mammaja 15.02.10, 23:03 Nadal tkwimy w powiększjących sie stale zaspach. No, nie wszyscy, na szczęście...Tym odciętym od drogi życzę przetrwania Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mammaja Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 15.02.10, 23:09 kopiuję tu psot Jej-męża z końcowki poprzednich dzisiejek, bo jest ciekawym temetam do rozmowy: Jadac do pracy sluchalem radia i moja uwage przykula informacja: 1965 – Queen Elizabeth II nadala the Beatles Order of the British Empire. Na ta wiadomosc, grupa konserwatywnych poslow do parlamentu, na znak protestu (nie podobalo im sie ze dlugowlosi muzycy ciesza sie tym samym respektem co weterani i inni zasluzeni) oddalo swoje insygnia. "Alez czas zmienia perspektywy" - pomyslalem - przeciez dzisiaj The Beatles to czesc brytyjskiej dumy. Poszperalem na internecie: John Lennon oddal swoj z powrotem w 1969 w protescie za udzial Wielkiej Brytanii w wojnie w Wietnamie. "Raptem cztery lata i juz widac zmiane w percepcji". W biurze przejrzalem lokalna gazete i biezace wiadomosci. Mamy w tym roku wybory na Mera Toronto. Jednym z kandydatow jest gay - zonaty juz od trzech lat z partnerem, z ktorym byl 16 przed. "Nie ma sprawy - w koncu jaki ma program jest wazniejsze niz z kim sypia" przeszlo mi przez mysl, ale pozniej doczytalem do konca zdania: wraz z tym partnerem jest o krok blizej aby zakonczyc proces adopcji chlopczyka... Nie, nie chce o tych przykladach, ani tym bardziej nie mam zamiaru odgrzewac poprzednie dyskusje, ale zastanawiam sie jak strasznie zmienily sie czasy za naszego (w sumie krotkiego jeszcze) zycia. Jak niesamowice szybko ewoluje swiadomosc spoleczna i jak trudno jest nam czasami pogodzic sie z tymi zmianami. Czy cos, co wydaje sie ogromna sprawa dzisiaj, bedzie mialo takie same znaczenie za pare lat? A za kilkanascie? Milego wieczora! Odpowiedz Link
jej_maz Re: 16.02.10, 04:29 Oj dzieki Mammaja. Naprawde nie chcialem robic klopotu - widzialem koncowke poprzednich dzisiajek, nie nadaje sie juz na powazne polemiki a wpis byl taki wlasnie "dzisiajkowato-uwagowo-osobisty" Z innej beczki: wiem, ze juz podawalam wielokrotnie link do tej strony, ale nie moge sie oprzec aby nie zrobic tego ponownie. Tym razem karnawal. Patrzac na te zdjecia, zastanawiam sie dlaczego ludzie szukaja sposobow aby uprzykrzac sobie zycie, skoro mozna po prostu... zyc! Uwaga: opisy sa czasami wazne i na gorze, po lewej stronie jest opcja zaczynajaca sie od "Translate into:". Sugeruje znalesc w kratce obok "Polish" i od razu (z tym ze troche powoli) bedzie tlumaczenie na Polski. Troche "szablonowe", ale lepsze to niz nic Uklony i milego dnia zycze. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Marku, 16.02.10, 08:27 Zdjęcia są genialne i do mojej porannej kawy jak znalazł. Za to przetłumaczone, przy pomocy automatycznego tłumacza, na polski napisy spowodowały ze sie wyzej wymienioną kawą oplułam))) Co do Twojej uwagi o zmianach, to w pełni się z Toba zgadzam, aczkolwiek jak chodzi o mnie nie wydają mi się aż tak drastyczne, może dlatego, że wychowałam sie w rodzinie niezwykle otwartej i zasada "żyj i daj życ innym" zawsze stanowiła jedną z baz mojej prywatnej filozofii życiowej. "Lete" a może "pendze" do roboty, a po drodze pozdrawiam i życzę miłego dnia)) Odpowiedz Link
goskaa.l Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 16.02.10, 14:19 mammaja napisała: > Nie, nie chce o tych przykladach, ani tym bardziej nie mam zamiaru > odgrzewac poprzednie dyskusje, ale zastanawiam sie jak strasznie zmienily sie > czasy za naszego (w sumie krotkiego jeszcze) zycia. Jak niesamowice szybko > ewoluje swiadomosc spoleczna i jak trudno jest nam czasami pogodzic sie z > tymi zmianami. Moja babcia, urodzona w końcówce XIX wieku, była świadkiem nie mniejszych zmian - także obyczajowych. Od gorsetów z fiszbinami poprzez wynalazek radia do lądowania na Księżycu. Sama kręciła głową na to, co przyszło jej przeżyć... Nie my pierwsi, nie my ostatni... Tym niemniej, pomysły adoptowania dzieci przez gejów niezbyt mi się podobają. Ale z drugiej strony, lesbijki mają znacznie łatwiej - wystarczy sztuczna inseminacja. Odpowiedz Link
mammaja Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 16.02.10, 16:48 Wrocilam z drugiej juz dzisiaj wizyty w szpitalu.Mzonka przyjeto o 10., przebral sie w pizamke, po czym kilka godzin czekal na krzeselku ( z innymi pacjentami) na przydzial lozka. W miedzyczasie pojechalam do domu, zebralam przyjaciółkę z walizami i zawiozlam na odlegly o jakies 10 km postój, gdzie byla taksowka.POjechała na lotnisko. Potem znowu do szpitala, mzonek dalej na krzeselku, ale kolo 15. zaprowadzono nas do pokoju, dwuosobowego zresztą, gdzie mogł się rozlokowac. Wróciłam wykończona, więc idę odpocząć, a na tematy bardziej ogólnoludzkie porozmawiamy pożniej Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 16.02.10, 17:54 Mammajko jesteś heroiczna!!! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Wtorek przysypany praca 16.02.10, 01:24 Mam nadzieje, ze sie wreszcie odkopiecie albo Was odkopia ;o) Oby ten snieg nie stopnial zbyt raptownie, bo bedziecie plywac jak ja przez dwa ostatnie weekendy! Dzisiaj zasuwam jak ciezarowka marki UAZ, tluke raport za raportem, ciezka prace przerwala dostawa nowego laptopa, ktory teraz lezy na stole. Lypie na niego lakomym okiem, ale coz, praca wzywa. Buszmen zajmie sie instalacja gdy wroci do domu. W ogrodzie znowu hula Zlota Raczka z pila do ciecia kamienia (az zeby bola od sluchania) i wyglada na to ze moze, moze, dzis skonczy sciane oporowa i kamienny chodnik wzdluz krolikarni. Potem zabierze sie do naprawienia kawalka chodnika, ktory sie zapadl wskutek ulewy w piatek. Mam tez w planie postawienie (jego rekami) drewnianego plotu wzdluz nowego chodnika ograniczajacego kroliczy ogrod. Wszystko zalezy od pogody i kaprysu artysty, czyli Zlotej Raczki. Jesli skonczy kamienna sciane tarasu w tym tygodniu, zrobie zdjecia zachwaszczonego ugoru a potem rzuce sie do wykopywania chwastow, co pewnie zdarzy sie w weekend. Uzyje nowe widly, ciekawe, czy wytrzymaja :o) Poza tym chcialabym tez w weekend wreszcie rozebrac stary i ustawic nowy kompostownik, ale nie bede na razie drazyc tego drazliwego tematu :o) Pozdrawiam z pochmurnego Sydney Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
jutka1 Re: Wtorek przysypany praca 16.02.10, 08:28 U mnie też pracowity wtorek, ale bez pożarów i do obrobienia. Odpukać. Za oknem słońce. Zimno, ale nie szkodzi, najważniejsze, że jest jasno i słonecznie. Tego zimą najbardziej tutaj brakuje. Miłego dnia życzę. Odpowiedz Link
verbena1 Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 19:48 Holandia jest chyba najbardziej otwartym i tolerancyjnym krajem w temacie homoseksualnosci. Od paru juz lat mozna zawierac sluby z osobami tej samej plci jak rowniez adoptowac dzieci. Lesbijki maja latwiej, moga same urodzic , pary gejowskie musza adoptowac. Trudno mi jakos to zaakceptowac. Tlumacze sobie na rozne sposoby ,ze mnostwo dzieci wychowywanych jest przez matki ,babcie ,ciotki ,bez udzialu mezczyzny, ze dawniej byly internaty, szkoly jedno plciowe i jakos nikt nie robil z tego problemu. Mysle ,ze dopiero nastepne pokolenia potrafia przejsc nad tym do porzadku dziennego, we mnie siedzi jeszcze katolickie wychowanie i komunistyczne podejscie do innosci. Nie potrafie pozbyc sie tego. Co nie znaczy ,ze rzucam w homoseksualnych kamieniami, staram sie jak tylko potrafie zrozumiec ich innosc. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 20:28 Verbeno to zabrzmiało bardzo "samobiczowalnie". Moja bardzo liberalna rodzina też jest przeciwna. Tylko ja jestem za. To wynika z mojej znajomości procedur adopcyjnych, oraz warunków w sierocińcach. Nie tylko w Polsce. Temat jest trudny bo wielowątkowy. Nie wchodzę, z założenia, w procedury nielegalnych adopcji, aczkolwiek i te pozostawiaja mnie w stanie głębokiej ambiwalencji. W karajch trzeciego świata (a jesli chodzi o traktowanie sierot to do takch należymy)bidul, sierociniec, to jest absolutny horror. Gwałty, niedożywienie, bicie, obojętność, brak opieki. O uczuciach nawet nie wspominam. Takowe poza negatywnymi, nie wystepują. Miałam do czynienia z kilkoma procedurami adopcyjnymi. W Polsce, Francji, na Madagaskarze i na Ukrainie. Służyłam stronom jako tłumacz. We Francji przeprowadzane są bardzo dokładne badania potencjalnych rodziców. Dwie pary na sześć, z którymi pracowałam zostały przez francuski DASS czyli Dyrekcję do Spraw Sanitarnych i Społecznych, odrzucone. W tym moja szwagierka i szwagier. W chwili kiedy zostali odrzuceni w pełni zgadzałam sie z opinia DASSu. Moja szwgierka jest urocza, ale kompletnie porobiona, z punku widzenia instytucji ( i mojego prywatnego) nie nadaje się na adopcyjnego rodzica. A rok później pojechałam z nią w ramach wolantariatu do sierocińca na Madagaskarze. I wszystko mi sie poprzestawiało. Bo nawet taka wariatka jak moja szwagierka jest lepsza niż życie w takim miejscu. Niewyobrażalny koszmar. A jeszcze wcześniej asystowałam przy adopcji dzieci u nas, w Polsce. I odniosłam te same, koszmarne wrażenia. Znam procedury francuskie. Są nieludzko wymagajace. I jeżeli jakaś para homoseksualna jest w stanie je przejść, to jestem głęboko przekonana, że dziecku będzie milion razy lepiej niż w sierocińcu na Antylach. A podania przyjęte przez francuski DASS są obowiazujące w wielu krajach i otwierają wiele dróg. Moja szwagierka nie dostała odpowiednich papierów. Została odrzucona. Przeprowadzili adopcję "legalnie" ale innymi metodami. Finansowymi. Moja przyjaciółka adoptowała dwoje dzieci w Polsce. Legalnie. Kosztowało ja to kilkaset tysięcy (nielegalnie). Nie prosiła o dzieci konkretnej płci, ani wieku, nie upierała się żeby były zdrowe, nie pytała o rodowody. To z czym spotkała sie w polskich urzędach przebiło wszelkie moje wyobrażenia o skurwysyństwie, bezduszności i okrucieństwie. Byłam jej tłumaczem na wszystich etapach i jestem z siebie dumna, bo nikogo nie zagryzłam i nie zaszlachtowałam. Konkluzja: Niech adoptuje kto chce, ale niech udowodni że będzie kochał i dbał!!!!! Odpowiedz Link
jan.kran Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 22:07 Przyjaciel mojego Brata ma nastoletnią córkę która adodptował jako tygodniowe niemowlę ale to byla sytuacja wyjątkowa , normalnie by Jej nie otrzymał . Jest gejem. Kolega mojego syna ma dwie mamusie i tatusia. Mamusia po rozwodzie z tatusiem założyla nową rodzinę , tym razem z koleżanką. Obydwoje nastolatków jest normalnych , zadowolonych , bez kompleksów i docinania ze strony otoczenia. Nastolatka wychowała się w Wiedniu , tatuś gej Polak , a kolega syna ma biologicznych rodziców niemieckich , macoszkę Norweżke i mieszka w Oslo. Tak że są to przykłady żywe a nie wyczytane z gazet. Moje dzieci mają sporo znajomych bi, homo i les , dla nich to żadna sensacja i żyją na codzień w takich konstelacjach. Z adopcja dla homo jeszcze w DE kuleje , w Norwegii trochę lepiej ale niewiele. Ale to kwestia czasu i mam nadzieję że moje wnuki będą żyły w normalniejszym i bardziej tolerancyjnym świecie niż tym w którym ja się wychowałam... Kran Odpowiedz Link
mammaja Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 23:10 Pamietam moje pierwsze zdziwienia, że córka przyjaciół mieszka z przyjacielem. "Za moich młodych lat" to było niewyobrażalne w "normalnych "rodzinach. Po dwudziestu, trzydziestu latach - nikogo to nie dziwi. Rozumiem argumenty Fedorczyk odnosnie adopcji, chociaż zawsze byłam przeciw adopcji dzieci przez gejów. W moim zaściankowym osiedlu takie dziecko miałoby ciężkie życie. Dosyć ciężkie życie miało dwoje dzieci mojej znajomej - mulaci. Z jednej strony mamy wzrost tolerancji, z drugiej ataki "mlodzieży wszechpolskiej" i innych fundamentalistów. Myślę, że mentalnośc Polaków jeszcze długo będzie dojrzewć do tolerancji. Odpowiedz Link
monia.i Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 23:31 No ale z drugiej strony nie akceptujemy nietolerancji - czy to nie jest jakimś paradoksem? ktoś jeden jest bardziej elastyczny w poglądach, otwarty na zmiany, akceptujący te nieuchronne - inny jest mniej. A mnie na przykład jest szkoda, że 13-letnie dziewczynki kiedyś były bardziej dziewczyńko-dziecinne - a dziś są (no dobrze - często bywają) niedojrzałymi jeszcze emocjonalnie kobietkami. Odpowiedz Link
monia.i Re: Homoseksualni i adopcja 17.02.10, 00:40 Kran przytoczył ileś przykładów na tolerancję - jak najbardziej zrozumiałych. A ja kiedys przeczytałam artykuł o niezwykle bogatej kobiecie, która w spadku pozostawiła duży kawałek majątku swojemu kotu. Czemu nie - kot był najbliższą istotą. Kranie - a teraz wyobraź sobie, że ktoś ma ukochaną..no nie wiem, sarenkę. Związany jest z nią emocjonalnie. Kocha ją. A może zechce być z nią związany bardziej, niz emocjonalnie. Niewyobrażalne, rozumiem - no ale świat się zmienia a ta miłość krzywdy nie robi. Czy sarenkę zaakceptujemy? Odpowiedz Link
jej_maz Re: 17.02.10, 05:19 Ostatnie sto lat przynioslo niesamowite zmiany socjalne (Gosia) - emancypacja kobiet, rownosc rasowa i klasowa zeby wspomniec tylko kilka. Dzieki postepowi technologicznemu (radio, TV, internet) wiemy jak zyja inni a to rozwija nasza tolerancje. Zgadzam sie jednak ,ze nim "nowe" stanie sie "normalnym" (Kran), to jeszcze wielu "tych innych" bedzie mialo przechlapane zycie (Mammaja). Jest bardzo waznym, aby ktos naswietlil dana sprawde z wlasnego doswiadczenia - pomaga to zrozumiec aspekt, ktorego inna osoba nie bierze w ogole pod uwage (Fed). Moze odmienne podejscie pozwoli zobaczyc cos z drugiej perspektywy? Czasami samo wysluchanie z uwaga pozwoli zrozumiec, ze nie wszyscy z innym zdaniem sa od razu extremistami. Poza tym mysle, ze warto sie zastanowic czy rzeczywiscie brak tolerancji dla nietolerancji nie jest... wlasnie: nietolerancja (Monia) i tym samym poczatkiem nowego rezimu (to juz moj dodatek). Co do tej adopcji... hmmm... kiedys wpadla mi w oko notatka o wykluciu sie dwuglowego zolwia. Inne od razu rzucily sie na to stworzenie i tylko dzieki szybkiej interwencji nie zagryzly go na smierc. Sympatyczne te mordki byly. Opiekun dbal o niego, zolwik rosl sobie spokojnie i radosnie i to jest super i tak byc powinno! W koncu nie jego wina, ze natura pomieszala mu w DNA czy innych chormonach, tym bardziej, ze poza tym byl normalnym okazem. Moim zdaniem to, ze powinnismy tolerowac i akceptowac takie przypadki, nie znaczy, ze mamy od razu do czynienia z nowym gatunkiem i na sile rozmnazac go. Wydaje mi sie, ze jest roznica miedzy postepem spolecznym a spolecznie poprawna interpretacja praw natury. Ale... to tylko moje zdanie a co ja tam wiem... Z reszta... to juz tylko kwestia czasu, kiedy dobiegnie konca ogromna zmiana socjalna i Wielki Kalifat, ktory zastapi Wspolnote Europejska wybije nam z glowy nawet takie rozmowy a co dopiero homoseksualism I tym "pozytywnym" akcentem koncze swoj udzial w rozmowie na temat adopcji Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Srooooda, nareszcie 17.02.10, 00:03 Sroda, czyli joga i ostatni dzien w tygodniu w biurze, hurra! Moja radosc przycmiewa tylko straszliwy stos rzeczy do wykonania w pracy, ale nic to, ciezarowka UAZ prze do przodu... Za oknem jest slonecznie i sucho, w planach na popoludnie mam przejrzenie (wreszcie) zdjec z wakacji i wydrukowanie niektorych z nich dla rodziny w Polsce. Pozdrawiam i wracam w ciemna i metna glebine obowiazkow zawodowych Luiza-w-Ogrodzie Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu. Odpowiedz Link
jej_maz Ostatki... 17.02.10, 05:31 ...a ja nie na temat To znaczy karnawalowo pokazalem zdjecia a reszta to taka wlasna "dzisiajkowa" prasowka. Znowu notka w dzisiejszej gazecie uswiadomila mi, ze wiele rzeczy zmienia sie jednak na dobre, chociaz na pierwszy rzut oka zmiana wydaje sie przynajmniej dziwna. Otoz pracownik zaskarzyl swoja byla firme do Canadyjskiej Komisji d/s Praw Czlowieka za dyskryminacje, poniewaz zostal zwolniony za... alkoholizm. Kiedys takie zwolnienia byly noralnym, usprawiedliwionym i spolecznie akceptowanym postepowaniem, prawda? Dzisiaj nie - dzisiaj alkoholizm, narkomania i inne takie "inwalidztwo" (disability) i pracodawca ma obowiazek pomoc, zapewnic czas na rehabilitacje, zapewnic leczenie itd. itp. Wydaje mi sie to socjalnie odpowiedzialne stanowisko - w koncu czasami wystarczy pomocna dlon aby uratowac komus, kto nie potrafi das sam sobie rady zycie, prawda? Co Panstwo sadzicie? Milego dnia zycze - Mark PS - Takie przynajmniej jest prawo w Canadzie - tutaj wyciag z Komisji d/s Praw Czlowieka Prowincji Ontario Odpowiedz Link
jan.kran Re: Ostatki... 17.02.10, 07:39 Moniu)))) Sarenkę i kotka jako kolegów owszem bym akceptowała .. jako partnerów seksualnych nie. Tu kończy się moja tolerancja)))) A tak OT pytam siE wszystkich wszędzie to i tu. Chcę mieć w perspektywie dwa koty . W dalszej , może za rok. Czy rzeczywiście dwa koty chowają sie lepiej niż jeden ? I jak znależć kota hypoalergicznego na 200 % ? K. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Ostatki... 17.02.10, 08:53 Na kotach dla alergików nie znam sie zupełnie, ale potwierdzam że przeważnie dwa lepiej niż jeden. Moje kochałay się bardzo, bawiły świetnie i było solidarne i lojalne wobec siebi. Maćma ma 4 koty i też nie jest źle, a nawet odwrotnie. Moja Synusiowa która nie lubi kotów(ha, ha, ha) właśnie kota adoptowała kilka tygodni temu i już kombinuje nad znalezieniem sobie następnych sierotek kocich. Strasznie zarażliwe bydlątka Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Ostatki... 17.02.10, 08:55 A swoją drogą Marku, zastanawiam się czy to nie jest już przesada. Pracodawca zatrudniając nie bierze w końcu na siebie odpowiedzialności za całe życie i zdrowie pracownika. Dziwne to mi sie trochę wydało. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Środa 17.02.10, 09:05 Wyjątkowo nic nie leci z nieba. Za to dla odmiany Maćma znowu chora, więc znowu będę 6 razy latała z psami na spacer. Może schudnę))) W piatek wraca le Mąż, więc muszę zacząć pracować nad sobą. Strasznie się rozbestwiłam podczas tych 3 tygodni prawie samotności. A godzinę temu wyrwał mnie z wanny pan z paczką z Allegro. Przyszły moje nowe aktywne wielbłądy. Czyli zakupione kozaki. No po prostu bajkowe. Dokładnie po moich piniondzach i do gumna i w góry i na bal Odpowiedz Link
jan.kran Re: Środa 17.02.10, 09:19 W życiu nie chciałam mieć zwierzęcia... Miałam żolwia li tylko i jak zdechł to było smuuutno a potem już nie chciałam nic. Psa nie mogę mieć a poza tym nie chcę. Koty mnie zawsze fascynowały ale nie na tyle żeby wpuścić do domu na stałe. Ale od kiedy Brat Numer Dwa stał się kociasty i ma już trzeci egzemplarz a każdy inny to mnie napadło. Tylko że u nas jest spory problem bo Junior kocha koty , kilkoro Jego znajomych ma owe... Ale On na sam dźwięk słowa KOT puchnie i go wysypuje... Już mieliśmy jazdy z duszeniem się i totalną wysypką wszędzie ... Co mnie mocno zniechęca to przykład koleżanki z sąsiedniego forum która wzięła dwa koty , hodowca zapewniał że na pewno hypoalergiczne ... Mąż alergik niestety ich nie strawił i musieli oddać... Mam w planie popytać , poszukać a potem wypożyczyć czyjegoś kota na próbę... Ale to kwestia czasu Odpowiedz Link
jutka1 Re: Środa 17.02.10, 15:13 Środa trochę zabiegana, ale mieści się w normie. Wczorajszy wieczór, i w poniedziałek też, spędzałam babeczkując poza domem, więc dzisiaj z przyjemnością spędzę wieczór w domu. Tym bardziej, że jutro też poza domem. Poza tym jest szaro, pada deszcz, i dawno już nie miałam takiej tęsknicy za wiosną........ Odpowiedz Link
mammaja Re: Środa 17.02.10, 17:52 No to mam juz za soba operacje małzonka, teraz jego rzeczą jest ladnie się zagoić. narazie muszę odpocząć po cięzkim dniu Odpowiedz Link
verbena1 Re: Środa 17.02.10, 20:13 Zycze Malzonkowi szybkiego powrotu do zdrowia i do domu i pozdrawiam serdecznie. Nie lubie srody, dluzej pracuje, wracam do domu zmeczona i wypluta. Jutro na szczescie czwartek czyli prawie weekend. Zima powolutku odpuszcza, wsadzilam pare galazek forsycji do wazonu i czekam kiedy wypuszcza kwiatki. Jak nuzy sie to czekanie na wiosne. Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Środa 17.02.10, 20:48 Mmko życzę skutecznej kuracji dla męża. Współczuję wielogodzinnego czekania na krzesełku. Po ostatnich przygodach mam dosyć medyków. Wciąż jeszcze nie jestem w pełni sprawna. Dzisiaj po przerwie mieliśmy pierwsze zajęcia. Trochę chaosu było, bo studenci mieli poprawkowe i trzeba było dwa razy zmieniać aulę. Wnuczę złapało ospę. Dobrze, że wczoraj udało nam się jeszcze być na balu w przedszkolu. Odpowiedz Link
dado11 Re: Środa 17.02.10, 23:22 Za mną dzień porządkowania rzeczy zabałaganionych, przygotowania gruntu pod kolejne zlecenie (), dziecko wpadło zobaczyć rodziców, no i nie padał śnieg całkiem miły dzień. Wciąż mam problem z myśleniem o sobie jako o babci, ale myślę że niedługo mi to przejdzie. Jak nie, to trudno... Jutro dzień baaardzo pracowity, więc zaraz zmykam spać, marzę już o zobaczeniu pierwszych zielonych kiełków, o zapachu mokrej, nagrzanej słońcem ziemi i o ptasim wiosennym rozgardiaszu... dostaję ciarek na widok hałd białego, które leży i leży, i leży... bleee... Mammaju trzymam kciuki za zdrowie twojego małżonka, oby szwy pooperacyjne zniknęły bez śladu, szybko Ewelino. wracaj nam już do zdrowia, ależ cię to paskudztwo długo trzyma... pozdr. d. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Ewelino, dbaj o siebie 18.02.10, 00:52 Ewelino, dbaj o siebie, to rzeczywiscie cos dlugo trwa. Czy mialas ospe wietrzna? Uwazaj na polpasiec, wywolywany przez ten sam wirus nawet u osob, ktore w dziecinstwie przeszly ospe. Wnuczek przejdzie chorobe szybko, gorzej, jesli dorosli zlapia... Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Ewelino, dbaj o siebie 18.02.10, 12:36 Luizo, na szczęście ospę przeszłam w dzieciństwie. To są jakieś powikłania po infekcji, a medycy są bezradni. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Odpoczywaj, Mammaju 18.02.10, 00:34 Zasluzylas sobie na odpoczynek. Mam nadzieje ze operacja przeszla pomyslnie a malzonek nie bedzie robil niczego, co mogloby skomplikowac gojenie sie! Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 01:24 Jak dotad czwartek zapowiada sie spokojny i pod chmurka a raczej pod wieloma chmurami. Pogoda jest zmienna, swieci slonce, wieje zimny wiatr z poludnia (w nocy bylo 16 stopni!), czasem spadnie troche lekkiego (na szczescie) deszczu. Dzieki wiatrowi ogrod podeschnie i bede mogla w nim cos zrobic w poludnie, gdy przyjda sprzatacze. Na razie w ogrodzie urzeduje Zlota Raczka z pomocnikiem i cementujac miedzy kamieniami wykanczaja murek, duze schody i male schodki, prowadzace do zbiornika wody za kuchnia letnia. Juz sie ciesze na urzadzanie nowego ogrodka w tym zakatku! W kuchni szaleje nowa kroliczka, stary krolik w ogrodzie nadzoruje Zlota Raczke, ja siedze i pracuje, ale bez wyrywania sobie rekawow, bo wczoraj okazalo sie ze moja managerka podjela sie wielkiego projektu i teraz ma tyle pracy, ze i tak nie nadaza przegladac raportow jakie dla niej produkuje, he he he. Chcialabym skonczyc wszystkie roczne sprawozdania do konca przyszlego tygodnia a potem bede robic rutynowe tygodniowe raporty i uczyc sie jak projektowac strone internetowa. Lato powoli sie konczy, czuje jak wzbiera we mnie coroczna jesienna chec wielkich prac ogrodowych i wedrowek po buszu. Zaczynam juz myslec o jesieni i zimie. Dzisiaj bede czyscic i konserwowac maly piecyk drzewny na werandzie. Drewna opalowego mamy co namjmniej 8 kubikow i codziennie walcze z Buszmenem, ktory ukradkiem sciaga jakies piekne eukaliptusowe pienki - wiem, ze sa znakomite do palenia, ale juz nie mamy gdzie ich skladowac! Tyle z poznoletniego frontu robot - pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 08:46 Dołączam się do życzeń zdrowia dla mężą i dla Eweliny. Ew, a w końcu Cię zdiagnozowali? U mnie nic ciekawego. Praca, synkowie, dzisiaj ma wpaść Dziecinka, po 6 psich spacerów dziennie. Odpowiedz Link
mammaja Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 11:12 Fed, podziękuj Maci za te spacery - to samo zdrowie Po ekscytującej lekturze ogrodowej Luizy patrzę z niechęcią na to białe, pokrywajace pól metrową warstwą mój ogródek! Mżonek ma się niezle, jutro go pewnie wypiszą. Zadzwonił o 6 tej rano po czystą piżamę Noi syn mu zawiózł. Muszę się zbierać do kolejnych zajęć czwartkowych + szpital, nie ma lekko. Ewelino, czy nie za wcześnie wstałaś po chorobie? Wszystkim milszego dnia życzę Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 12:47 Mmko, dobrze że to nic poważnego i męża już wypisują do domu. Dłużej się już nie da siedzieć w domu. I nie chodzi tutaj o czekające sprawy, ale psychika nie wytrzymuje. Jak czytam Fed to myślę też o swojej rodzicielce. Trzeba ją jakoś wspomóc i dodać otuchy, że nie jest sama Na wsi wciąż jeszcze dużo śniegu, chociaż jakby się "przykurczył" Przed chwilą z dachu rozległo się głośne osuwające łup, trzeba będzie także coś zrobić ze zwisającymi soplami. A w mieście kłopot z parkowaniem, udaje się to tylko w głębokich koleinach wyrobionych w zalegającym śniegu na chodnikach. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Historyjka słodka 18.02.10, 16:18 jak miód deser.pl/deser/1,83453,7576249,75_letnia_babcia____pobila_zlodzieja__WIDEO_.html Odpowiedz Link
jutka1 Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 19:09 Mammajko, mężowi zdrowia, Tobie też szybkiej rekonwalescencji życzę. Ew.! A Ty nie szarżuj, już dolecz to świństwo. Odpowiedz Link
mammaja Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 20:10 Ewelinko, trochę mnie rozbawiłaś pisząc :"to nie było nic poważnego". To była bardzo trudna operacja, bo trzeci raz w tym samym miejscu Ale mówia, że się udadla. A wypisuja, bo takie maja teraz instrukcje. W domu też poleży Ja też mam dosyć tego jeżdżenia do szpitala. Nasze zaspy robią sie brudne, ale twardo blokują ulice, samochody nie moga sie wyminąć, trzeba zjeżdzac na przydomowe parkingi, żeby przepuscic. Możg mam chwilowo zlasowany, nic w nim się nie dzieje Odpowiedz Link
mammaja Dzień Kota 18.02.10, 22:40 Wczoraj był podobno Dzień Kota, więc z opóznieniem składam najlepsze zyczenia wszystkim Waszym faworytom i ich przyjaciołom! Odpowiedz Link
dado11 Re: Dzień Kota czy Psa, jeden pies...;-) 18.02.10, 23:25 czwartek był pełen pracy, ale i tak znalazłam godzinkę na zmęczenie w siłowni, coraz bardziej lubię moje biegi pod górę, dziś znów 4 km... trochę zgrzytam na zakrętach, ale i tak miło dzień Psa, bo nasza Mańcia (czyli jamniczka lat 12) zaczęła deczko szwankować, i mimo zastrzyków na "wszelkie złe" jakoś nam się nie podnosi... wciąż chodzi osowiała, i z ogromnym wyrzutem w oczach. Coś mi się wydaje, że od poniedziałku zaczniemy maraton po rentgenach, badaniach itp... ale, jak trzeba, to trzeba... jutro niezbyt miłe pogaduchy z współpracownikami (o kasie, oczywiście...), a potem ganianie po zatłoczonej stolycy... no i wpadnę do dzieci, zobaczyć jak rosną d. Odpowiedz Link
mammaja Re: Dzień Kota czy Psa, jeden pies...;-) 19.02.10, 10:25 Dado, wspolczuje Manci i Wam! Te psie oczy patrzace na nas w oczekiwaniu pomocy dzialaja bardzo silnie, oby trafic na dobrego weta! O moim dzisiaj lepiej nie mowic! Pozdrawiam jedynie! Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Dzień Kota czy Psa, jeden pies...;-) 19.02.10, 10:39 Odpozdrawiam Mammajko i siły życzę. Maćma znowu zaniemogła, le Mąż wraca. Po drodze jakiś horror wczoraj przemazał mi się przez dom, pod postacią pana Złotej Rączki któremu zabiło brata. Prawie miesiąc temu. We Wrocławiu. Brat, jak go do szpitala dostarczono, był jeszcze przytomny i podał imię nazwisko i miejsce zamieszkania rodziców. Zmarł 26 stycznia, a rodzinę zawiadomiono wczoraj!!!!! A z pozytywów, Dziecinka spędziła wczoraj popołudnie w swoim "starym" pokoju. I kiedy odwoziłam ją powiedziała mi, że oglądała swoje albumy ze zdjęciami i że ona jeszcze nie chce mieć dzieci. Trochę mnie przytkało, bo jedno z drugim wydało mi sie raczej luźno powiązane! No to mi wytłumaczyła, że ona miała tak wspaniałe dzieciństwo, że ma tak cudowne wspomnienia, że chce mieć dzieci dopiero wtedy kiedy będzie mogła dać im tyle ile myśmy jej dali. No i wzruszyłam się. Bo gdyby mi to powiedziała osoba po przejściach która z perspektywy doznań życia dorosłego powiedziała coś takiego, to byłoby to normalen. Ale jak mówi to niespełna 20 latka, w której życiu nic dramatycznego (i oby nigdy) się nie zdarzyło, to nabiera innego smaku i wydźwięku. Ona docenia! To niezwykłe Ech, idę wypełnić ankietę i do roboty. Odpowiedz Link
jej_maz ...a poza tym... 19.02.10, 18:12 ...wszystko w porzadku Potrzebuje wakacji i przydalby sie tydzien gdzies na sloneczku. Moje dziewczyny szykuja sie na Polske w maju... Rodzice zony sa coraz starsi i zaczyna to byc naprawde duzym problemem Odpowiedz Link
mammaja Re: ...a poza tym... 19.02.10, 18:51 No a kiedy Ty, Marku zdecydujesz sie na przyjazd? Melduje, ze dowiozlam mzonka w domowe pielesze, wszystko poszlo nadzwyczaj dobrze. na parkingu szpitalnym horror, krazace w poszukiwaniu miejsca auta, po czterdziestu minutach znalazlam stosowne miejsce. Teraz spokoj w domu. Nie liczac pokrzykiwan Frania Odpowiedz Link
jej_maz Re: 19.02.10, 19:12 Oj - mam nadzieje, ze nie wzielas mi za zle tego "poza tym wszystko w porzadku"?! Napisalem tak po swoim "tasiemcu" w odpowiedzi dla Kamfory a "dzisiajkowo" naszly mnie mysli o starszy juz tesciach i zwiazanych z tym problemach, po "kibicowaniu" Twojemu mezowi aby szybciutko wrocil do siebie (doslownie i przenosni). Hmmm... chyba juz nigdy. W kazdym badz razie jest to na tak dalekiej pozycji priorytetow, ze az nie miesci sie na liscie. Za duzo by tu pisac dlaczego, ale bedac tu z Wami, mam wrazenie ze jestem wsrod Was - to juz duzo Odpowiedz Link
mammaja re Powroty 19.02.10, 23:14 Powroty po wielu latach bywają trudne, ale nie nalezy ich wykluczyć. Dzięki za zyczenia zdrowia, przekaże mu Odpowiedz Link
monia.i Re: re Powroty 20.02.10, 01:21 Mammajko - ściskam mocno - mam nadzieję, że małżonek powoli dochodzi do siebie, a Ty pewnie jesteś dzielna jak zwykle Odpowiedz Link
verbena1 Wreszcie odwilz ! 20.02.10, 09:30 Hurra, snieg topnieje, wreszcie widac trawe w ogrodzie, zaorane pola na horyzoncie i nie ma juz lodowej powloki na drodze. Czas najwyzszy, juz zaczynalam tracic ochote do zycia. Wczoraj jakis dziwny bol w plecach juz myslalam ,ze jakis wirus mnie jednak dopadl ale dzis juz lepiej. Marku , niemoznosc powrotu do Polski wydaje mi sie jakas straszna kara, na ktora chyba nie zasluzyles. Gdybys sie jednak kiedys zdecydowal ,przezylbys napewno szok, w pozytywnym znaczeniu oczywiscie. Byc moze niektorzy nie odczuwaja tak wielkiej potrzeby powrotu lub chociaz odwiedzenia rodzinnego kraju. Moj byly maz, mieszkajacy od 26 lat w Australi byl w Polsce tylko jeden raz i nie wybiera sie ponownie. Corka zas ,gdyby mogla ,bylaby co roku w Europie, na co cieszylabym sie niezmiernie. Milej soboty wszystkim Odpowiedz Link
mammaja Re: Wreszcie odwilz ! 20.02.10, 20:21 Już mija ta sobota, z problemu pt. zaspy wchodzimy w problem rozlewiska. No coz, taka okolica nie poszłam na wernisaż, nigdzie nie poszłam, no nie jestem w formie. Byle do wiosny! Odpowiedz Link
jej_maz Re: 21.02.10, 05:47 Dziekuje za dobre slowo (ze nie zasluguje na kare), ale ja to za kare nie uwazam... ot tak sie jakos u mnie sklada. Mammaja ma racje: nie powinienem nigdy mowic nigdy i wycofuje to. Tak jak wspomnialem - za duzo pisania i moze kiedys rozwinie sie tu jakas rozmowa na tematy powrotow. Mysle, ze w moim przypadku najwazniejsze jest to ze juz tam nie mam nikogo, zadnej rodziny, rowniez to, ze wyjezdzajac zdawalem sobie sprawe ze jest to wyjazd permanentny na emigracje a nie na saksy. Dzieci urodzily sie juz tu (OK - syn w Polsce ale mial roczek jak wyjechal), tu jest nasz dorobek, tu mamy nasze zycia zawodowe i socjalne, przyzwyczajenia, mysle, ze rozumiemy ten kraj jak i odpowiada nam jego specyfika. Nie wyrzekamy sie korzeni a wrecz przeciwnie: dzieci mowia piekna polszczyzna, sa dumne i podkreslaja swoje pochodzenie, ale po ponad polowie zycia juz jestesmy tutejsi. Jest wiele miejsc w Polsce, ktore ewentualnie chcialbym odwiedzic i znajmomych, ktorych bardzo chcialbym spotkac (na przyklad Panstwa!), ale zdaje sobie sprawe, ze mogloby mi sie tak spodobac, ze dopiero czulbym sie rozdarty przez ocean. Tak - obawa przed wlasna reakcja i konsekwencjami tez w jakims stopniu wplywa na takie a nie inne postepowanie. To tak z grubsza dlaczego nie Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: 21.02.10, 11:28 To brzmi bardzo logicznie Marku, chociaż myślę że zdecydowanie nie powinieneś odrzucać myśli o wizycie w Polsce. Nie każda wizyta daje potrzebę powrotu Ja trochę bałam się zeszłorocznej wizyty we Francji a zwłaszcza w Paryżu. Zastanawiałam sie czy przypadkiem nie pożałuję powrotu do Polski, czy nie szrpnie mnie za trzewia, czy nie zapragnę znowu stanowić cząstki tego miasta, tamtych przyjaciół. Ale nie, jednak mam charakter perzu. tam gdzie jestem tam mi dobrze Odpowiedz Link
jutka1 Niedziela, szaro ale cieplej 21.02.10, 10:38 Za oknem szaro, ale ma być dziś 8 C. A w najbliższych dniach nawet do 12 C! Już mogłaby wreszcie przyjść ta wiosna... Miłej niedzieli życzę Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Niedziela, szaro ale cieplej 21.02.10, 11:31 A w Warszawie słońce od rana. Mam za sobą 2 spacery psie, wizytę w całodobowej aptece i szybkie sprzątanie, maszyna kręci się. Zaraz jadę na spotkanie z lokatorką UP potem po Wnucze, z Wnuczęciem do kina, potem odstawiam go do domu, wracam do psów, etc.... Odpowiedz Link
mammaja Re: Niedziela, słonecznie 21.02.10, 12:09 W pelnym blasku slonca swiat ma sie lepiej! Nie mniej Sytuacja domowa nie jest jeszcze normalna, mzonek uskarza sie bole pooperacyjne, trzeba go podtrzymywac na duchu Ale bedzie lepiej! Miłego dnia Odpowiedz Link
mammaja re - powroty 21.02.10, 12:14 Wypowiedz Marka jest ciekawa i wyczerpujaca. Ciekawe, że małzonka, jak napisałeś, nie ma tych problemów, jeżdzi i wraca. Może ze względu na rodzinę. Ja przez wiee lat toczylam rozmowy na ten temat z braćmi mojego taty - obaj na emigracji wojennej. Ale to juz inna bajka, moze wrocimy do tego tematu. Odpowiedz Link
verbena1 Niedziela 21.02.10, 12:55 Od wczoraj mamy w domu goscia, nieduzy wprawdzie ale robi zamieszanie za trzech. Piecioletni wnuczek Rieksa ,osobnik niezmiernie ruchliwy, zadajacy mnostwo pytan, majacy dziesiec pomyslow na minute , wymagajacy ciaglej uwagi potrafi czlowieka solidnie zmeczyc. W tej chwili oglada tv i mamy troche spokoju. Wczoraj bylo pieczenie gofrow dzis lekcja malowania i proby pozowania do portretu ale siedzenie bez ruchu jest dla tego mlodego czlowieka ponad jego mozliwosci. Po obiedzie odwozimy szkraba do domu i bedziemy rozkoszowac sie cisza. Kotka obrazona i zazdrosna ,ze nikt nie zwraca na nia uwagi zwinela sie w swoim koszyku i spi. To by bylo na tyle Odpowiedz Link
mammaja Re: Niedziela 21.02.10, 16:05 no i jak dobrze, że po tej miłej niedzieli możecie go odwieżć Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Niedziela 21.02.10, 17:18 Mmko, przy takiej opiece na pewno rekonwalescencja pacjenta będzie skuteczna Słoneczna pogoda wyciągnęła nas również na spacer po Krakowskim przedmieściu. Dzień łaskawszy dla zdrówka. Czasami, lubię sobie zrobić taką trasę od rynku do placu Piłs. Nie wiem, czy to tegoroczna zima sprawiła, ale na elewacjach budynków Starówki można dostrzec więcej odpadających tynków i zacieków Odpowiedz Link
foxie777 Re: Niedziela 21.02.10, 19:37 Jestem strasznie zalatana,a za kilka dni odwiedza mnie moja przyjaciolka z Bostonu, wiec jeszcze wiecej bede zajeta. Mammajo,ciesze sie,ze malzonek jest ok.Oby do przodu. Jan Kran,jako wielka milosniczka kotow,uwazam,ze jesli masz alergiczna osobe w domu.pomysl na posiadanie kota jest zly. Niestety proteiny w ich slinie sa dla alergikow bardzo szkodliwe. Najmniej "alergicznym" kotem jest kot syberyjski,a przy tym strasznie piekny.To powazna decyzja na dlugie lata.Napisz cos wiecej. Dado,ja Ciebie tez nie widze jako babcie,ale zazdroszcze jak cholera. Po prostu bedziesz super babcia. U nas piekna pogoda i moja rodzinka jest szczesliwa ,ze wyrwie sie z polskiej zimnicy.Przylatuja w polowie marca na miesiac. W sprawie mojego paszportu na razie cisza.Strasznie jestem ciekawa co dalej wymysla. Jutko,mojej znajomej sliczny maincoon Goliath umarl kilka dnie temu Kiedys o nim pisalam,ze ciagle nas odwiedzal,i zagladal do domu. Zyl w przyjazni z Foxie.Jest nam wszystkim bardzo teraz smutno. Moja kocia na szczescie sa ok,i mam nadzieje ze Daisy tez. Tymczasem pozdrawiam tropikalnie Odpowiedz Link
jan.kran Re: Niedziela 21.02.10, 20:37 Foxie , jest mi bardzo przykro ale chyba z kotów nici. Syberyjskie też uczulają... Bylam na kocim forum i niestety trudno znaleźć kota hipoalergicznego... Decyzja będzie bardzo przemyślana. Doradzono mi koty leśne norweskie , są przepiękne... Na razie może spróbujemy pożyczac koty od znajomych i w ten sposób odczulać Juniora. Odpowiedz Link
foxie777 Re: Niedziela 21.02.10, 22:56 JanKran,to rzeczywiscie super pomysl,i ciesze sie ze tak podchodzisz do tego zagadnienia. Jutko,Goliath mial zatory brzuszne i mimo ze kilka razy udalo sie go uratowac,przez mojego super Veterynarza,tym razem niestety nie dal rady. Mial osiem lat i byl przecudny.Jego wlascicielka nie moze sie pozbierac. pozdrawiam Odpowiedz Link
lablenka_x Niedziela z klangorem zurawi w tle 21.02.10, 23:18 Od rana słonecznie i ciepło.Na sniegu pojawiły sie liszaje zieleni. Dzis wywabił mnie na balkon znajomy dzwięk i zobaczyłam PIERWSZE ŻURAWIE i ich krzykliwe głosy. To znak,że wiosna, moi Panstwo, do nas się zbliża. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Niedziela 21.02.10, 23:54 Osiem lat? To jak na MaineCoona młody. Przeprzykre. Odpowiedz Link
jej_maz Re: re - powroty 21.02.10, 23:17 Jak malzonka? Oczywiscie inaczej ze wzgledu na rodzine - do dzisiaj ma "smutne dni", zwlaszcza po rozmowach z rodzicami, gdzie wyczuwa, ze cos dzieje sie nie tak. Wowczas westchnie sobie gleboko i wymruczy, ze "gdyby miala raz jeszcze...". Moim zdaniem wynika to troche z tego, ze kobiety podchodza do wszystkiego zdecydowanie bardziej emocjonalnie i konsekwencje pewnych decyzji "ciagna" sie za Wami przez cale zycie, podczas gdy my - mezczyzni - jestesmy z zalozenia zwolennikami bardziej radykalnych krokow i tym samym zdajac sobie sprawe, ze "gdzie drwa rabia, tam wiory leca" potrafimy dac sobie z tymi emocjami rade. Musze jednak przyznac, ze wystarcza jej dwa tygonie w Polsce i wraca (jak sama to okresla) z ogromna ulga do domu. Skad ta ulga? Oczywiscie dzieci, mam nadzieje ze tez troche ja ale i to co napisalem wyzej o rozumieniu tego kraju i jego specyfiki, ktora nam odowiada. Nawet po ostatnim powrocie moich dziewczat (dwa lata temu, pierwszy raz po osmiu) powiedziala, ze juz nie moglaby tam zyc na stale. Na moje pytanie o jedna, najbardziej ewidentna przyczyne powiedziala, ze... ludzie. Mam nadzieje, ze nikt mnie tu zle nie zrozumie - nie zyje w raju i tez tu jest w cholere problemow, ale tu przechodnie czesto usmiechaja sie na ulicach nawet do nieznajomych, mowia "hi", pytaja "how are you?", a juz w urzedach, sklepach... no gdziekolwiek, gdzie jest sie klientem/petentem, to juz norma i to wcale nie wymuszana przez pracodawcow. To, ze Polacy sa bardziej... agresywni (z braku lepszych "delikatnych" okreslen) da sie zauwazyc na forach, gdzie czytam tez kanadyjskie i to na tematy, gdzie az wiory leca. Tam jednak zachowuje sie pewien umiar w uzywanym jezyku a ataki personalne sa raczej rzadkoscia - na polskich forach jest jednak zdecydowanie inaczej. Tak czy inaczej przyzwyczajenie jest druga natura czlowieka i chyba rosnaca z wiekiem niechec do zmian powoduje, ze zona tez traktuje wyjazd do Polski bardziej jako obowiazek niz potrzebe natury natury wyzszej. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Goracy weekend przeleeecial... 21.02.10, 23:15 ..i znowu jest poniedzialek :o( W piatek mialam tyle pracy, ze nie zdazylam sie wpisac na forum, poza obrzadzeniem forum Australia. A poniewaz wskrzesilam piatkowe obiadki z przyjaciolmi, piatek zakonczylam juz w sobote :o) wesolo bylo... Sobota i niedziela byly gorace dzieki wiatrom z polnocy. Nie zrobilam w ogrodzie tego, co planowalam, bo bylo za cieplo. W sobote wsialam nastepna skrzynke salaty, wypielilam jeden taras i zrobilam dwa prania. A wieczorem na 21:30 poszlismy na film "The Road", najbardziej realistyczna wersje konca swiata jaka widzialam. Fantastyczna sceneria i ponura historia, Viggo Mortensen w glownej roli to strzal w dziesiatke. Nie polecam ogladania tego filmu zima i wieczorem. Niedziele odsypialam, po kilku lekkich robotkach w ogrodzie zdecydowalam sie na wykoszenie pol metra kwadratowego bazylii, z ktorej lisci zrobilam pesto. Wyszlo go ze dwa litry, porozdawalam znajomym i sasiadom. Bazylie przycielam jakis 25 cm nad ziemia i nawiozlam, wiec powinna dac drugi plon. Siedzac wsrod ziol i patrzac na blekitnie kwitnacy plozacy rozmaryn wpadlam na pomysl, zeby go posadzic w kroliczym ogrodzie, gdzie mam juz kilka roslin o blekitnych kwiatach: agapanty i szalwie. Bede mnozyc rozmaryn gdy sie troche ochlodzi. Dzis ma byc jeszcze gorecej, jakies 36 stopni w cieniu. Jak zwykle w upalne dni kroliki sa zamnkiete w domu a kury wypuszczone na ogrod. Na szczescie w lutym noce sa juz chlodniejsze, jutro ma przyjsc przelotny deszcz i przzez nastepny tydzien temperatury beda w okolicy 26 stopni, co mi sie bardzo podoba. Moze wreszcie zaczne przekopywac potwornie zachwaszczone miejsce na ogrodek w stylu wiejskim, na co sie czaje od dwoch tygodni! Pewnie znowu zrobie mizerie do obiadu - jedyny ogorek, jaki zasadzilam owocuje jak szalonyi nie nadazamy jesc! Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
dado11 niedziela, już prawie wiosenna:-) 22.02.10, 00:27 miło spędzona z przyjaciółmi... najpierw wystawa orchidei w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego (BUW), wystawa do doooopy, ale BUW niezwykły, właściwie zdziwiłam się, że jeszcze mnie tam nie było... jak tylko poprawi się aura to pojadę tam z aparatem. Potem (znów, niestety... no, te kalorie...) cukiernia na Solcu, potem całkiem niezła wystawa w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego - ciekawe wzornictwo japońskie, warto zobaczyć potem spacer po Starówce, wrażenia podobne jak u Ew., przykre dla oka liszaje odpadniętych tynków na smutnych kamieniczkach, tłum ludzi i taki trochę chaos... i smutek... wiosny nam potrzeba... ach, i ten bar mleczny przy Mostowej, to po prostu rarytas, cacko, takie klimaty już chyba tylko w muzeum PRL-u... po prostu cudowne.... (te kordonkowe firanki, tablica potraw aktualizowana ręcznie z drabinki, pani "na kasie" w fartuszku w gustowny rzucik, stoły laminowane na metalowych nogach, no i okienko... to, które wydaje potrawy, za 3,50... fantazja a potem jeszcze mały obiadek w "Krokieciku" na Zgoda, nic tam się nie zmieniło (poza przestrzenią), od 1/4 wieku, nie jest źle no i jeszcze pogoda, taki pierwszy powiew tego za czym wszyscy już tęsknimy... słońce, ciepło, jakaś zieleń nieśmiała... oj, rozmarzyłam się słodko... pozdr. d. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Poniedziałek 22.02.10, 10:06 Pogoda znowu nieszczególna. Dado super niedzielę miałaś)) Wcale się nie dziwię ze BUW zrobił na Tobie wrażenie! prawdzie nie lubię elewacji od strony ulicy Dobrej, ale bardzo mi sie podoba od strony Wisłostrady, no i ogrody na dachach są rewelacyjne. W środku też jest pełno fajnych rozwiązań. Mieszkam blisko, więc korzystam z BUWu od lat. W pełnym zakresie Verbeno, miałysmy podobne niedziele Moje Wnucze w marcu kończy 5 lat i też jest jak perpetum mobile (a może prepetuum? zaraz sprawdzę). Byliśmy na spacerze, w kinie i jesze raz na spacerze. Paszczęka mu sie nie zamyka!!! Odpowiedz Link
lablenka_x Re: Poniedziałek słoneczny 22.02.10, 12:46 Hahaha dziwisz mu się? Ma to przecież po Babci Niebo błękitne, słońce świeci, dachy stają się czerwone, zdejmują z siebie bieliznę. Czuć zbliżającą się wiosnę. Odpowiedz Link
mammaja Re: Poniedziałek słoneczny 22.02.10, 13:43 Niestety rano odwiozlam mzonka z powrotem do szpitala, gdzie go zatrzymali. Jakis stan zapalny, dali antybiotyk. Sudzielismy od 9. na krzeselkach, ja w miedzyczasie do domu po pizamke itd, on dalej siedzi. Znowu przyjechalam na troche. Dobrze, ze mam dosyc (pare km) blisko, inaczej bylby koszmar. Pogoda iscie wiosenna,, ale humor mam zimowy. Dado, uwielbiam tego "krowiaka" na rogu Freta i Mostowej. Nawet na wyns kupuję ruskie naleśniki, nigdzie takich nie ma! Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Poniedziałek słoneczny 22.02.10, 21:03 Aj! Mm, trzymam kciuki za Twoją siłę i wytrzymałość. Mżonkowi życzę szybkiej rekonwalescencji! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Goracy wtorkowy poranek 22.02.10, 23:38 Czekam na zapowiadane ochlodzenie, ktore przyniosa wiatry w poludnia. Po poludniu moze spadnie troche deszczu. Na razie jest na tyle goraco, ze wzielam kroliki do domu. Kroliczka siedzi w kuchni, krolik w pralni, oddzieleni sa dwiema kratkami wstawionymi w rame drzwi, przez ktore sie widza, ale nie moga pogryzc. Udaja ze sie ignoruja, co u krolikow jest znakiem, ze moze sie zaprzyjaznia. Damy im sie spotkac "twarza w twarz" w weekend i zobaczymy, czy sie beda bily. Siedze na werandie, patrze za okno i udaje ze ignoruje koniecznosc dalszego produkowania raportow, managerka co chwile wprowadza zmiany, wiec musze zmieniac formaty i dane, uch, jak ja tego nie lubie! No nic, czas wrocic do pracy - jeszcze tylko podleje doniczki i wypuszcze kury. Moze przy okazji zerwe kilka dojrzalych malin... Pozdrawiam wciaz niewatpliwie letnio Luiza-w-Ogrodzie Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Wietrzne wtorkowe popoludnie 23.02.10, 06:31 Doslownie pol godziny po tym, jak napisalam o goracym wtorkowym poranku, zaczelo wiac! Pootwieralam wszystkie okna, chlodny wiatr hula po domu, corka dzis ugotuje obiad i przyniesie do wieczornego ogladania film "Prestige", jest dobrze :o) Pozdrawiam popoludniowo Luiza-w-Ogrodzie Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu. Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 09:17 MMko, mam nadzieję, że to nic poważnego. Luizo, o jakich ty przyjemnych rzeczach piszesz. Już zapomniałam, że może być tak upalnie U nas nie tak upalnie, ale za to pięknie słoneczko daje o sobie znać. Optymistyczne prognozy - nawet 12 stopni w tym tygodniu. Ptaki swoim ćwiergoleniem jakby więcej o sobie dają znać. Czeka mnie wizyta u doktora i badania u alergika. Doktor wciąż nic nie wie, a ja się cieszą, że odchodząca zima dobrze wpływa na moje zdróweczko Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 09:22 W Warszawie poranek może trudno nazwać upalnym, ale jest piękne słońce i dodatnie temperatury. Ew, jako namiętny czytacz kryminałów czekam z zapartym tchem na rozwiązanie zagadki. Na co Ty byłaś chora????? Oczywiście piszę to z przymrużeniem oka, ale uważaj na siebie bardzo i nie szarżu. Takie choroby potrafią się zakopać w jakimś zakamarku człowieka i niedoleczone podgryzać latami. A Ty tak lubisz aktywny tryb życia! Mm, nadal trzymam kciuki. Luizo a może kilka zdjęć królewskiej pary? Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 09:45 Ew, jako namiętny czytacz kryminałów czekam z zapartym tchem na rozwiązanie zagadki. Obawiam się, że to nie będzie tradycyjny kryminał z rozwiązaniem no i nie popełniono jeszcze morderstwa Odpowiedz Link
monia.i Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 11:36 Pozdrowienia dla wszystkich zostawiam, pogoda za oknem fajna, słoneczko wesołe - no, tyle że trochę kłopotów. Ale nic to - jakoś się da radę. Mammajko, mam nadzieję, że Małżonkowi polepsza się. Przedwiośnie czasem jest trudne dla rekonwalescentów, bo organizm osłabiony po zimie. No i o sobie nie zapominaj w tym biegu, nieraz, gdy czytam Twoje wpisy, mam wrażenie, że karuzela czasem się zacina.. Uściski dla wszystkich i miłego dnia Odpowiedz Link
ewelina10 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 14:10 Alergia wykluczona. Ale badziewie zapalne wciąż jakieś siedzi i doktor przepisał trzecie, już bardzo silne antybiotyki. Znikam na parę dni, by nie przynudzać swoimi dolegliwościami. Odpowiedz Link
mammaja Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 18:06 Dziekuje za dobre slowa, lekarze mowia ze malzonkowib sie polepsza, ale nie wiemy na czym to polega. narazie dostaje antybiotyki i lezy, a ja musze zauwac codziennie do szpitala, bo mi zal biedaczka. Dzieci tez wpadaja, ale On czeka na Mnie. Ot,co . To juz nie bardzo sa sily na pisanie. Milego wieczoru olimpijskich emocji! Odpowiedz Link
dado11 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 23:11 Mammaju, Ewelino! zdrowia i wytrzymałości w walce z choróbskami!!! pozdrowienia dla małżonka Mm całe szczęście, że pierwsze sygnały od najpiękniejszej pory roku już czuć i słychać w powietrzuto niesamowicie poprawia humory! niestety spod białej, grubej pierzyny wychodzą, poza pierwszymi kiełkami, stosy śmieci, góry błota i szarość, ale już chyba wolę to niż to zimne, jednostajne białe... za mną dzień pracowity, ale i dziecko wpadło i poganiałam po mieście, no i jeszcze zdążyłam ogarnąć kawał chałupy. Co jednak niefajne, to to, że te piękne, nieśmiałe, długie promienie słoneczne wprawiają w zakłopotanie moje okna... no i mnie, też znów trzeba zakasać rękawy i sprawić, by ten wspaniały, zewnętrzny świat mógł bez przeszkód witać nas porannym, czystym uśmiechem może zacznę już jutro? pozdr. d. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Mammaju, Ewelino! zdrowia i wytrzymałości 23.02.10, 23:46 dado11 napisała: > Mammaju, Ewelino! zdrowia i wytrzymałości w walce z choróbskami!!! > pozdrowienia dla małżonka Mm Dolaczam sie do ladnie wyrazonych zyczen Dado... Pozdrawiam, zyczac duzo zdrowia i Wam, i Waszym rodzinom Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Srodowy powiew jesieni 24.02.10, 00:02 Poniedzialkowa noc byla podobno najgoretsza w Sydney od 13 lat, ale wydawalo mi sie ze byly cieplejsze. Coz, pozostaje wierzyc meteorologom. Na szczescie wczoraj przyszlo ochlodzenie, dzisiaj jest troche ponad 20 stopni, pochmurno, i tak ma byc az do weekendu. W poludnie pojde na joge, zapowiada sie spokojny dzien. Czuje sie jesien w powietrzu, w sprzedazy pojawily sie swieze jablka, od poniedzialku zacznie sie administracyjna jesien (na prawdziwa, wyznaczona przez astronomiczna rownonoc trzeba jeszcze poczekac ponad 3 tygodnie). Chcialabym spedzic po poludnie w ogrodzie, ale chyba nie zdaze, bo w planie mam wizyte u przyjaciol. Zawioze im nadmiar pesto i pozycze film "Pan Tadeusz" bo corka to przerabia w szkole. Pozdrawiam u progu jesieni Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
foxie777 Re: Srodowy powiew jesieni 24.02.10, 00:34 Mammajko i Ewelino zycze wam co tylko najlepsze.Boze,przeciez nie ma nic wazniejszego niz zdrowie.Wiem cos o tym. Jestem zalatania ,ale to normalka. Gratuluje powiewu wiosny,u mnie nadal cudownie. pozdrawiam tropikalnie Odpowiedz Link
lablenka_x Biała środa 24.02.10, 08:45 Po kilkudniowej odwilży i nadziei,że to białe szaleństwo się skończy,obudziło mnie dziś skrobanie chcrakterystyczne dla zgarniania śniegu z chodnika.Wstałam, patrzę, a tu biało.Śnieg sypie i sypie, systemetycznie i zawzięcie.Oba moje balkonowe karmiki zapchane głodnymi dzwońcami i czyżykami ,a na wierzbie siedzą kolejne partie głodomorów, które starują z niej jak z lotniskowca. Mammajko, razem z mężem życzymy zdrowia Twojemu Mżonkowi i mamy nadzieję,ze z tego szybko wyjdzie. Ewelinie tez życze szybkiego "wylizania sie" z tego paskudztwa, ktore w nia wlazło i opuścić nie chce. Dado,jak na razie ślepa jestem na wyrzuty, które mi słoneczko czyni poprzez szyby w oknach.A co mi tam , napracuje sie i tak mi znowu wszystko sie zapaskudzi.Poczekam jeszcze trochę z myciem.Oprócz tego biegam po urzędach, użeram się z DHL-em w słusznej sprawie i tak dzien mija po dniu. Coż jeszcze, aha, najwazniejsze na poznańskiej Kaponierze widziałam wczoraj kwitnace krokusy.Widziałam,bo jeżdżę tramwajami i autobusami , szkoda auta na te okropnie duze i głęboki dziury w jezdniach. Odpowiedz Link
monia.i Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 10:55 i w rynnach woda ciurka. Pluchowato jest i przemyśliwuję zakup sympatycznych kaloszków miejskich. Może w jakieś optymistyczne kwiatki Odpowiedz Link
mammaja Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 11:54 U mnie tez szaro! Kaloszki teraz bywaja bardzo ozdobne! Moze poprawią srednią kolorów Luizo, twoje relacje letnie podtrzymuja na duchu, że u nas też kiedyś bedzie słonecznie Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 18:29 Teoretycznie u mnie też buro. Prakaycznie słonecznie. W piątek idę na Trawiatę, w sobote na super spotknko z nocowaniem, więc damy, same damy, czadu ach damy. Mćma powoli zdrowieje. Wścieka się na chorobę, a to jest dobry znak. Wczoraj wieczorem byłam z jej pśmi na spacerze. Jakaś ludzka menda lazła z dzikim uporem za nami. Z psem bez smyczy. W końcu zalazła mi drogę i usłyszłam: jak pani ze swoim łazi to się usuwam, ale teraz to mój byłby górą! Nie jestem zwierzęciem genetynie agresywnym, ale kretynów i frustratów nie lubię, więc grzecznie stanełam i wyjaśniłam palantowi, że w jakimkolwiek układzie psim, z zestawu to ja ja jestem najgroźniejsza! Najpierw się zdziwił, potem zastanowił, a na koniec poszedł sobie w boczną alejkę! A po za tym oczywiście mam same kłopoty. Niemniej postanowiłam (dla odmiany)niczym się nie przejmować i jak mawia Jutka, przeć ryjem do przodu -- Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot. Odpowiedz Link
foxie777 Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 19:35 A moj komputer staruszek ok 6 lat,wyzional ducha i jutro kupuje nowy. Moja przyjaciolka z Bostonu jest duzym komputerowcem,wiec zapedze ja do pomocy. U nas dzisiaj szaro i buro,a jutro ma byc znowu ochlodzenie 10C. Dla mnie to oczywiscie super, ale ona wolalaby troszke slonca. Zobaczymy.Weeken zaplanowany na ostatni guzik.Czasami sama nie wiem jak to robie. Pozdrawiam tropikalnie Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 19:51 foxie777 napisała: > A moj komputer staruszek ok 6 lat,wyzional ducha i jutro kupuje nowy. > Moja przyjaciolka z Bostonu jest duzym komputerowcem,wiec zapedze ja > do pomocy. > U nas dzisiaj szaro i buro,a jutro ma byc znowu ochlodzenie 10C. > Dla mnie to oczywiscie super, ale ona wolalaby troszke slonca. > Zobaczymy.Weeken zaplanowany na ostatni guzik. "Czasami sama nie wiem > jak to robie". > Pozdrawiam tropikalnie Foxie to świetny temat na wątek. Pozwól że otworzę w Twoim imieniu Odpowiedz Link
mammaja Hokej 24.02.10, 22:35 A ja postanowiłam przez solidrność z jej-mężem obejrzeć dzisiaj macze w hokeja. Nic z tego nie rozumiem! nie widze krążka, jest taki mały, tylko łyżwiaży, ktorzy błyskawicznie przemieszczaja sie po małym boisku, a potem nagle całą kupą znajduja się w bramce i sprawozdawca mowi, że byla okazja. Szwjcarzy przepu ychaja się tak z Amerykanami od dłuższego czasdu i wynik 0:0. No nic, jak nie usnę będę trzymac kciuki za Kanadyjczyków ! Odpowiedz Link
jej_maz Re: Hokej 24.02.10, 23:28 Dziekuje za solidarnosc Mammaja i Moniu - tak: jest super Rzeczywiscie jest to bardzo szybka gra i jak probowalem ogladac pilke nozna, to mialem troche dziwnie odczucia. W US, transmisja z meczy hokejowych odbywa sie z narzuconym "cieniem" za krazkiem, ktory pozwala na jego sledzenie, ale u nas nawet tego nie probwano - z zalozenia uznano, ze byla by to obraza dla tutejszych kibicow Tak czy inaczej ogladanie dobrego meczu w milej grupie znajmomych, przy szklance piwa w pelnym barze zywiolowo reagujacych kibicow to naprawde swietnie spedzony czas. Za dwie godziny zaczyna sie mecz, ktory okreslony mianem przedwczesnego finalu, moze byc fantastycznym widowiskiem. Polecam tym, ktorzy chca dac "szanse" hokejowi jako dyscyplinie "do ogladania"... nie widze lepszej mozliwosci aby zobaczyc, na czym polega hokej na najwyzszym poziomie. Tak czy inaczej bedzie to bardzo emecjonujacy wieczor i juz widze puste ulice kanadyjskich miast Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Kolorowe kalosze 24.02.10, 23:05 mammaja napisała: > U mnie tez szaro! Kaloszki teraz bywaja bardzo ozdobne! Moze > poprawią srednią kolorów Dobra rada, Mammaju, kolorowe kalosze sa swietne na poprawe humoru. Tu przy okazji wklejam zdjecie moich psychodelicznych kaloszy. Kupilam je nie po to, zeby sie bronic przed szarzyzna pogody, ale zeby moc je znalezc w ogrodzie :o) > Luizo, twoje relacje letnie podtrzymuja na duchu, że u nas też > kiedyś bedzie słonecznie Bedzie, bedzie, na pewno! Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Czwartek pelen planow 25.02.10, 01:19 Po wczorajszym wieczorze z przyjaciolmi glowe rozsadzaja mi rozne plany dotyczace wlasnego biznesu. Od jakiegos czasu nosze sie z pomyslem otwarcia doradczej firmy ogrodniczej, wczoraj obgadywalysmy z przyjaciolka aspekty marketingowe i techniczne. Ona jest managerem marketingu internetowego w duzej firmie i oprocz tego zalozyla juz jeden biznes a teraz namysla sie nad drugim, wiec cenie sobie jej rady. Teraz czas mi usiasc i przetrawic dokladnie jakie uslugi i jaka specjalizacje sobie wybiore, bo od tego zalezy strategia i uzyte narzedzia. Pewnie potrwa z rok, zanim zaczne, bo tyle trzeba przygotowac i doedukowac sie! Na szczescie mam dostep do dobrych programistow, wiec jak juz bede gotowa, to techniczna strona przedsiewziecia pojdzie jak z platka. Trudno powraca sie z krainy planow do rzeczywistosci pracy zarobkowej, no ale jakos wrocilam, siedze na werandzie i przerabiam stos numerkow na wykresy i teksty. W kuchni kroliczka skrobie karton, jakim zastawilam drzwi zeby nie myszkowala po calym domu. Wstapil w nia nowy duch odkad wczoraj corka bez mojej wiedzy zabrala oba kroliki na randke w lazience (jedyne neutralne terytorium w domu) i okazalo sie ze sa do siebie dobrze nastawione. Byly zrelaksowane, lezaly obok siebie, lizaly sie i generalnie przez godzine nie probowaly sie gryzc ani gonic. Corka nawet nakrecila film z czulosci, jakimi sie obdzielaly. Dzis znowu zrobimy im lazienkowa randke :o) a w weekend sprobujemy je wpuscic razem do zagrody w ogrodzie. Wieczorem planuje poszalec w wielkim sklepie z materialami i narzedziami (cos jak Castorama w Polsce), zeby wybrac slupki i poprzeczki na tradycyjny drewniany plotek, jakim chce ogrodzic kroliczy ogrodek od strony nowego kamiennego chodnika. Zlota Raczka skonczyl wszystkie schody, chodniki i murki, ma jeszcze tylko poprawic zapadniety po ulewach chodnik i zamontowac kran podlaczony do malego zbiornika deszczowki za kuchnia letnia. Jak widzicie, mam pelna glowe planow a rece roboty! Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
mammaja Re: Czwartek pelen planow 25.02.10, 10:37 Luizo, zrób zdjecie tych murkow, brdzo jestem ciekawa prac Zlotej Rączki! Sceny z zycia królików też! Slonecznie. Ciagle cierpie przez to stlucznie kości ogonowej. Bez środkow przeciwbólowych ledwo łaże. Ile to może trwać? No a p[poza tym w planach szpital, czwartkowe zjęcia czyli nic specjalnie atrakcyjnego, niestety. Miłego dnia! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Pochmurny piatek 25.02.10, 23:03 Po chlodnej nocy przyszedl pochmurny poranek, co mnie cieszy, bo pracujac na werandzie nie musze sie zaslaniac od slonca zaluzjami i moge patrzec na panorame z okna. Mam na dzisiaj znowu pokazny stos pracy, wiec dzien roboczy minie szybko a potem nadejdzie weekend :o) Nie pojechalam wczoraj po slupki do budowy plotu, bo Buszmen zasiedzial sie w pracy i wrocil na tyle pozno, ze mnie sie juz nie chcialo jechac. Wypuscilam kroliki w kuchni, niech sie bawia. Mammaju, moze zrobie im kilka zdjec jak juz sie najedza i oddadza poludniowej sjescie. Murek w stanie niedokonczonym tez pstrykne. Poza tym niczego wiecej nie mam do raportowania. Zycze spokojnego piatku! Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
mammaja Re: Pochmurny piatek 25.02.10, 23:08 U nas akurat czwartek był słoneczny, a piątek nadchodzi Zadnych krolików tylko Kocik, wiernie mi towarzyszy. Mżonek jeszcze zostaje w szpitalu, chociaż mówią że lepiej. Niby co lepiej? Nie wiadomo. No ale za kilka dni wreszcie wyjdzie. Taki rytm z codzienną jazdą do szpitala troszke mnie męczy. Ale nie ma rady, bo tylko moja wizyta daje mu satysfakcję Dzieci mile widziane, ale nie konieczne Odpowiedz Link
verbena1 Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 20:29 Piatek juz sie wlasnie konczy, fajny byl, zrobilam sobie wolne z pracy i bylam na zajeciach malarskich. Malowanie portretow, co za wyczerpujace i pasjonujace zajecie. Po trzech godzinach intensywnej pracy i zapomnienia o rzeczywistosci trudno jest przestawic sie na normalne tory, wracajac autem musze uwazac w ktorym kierunku jade Dzis przez chwile swiecilo slonce, wyszlismy do ogrodu zgrabic zeszloroczne liscie z grzadki i spotkala nas niespodzianka. Pod liscmi odkrylam niesmialo wychodzace kielki czegos co moze byc narcyzami lub krokusami. Cieszy mnie to niezmiernie! Weekend zapowiada sie spokojnie i leniwie, czego Wam rowniez zycze Odpowiedz Link
mammaja Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 21:18 To miło, Verbeno, ze z takim zacieciem malujesz portrtret - a jaka technika? Moj piątek nie byl taki ciekawy, wizyta w szpitalu ( oszczedze wam szczegolow) i chociaz mialam ochotye gdzies sie wyrwac zostałam w domu, a i tak nic ciekawego nie zrobiłam, poza zabawą w chowanego, która jest pasjonujaca i okraszona glosnymi wybuchami smiechu Odpowiedz Link
verbena1 Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 22:03 Mammajko, pozostaje przy mojej ulubionej akwareli, co przy portrecie wymaga troche cierpliwosci. Podczas ,gdy akwarela podsycha szkicuje drugi portret weglem,lubie to bo mozna korygowac wymazujac bledy palcem. Dzis naszym modelem byl mlody chlopak z nosem trudnym do malowania, zadartym i krotkim Pobyt meza w szpitalu przedluzyl sie nieco, wiesz ,kiedy wychodzi? Malzonek wolalby pewnie byc juz w domu a i dla Ciebie byloby to latwiejsze. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 23:22 Jwedno i drugie wymaga cierpliwości. Chory mąż i akwarela! A ja właśnie wróiłam z Traviaty. Pięknie zagrana, pięknie zaśpiewana, ale przeiscenizowana. Ciągłe, hałaśliwe podróże sceny, rozpraszają. Kudlićka jak zwykle zrobił znakomitą scenografię, chociaż ta z ostatniego aktu nie zachwyciła mnie no i jak na mnie było tego za dużo. Za to Gosia Baczyńska w roli kostiumologa, moim zdaniem jest pomyłką. Mały, krótko nogi, Alfred (bardzo dobry Pavlo Tolstoy)ubrany w obcisłe białe jeansy i przyciasna koszulinę, Violetta (świetna Joanna Woś) pałętająca sie podzcas całego pierwszego aktu w czymś co do złudzenia przypominało mi ortopedyczny gorset Dziecinki. Ale nic to. I tak było bosko!!! Odpowiedz Link