko jest w porządku, nie ma problemów ani z nauką, ani z kolegami. W domu nic złego, ani przełomowego się w tym czasie nie działo. Nie przychodzi mi do głowy żaden uchwytny powód takiego zachowania. Co więcej, ten problem stopniowo się pogłębia, jest coraz gorzej...
Kilka przykładów:
1. Koszmarnie tępi młodszego o półtora roku brata. Nie pozwala mu się dotknąć, usiąść na swoim łóżku, dotykać swoich rzeczy itp. Jeśli brat weźmie jakis jego przedmiot bez pozwolenia, zostaje co najmniej uderzony. Jeśli zapyta, czy może wziąć, dostaje odpowiedź, że nie. Bez tłumaczenia. Za to sam bardzo chętnie, zwykle bez pytania bierze rzeczy brata. Ten specjalnie się nie rzuca, ale jeśli zdarzy mu się zaprotestować, kończy się to od razu awanturą, bijatyką i wyzywaniem. Oczywiście nie jest tak ciągle, bywa, że ładnie się razem bawią, ale w momencie, kiedy zbierze mu się na takie zachowanie (a zbiera się coraz częściej) potrafi być na prawdę bardzo nieprzyjemny. Generalnie twierdzi (i mówi to głośno), że brata nie lubi.
2. Uwielbia demonstrować swoją wyższość nad innymi. Bratu całkiem wprost mówi, że się na niczym nie zna, że coś brzydko narysował/przeczytał/zrobił. ALe oczywiście każda krytyka ze strony brata okupiona jest histerią. O kolegach mówi, że są beznadziejnie głupi. Im - na szczęście - tego nie mówi. Oni go lubią, on się z nimi bawi, ale potem, w domu daje do zrozumienia, że nimi gardzi i musi się zniżać do ich poziomu. Fakt, jest inteligentny i zostało to kilkakrotnie docenione w szkole. I chyba od tego momentu zaczął się tak wywyższać. Za to do nas ciągle ma pretensję, że go nie doceniamy, nie chwalimy itp. To nie jest prawdą. Chwalimy i doceniamy, ale też nie wynosimy go przy każdej okazji na piedestał. Zawsze staraliśmy się, żeby żadne z dzieci nie było faworyzowane i myślę, że nam się to udaje, więc na pewno nie w tym leży problem, że młodszego chwalimy bardziej.
3. Buntuje się przeciwko wszystkiemu, czemu mozna. Sprzątać nie będzie, bo nie lubi, nie zależy mu na porządku, a jeśli mnie zależy, to sama mogę sobie jego rzeczy posprzątać. I żadne tłumaczenie nic nie daje. Jeśli grożę karą za niesprzątnięcie, dowiaduję się, że najwyraźniej go nie lubię, skoro zmuszam go do tak wyjątkowo nieprzyjemnej czynności, jaką jest sprzątanie. To samo dotyczy np. jedzenia. Codziennie są awantury, że dlaczego on musi jeść to, czego nie lubi (a lubi trzy potrawy na krzyż), dlaczego w domu nie ma tak jak w restauracji, że on może sobie wybrać, co będzie jadł itd. I każdy mój racjonalny argument obala idiotycznym komentarzem - np. jak mówię, że nie może decydować, co je, bo nie ma pojęcia co i w jakich ilościach trzeb jeść, żeby być zdrowym, on odpowiada, że jemu nie zależy, żeby być zdrowym.
I każda taka awantura (awantura z jego strony, bo ja na ogół zachowuję spokój i do upadłego tłumaczę) kończy się histerią, płaczem, tupaniem nogami i pretensją, że my o nim decydujemy, a nie on sam. Tak na prawdę o mnóstwie rzeczy decyduje on - może sobie wybrać w co się ubierze, z czym zje kanapkę, co obejrzy w tv itp, wspólnie decydujemy o spędzaniu wolnego czasu itd, ale o pewnych fundamentalnych sprawach on decydować nie może. I z niecierpliwością czeka na 18 urodziny, kiedy wreszcie będzie sobie robił, co będzie chciał.
4. Sam w niczym nie pomoże - ani mnie, ani bratu, ani obcej osobie na ulicy. Nawet, jeśli chodzi o drobiazg, typu podanie czegoś, do czego on może sięgnąć nie ruszając się z miejsca, a ja muszę wstać i podejść. Tak na szczęście nie jest ciągle, ale bardzo często się takie sytuacje zdarzają. Za to sam często ma postawę roszczeniową, żeby mu pomóc, coś podać, coś naprawić, wyregulować...
Poradźcie coś, jak zmienić jego zachowanie. Kary nie działają, tylko jeszcze bardziej go nakręcają. Tłumaczenie, rozmowy przeradzają się w niekończące się do niczego nieprowadzące dyskusje. Próbowałam wprowadzić odgórne zasady - taki kodeks domowy, ale na wstępie pojawiły sie problemy, bo na większość punktów (choćby sprzątanie właśnie) on się nie zgadzał i wracaliśmy do punktu wyjścia. Jakie są inne sposoby?