Dodaj do ulubionych

Moja historia

04.05.08, 15:44
Termin porodu mialam wyznaczony na 28.12.2005,niestety a moze i
stety juz w wigilie rano zaczelam plamic wiec udalismy sie na izbe
przyjec naszego szpitala,gdzie po badaniu pstanowieono ze zostajemy
na oddziale.Caly wiec dzien i cala noc lezalam i czekalam na
rozwiniecie sie akcji porodowej.Rano okazalo sie ze rozwarcie juz
jest a skurczy jak ne bylo tak nie bylo.Wiec decyzja prosze sie
spakowac i idziemy na porodowke.Zaraz wenflon w zyle i powolutku
kapiaca sobie oksytocyna(chyba)no i z czasem skurcze sie pojawily a
jak,dosc silne ale przy parciach zanikaly.Polozna stwierdzial wiec
ze skurcze beda silniejsze jak przebije pecherz plodowy,plusk okazal
sie ze wody sa zielone.Ale KTG bilo sobie rownomiernie wiec nie ma
powodu do obaw.Czas leci a skurcze niby sa ale nie takie jak
trzeba.Przyszedl wiec pan doktor raczke wlozyl(uuhhhh bolalo)i
decyzja wieziemy na blok.Dlaczego ?Bo dziecko ma bródke przy mostku
i moze sie udusic.Szybka akcja ,zmiana lozka,glupi jas,czepek i na
sale operacyjna.Pamietam jak na sali polozna mowi do mnie ,widzac
moja reakcje na lekarza smarujacego brzuch jakims mazidlem
odkazajacym,prosze sie nie denerwowac lekarz nic nie zacznie dopoki
pani nie zasnie,a pozniej juz nic nie pamietam.10 min i maluszek byl
na swiecie zdrowy,10 pkt w skali Apgar.Oczywiscie rana pozniej
troche bolala ale jesli mam byc szczera przy nast ciazy o stkroc
bardziej wolalabym cc niz porod naturalny.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka