Dodaj do ulubionych

Huraganowa Foxie

11.07.08, 09:56
Foxie,mnie trochę silniejszy wiatr w Polsce , lekka
wichura ,wprowadza w silny niepokój.
Gdy widze relacje z miejsc, do ktorych nadciaga Huragan Bogu
dziękuję,że tam nie mieszkam ,czy własnie nie jestem na wakacjach.
Ty piszesz z jakims takim , niezrozumiałym dla mnie spokojem ,ze
będzie huragan.
Jesli chcesz to opisz nam jak go przezywacie- osobiście.
Jesli nie,zaspokój moją ciekawość - co robi sie gdy sie zbliża (wiem
z tv,ze zabijacie okna, opuszczacie domy itp,ale to sa ogólniki),
czy sa specjalne miejsca do ukrywania sie przed taką nawałnica,co ze
zwierzetami,z dobytkiem , wiesz takie ludzkie szczegóły dot.
logistyki antyhuraganowej.
Obserwuj wątek
    • foxie777 Re: Huraganowa Foxie 12.07.08, 04:13
      Musze przyznac, ze rzeczywiscie mam do huraganow specyficzny
      stosunek a to dlatego ze przezylam najwiekszy na Florydzie
      huragan Andrew.Pamietam dokladnie okres przygotowania,tzn
      latarki ,woda ,tunczyk w puszce, slowem rozne rzeczy niezbedne do
      przetrwania kilku dni.2o sierpnia bylo wiadomo, ze huragan pedzi
      prosto na Miami.Ja z Mezem i moimi 2 pieskami w zabitym deskami
      domu poza jednym oknem, bo moj malzonek chcial zobaczyc akcje,
      czekalismy na Andrew.Radio tranzystorowe bylo gotowe .Akcja zaczla
      sie ok 3 rano.Musze przyznac ,ze choc mam nadzieje ze nigdy wiecej
      tego nie doswiadcze, ciesze sie ze to przezylam.
      Zaczelo sie od wiatru tak silnego, ze gial do ziemi olbrzymie
      drzewa ficus w naszym ogrodzie.Niebo bylo w kolorze niebiesko
      zielonym od rozwalajacych sie tranzystorow, a ziemia dudnila
      bardzo glosno.Moje dwa psy lezaly pokotem bez ruchu obok nas,a my
      z przerazeniem patrzylismy i sluchalismy odglosow Andrew.
      To trwalo ok 3 godzin.Nasza dzielnica na szczescie nie byla w "oku"
      huraganu, ale dosc blisko.Oczywiscie byla tez duza ulewa
      polaczona z wiatrem.Moglabym o tym dlugo opowiadac, ale
      nigdy nie zapomne wrazenia, kiedy bylo juz mozna wyjsc
      na zewnatrz.Spustoszenie bylo ogromne.Nasz dom ucierpial bardzo
      malo,ale widok olbrzymich drzew powyrywanych z korzeniami
      pozrywane dachy domow sasiadow, sprawilo niesamowite wrazenia.
      Oczywiscie to byl poczatek.
      W sumie mielismy szczescie, bo dom byl bardzo mocny ,porzadnie
      zbudowany, ale tysiace osob stracilo wszystko .Cale dzielnice
      wygladaly jak po bombardowaniu.Niesamowite.
      To byl huragan stulecia, dlatego Lablenko masz odczucie ,ze
      dla mnie to jest normalka i w pewnym sensie tak jest,ale
      kilka lat temu byla u mnie Katrina i nie mialam pradu przez
      2 tygodnie.Slowem wiem czego sie moge spodziewac, ale modle sie
      aby tego juz wiecej nie doswiadczac.Na szczescie domy w ktorych
      mieszkalismy i nasz obecny nie jest w strefie ewakuacji ze wzgledu
      na polozenie.Nam ocean nie grozi mimo ze jest blisko ale szkody
      moga byc bardzo duze.Moja Rodzinka i oczywiscie kocia musza byc
      razem.Ale sie rozpisalam.

      pozdr




      • lablenka_x Re: Huraganowa Foxie 12.07.08, 10:52
        Wybacz ,ze tak Cie niejako przymusiłam do tego typu opowiadania ,
        ale mozna powiedziec ,ze macie szczęście.
        Nie bałas sie,ze dom nie wytrzyma?
        Piszesz o strefie ewakuowań
        czyli co rodziny z dobytkiem wywożone lub wywozące sie same gdzies
        w wyznaczone miejsce?

        Przyznam ,ze nie potrafiłabym ,tak mi sie wydaje , tak życ.Chociaz
        wiesz 'tyle o osbie wiemy ,ile nas sprawdzono"smile
        Wczoraj nad Poznaniem przeszła nawałnica
        Deszcz taki,ze sprawiał wrażenie gęstej śniezycy, drzewa gnace się
        ku ziemi.Błyskawice jak węże i rozświatlajace się niebo jak podczas
        uzycia lamp błyskowych oraz oprócz normalnych wyładowan jakies takie
        basowe,niskie,drżące,że az mój dom zaczął przy nich wydawac dziwne
        dżwięki.Ja oczywiście z dusza na ramieniu , w pewnym oddaleniu od
        okna,patrzyłam zafascynowana na to co sie dzieje ,ale wiedziałam,ze
        jestem bezpieczna .
        • foxie777 Re: Huraganowa Foxie 12.07.08, 20:34
          Alez bardzo mi milo te historie opowiadac.Element strachu jest
          zawsze,ale jak pisalam nie grozi nam zalanie i dlatego nie
          musimy sie ewakuowac.Niestety wiele osob ma nakaz i wtedy zabiera
          co moze i chowa sie w schronisku lub wyjezdza ze stanu.Wiele osob
          ma zwierzeta , a tych nie mozna brac do schronu i dlatego ludzie
          organizuja sobie prywatnie, a czesc zostaje w domach i ryzykuje.
          Po Andrew spustoszenie bylo straszne, brak wody przez miesiac,
          i pradu, a to byl sierpien wiec mozesz sobie wyobrazic jaki
          straszny upal i wilgoc.Zrobilam wtedy album ze zdjeciami
          przed i po.Moze bede miala okazje Ci go kiedys pokazac.
          pozdr
          • monia.i Re: Huraganowa Foxie 12.07.08, 23:01
            Trzy lata temu, w lipcu (chociaż jeszcze chwilę temu byłam pewna, że
            dwa - ale ten czas leci jak wściekły, ja myślałam przed chwilą, że
            dwa, Smok twierdzi, że trzy) nad Warszawą i okolicami przeszła
            straszna burza, połączona z wichurą...Miejscowi na pewno będą
            wiedzieli, o której mowa. Pociągi wstrzymane, drzewa powyrywane,
            zalane piwnice, nieprzejezdne ulice. Pamiętam to świetnie, bo był to
            piątek, mieliśmy wykupione bilety na pociąg do Gdańska, jechaliśmy
            na smocze zawody..Pociąg miał ruszyć o 18 z minutami z Wawy
            Wschodniej...Szwagier zawoził nas na dworzec - ruszając spod domu
            jeszcze było spokojnie - w połowie drogi zrobiło się upiornie.
            Rozszalała się burza, drzewa gięły się do ziemi, konary fruwały w
            powietrzu..Jechaliśmy, bo godzina odjazdu, bilety...ale w którymś
            momencie zdałam sobie sprawę, że naprawdę jest niebezpiecznie.
            Zawsze się zastanawiałam, kto mądry jeździ w trakcie wichury i
            burzy, rozsądni siedzą w trakcie czegoś takiego w domu..A oto my
            jechaliśmy, nawałnica się przetaczała nad głowami, drzewa pokładały
            się i łamały, pierony waliły raz przy razie...Miałam szczeragfo
            pietra i błagałam opatrzność, coby pozwoliła nam szczęśliwie
            dojechać, i obiecywałam sobie, że nigdy więcej..
            Przestaliśmy wówczas 4 godziny za Wschodniej w oczekiwaniu na
            przywrócenie ruchu kolejowego i na nasz pociąg. Po czterech
            godzinach ruszyliśmy, a niebo cały czas rozświetlały błyskawice.
            Było strasznie. Skok do dziś wspomina, że nie miał śmiałości do mnie
            podejść w trakcie tych czterech godzin, bo wyraz twarzy i mowa ciała
            były niezachęcające...
            A to drobiazg w porównaniu do tego, co Foxie opisuje..
              • foxie777 Re: P.S. 13.07.08, 02:26
                Ja pamietam opowiesc Mamy o czym takim w Warszawie.Jak na warunki
                w Polsce to bylo bardzo duze wydarzenie.Uwazam, ze potega natury
                jest nie obliczalna i mimo takiego postepu technologi i mozliwosci
                przewidywania pewnych sytuacji , w dalszym ciagu jestesmy bezsilni.
                Dowodem tego sa tajfuny, trzesienia ziemi, huragany, pozary i
                oczywiscie powodzie.Ja sie bardzo licze z ta potega natury i
                staram sie byc przygotowana na nastepstwa huraganu, jak latarki
                woda do picia ,jedzenie, generator itp.Zawsze mysle ze wspolczuciem
                o ofiarach kataklizmow w krajach trzeciego swiata, gdzie
                pomoc jest prawie nieosiagalna i musza ci biedni ludzie zyc
                w strasznych warunkach bardzo dlugo.
                pozdr
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka