azazela
19.08.06, 18:45
wklejam z forum humorum za Fatalnym Aleksandrem
Autor: Gość: Fatalny Aleksander IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
Data: 19.08.06, 13:39
Jest niedobrze. Z tysiąca rozlicznych powodów jest bardzo niedobrze. Kota na
przykład nie mogłem zabrać ze sobą do Wisły, bo przecież dwa matczyne psy,
dwie żyjące tu w wiecznej nienawiści suki, mogłyby go skrzywdzić. Kto wie,
może nawet te dwa zapasione pinczery, uświadomiwszy sobie w konfrontacji z
kotem własną nędzę umysłową, mogłyby (powodowane charakterystycznymi dla
niższych istot prymitywnymi odruchami) uciec się do przemocy.
Obserwuję bacznie matczyne psy i nie mam cienia wątpliwości: w znaczeniu
ewolucyjnym pies w stosunku do kota jest dobrych kilka miliardów lat do tyłu.
Kiedy starożytne koty refleksyjnie wygrzewały się na murach Akropolu i
Koloseum, psy w najlepszym wypadku mieszkały w platońskich pieczarach.
(Najwybitniejsze psie jednostki być może w poszukiwaniu bursztynu grzebały w
piachu nad Bałtykiem).
Kotu o coś uniwersalnego - poza żarciem - w życiu chodzi. Psu chodzi wyłącznie
o żarcie. Kot nieustannie poznaje i studiuje rzeczywistość, pies ją oszczekuje
tępo. Kot ma własną wizję świata, pies takiej wizji nie ma. Kot jest panem,
pies jest niewolnikiem. Kot jest nadbudowa, pies jest baza. Kot ma pysk
wredny, ale inteligentny, pies ma mordę poczciwą ale debilną. Kot jest
wymagającym partnerem człowieka, pies jest jego ślepym i podatnym na
upokarzające tresury lokajem. Pies nie ma tożsamości, ponieważ pies nie tylko
chce być z człowiekiem, pies po prostu chce być człowiekiem, pies chce być
ściśle jak człowiek. Kotu tego rodzaju upokarzająca i utopijna metamorfoza
nawet do głowy nie przyjdzie. Kot chce być kotem. Kot ma wyraziście rozwinięte
poczucie tożsamości, ma on też - w przeciwieństwie do psa - godność swej
tożsamości. Kot jest królewskim przykładem istnienia spełnionego, pies jest
wiecznym niespełnieniem, ucieleśnieniem odwiecznej, trywialnej skargi, iż
nigdy nie jest się tym, kim by się chciało być.
Skuteczna tresura, w rezultacie której pies zaczyna wykonywać paraludzkie
czynności, powinna być obwarowana zakazami prawnymi i religijnymi. Jest to
przykład złowieszczej uzurpacji człowieka próbującego bezbożnie kształtować
przyrodę na swoje podobieństwo i czerpiącego z tej uzurpacji dwuznaczne
rozkosze. Jeśli człowiek jest panem stworzenia, to przysposabianie psa do
człowieczeństwa i czynienie z niego przez to quasi-pana stworzenia jest aktem
bluźnierczym. Posiadać zwierzę i zachwycać się tym, że to zwierzę się
uczłowiecza, że się, nie daj Panie Boże, upodabnia do nas, to jest przecież
przejaw zwykłego zwyrodnienia. Gdybym miał psa i gdyby ten pies (co w
przypadku psa jest nieuniknione) upodabniał się do mnie, miałbym silne
poczucie, że zwierzęciu dzieje się nieodwracalna krzywda. Z całą pewnością nie
odczuwałbym cienia satysfakcji, cienia przyjemności. Może ktoś mi powie, bo
sam nie wiem, może ktoś mi powie, jaka to byłaby przyjemność oglądać od samego
rana zionące spirytualiami, wiecznie skacowane bydlę o roztrzęsionych łapach?
Jaka to jest satysfakcja mieć koło siebie stworzenie skłonne do studziennych
depresji, swoimi sprawami wyłącznie zajęte i pod pretekstem, że magnez
wypłukany, wyżerające całą czekoladę z kredensu? A na jaką jasną cholerę byłby
mi zramolały kundel z nadwagą samczący się obleśnie na widok każdej wyczesanej
i zadbanej suczki?
Niepodległy niczemu kot nie przejmie naszych przypadłości, nie upodobni się,
zachowa tożsamość, a zachwyt dla jego doskonałości będzie jak katharsis. Po
paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły, dziś już jasno widać, że Panu
Bogu poza kotami nic się do końca nie udało. Koty są stworzeniami skończonymi,
reszta świata, łącznie z psami, jest wadliwa. Taki jest obiektywny stan rzeczy
i daremnie jest, i nie należy nań się uskarżać. Nie należy też z tego co piszę
wyciągać pochopnego wniosku, jakobym miał jakieś osobiste kynologiczne urazy,
bo ich nie mam.
Trzymam się obiektywizmu oraz dzielę obserwacjami czynionymi na przykładzie
pary matczynych, żyjących w wiecznej nienawiści suk. Psy te, jak sądzę, w
towarzystwie mojej toksycznej matki czują się świetnie, ponieważ same są
toksyczne i bliskie im są obosieczne zasady: bezwzględnej podległości, ślepego
posłuszeństwa i całkowitego uzależnienia. Kot nie czułby się tu dobrze, kot
nie chciałby tu sprawować władzy, bo kot żyje wedle zasad niepodległości,
niezależności i wolności.
Pies preferuje system represyjny, kot demokrację. Pies to jest ustrój
totalitarny, kot to jest seks partnerski. Kot jest synonimem, symbolem i
ucieleśnieniem Niezależności.