Oglądnęłam sobie te najdroższe na świecie jajka,
rzuciłam okiem na komentarze (przypomniałam sobie to i owo z tego nawet forum)
i takie myśli mnie naszły:
Jeśli rosyjski miliarder kupił te klejnoty za 100 mln dolarów, to znaczy,
że te pieniądze teraz ma sprzedawca/bądź sprzedawcy.
Miliarder mógł za te pieniądze wyżywić ileśtam dzieci, mógł ich w ogóle nie
pokazywać, tylko trzymać na koncie, mógł przekazać na jakiś inny cel...a teraz
to samo może zrobić z tymi pieniędzmi ich teraźniejszy właściciel. Kupowanie
klejnotów jest więc w jakimś sensie cedowaniem prawa do rozporządzania dużą
kwotą pieniędzy na kogo innego.
To samo dotyczy bursztynowego ołtarza. Bursztyn "jako taki" nie przedstawia
przecież żadnej wartości - nie służy ani do jedzenia, ani do ubrania.
Jest "zbytkiem". Można go wymienić na chleb, ale od samego przekazywania go z
rąk do rąk tego chleba nie przybędzie, ani też nie trafi sam do
potrzebujących.
Wyobraźcie sobie taką sytuację (może trudno, ale spróbujcie

:
ksiądz Jankowski chce sprzedać ołtarz, żeby pieniądze przeznaczyć na biednych.
Ołtarz kupuje jakiś miliarder. Gdzieś podnosi się krzyk: po co ten miliarder
kupuje klejnoty?!! Za te pieniądze można wyżywić i ubrać i wyleczyć...
A teraz możecie mnie nawet od demagogów wyzywać