Dodaj do ulubionych

Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie....

15.02.10, 23:03
Nadal tkwimy w powiększjących sie stale zaspach. No, nie wszyscy,
na szczęście...Tym odciętym od drogi życzę przetrwania smile
Obserwuj wątek
    • mammaja Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 15.02.10, 23:09
      kopiuję tu psot Jej-męża z końcowki poprzednich dzisiejek, bo jest
      ciekawym temetam do rozmowy:

      Jadac do pracy sluchalem radia i moja uwage przykula informacja:
      1965 – Queen
      Elizabeth II nadala the Beatles Order of the British Empire. Na ta
      wiadomosc,
      grupa konserwatywnych poslow do parlamentu, na znak protestu (nie
      podobalo im
      sie ze dlugowlosi muzycy ciesza sie tym samym respektem co weterani
      i inni
      zasluzeni) oddalo swoje insygnia. "Alez czas zmienia perspektywy" -
      pomyslalem -
      przeciez dzisiaj The Beatles to czesc brytyjskiej dumy. Poszperalem
      na
      internecie: John Lennon oddal swoj z powrotem w 1969 w protescie za
      udzial
      Wielkiej Brytanii w wojnie w Wietnamie. "Raptem cztery lata i juz
      widac zmiane w
      percepcji". W biurze przejrzalem lokalna gazete i biezace
      wiadomosci. Mamy w tym
      roku wybory na Mera Toronto. Jednym z kandydatow jest gay - zonaty
      juz od trzech
      lat z partnerem, z ktorym byl 16 przed. "Nie ma sprawy - w koncu
      jaki ma program
      jest wazniejsze niz z kim sypia" przeszlo mi przez mysl, ale pozniej
      doczytalem
      do konca zdania:
      wraz
      z tym partnerem jest o krok blizej aby zakonczyc proces adopcji
      chlopczyka...

      Nie, nie chce o tych przykladach, ani tym bardziej nie mam zamiaru
      odgrzewac
      poprzednie dyskusje, ale zastanawiam sie jak strasznie zmienily sie
      czasy za
      naszego (w sumie krotkiego jeszcze) zycia. Jak niesamowice szybko
      ewoluje
      swiadomosc spoleczna i jak trudno jest nam czasami pogodzic sie z
      tymi zmianami.
      Czy cos, co wydaje sie ogromna sprawa dzisiaj, bedzie mialo takie
      same znaczenie
      za pare lat? A za kilkanascie?

      Milego wieczora!
      • jej_maz Re: 16.02.10, 04:29
        Oj dzieki Mammaja. Naprawde nie chcialem robic klopotu - widzialem koncowke
        poprzednich dzisiajek, nie nadaje sie juz na powazne polemiki a wpis byl taki
        wlasnie "dzisiajkowato-uwagowo-osobisty" wink

        Z innej beczki: wiem, ze juz podawalam wielokrotnie link do tej strony, ale nie
        moge sie oprzec aby nie zrobic tego ponownie.
        Tym razem
        karnawal
        . Patrzac na te zdjecia, zastanawiam sie dlaczego ludzie szukaja
        sposobow aby uprzykrzac sobie zycie, skoro mozna po prostu... zyc!

        Uwaga: opisy sa czasami wazne i na gorze, po lewej stronie jest opcja
        zaczynajaca sie od "Translate into:". Sugeruje znalesc w kratce obok "Polish" i
        od razu (z tym ze troche powoli) bedzie tlumaczenie na Polski. Troche
        "szablonowe", ale lepsze to niz nic smile

        Uklony i milego dnia zycze.
        • fedorczyk4 Marku, 16.02.10, 08:27
          Zdjęcia są genialne i do mojej porannej kawy jak znalazł. Za to
          przetłumaczone, przy pomocy automatycznego tłumacza, na polski
          napisy spowodowały ze sie wyzej wymienioną kawą oplułamsmile)))
          Co do Twojej uwagi o zmianach, to w pełni się z Toba zgadzam,
          aczkolwiek jak chodzi o mnie nie wydają mi się aż tak drastyczne,
          może dlatego, że wychowałam sie w rodzinie niezwykle otwartej i
          zasada "żyj i daj życ innym" zawsze stanowiła jedną z baz mojej
          prywatnej filozofii życiowej.
          "Lete" a może "pendze" do roboty, a po drodze pozdrawiam i życzę
          miłego dniasmile))
      • goskaa.l Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 16.02.10, 14:19
        mammaja napisała:
        > Nie, nie chce o tych przykladach, ani tym bardziej nie mam zamiaru
        > odgrzewac poprzednie dyskusje, ale zastanawiam sie jak strasznie zmienily sie
        > czasy za naszego (w sumie krotkiego jeszcze) zycia. Jak niesamowice szybko
        > ewoluje swiadomosc spoleczna i jak trudno jest nam czasami pogodzic sie z
        > tymi zmianami.

        Moja babcia, urodzona w końcówce XIX wieku, była świadkiem nie mniejszych zmian
        - także obyczajowych. Od gorsetów z fiszbinami poprzez wynalazek radia do
        lądowania na Księżycu.
        Sama kręciła głową na to, co przyszło jej przeżyć...
        Nie my pierwsi, nie my ostatni...
        Tym niemniej, pomysły adoptowania dzieci przez gejów niezbyt mi się podobają.
        Ale z drugiej strony, lesbijki mają znacznie łatwiej - wystarczy sztuczna
        inseminacja.
        • mammaja Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 16.02.10, 16:48
          Wrocilam z drugiej juz dzisiaj wizyty w szpitalu.Mzonka przyjeto o
          10., przebral sie w pizamke, po czym kilka godzin czekal na
          krzeselku ( z innymi pacjentami) na przydzial lozka. W miedzyczasie
          pojechalam do domu, zebralam przyjaciółkę z walizami i zawiozlam na
          odlegly o jakies 10 km postój, gdzie byla taksowka.POjechała na
          lotnisko. Potem znowu do szpitala, mzonek dalej na krzeselku, ale
          kolo 15. zaprowadzono nas do pokoju, dwuosobowego zresztą, gdzie
          mogł się rozlokowac. Wróciłam wykończona, więc idę odpocząć, a na
          tematy bardziej ogólnoludzkie porozmawiamy pożniej smile
          • fedorczyk4 Re: Dzisiejki 319 - przysypane calkowicie.... 16.02.10, 17:54
            Mammajko jesteś heroiczna!!!
    • luiza-w-ogrodzie Wtorek przysypany praca 16.02.10, 01:24
      Mam nadzieje, ze sie wreszcie odkopiecie albo Was odkopia ;o) Oby ten snieg nie
      stopnial zbyt raptownie, bo bedziecie plywac jak ja przez dwa ostatnie weekendy!

      Dzisiaj zasuwam jak ciezarowka marki UAZ, tluke raport za raportem, ciezka prace
      przerwala dostawa nowego laptopa, ktory teraz lezy na stole. Lypie na niego
      lakomym okiem, ale coz, praca wzywa. Buszmen zajmie sie instalacja gdy wroci do
      domu.

      W ogrodzie znowu hula Zlota Raczka z pila do ciecia kamienia (az zeby bola od
      sluchania) i wyglada na to ze moze, moze, dzis skonczy sciane oporowa i kamienny
      chodnik wzdluz krolikarni. Potem zabierze sie do naprawienia kawalka chodnika,
      ktory sie zapadl wskutek ulewy w piatek. Mam tez w planie postawienie (jego
      rekami) drewnianego plotu wzdluz nowego chodnika ograniczajacego kroliczy ogrod.
      Wszystko zalezy od pogody i kaprysu artysty, czyli Zlotej Raczki. Jesli skonczy
      kamienna sciane tarasu w tym tygodniu, zrobie zdjecia zachwaszczonego ugoru a
      potem rzuce sie do wykopywania chwastow, co pewnie zdarzy sie w weekend. Uzyje
      nowe widly, ciekawe, czy wytrzymaja :o)

      Poza tym chcialabym tez w weekend wreszcie rozebrac stary i ustawic nowy
      kompostownik, ale nie bede na razie drazyc tego drazliwego tematu :o)

      Pozdrawiam z pochmurnego Sydney
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: Wtorek przysypany praca 16.02.10, 08:28
        U mnie też pracowity wtorek, ale bez pożarów i do obrobienia. Odpukać. smile

        Za oknem słońce. Zimno, ale nie szkodzi, najważniejsze, że jest jasno i
        słonecznie. Tego zimą najbardziej tutaj brakuje.

        Miłego dnia życzę. smile
        • verbena1 Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 19:48

          Holandia jest chyba najbardziej otwartym i tolerancyjnym krajem w
          temacie homoseksualnosci. Od paru juz lat mozna zawierac sluby z
          osobami tej samej plci jak rowniez adoptowac dzieci. Lesbijki maja
          latwiej, moga same urodzic , pary gejowskie musza adoptowac.

          Trudno mi jakos to zaakceptowac. Tlumacze sobie na rozne sposoby ,ze
          mnostwo dzieci wychowywanych jest przez matki ,babcie ,ciotki ,bez
          udzialu mezczyzny, ze dawniej byly internaty, szkoly jedno plciowe i
          jakos nikt nie robil z tego problemu.
          Mysle ,ze dopiero nastepne pokolenia potrafia przejsc nad tym do
          porzadku dziennego, we mnie siedzi jeszcze katolickie wychowanie i
          komunistyczne podejscie do innosci. Nie potrafie pozbyc sie tego.
          Co nie znaczy ,ze rzucam w homoseksualnych kamieniami, staram sie
          jak tylko potrafie zrozumiec ich innosc.
          • fedorczyk4 Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 20:28
            Verbeno to zabrzmiało bardzo "samobiczowalnie".
            Moja bardzo liberalna rodzina też jest przeciwna.
            Tylko ja jestem za. To wynika z mojej znajomości procedur
            adopcyjnych, oraz warunków
            w sierocińcach. Nie tylko w Polsce. Temat jest trudny bo
            wielowątkowy.
            Nie wchodzę, z założenia, w procedury nielegalnych adopcji,
            aczkolwiek i te pozostawiaja mnie w stanie głębokiej ambiwalencji.
            W karajch trzeciego świata (a jesli chodzi o traktowanie sierot to
            do takch należymy)bidul, sierociniec, to jest absolutny horror.
            Gwałty, niedożywienie, bicie, obojętność, brak opieki. O uczuciach
            nawet nie wspominam. Takowe poza negatywnymi, nie wystepują.
            Miałam do czynienia z kilkoma procedurami adopcyjnymi. W Polsce,
            Francji, na Madagaskarze i na Ukrainie. Służyłam stronom jako
            tłumacz.
            We Francji przeprowadzane są bardzo dokładne badania potencjalnych
            rodziców. Dwie pary na sześć, z którymi pracowałam zostały przez
            francuski DASS czyli Dyrekcję do Spraw Sanitarnych i Społecznych,
            odrzucone. W tym moja szwagierka i szwagier. W chwili kiedy zostali
            odrzuceni w pełni zgadzałam sie z opinia DASSu. Moja szwgierka jest
            urocza, ale kompletnie porobiona, z punku widzenia instytucji ( i
            mojego prywatnego) nie nadaje się na adopcyjnego rodzica.
            A rok później pojechałam z nią w ramach wolantariatu do sierocińca
            na Madagaskarze. I wszystko mi sie poprzestawiało. Bo nawet taka
            wariatka jak moja szwagierka jest lepsza niż życie w takim miejscu.
            Niewyobrażalny koszmar.
            A jeszcze wcześniej asystowałam przy adopcji dzieci u nas, w Polsce.
            I odniosłam te same, koszmarne wrażenia.
            Znam procedury francuskie. Są nieludzko wymagajace. I jeżeli jakaś
            para homoseksualna jest w stanie je przejść, to jestem głęboko
            przekonana, że dziecku będzie milion razy lepiej niż w sierocińcu
            na Antylach. A podania przyjęte przez francuski DASS są obowiazujące
            w wielu krajach i otwierają wiele dróg.
            Moja szwagierka nie dostała odpowiednich papierów. Została
            odrzucona. Przeprowadzili adopcję "legalnie" ale innymi metodami.
            Finansowymi.
            Moja przyjaciółka adoptowała dwoje dzieci w Polsce. Legalnie.
            Kosztowało ja to kilkaset tysięcy (nielegalnie). Nie prosiła o
            dzieci konkretnej płci, ani wieku, nie upierała się żeby były
            zdrowe, nie pytała o rodowody. To z czym spotkała sie w polskich
            urzędach przebiło wszelkie moje wyobrażenia o skurwysyństwie,
            bezduszności i okrucieństwie. Byłam jej tłumaczem na wszystich
            etapach i jestem z siebie dumna, bo nikogo nie zagryzłam i nie
            zaszlachtowałam.
            Konkluzja:
            Niech adoptuje kto chce, ale niech udowodni że będzie kochał i
            dbał!!!!!
            • jan.kran Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 22:07
              Przyjaciel mojego Brata ma nastoletnią córkę która adodptował jako tygodniowe
              niemowlę ale to byla sytuacja wyjątkowa , normalnie by Jej nie otrzymał . Jest
              gejem.
              Kolega mojego syna ma dwie mamusie i tatusia.
              Mamusia po rozwodzie z tatusiem założyla nową rodzinę , tym razem z koleżanką.
              Obydwoje nastolatków jest normalnych , zadowolonych , bez kompleksów i docinania
              ze strony otoczenia.
              Nastolatka wychowała się w Wiedniu , tatuś gej Polak , a kolega syna ma
              biologicznych rodziców niemieckich , macoszkę Norweżke i mieszka w Oslo.
              Tak że są to przykłady żywe a nie wyczytane z gazet.
              Moje dzieci mają sporo znajomych bi, homo i les , dla nich to żadna sensacja i
              żyją na codzień w takich konstelacjach.
              Z adopcja dla homo jeszcze w DE kuleje , w Norwegii trochę lepiej ale niewiele.
              Ale to kwestia czasu i mam nadzieję że moje wnuki będą żyły w normalniejszym i
              bardziej tolerancyjnym świecie niż tym w którym ja się wychowałam...
              Kran
              • mammaja Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 23:10
                Pamietam moje pierwsze zdziwienia, że córka przyjaciół mieszka z
                przyjacielem. "Za moich młodych lat" to było niewyobrażalne
                w "normalnych "rodzinach. Po dwudziestu, trzydziestu latach - nikogo
                to nie dziwi. Rozumiem argumenty Fedorczyk odnosnie adopcji, chociaż
                zawsze byłam przeciw adopcji dzieci przez gejów. W moim zaściankowym
                osiedlu takie dziecko miałoby ciężkie życie. Dosyć ciężkie życie
                miało dwoje dzieci mojej znajomej - mulaci. Z jednej strony mamy
                wzrost tolerancji, z drugiej ataki "mlodzieży wszechpolskiej" i
                innych fundamentalistów. Myślę, że mentalnośc Polaków jeszcze długo
                będzie dojrzewć do tolerancji.
                • monia.i Re: Homoseksualni i adopcja 16.02.10, 23:31
                  No ale z drugiej strony nie akceptujemy nietolerancji - czy to nie
                  jest jakimś paradoksem?
                  ktoś jeden jest bardziej elastyczny w poglądach, otwarty na zmiany,
                  akceptujący te nieuchronne - inny jest mniej.
                  A mnie na przykład jest szkoda, że 13-letnie dziewczynki kiedyś były
                  bardziej dziewczyńko-dziecinne - a dziś są (no dobrze - często
                  bywają) niedojrzałymi jeszcze emocjonalnie kobietkami.
                  • monia.i Re: Homoseksualni i adopcja 17.02.10, 00:40
                    Kran przytoczył ileś przykładów na tolerancję - jak najbardziej
                    zrozumiałych. A ja kiedys przeczytałam artykuł o niezwykle bogatej
                    kobiecie, która w spadku pozostawiła duży kawałek majątku swojemu
                    kotu. Czemu nie - kot był najbliższą istotą. Kranie - a teraz
                    wyobraź sobie, że ktoś ma ukochaną..no nie wiem, sarenkę. Związany
                    jest z nią emocjonalnie. Kocha ją. A może zechce być z nią związany
                    bardziej, niz emocjonalnie. Niewyobrażalne, rozumiem - no ale świat
                    się zmienia a ta miłość krzywdy nie robi.
                    Czy sarenkę zaakceptujemy?
                    • jej_maz Re: 17.02.10, 05:19
                      Ostatnie sto lat przynioslo niesamowite zmiany socjalne (Gosia) - emancypacja
                      kobiet, rownosc rasowa i klasowa zeby wspomniec tylko kilka. Dzieki postepowi
                      technologicznemu (radio, TV, internet) wiemy jak zyja inni a to rozwija nasza
                      tolerancje. Zgadzam sie jednak ,ze nim "nowe" stanie sie "normalnym" (Kran), to
                      jeszcze wielu "tych innych" bedzie mialo przechlapane zycie (Mammaja). Jest
                      bardzo waznym, aby ktos naswietlil dana sprawde z wlasnego doswiadczenia -
                      pomaga to zrozumiec aspekt, ktorego inna osoba nie bierze w ogole pod uwage
                      (Fed). Moze odmienne podejscie pozwoli zobaczyc cos z drugiej perspektywy?
                      Czasami samo wysluchanie z uwaga pozwoli zrozumiec, ze nie wszyscy z innym
                      zdaniem sa od razu extremistami. Poza tym mysle, ze warto sie zastanowic czy
                      rzeczywiscie brak tolerancji dla nietolerancji nie jest... wlasnie:
                      nietolerancja (Monia) i tym samym poczatkiem nowego rezimu (to juz moj dodatek).

                      Co do tej adopcji... hmmm... kiedys wpadla mi w oko notatka o wykluciu sie
                      dwuglowego zolwia. Inne od razu rzucily sie na to stworzenie i tylko dzieki
                      szybkiej interwencji nie zagryzly go na smierc. Sympatyczne te mordki byly.
                      Opiekun dbal o niego, zolwik rosl sobie spokojnie i radosnie i to jest super i
                      tak byc powinno! W koncu nie jego wina, ze natura pomieszala mu w DNA czy innych
                      chormonach, tym bardziej, ze poza tym byl normalnym okazem. Moim zdaniem to, ze
                      powinnismy tolerowac i akceptowac takie przypadki, nie znaczy, ze mamy od razu
                      do czynienia z nowym gatunkiem i na sile rozmnazac go. Wydaje mi sie, ze jest
                      roznica miedzy postepem spolecznym a spolecznie poprawna interpretacja praw
                      natury. Ale... to tylko moje zdanie a co ja tam wiem...

                      Z reszta... to juz tylko kwestia czasu, kiedy dobiegnie konca ogromna zmiana
                      socjalna i Wielki Kalifat, ktory zastapi Wspolnote Europejska wybije nam z glowy
                      nawet takie rozmowy a co dopiero homoseksualism smile

                      I tym "pozytywnym" akcentem koncze swoj udzial w rozmowie na temat adopcji smile
    • luiza-w-ogrodzie Srooooda, nareszcie 17.02.10, 00:03
      Sroda, czyli joga i ostatni dzien w tygodniu w biurze, hurra! Moja radosc
      przycmiewa tylko straszliwy stos rzeczy do wykonania w pracy, ale nic to,
      ciezarowka UAZ prze do przodu...

      Za oknem jest slonecznie i sucho, w planach na popoludnie mam przejrzenie
      (wreszcie) zdjec z wakacji i wydrukowanie niektorych z nich dla rodziny w Polsce.

      Pozdrawiam i wracam w ciemna i metna glebine obowiazkow zawodowych
      Luiza-w-Ogrodzie
      Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu.
    • jej_maz Ostatki... 17.02.10, 05:31
      ...a ja nie na temat smile To znaczy karnawalowo pokazalem zdjecia a reszta to taka
      wlasna "dzisiajkowa" prasowka.

      Znowu notka w dzisiejszej gazecie uswiadomila mi, ze wiele rzeczy zmienia sie
      jednak na dobre, chociaz na pierwszy rzut oka zmiana wydaje sie przynajmniej
      dziwna. Otoz pracownik zaskarzyl swoja byla firme do Canadyjskiej Komisji d/s
      Praw Czlowieka za dyskryminacje, poniewaz zostal zwolniony za... alkoholizm.
      Kiedys takie zwolnienia byly noralnym, usprawiedliwionym i spolecznie
      akceptowanym postepowaniem, prawda? Dzisiaj nie - dzisiaj alkoholizm, narkomania
      i inne takie "inwalidztwo" (disability) i pracodawca ma obowiazek pomoc,
      zapewnic czas na rehabilitacje, zapewnic leczenie itd. itp. Wydaje mi sie to
      socjalnie odpowiedzialne stanowisko - w koncu czasami wystarczy pomocna dlon aby
      uratowac komus, kto nie potrafi das sam sobie rady zycie, prawda? Co Panstwo
      sadzicie?

      Milego dnia zycze - Mark

      PS - Takie przynajmniej jest prawo w Canadzie - tutaj wyciag z
      Komisji
      d/s Praw Czlowieka Prowincji Ontario
      • jan.kran Re: Ostatki... 17.02.10, 07:39
        Moniusmile))))
        Sarenkę i kotka jako kolegów owszem bym akceptowała .. jako partnerów
        seksualnych nie.
        Tu kończy się moja tolerancjasmile))))

        A tak OT pytam siE wszystkich wszędzie to i tu.
        Chcę mieć w perspektywie dwa koty . W dalszej , może za rok.
        Czy rzeczywiście dwa koty chowają sie lepiej niż jeden ?
        I jak znależć kota hypoalergicznego na 200 % ?

        K.
        • fedorczyk4 Re: Ostatki... 17.02.10, 08:53
          Na kotach dla alergików nie znam sie zupełnie, ale potwierdzam że
          przeważnie dwa lepiej niż jeden. Moje kochałay się bardzo, bawiły
          świetnie i było solidarne i lojalne wobec siebi. Maćma ma 4 koty i
          też nie jest źle, a nawet odwrotnie. Moja Synusiowa która nie lubi
          kotów(ha, ha, ha) właśnie kota adoptowała kilka tygodni temu i już
          kombinuje nad znalezieniem sobie następnych sierotek kocich.
          Strasznie zarażliwe bydlątkasmile
      • fedorczyk4 Re: Ostatki... 17.02.10, 08:55
        A swoją drogą Marku, zastanawiam się czy to nie jest już przesada.
        Pracodawca zatrudniając nie bierze w końcu na siebie
        odpowiedzialności za całe życie i zdrowie pracownika. Dziwne to mi
        sie trochę wydało.
    • fedorczyk4 Środa 17.02.10, 09:05
      Wyjątkowo nic nie leci z nieba. Za to dla odmiany Maćma znowu chora,
      więc znowu będę 6 razy latała z psami na spacer. Może schudnęsmile)))
      W piatek wraca le Mąż, więc muszę zacząć pracować nad sobą.
      Strasznie się rozbestwiłam podczas tych 3 tygodni prawie samotności.
      A godzinę temu wyrwał mnie z wanny pan z paczką z Allegro. Przyszły
      moje nowe aktywne wielbłądy. Czyli zakupione kozaki. No po prostu
      bajkowe. Dokładnie po moich piniondzach i do gumna i w góry i na
      balsmile
      • jan.kran Re: Środa 17.02.10, 09:19
        W życiu nie chciałam mieć zwierzęcia...
        Miałam żolwia li tylko i jak zdechł to było smuuutno a potem już nie chciałam nic.
        Psa nie mogę mieć a poza tym nie chcę.
        Koty mnie zawsze fascynowały ale nie na tyle żeby wpuścić do domu na stałe.
        Ale od kiedy Brat Numer Dwa stał się kociasty i ma już trzeci egzemplarz a każdy
        inny to mnie napadło.
        Tylko że u nas jest spory problem bo Junior kocha koty , kilkoro Jego znajomych
        ma owe...
        Ale On na sam dźwięk słowa KOT puchnie i go wysypuje...
        Już mieliśmy jazdy z duszeniem się i totalną wysypką wszędzie ...
        Co mnie mocno zniechęca to przykład koleżanki z sąsiedniego forum która wzięła
        dwa koty , hodowca zapewniał że na pewno
        hypoalergiczne ...
        Mąż alergik niestety ich nie strawił i musieli oddać...

        Mam w planie popytać , poszukać a potem wypożyczyć czyjegoś kota na próbę...
        Ale to kwestia czasusmile
      • jutka1 Re: Środa 17.02.10, 15:13
        Środa trochę zabiegana, ale mieści się w normie.

        Wczorajszy wieczór, i w poniedziałek też, spędzałam babeczkując poza domem, więc
        dzisiaj z przyjemnością spędzę wieczór w domu. Tym bardziej, że jutro też poza
        domem.

        Poza tym jest szaro, pada deszcz, i dawno już nie miałam takiej tęsknicy za
        wiosną........
        • mammaja Re: Środa 17.02.10, 17:52
          No to mam juz za soba operacje małzonka, teraz jego rzeczą jest
          ladnie się zagoić. narazie muszę odpocząć po cięzkim dniu smile
          • verbena1 Re: Środa 17.02.10, 20:13

            Zycze Malzonkowi szybkiego powrotu do zdrowia i do domu i pozdrawiam
            serdecznie.
            Nie lubie srody, dluzej pracuje, wracam do domu zmeczona i wypluta.
            Jutro na szczescie czwartek czyli prawie weekend.
            Zima powolutku odpuszcza, wsadzilam pare galazek forsycji do wazonu
            i czekam kiedy wypuszcza kwiatki.
            Jak nuzy sie to czekanie na wiosne.
            • ewelina10 Re: Środa 17.02.10, 20:48
              Mmko życzę skutecznej kuracji dla męża. Współczuję wielogodzinnego czekania na krzesełku. Po ostatnich przygodach mam dosyć medyków. Wciąż jeszcze nie jestem w pełni sprawna.

              Dzisiaj po przerwie mieliśmy pierwsze zajęcia. Trochę chaosu było, bo studenci mieli poprawkowe i trzeba było dwa razy zmieniać aulę.

              Wnuczę złapało ospę. Dobrze, że wczoraj udało nam się jeszcze być na balu w przedszkolu.
              • dado11 Re: Środa 17.02.10, 23:22
                Za mną dzień porządkowania rzeczy zabałaganionych, przygotowania gruntu pod
                kolejne zlecenie (smile), dziecko wpadło zobaczyć rodziców, no i nie padał
                śniegsmile całkiem miły dzień.
                Wciąż mam problem z myśleniem o sobie jako o babci, ale myślę że niedługo mi to
                przejdzie. Jak nie, to trudno...
                Jutro dzień baaardzo pracowity, więc zaraz zmykam spać, marzę już o zobaczeniu
                pierwszych zielonych kiełków, o zapachu mokrej, nagrzanej słońcem ziemi i o
                ptasim wiosennym rozgardiaszu...
                dostaję ciarek na widok hałd białego, które leży i leży, i leży... bleee...
                Mammaju trzymam kciuki za zdrowie twojego małżonka, oby szwy pooperacyjne
                zniknęły bez śladu, szybkosmile
                Ewelino. wracaj nam już do zdrowia, ależ cię to paskudztwo długo trzyma...sad
                pozdr. d.
              • luiza-w-ogrodzie Ewelino, dbaj o siebie 18.02.10, 00:52
                Ewelino, dbaj o siebie, to rzeczywiscie cos dlugo trwa. Czy mialas ospe
                wietrzna? Uwazaj na polpasiec, wywolywany przez ten sam wirus nawet u osob,
                ktore w dziecinstwie przeszly ospe. Wnuczek przejdzie chorobe szybko, gorzej,
                jesli dorosli zlapia...

                Pozdrawiam
                Luiza-w-Ogrodzie
                Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń
                się. Całe życie? Załóż ogród...
                • ewelina10 Re: Ewelino, dbaj o siebie 18.02.10, 12:36
                  Luizo, na szczęście ospę przeszłam w dzieciństwie. To są jakieś powikłania po infekcji, a medycy są bezradni.
          • luiza-w-ogrodzie Odpoczywaj, Mammaju 18.02.10, 00:34
            Zasluzylas sobie na odpoczynek. Mam nadzieje ze operacja przeszla pomyslnie a
            malzonek nie bedzie robil niczego, co mogloby skomplikowac gojenie sie!
            Pozdrawiam
            Luiza-w-Ogrodzie
            Forum AUSTRALIA
    • luiza-w-ogrodzie Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 01:24
      Jak dotad czwartek zapowiada sie spokojny i pod chmurka a raczej pod wieloma
      chmurami. Pogoda jest zmienna, swieci slonce, wieje zimny wiatr z poludnia (w
      nocy bylo 16 stopni!), czasem spadnie troche lekkiego (na szczescie) deszczu.
      Dzieki wiatrowi ogrod podeschnie i bede mogla w nim cos zrobic w poludnie, gdy
      przyjda sprzatacze. Na razie w ogrodzie urzeduje Zlota Raczka z pomocnikiem i
      cementujac miedzy kamieniami wykanczaja murek, duze schody i male schodki,
      prowadzace do zbiornika wody za kuchnia letnia. Juz sie ciesze na urzadzanie
      nowego ogrodka w tym zakatku!

      W kuchni szaleje nowa kroliczka, stary krolik w ogrodzie nadzoruje Zlota Raczke,
      ja siedze i pracuje, ale bez wyrywania sobie rekawow, bo wczoraj okazalo sie ze
      moja managerka podjela sie wielkiego projektu i teraz ma tyle pracy, ze i tak
      nie nadaza przegladac raportow jakie dla niej produkuje, he he he. Chcialabym
      skonczyc wszystkie roczne sprawozdania do konca przyszlego tygodnia a potem bede
      robic rutynowe tygodniowe raporty i uczyc sie jak projektowac strone internetowa.

      Lato powoli sie konczy, czuje jak wzbiera we mnie coroczna jesienna chec
      wielkich prac ogrodowych i wedrowek po buszu. Zaczynam juz myslec o jesieni i
      zimie. Dzisiaj bede czyscic i konserwowac maly piecyk drzewny na werandzie.
      Drewna opalowego mamy co namjmniej 8 kubikow i codziennie walcze z Buszmenem,
      ktory ukradkiem sciaga jakies piekne eukaliptusowe pienki - wiem, ze sa
      znakomite do palenia, ale juz nie mamy gdzie ich skladowac!

      Tyle z poznoletniego frontu robot - pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • fedorczyk4 Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 08:46
        Dołączam się do życzeń zdrowia dla mężą i dla Eweliny. Ew, a w końcu
        Cię zdiagnozowali?
        U mnie nic ciekawego. Praca, synkowie, dzisiaj ma wpaść Dziecinka,
        po 6 psich spacerów dziennie.
        • mammaja Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 11:12
          Fed, podziękuj Maci za te spacery - to samo zdrowie smile
          Po ekscytującej lekturze ogrodowej Luizy patrzę z niechęcią na to
          białe, pokrywajace pól metrową warstwą mój ogródek!
          Mżonek ma się niezle, jutro go pewnie wypiszą. Zadzwonił o 6 tej
          rano po czystą piżamę smile Noi syn mu zawiózł. Muszę się zbierać do
          kolejnych zajęć czwartkowych + szpital, nie ma lekko.
          Ewelino, czy nie za wcześnie wstałaś po chorobie?
          Wszystkim milszego dnia życzę smile
          • ewelina10 Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 12:47
            Mmko, dobrze że to nic poważnego i męża już wypisują do domu.

            Dłużej się już nie da siedzieć w domu. I nie chodzi tutaj o czekające sprawy, ale psychika nie wytrzymuje. Jak czytam Fed to myślę też o swojej rodzicielce. Trzeba ją jakoś wspomóc i dodać otuchy, że nie jest sama smile

            Na wsi wciąż jeszcze dużo śniegu, chociaż jakby się "przykurczył" smile Przed chwilą z dachu rozległo się głośne osuwające łup, trzeba będzie także coś zrobić ze zwisającymi soplami. A w mieście kłopot z parkowaniem, udaje się to tylko w głębokich koleinach wyrobionych w zalegającym śniegu na chodnikach.
            • fedorczyk4 Historyjka słodka 18.02.10, 16:18
              jak miódsmile
              deser.pl/deser/1,83453,7576249,75_letnia_babcia____pobila_zlodzieja__WIDEO_.html
            • jutka1 Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 19:09
              Mammajko, mężowi zdrowia, Tobie też szybkiej rekonwalescencji życzę.

              Ew.! A Ty nie szarżuj, już dolecz to świństwo.
              • mammaja Re: Spokojny czwartek pod chmurka 18.02.10, 20:10
                Ewelinko, trochę mnie rozbawiłaś pisząc :"to nie było nic
                poważnego". To była bardzo trudna operacja, bo trzeci raz w tym
                samym miejscusmile Ale mówia, że się udadla. A wypisuja, bo takie maja
                teraz instrukcje. W domu też poleży smileJa też mam dosyć tego
                jeżdżenia do szpitala.
                Nasze zaspy robią sie brudne, ale twardo blokują ulice, samochody
                nie moga sie wyminąć, trzeba zjeżdzac na przydomowe parkingi, żeby
                przepuscic. Możg mam chwilowo zlasowany, nic w nim się nie dzieje sad
                • mammaja Dzień Kota 18.02.10, 22:40
                  Wczoraj był podobno Dzień Kota, więc z opóznieniem składam
                  najlepsze zyczenia wszystkim Waszym faworytom i ich przyjaciołom!
                  • dado11 Re: Dzień Kota czy Psa, jeden pies...;-) 18.02.10, 23:25
                    czwartek był pełen pracy, ale i tak znalazłam godzinkę na zmęczenie w siłowni,
                    coraz bardziej lubię moje biegi pod górę, dziś znów 4 km... trochę zgrzytam na
                    zakrętach, ale i tak miłosmile
                    dzień Psa, bo nasza Mańcia (czyli jamniczka lat 12) zaczęła deczko szwankować, i
                    mimo zastrzyków na "wszelkie złe" jakoś nam się nie podnosi... wciąż chodzi
                    osowiała, i z ogromnym wyrzutem w oczach. Coś mi się wydaje, że od poniedziałku
                    zaczniemy maraton po rentgenach, badaniach itp...sad ale, jak trzeba, to trzeba...
                    jutro niezbyt miłe pogaduchy z współpracownikami (o kasie, oczywiście...), a
                    potem ganianie po zatłoczonej stolycy...
                    no i wpadnę do dzieci, zobaczyć jak rosnąwink
                    d.
                    • mammaja Re: Dzień Kota czy Psa, jeden pies...;-) 19.02.10, 10:25
                      Dado, wspolczuje Manci i Wam! Te psie oczy patrzace na nas w
                      oczekiwaniu pomocy dzialaja bardzo silnie, oby trafic na dobrego
                      weta!
                      O moim dzisiaj lepiej nie mowic! Pozdrawiam jedynie!
                      • fedorczyk4 Re: Dzień Kota czy Psa, jeden pies...;-) 19.02.10, 10:39
                        Odpozdrawiam Mammajko i siły życzę. Maćma znowu zaniemogła, le Mąż
                        wraca.
                        Po drodze jakiś horror wczoraj przemazał mi się przez dom, pod
                        postacią pana Złotej Rączki któremu zabiło brata. Prawie miesiąc
                        temu. We Wrocławiu. Brat, jak go do szpitala dostarczono, był
                        jeszcze przytomny i podał imię nazwisko i miejsce zamieszkania
                        rodziców. Zmarł 26 stycznia, a rodzinę zawiadomiono wczoraj!!!!!
                        A z pozytywów, Dziecinka spędziła wczoraj popołudnie w
                        swoim "starym" pokoju. I kiedy odwoziłam ją powiedziała mi, że
                        oglądała swoje albumy ze zdjęciami i że ona jeszcze nie chce mieć
                        dzieci. Trochę mnie przytkało, bo jedno z drugim wydało mi sie
                        raczej luźno powiązane!
                        No to mi wytłumaczyła, że ona miała tak wspaniałe dzieciństwo, że ma
                        tak cudowne wspomnienia, że chce mieć dzieci dopiero wtedy kiedy
                        będzie mogła dać im tyle ile myśmy jej dali.
                        No i wzruszyłam się. Bo gdyby mi to powiedziała osoba po przejściach
                        która z perspektywy doznań życia dorosłego powiedziała coś takiego,
                        to byłoby to normalen. Ale jak mówi to niespełna 20 latka, w której
                        życiu nic dramatycznego (i oby nigdy) się nie zdarzyło, to nabiera
                        innego smaku i wydźwięku. Ona docenia! To niezwykłewink
                        Ech, idę wypełnić ankietę i do roboty.
                        • jej_maz ...a poza tym... 19.02.10, 18:12
                          ...wszystko w porzadku smile Potrzebuje wakacji i przydalby sie tydzien gdzies na
                          sloneczku. Moje dziewczyny szykuja sie na Polske w maju... Rodzice zony sa coraz
                          starsi i zaczyna to byc naprawde duzym problemem sad
                          • mammaja Re: ...a poza tym... 19.02.10, 18:51
                            No a kiedy Ty, Marku zdecydujesz sie na przyjazd?
                            Melduje, ze dowiozlam mzonka w domowe pielesze, wszystko poszlo
                            nadzwyczaj dobrze. na parkingu szpitalnym horror, krazace w
                            poszukiwaniu miejsca auta, po czterdziestu minutach znalazlam
                            stosowne miejsce. Teraz spokoj w domu. Nie liczac pokrzykiwan
                            Frania smile
                            • jej_maz Re: 19.02.10, 19:12
                              Oj - mam nadzieje, ze nie wzielas mi za zle tego "poza tym wszystko w
                              porzadku"?! Napisalem tak po swoim "tasiemcu" w odpowiedzi dla Kamfory a
                              "dzisiajkowo" naszly mnie mysli o starszy juz tesciach i zwiazanych z tym
                              problemach, po "kibicowaniu" Twojemu mezowi aby szybciutko wrocil do siebie
                              (doslownie i przenosni).

                              Hmmm... chyba juz nigdy. W kazdym badz razie jest to na tak dalekiej pozycji
                              priorytetow, ze az nie miesci sie na liscie. Za duzo by tu pisac dlaczego, ale
                              bedac tu z Wami, mam wrazenie ze jestem wsrod Was - to juz duzo smile
                              • mammaja re Powroty 19.02.10, 23:14
                                Powroty po wielu latach bywają trudne, ale nie nalezy ich
                                wykluczyć.
                                Dzięki za zyczenia zdrowia, przekaże mu smile
                                • monia.i Re: re Powroty 20.02.10, 01:21
                                  Mammajko - ściskam mocno - mam nadzieję, że małżonek powoli dochodzi
                                  do siebie, a Ty pewnie jesteś dzielna jak zwykle kiss
                                  • verbena1 Wreszcie odwilz ! 20.02.10, 09:30

                                    Hurra, snieg topnieje, wreszcie widac trawe w ogrodzie, zaorane
                                    pola na horyzoncie i nie ma juz lodowej powloki na drodze.
                                    Czas najwyzszy, juz zaczynalam tracic ochote do zycia. Wczoraj jakis
                                    dziwny bol w plecach juz myslalam ,ze jakis wirus mnie jednak dopadl
                                    ale dzis juz lepiej.

                                    Marku , niemoznosc powrotu do Polski wydaje mi sie jakas straszna
                                    kara, na ktora chyba nie zasluzyles. Gdybys sie jednak kiedys
                                    zdecydowal ,przezylbys napewno szok, w pozytywnym znaczeniu
                                    oczywiscie.
                                    Byc moze niektorzy nie odczuwaja tak wielkiej potrzeby powrotu lub
                                    chociaz odwiedzenia rodzinnego kraju. Moj byly maz, mieszkajacy od
                                    26 lat w Australi byl w Polsce tylko jeden raz i nie wybiera sie
                                    ponownie. Corka zas ,gdyby mogla ,bylaby co roku w Europie, na co
                                    cieszylabym sie niezmiernie.

                                    Milej soboty wszystkimsmile
                                    • mammaja Re: Wreszcie odwilz ! 20.02.10, 20:21
                                      Już mija ta sobota, z problemu pt. zaspy wchodzimy w problem
                                      rozlewiska. No coz, taka okolicasmile nie poszłam na wernisaż, nigdzie
                                      nie poszłam, no nie jestem w formie. Byle do wiosny!
                                    • jej_maz Re: 21.02.10, 05:47
                                      smile Dziekuje za dobre slowo (ze nie zasluguje na kare), ale ja to za kare nie
                                      uwazam... ot tak sie jakos u mnie sklada. Mammaja ma racje: nie powinienem nigdy
                                      mowic nigdy i wycofuje to. Tak jak wspomnialem - za duzo pisania i moze kiedys
                                      rozwinie sie tu jakas rozmowa na tematy powrotow. Mysle, ze w moim przypadku
                                      najwazniejsze jest to ze juz tam nie mam nikogo, zadnej rodziny, rowniez to, ze
                                      wyjezdzajac zdawalem sobie sprawe ze jest to wyjazd permanentny na emigracje a
                                      nie na saksy. Dzieci urodzily sie juz tu (OK - syn w Polsce ale mial roczek jak
                                      wyjechal), tu jest nasz dorobek, tu mamy nasze zycia zawodowe i socjalne,
                                      przyzwyczajenia, mysle, ze rozumiemy ten kraj jak i odpowiada nam jego
                                      specyfika. Nie wyrzekamy sie korzeni a wrecz przeciwnie: dzieci mowia piekna
                                      polszczyzna, sa dumne i podkreslaja swoje pochodzenie, ale po ponad polowie
                                      zycia juz jestesmy tutejsi. Jest wiele miejsc w Polsce, ktore ewentualnie
                                      chcialbym odwiedzic i znajmomych, ktorych bardzo chcialbym spotkac (na przyklad
                                      Panstwa!), ale zdaje sobie sprawe, ze mogloby mi sie tak spodobac, ze dopiero
                                      czulbym sie rozdarty przez ocean. Tak - obawa przed wlasna reakcja i
                                      konsekwencjami tez w jakims stopniu wplywa na takie a nie inne postepowanie. To
                                      tak z grubsza dlaczego nie wink
                                      • fedorczyk4 Re: 21.02.10, 11:28
                                        To brzmi bardzo logicznie Marku, chociaż myślę że zdecydowanie nie
                                        powinieneś odrzucać myśli o wizycie w Polsce. Nie każda wizyta daje
                                        potrzebę powrotusmile
                                        Ja trochę bałam się zeszłorocznej wizyty we Francji a zwłaszcza w
                                        Paryżu. Zastanawiałam sie czy przypadkiem nie pożałuję powrotu do
                                        Polski, czy nie szrpnie mnie za trzewia, czy nie zapragnę znowu
                                        stanowić cząstki tego miasta, tamtych przyjaciół. Ale nie, jednak
                                        mam charakter perzu. tam gdzie jestem tam mi dobrzesmile
    • jutka1 Niedziela, szaro ale cieplej 21.02.10, 10:38
      Za oknem szaro, ale ma być dziś 8 C. A w najbliższych dniach nawet do 12 C! smile
      Już mogłaby wreszcie przyjść ta wiosna...

      Miłej niedzieli życzę smile
      • fedorczyk4 Re: Niedziela, szaro ale cieplej 21.02.10, 11:31
        A w Warszawie słońce od rana. Mam za sobą 2 spacery psie, wizytę w
        całodobowej aptece i szybkie sprzątanie, maszyna kręci się. Zaraz
        jadę na spotkanie z lokatorką UP potem po Wnucze, z Wnuczęciem do
        kina, potem odstawiam go do domu, wracam do psów, etc....
        • mammaja Re: Niedziela, słonecznie 21.02.10, 12:09
          W pelnym blasku slonca swiat ma sie lepiej! Nie mniej Sytuacja
          domowa nie jest jeszcze normalna, mzonek uskarza sie bole
          pooperacyjne, trzeba go podtrzymywac na duchu smile Ale bedzie lepiej!
          Miłego dnia smile
          • mammaja re - powroty 21.02.10, 12:14
            Wypowiedz Marka jest ciekawa i wyczerpujaca. Ciekawe, że małzonka,
            jak napisałeś, nie ma tych problemów, jeżdzi i wraca. Może ze
            względu na rodzinę. Ja przez wiee lat toczylam rozmowy na ten temat
            z braćmi mojego taty - obaj na emigracji wojennej. Ale to juz inna
            bajka, moze wrocimy do tego tematu.
            • verbena1 Niedziela 21.02.10, 12:55

              Od wczoraj mamy w domu goscia, nieduzy wprawdzie ale robi
              zamieszanie za trzech. Piecioletni wnuczek Rieksa ,osobnik
              niezmiernie ruchliwy, zadajacy mnostwo pytan, majacy dziesiec
              pomyslow na minute , wymagajacy ciaglej uwagi potrafi czlowieka
              solidnie zmeczyc. W tej chwili oglada tv i mamy troche spokoju.
              Wczoraj bylo pieczenie gofrow dzis lekcja malowania i proby
              pozowania do portretu ale siedzenie bez ruchu jest dla tego mlodego
              czlowieka ponad jego mozliwosci.
              Po obiedzie odwozimy szkraba do domu i bedziemy rozkoszowac sie
              cisza. Kotka obrazona i zazdrosna ,ze nikt nie zwraca na nia uwagi
              zwinela sie w swoim koszyku i spi.
              To by bylo na tylesmile
              • mammaja Re: Niedziela 21.02.10, 16:05
                no i jak dobrze, że po tej miłej niedzieli możecie go odwieżć smile
                • ewelina10 Re: Niedziela 21.02.10, 17:18
                  Mmko, przy takiej opiece na pewno rekonwalescencja pacjenta będzie skuteczna smile

                  Słoneczna pogoda wyciągnęła nas również na spacer po Krakowskim przedmieściu. Dzień łaskawszy dla zdrówka. Czasami, lubię sobie zrobić taką trasę od rynku do placu Piłs. Nie wiem, czy to tegoroczna zima sprawiła, ale na elewacjach budynków Starówki można dostrzec więcej odpadających tynków i zacieków
                  • foxie777 Re: Niedziela 21.02.10, 19:37
                    Jestem strasznie zalatana,a za kilka dni odwiedza mnie moja
                    przyjaciolka z Bostonu, wiec jeszcze wiecej bede zajeta.
                    Mammajo,ciesze sie,ze malzonek jest ok.Oby do przodu.
                    Jan Kran,jako wielka milosniczka kotow,uwazam,ze jesli masz
                    alergiczna osobe w domu.pomysl na posiadanie kota jest zly.
                    Niestety proteiny w ich slinie sa dla alergikow bardzo szkodliwe.
                    Najmniej "alergicznym" kotem jest kot syberyjski,a przy tym
                    strasznie piekny.To powazna decyzja na dlugie lata.Napisz cos wiecej.
                    Dado,ja Ciebie tez nie widze jako babcie,ale zazdroszcze jak cholera.
                    Po prostu bedziesz super babcia.
                    U nas piekna pogoda i moja rodzinka jest szczesliwa ,ze wyrwie sie z
                    polskiej zimnicy.Przylatuja w polowie marca na miesiac.
                    W sprawie mojego paszportu na razie cisza.Strasznie jestem ciekawa
                    co dalej wymysla.
                    Jutko,mojej znajomej sliczny maincoon Goliath umarl kilka dnie temu
                    Kiedys o nim pisalam,ze ciagle nas odwiedzal,i zagladal do domu.
                    Zyl w przyjazni z Foxie.Jest nam wszystkim bardzo teraz smutno.
                    Moja kocia na szczescie sa ok,i mam nadzieje ze Daisy tez.

                    Tymczasem pozdrawiam tropikalnie
                    • jan.kran Re: Niedziela 21.02.10, 20:37
                      Foxie , jest mi bardzo przykro ale chyba z kotów nici.
                      Syberyjskie też uczulają...
                      Bylam na kocim forum i niestety trudno znaleźć kota hipoalergicznego...
                      Decyzja będzie bardzo przemyślana.
                      Doradzono mi koty leśne norweskie , są przepiękne...
                      Na razie może spróbujemy pożyczac koty od znajomych i w ten sposób odczulać Juniora.

                    • jutka1 Re: Niedziela 21.02.10, 20:56
                      Jak przykro, Foxie. Co mu było?
                      • foxie777 Re: Niedziela 21.02.10, 22:56
                        JanKran,to rzeczywiscie super pomysl,i ciesze sie ze tak podchodzisz
                        do tego zagadnienia.
                        Jutko,Goliath mial zatory brzuszne i mimo ze kilka razy udalo sie go
                        uratowac,przez mojego super Veterynarza,tym razem niestety nie dal
                        rady.
                        Mial osiem lat i byl przecudny.Jego wlascicielka nie moze sie
                        pozbierac.
                        pozdrawiam
                        • lablenka_x Niedziela z klangorem zurawi w tle 21.02.10, 23:18

                          Od rana słonecznie i ciepło.Na sniegu pojawiły sie liszaje zieleni.
                          Dzis wywabił mnie na balkon znajomy dzwięk i zobaczyłam PIERWSZE
                          ŻURAWIE i ich krzykliwe głosy.
                          To znak,że wiosna, moi Panstwo, do nas się zbliża.
                        • jutka1 Re: Niedziela 21.02.10, 23:54
                          Osiem lat? To jak na MaineCoona młody. sad
                          Przeprzykre.
            • jej_maz Re: re - powroty 21.02.10, 23:17
              Jak malzonka? Oczywiscie inaczej ze wzgledu na rodzine - do dzisiaj ma "smutne
              dni", zwlaszcza po rozmowach z rodzicami, gdzie wyczuwa, ze cos dzieje sie nie
              tak. Wowczas westchnie sobie gleboko i wymruczy, ze "gdyby miala raz
              jeszcze...". Moim zdaniem wynika to troche z tego, ze kobiety podchodza do
              wszystkiego zdecydowanie bardziej emocjonalnie i konsekwencje pewnych decyzji
              "ciagna" sie za Wami przez cale zycie, podczas gdy my - mezczyzni - jestesmy z
              zalozenia zwolennikami bardziej radykalnych krokow i tym samym zdajac sobie
              sprawe, ze "gdzie drwa rabia, tam wiory leca" potrafimy dac sobie z tymi
              emocjami rade. Musze jednak przyznac, ze wystarcza jej dwa tygonie w Polsce i
              wraca (jak sama to okresla) z ogromna ulga do domu. Skad ta ulga? Oczywiscie
              dzieci, mam nadzieje ze tez troche ja wink ale i to co napisalem wyzej o
              rozumieniu tego kraju i jego specyfiki, ktora nam odowiada. Nawet po ostatnim
              powrocie moich dziewczat (dwa lata temu, pierwszy raz po osmiu) powiedziala, ze
              juz nie moglaby tam zyc na stale. Na moje pytanie o jedna, najbardziej ewidentna
              przyczyne powiedziala, ze... ludzie. Mam nadzieje, ze nikt mnie tu zle nie
              zrozumie - nie zyje w raju i tez tu jest w cholere problemow, ale tu przechodnie
              czesto usmiechaja sie na ulicach nawet do nieznajomych, mowia "hi", pytaja "how
              are you?", a juz w urzedach, sklepach... no gdziekolwiek, gdzie jest sie
              klientem/petentem, to juz norma i to wcale nie wymuszana przez pracodawcow. To,
              ze Polacy sa bardziej... agresywni (z braku lepszych "delikatnych" okreslen) da
              sie zauwazyc na forach, gdzie czytam tez kanadyjskie i to na tematy, gdzie az
              wiory leca. Tam jednak zachowuje sie pewien umiar w uzywanym jezyku a ataki
              personalne sa raczej rzadkoscia - na polskich forach jest jednak zdecydowanie
              inaczej. Tak czy inaczej przyzwyczajenie jest druga natura czlowieka i chyba
              rosnaca z wiekiem niechec do zmian powoduje, ze zona tez traktuje wyjazd do
              Polski bardziej jako obowiazek niz potrzebe natury natury wyzszej.
    • luiza-w-ogrodzie Goracy weekend przeleeecial... 21.02.10, 23:15
      ..i znowu jest poniedzialek :o(

      W piatek mialam tyle pracy, ze nie zdazylam sie wpisac na forum, poza
      obrzadzeniem forum Australia. A poniewaz wskrzesilam piatkowe obiadki z
      przyjaciolmi, piatek zakonczylam juz w sobote :o) wesolo bylo...

      Sobota i niedziela byly gorace dzieki wiatrom z polnocy. Nie zrobilam w ogrodzie
      tego, co planowalam, bo bylo za cieplo. W sobote wsialam nastepna skrzynke
      salaty, wypielilam jeden taras i zrobilam dwa prania. A wieczorem na 21:30
      poszlismy na film "The Road", najbardziej realistyczna wersje konca swiata jaka
      widzialam. Fantastyczna sceneria i ponura historia, Viggo Mortensen w glownej
      roli to strzal w dziesiatke. Nie polecam ogladania tego filmu zima i wieczorem.

      Niedziele odsypialam, po kilku lekkich robotkach w ogrodzie zdecydowalam sie na
      wykoszenie pol metra kwadratowego bazylii, z ktorej lisci zrobilam pesto. Wyszlo
      go ze dwa litry, porozdawalam znajomym i sasiadom. Bazylie przycielam jakis 25
      cm nad ziemia i nawiozlam, wiec powinna dac drugi plon. Siedzac wsrod ziol i
      patrzac na blekitnie kwitnacy plozacy rozmaryn wpadlam na pomysl, zeby go
      posadzic w kroliczym ogrodzie, gdzie mam juz kilka roslin o blekitnych kwiatach:
      agapanty i szalwie. Bede mnozyc rozmaryn gdy sie troche ochlodzi.

      Dzis ma byc jeszcze gorecej, jakies 36 stopni w cieniu. Jak zwykle w upalne dni
      kroliki sa zamnkiete w domu a kury wypuszczone na ogrod. Na szczescie w lutym
      noce sa juz chlodniejsze, jutro ma przyjsc przelotny deszcz i przzez nastepny
      tydzien temperatury beda w okolicy 26 stopni, co mi sie bardzo podoba. Moze
      wreszcie zaczne przekopywac potwornie zachwaszczone miejsce na ogrodek w stylu
      wiejskim, na co sie czaje od dwoch tygodni!

      Pewnie znowu zrobie mizerie do obiadu - jedyny ogorek, jaki zasadzilam owocuje
      jak szalonyi nie nadazamy jesc!

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń
      się. Całe życie? Załóż ogród...
    • dado11 niedziela, już prawie wiosenna:-) 22.02.10, 00:27
      miło spędzona z przyjaciółmi... najpierw wystawa orchidei w Bibliotece
      Uniwersytetu Warszawskiego (BUW), wystawa do doooopy, ale BUW niezwykły,
      właściwie zdziwiłam się, że jeszcze mnie tam nie było... jak tylko poprawi się
      aura to pojadę tam z aparatem. Potem (znów, niestety... no, te kalorie...)
      cukiernia na Solcu, potem całkiem niezła wystawa w Instytucie Wzornictwa
      Przemysłowego - ciekawe wzornictwo japońskie, warto zobaczyćsmile potem spacer po
      Starówce, wrażenia podobne jak u Ew., przykre dla oka liszaje odpadniętych
      tynków na smutnych kamieniczkach, tłum ludzi i taki trochę chaos... i smutek...
      wiosny nam potrzeba...
      ach, i ten bar mleczny przy Mostowej, to po prostu rarytas, cacko, takie klimaty
      już chyba tylko w muzeum PRL-u... po prostu cudowne.... (te kordonkowe firanki,
      tablica potraw aktualizowana ręcznie z drabinki, pani "na kasie" w fartuszku w
      gustowny rzucik, stoły laminowane na metalowych nogach, no i okienko... to,
      które wydaje potrawy, za 3,50... fantazjasmile
      a potem jeszcze mały obiadek w "Krokieciku" na Zgoda, nic tam się nie zmieniło
      (poza przestrzenią), od 1/4 wieku, nie jest źlesmile
      no i jeszcze pogoda, taki pierwszy powiew tego za czym wszyscy już tęsknimy...
      słońce, ciepło, jakaś zieleń nieśmiała...smile
      oj, rozmarzyłam się słodko...
      pozdr. d.
      • fedorczyk4 Poniedziałek 22.02.10, 10:06
        Pogoda znowu nieszczególna. Dado super niedzielę miałaśsmile))
        Wcale się nie dziwię ze BUW zrobił na Tobie wrażenie! prawdzie nie
        lubię elewacji od strony ulicy Dobrej, ale bardzo mi sie podoba od
        strony Wisłostrady, no i ogrody na dachach są rewelacyjne. W środku
        też jest pełno fajnych rozwiązań. Mieszkam blisko, więc korzystam z
        BUWu od lat. W pełnym zakresiesmile
        Verbeno, miałysmy podobne niedzielesmile Moje Wnucze w marcu kończy 5
        lat i też jest jak perpetum mobile (a może prepetuum? zaraz
        sprawdzę). Byliśmy na spacerze, w kinie i jesze raz na spacerze.
        Paszczęka mu sie nie zamyka!!!
        • lablenka_x Re: Poniedziałek słoneczny 22.02.10, 12:46
          Hahaha dziwisz mu się? Ma to przecież po Babcismile
          Niebo błękitne, słońce świeci, dachy stają się czerwone, zdejmują z
          siebie bieliznęwink.
          Czuć zbliżającą się wiosnę.
          • mammaja Re: Poniedziałek słoneczny 22.02.10, 13:43
            Niestety rano odwiozlam mzonka z powrotem do szpitala, gdzie go
            zatrzymali. Jakis stan zapalny, dali antybiotyk. Sudzielismy od 9.
            na krzeselkach, ja w miedzyczasie do domu po pizamke itd, on dalej
            siedzi. Znowu przyjechalam na troche. Dobrze, ze mam dosyc (pare km)
            blisko, inaczej bylby koszmar. Pogoda iscie wiosenna,, ale humor mam
            zimowy.
            Dado, uwielbiam tego "krowiaka" na rogu Freta i Mostowej. Nawet na
            wyns kupuję ruskie naleśniki, nigdzie takich nie ma!
            • fedorczyk4 Re: Poniedziałek słoneczny 22.02.10, 21:03
              Aj! Mm, trzymam kciuki za Twoją siłę i wytrzymałość. Mżonkowi życzę
              szybkiej rekonwalescencji!
    • luiza-w-ogrodzie Goracy wtorkowy poranek 22.02.10, 23:38
      Czekam na zapowiadane ochlodzenie, ktore przyniosa wiatry w poludnia. Po
      poludniu moze spadnie troche deszczu. Na razie jest na tyle goraco, ze wzielam
      kroliki do domu. Kroliczka siedzi w kuchni, krolik w pralni, oddzieleni sa
      dwiema kratkami wstawionymi w rame drzwi, przez ktore sie widza, ale nie moga
      pogryzc. Udaja ze sie ignoruja, co u krolikow jest znakiem, ze moze sie
      zaprzyjaznia. Damy im sie spotkac "twarza w twarz" w weekend i zobaczymy, czy
      sie beda bily.

      Siedze na werandie, patrze za okno i udaje ze ignoruje koniecznosc dalszego
      produkowania raportow, managerka co chwile wprowadza zmiany, wiec musze zmieniac
      formaty i dane, uch, jak ja tego nie lubie! No nic, czas wrocic do pracy -
      jeszcze tylko podleje doniczki i wypuszcze kury. Moze przy okazji zerwe kilka
      dojrzalych malin...

      Pozdrawiam wciaz niewatpliwie letnio
      Luiza-w-Ogrodzie
      Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu.
      • luiza-w-ogrodzie Wietrzne wtorkowe popoludnie 23.02.10, 06:31
        Doslownie pol godziny po tym, jak napisalam o goracym wtorkowym poranku, zaczelo
        wiac! Pootwieralam wszystkie okna, chlodny wiatr hula po domu, corka dzis
        ugotuje obiad i przyniesie do wieczornego ogladania film "Prestige", jest dobrze
        :o)

        Pozdrawiam popoludniowo
        Luiza-w-Ogrodzie
        Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu.
      • ewelina10 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 09:17
        MMko, mam nadzieję, że to nic poważnego.

        Luizo, o jakich ty przyjemnych rzeczach piszesz. Już zapomniałam, że może być tak upalnie smile

        U nas nie tak upalnie, ale za to pięknie słoneczko daje o sobie znać. Optymistyczne prognozy - nawet 12 stopni w tym tygodniu. Ptaki swoim ćwiergoleniem jakby więcej o sobie dają znać.

        Czeka mnie wizyta u doktora i badania u alergika. Doktor wciąż nic nie wie, a ja się cieszą, że odchodząca zima dobrze wpływa na moje zdróweczko smile
        • fedorczyk4 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 09:22
          W Warszawie poranek może trudno nazwać upalnym, ale jest piękne
          słońce i dodatnie temperatury. Ew, jako namiętny czytacz kryminałów
          czekam z zapartym tchem na rozwiązanie zagadki. Na co Ty byłaś
          chora?????
          Oczywiście piszę to z przymrużeniem oka, ale uważaj na siebie bardzo
          i nie szarżu. Takie choroby potrafią się zakopać w jakimś zakamarku
          człowieka i niedoleczone podgryzać latami. A Ty tak lubisz aktywny
          tryb życia!
          Mm, nadal trzymam kciuki.
          Luizo a może kilka zdjęć królewskiej pary?
          • ewelina10 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 09:45
            Ew, jako namiętny czytacz kryminałów czekam z zapartym tchem na rozwiązanie zagadki.

            Obawiam się, że to nie będzie tradycyjny kryminał z rozwiązaniem no i nie popełniono jeszcze morderstwa wink
            • monia.i Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 11:36
              Pozdrowienia dla wszystkich zostawiam, pogoda za oknem fajna, słoneczko wesołe -
              no, tyle że trochę kłopotów. Ale nic to - jakoś się da radę.
              Mammajko, mam nadzieję, że Małżonkowi polepsza się. Przedwiośnie czasem jest
              trudne dla rekonwalescentów, bo organizm osłabiony po zimie. No i o sobie nie
              zapominaj w tym biegu, nieraz, gdy czytam Twoje wpisy, mam wrażenie, że karuzela
              czasem się zacina..
              Uściski dla wszystkich i miłego dnia smile
        • ewelina10 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 14:10
          Alergia wykluczona.

          Ale badziewie zapalne wciąż jakieś siedzi i doktor przepisał trzecie, już bardzo silne antybiotyki.

          Znikam na parę dni, by nie przynudzać swoimi dolegliwościami.
          • mammaja Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 18:06
            Dziekuje za dobre slowa, lekarze mowia ze malzonkowib sie polepsza,
            ale nie wiemy na czym to polega. narazie dostaje antybiotyki i lezy,
            a ja musze zauwac codziennie do szpitala, bo mi zal biedaczka.
            Dzieci tez wpadaja, ale On czeka na Mnie. Ot,co . To juz nie bardzo
            sa sily na pisanie. Milego wieczoru olimpijskich emocji!
            • dado11 Re: Goracy wtorkowy poranek 23.02.10, 23:11
              Mammaju, Ewelino! zdrowia i wytrzymałości w walce z choróbskami!!!
              pozdrowienia dla małżonka Mmsmile
              całe szczęście, że pierwsze sygnały od najpiękniejszej pory roku już czuć i
              słychać w powietrzusmileto niesamowicie poprawia humory!
              niestety spod białej, grubej pierzyny wychodzą, poza pierwszymi kiełkami, stosy
              śmieci, góry błota i szarość, ale już chyba wolę to niż to zimne, jednostajne
              białe... za mną dzień pracowity, ale i dziecko wpadło i poganiałam po mieście,
              no i jeszcze zdążyłam ogarnąć kawał chałupy. Co jednak niefajne, to to, że te
              piękne, nieśmiałe, długie promienie słoneczne wprawiają w zakłopotanie moje
              okna... no i mnie, teżsad znów trzeba zakasać rękawy i sprawić, by ten
              wspaniały, zewnętrzny świat mógł bez przeszkód witać nas porannym, czystym
              uśmiechemwink może zacznę już jutro?
              pozdr. d.
              • luiza-w-ogrodzie Mammaju, Ewelino! zdrowia i wytrzymałości 23.02.10, 23:46
                dado11 napisała:

                > Mammaju, Ewelino! zdrowia i wytrzymałości w walce z choróbskami!!!
                > pozdrowienia dla małżonka Mmsmile

                Dolaczam sie do ladnie wyrazonych zyczen Dado...

                Pozdrawiam, zyczac duzo zdrowia i Wam, i Waszym rodzinom
                Luiza-w-Ogrodzie
                Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń
                się. Całe życie? Załóż ogród...
    • luiza-w-ogrodzie Srodowy powiew jesieni 24.02.10, 00:02
      Poniedzialkowa noc byla podobno najgoretsza w Sydney od 13 lat, ale wydawalo mi sie ze byly cieplejsze. Coz, pozostaje wierzyc meteorologom. Na szczescie wczoraj przyszlo ochlodzenie, dzisiaj jest troche ponad 20 stopni, pochmurno, i tak ma byc az do weekendu. W poludnie pojde na joge, zapowiada sie spokojny dzien.

      Czuje sie jesien w powietrzu, w sprzedazy pojawily sie swieze jablka, od poniedzialku zacznie sie administracyjna jesien (na prawdziwa, wyznaczona przez astronomiczna rownonoc trzeba jeszcze poczekac ponad 3 tygodnie). Chcialabym spedzic po poludnie w ogrodzie, ale chyba nie zdaze, bo w planie mam wizyte u przyjaciol. Zawioze im nadmiar pesto i pozycze film "Pan Tadeusz" bo corka to przerabia w szkole.

      Pozdrawiam u progu jesieni
      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • foxie777 Re: Srodowy powiew jesieni 24.02.10, 00:34
        Mammajko i Ewelino zycze wam co tylko najlepsze.Boze,przeciez nie ma
        nic wazniejszego niz zdrowie.Wiem cos o tym.
        Jestem zalatania ,ale to normalka.
        Gratuluje powiewu wiosny,u mnie nadal cudownie.
        pozdrawiam tropikalnie
        • lablenka_x Biała środa 24.02.10, 08:45
          Po kilkudniowej odwilży i nadziei,że to białe szaleństwo się
          skończy,obudziło mnie dziś skrobanie chcrakterystyczne dla
          zgarniania śniegu z chodnika.Wstałam, patrzę, a tu biało.Śnieg sypie
          i sypie, systemetycznie i zawzięcie.Oba moje balkonowe karmiki
          zapchane głodnymi dzwońcami i czyżykami ,a na wierzbie siedzą
          kolejne partie głodomorów, które starują z niej jak z lotniskowca.
          Mammajko, razem z mężem życzymy zdrowia Twojemu Mżonkowi i mamy
          nadzieję,ze z tego szybko wyjdzie.
          Ewelinie tez życze szybkiego "wylizania sie" z tego paskudztwa,
          ktore w nia wlazło i opuścić nie chce.
          Dado,jak na razie ślepa jestem na wyrzuty, które mi słoneczko czyni
          poprzez szyby w oknach.A co mi tam , napracuje sie i tak mi znowu
          wszystko sie zapaskudzi.Poczekam jeszcze trochę z myciem.Oprócz tego
          biegam po urzędach, użeram się z DHL-em w słusznej sprawie i tak
          dzien mija po dniu.
          Coż jeszcze, aha, najwazniejsze na poznańskiej Kaponierze widziałam
          wczoraj kwitnace krokusy.Widziałam,bo jeżdżę tramwajami i
          autobusami , szkoda auta na te okropnie duze i głęboki dziury w
          jezdniach.
          • monia.i Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 10:55
            i w rynnach woda ciurka. Pluchowato jest i przemyśliwuję zakup sympatycznych
            kaloszków miejskich. Może w jakieś optymistyczne kwiatki smile
            • mammaja Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 11:54
              U mnie tez szaro! Kaloszki teraz bywaja bardzo ozdobne! Moze
              poprawią srednią kolorów smile
              Luizo, twoje relacje letnie podtrzymuja na duchu, że u nas też
              kiedyś bedzie słonecznie smile
              • fedorczyk4 Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 18:29
                Teoretycznie u mnie też buro. Prakaycznie słonecznie. W piątek idę
                na Trawiatę, w sobote na super spotknko z nocowaniem, więc damy,
                same damy, czadu ach damy.
                Mćma powoli zdrowieje. Wścieka się na chorobę, a to jest dobry znak.
                Wczoraj wieczorem byłam z jej pśmi na spacerze. Jakaś ludzka menda
                lazła z dzikim uporem za nami. Z psem bez smyczy. W końcu zalazła mi
                drogę i usłyszłam: jak pani ze swoim łazi to się usuwam, ale teraz
                to mój byłby górą! Nie jestem zwierzęciem genetynie agresywnym, ale
                kretynów i frustratów nie lubię, więc grzecznie stanełam i
                wyjaśniłam palantowi, że w jakimkolwiek układzie psim, z zestawu to
                ja ja jestem najgroźniejsza! Najpierw się zdziwił, potem zastanowił,
                a na koniec poszedł sobie w boczną alejkę!
                A po za tym oczywiście mam same kłopoty. Niemniej postanowiłam (dla
                odmiany)niczym się nie przejmować i jak mawia Jutka, przeć ryjem do
                przodusmile
                --
                Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
                • foxie777 Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 19:35
                  A moj komputer staruszek ok 6 lat,wyzional ducha i jutro kupuje nowy.
                  Moja przyjaciolka z Bostonu jest duzym komputerowcem,wiec zapedze ja
                  do pomocy.
                  U nas dzisiaj szaro i buro,a jutro ma byc znowu ochlodzenie 10C.
                  Dla mnie to oczywiscie super, ale ona wolalaby troszke slonca.
                  Zobaczymy.Weeken zaplanowany na ostatni guzik.Czasami sama nie wiem
                  jak to robie.
                  Pozdrawiam tropikalnie
                  • fedorczyk4 Re: A u mnie szaro-bura 24.02.10, 19:51
                    foxie777 napisała:

                    > A moj komputer staruszek ok 6 lat,wyzional ducha i jutro kupuje
                    nowy.
                    > Moja przyjaciolka z Bostonu jest duzym komputerowcem,wiec zapedze
                    ja
                    > do pomocy.
                    > U nas dzisiaj szaro i buro,a jutro ma byc znowu ochlodzenie 10C.
                    > Dla mnie to oczywiscie super, ale ona wolalaby troszke slonca.
                    > Zobaczymy.Weeken zaplanowany na ostatni guzik.


                    "Czasami sama nie wiem
                    > jak to robie".

                    > Pozdrawiam tropikalnie

                    Foxie to świetny temat na wątek.
                    Pozwól że otworzę w Twoim imieniusmile
                    • mammaja Hokej 24.02.10, 22:35
                      A ja postanowiłam przez solidrność z jej-mężem obejrzeć dzisiaj
                      macze w hokeja. Nic z tego nie rozumiem! nie widze krążka, jest taki
                      mały, tylko łyżwiaży, ktorzy błyskawicznie przemieszczaja sie po
                      małym boisku, a potem nagle całą kupą znajduja się w bramce i
                      sprawozdawca mowi, że byla okazja. Szwjcarzy przepu ychaja się tak z
                      Amerykanami od dłuższego czasdu i wynik 0:0. No nic, jak nie usnę
                      będę trzymac kciuki za Kanadyjczyków !
                      • jej_maz Re: Hokej 24.02.10, 23:28
                        Dziekuje za solidarnosc Mammaja i Moniu - tak: jest super smile Rzeczywiscie jest
                        to bardzo szybka gra i jak probowalem ogladac pilke nozna, to mialem troche
                        dziwnie odczucia. W US, transmisja z meczy hokejowych odbywa sie z narzuconym
                        "cieniem" za krazkiem, ktory pozwala na jego sledzenie, ale u nas nawet tego nie
                        probwano - z zalozenia uznano, ze byla by to obraza dla tutejszych kibicow wink
                        Tak czy inaczej ogladanie dobrego meczu w milej grupie znajmomych, przy szklance
                        piwa w pelnym barze zywiolowo reagujacych kibicow to naprawde swietnie spedzony
                        czas.

                        Za dwie godziny zaczyna sie mecz, ktory okreslony mianem przedwczesnego finalu,
                        moze byc fantastycznym widowiskiem. Polecam tym, ktorzy chca dac "szanse"
                        hokejowi jako dyscyplinie "do ogladania"... nie widze lepszej mozliwosci aby
                        zobaczyc, na czym polega hokej na najwyzszym poziomie. Tak czy inaczej bedzie to
                        bardzo emecjonujacy wieczor i juz widze puste ulice kanadyjskich miast wink
              • luiza-w-ogrodzie Kolorowe kalosze 24.02.10, 23:05
                mammaja napisała:

                > U mnie tez szaro! Kaloszki teraz bywaja bardzo ozdobne! Moze
                > poprawią srednią kolorów smile

                Dobra rada, Mammaju, kolorowe kalosze sa swietne na poprawe humoru. Tu przy okazji wklejam zdjecie moich psychodelicznych kaloszy. Kupilam je nie po to, zeby sie bronic przed szarzyzna pogody, ale zeby moc je znalezc w ogrodzie :o)

                https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/jb/ze/4zgn/ObhG4cbiTL0sza7BQA.jpg

                > Luizo, twoje relacje letnie podtrzymuja na duchu, że u nas też
                > kiedyś bedzie słonecznie smile

                Bedzie, bedzie, na pewno!

                Pozdrawiam
                Luiza-w-Ogrodzie
                Forum AUSTRALIA
    • luiza-w-ogrodzie Czwartek pelen planow 25.02.10, 01:19
      Po wczorajszym wieczorze z przyjaciolmi glowe rozsadzaja mi rozne plany
      dotyczace wlasnego biznesu. Od jakiegos czasu nosze sie z pomyslem otwarcia
      doradczej firmy ogrodniczej, wczoraj obgadywalysmy z przyjaciolka aspekty
      marketingowe i techniczne. Ona jest managerem marketingu internetowego w duzej
      firmie i oprocz tego zalozyla juz jeden biznes a teraz namysla sie nad drugim,
      wiec cenie sobie jej rady. Teraz czas mi usiasc i przetrawic dokladnie jakie
      uslugi i jaka specjalizacje sobie wybiore, bo od tego zalezy strategia i uzyte
      narzedzia. Pewnie potrwa z rok, zanim zaczne, bo tyle trzeba przygotowac i
      doedukowac sie! Na szczescie mam dostep do dobrych programistow, wiec jak juz
      bede gotowa, to techniczna strona przedsiewziecia pojdzie jak z platka.

      Trudno powraca sie z krainy planow do rzeczywistosci pracy zarobkowej, no ale
      jakos wrocilam, siedze na werandzie i przerabiam stos numerkow na wykresy i
      teksty. W kuchni kroliczka skrobie karton, jakim zastawilam drzwi zeby nie
      myszkowala po calym domu. Wstapil w nia nowy duch odkad wczoraj corka bez mojej
      wiedzy zabrala oba kroliki na randke w lazience (jedyne neutralne terytorium w
      domu) i okazalo sie ze sa do siebie dobrze nastawione. Byly zrelaksowane, lezaly
      obok siebie, lizaly sie i generalnie przez godzine nie probowaly sie gryzc ani
      gonic. Corka nawet nakrecila film z czulosci, jakimi sie obdzielaly. Dzis znowu
      zrobimy im lazienkowa randke :o) a w weekend sprobujemy je wpuscic razem do
      zagrody w ogrodzie.

      Wieczorem planuje poszalec w wielkim sklepie z materialami i narzedziami (cos
      jak Castorama w Polsce), zeby wybrac slupki i poprzeczki na tradycyjny drewniany
      plotek, jakim chce ogrodzic kroliczy ogrodek od strony nowego kamiennego
      chodnika. Zlota Raczka skonczyl wszystkie schody, chodniki i murki, ma jeszcze
      tylko poprawic zapadniety po ulewach chodnik i zamontowac kran podlaczony do
      malego zbiornika deszczowki za kuchnia letnia.

      Jak widzicie, mam pelna glowe planow a rece roboty!

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
      • mammaja Re: Czwartek pelen planow 25.02.10, 10:37
        Luizo, zrób zdjecie tych murkow, brdzo jestem ciekawa prac Zlotej
        Rączki! Sceny z zycia królików też!
        Slonecznie. Ciagle cierpie przez to stlucznie kości ogonowej. Bez
        środkow przeciwbólowych ledwo łaże. Ile to może trwać?
        No a p[poza tym w planach szpital, czwartkowe zjęcia czyli nic
        specjalnie atrakcyjnego, niestety. Miłego dnia!
    • luiza-w-ogrodzie Pochmurny piatek 25.02.10, 23:03
      Po chlodnej nocy przyszedl pochmurny poranek, co mnie cieszy, bo pracujac na
      werandzie nie musze sie zaslaniac od slonca zaluzjami i moge patrzec na panorame
      z okna. Mam na dzisiaj znowu pokazny stos pracy, wiec dzien roboczy minie szybko
      a potem nadejdzie weekend :o) Nie pojechalam wczoraj po slupki do budowy plotu,
      bo Buszmen zasiedzial sie w pracy i wrocil na tyle pozno, ze mnie sie juz nie
      chcialo jechac.

      Wypuscilam kroliki w kuchni, niech sie bawia. Mammaju, moze zrobie im kilka
      zdjec jak juz sie najedza i oddadza poludniowej sjescie. Murek w stanie
      niedokonczonym tez pstrykne.

      Poza tym niczego wiecej nie mam do raportowania. Zycze spokojnego piatku!

      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • mammaja Re: Pochmurny piatek 25.02.10, 23:08
        U nas akurat czwartek był słoneczny, a piątek nadchodzi smile
        Zadnych krolików tylko Kocik, wiernie mi towarzyszy. Mżonek jeszcze
        zostaje w szpitalu, chociaż mówią że lepiej. Niby co lepiej? Nie
        wiadomo. No ale za kilka dni wreszcie wyjdzie. Taki rytm z codzienną
        jazdą do szpitala troszke mnie męczy. Ale nie ma rady, bo tylko moja
        wizyta daje mu satysfakcjęsmile Dzieci mile widziane, ale nie
        konieczne smile
        • verbena1 Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 20:29
          Piatek juz sie wlasnie konczy, fajny byl, zrobilam sobie wolne z
          pracy i bylam na zajeciach malarskich. Malowanie portretow, co za
          wyczerpujace i pasjonujace zajecie. Po trzech godzinach intensywnej
          pracy i zapomnienia o rzeczywistosci trudno jest przestawic sie na
          normalne tory, wracajac autem musze uwazac w ktorym kierunku jadesmile

          Dzis przez chwile swiecilo slonce, wyszlismy do ogrodu zgrabic
          zeszloroczne liscie z grzadki i spotkala nas niespodzianka. Pod
          liscmi odkrylam niesmialo wychodzace kielki czegos co moze byc
          narcyzami lub krokusami. Cieszy mnie to niezmiernie!

          Weekend zapowiada sie spokojnie i leniwie, czego Wam rowniez zyczesmile
          • mammaja Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 21:18
            To miło, Verbeno, ze z takim zacieciem malujesz portrtret - a jaka
            technika? Moj piątek nie byl taki ciekawy, wizyta w szpitalu (
            oszczedze wam szczegolow) i chociaz mialam ochotye gdzies sie wyrwac
            zostałam w domu, a i tak nic ciekawego nie zrobiłam, poza zabawą w
            chowanego, która jest pasjonujaca i okraszona glosnymi wybuchami
            smiechu smile
            • verbena1 Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 22:03
              Mammajko, pozostaje przy mojej ulubionej akwareli, co przy portrecie
              wymaga troche cierpliwosci. Podczas ,gdy akwarela podsycha szkicuje
              drugi portret weglem,lubie to bo mozna korygowac wymazujac bledy
              palcem. Dzis naszym modelem byl mlody chlopak z nosem trudnym do
              malowania, zadartym i krotkimsmile

              Pobyt meza w szpitalu przedluzyl sie nieco, wiesz ,kiedy wychodzi?
              Malzonek wolalby pewnie byc juz w domu a i dla Ciebie byloby to
              latwiejsze.
              • fedorczyk4 Re: Pochmurny piatek 26.02.10, 23:22
                Jwedno i drugie wymaga cierpliwości. Chory mąż i akwarela!
                A ja właśnie wróiłam z Traviaty. Pięknie zagrana, pięknie
                zaśpiewana, ale przeiscenizowana. Ciągłe, hałaśliwe podróże sceny,
                rozpraszają. Kudlićka jak zwykle zrobił znakomitą scenografię,
                chociaż ta z ostatniego aktu nie zachwyciła mnie no i jak na mnie
                było tego za dużo. Za to Gosia Baczyńska w roli kostiumologa, moim
                zdaniem jest pomyłką. Mały, krótko nogi, Alfred (bardzo dobry Pavlo
                Tolstoy)ubrany w obcisłe białe jeansy i przyciasna koszulinę,
                Violetta (świetna Joanna Woś) pałętająca sie podzcas całego
                pierwszego aktu w czymś co do złudzenia przypominało mi ortopedyczny
                gorset Dziecinki. Ale nic to. I tak było bosko!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka