moje pakowanie minelo wielkie ksiazki, lampy, troche domowego
rupcia, i dotarlo do obrazkow... czyli na razie zdjelam je wszystkie
ze scian
(obrazek Private Eye, nabyty przed laty od ulicznego artysty, tak
sie zakamuflowal ze zobaczylam go dopiero dzisiaj... widac fachura
ten detektyw

)
teraz patrze na biale sciany, i mam wrazenie ze znajduje sie w celi,
moze niekoniecznie wieziennej, powiedzmy klasztornej, pusto tak
jakos... mimo ze w sumie nie mam tych obrazkow az tyle, moze z 10,
ale jednak...
zupelnie nie doceniamy roli takich niby malo waznych elementow
wnetrza jak obraz na scianie; a przeciez to one stanowia o roznicy
miedzy miejscem do spania i domem