Dodaj do ulubionych

ex-macocha

02.01.10, 22:42
Jestem tu pierwszy raz, zdziwiona, że pewne sytuacje z mojego życia, które
uważałam dotąd za dziwne i pozbawione logiki, spotykają też innychsmile

Mojego (ex)partnera poznałam kilka lat temu.
Bida z nędzą, "porzucony"- jak wówczas opowiadał przez dziewczynę, z którą
miał 3-letniego synka.
Dziewczyna była juz w kolejnej ciąży z kimś innym więc całą sytuację uznałam
za moralnie czystą, a instynkt opiekuńczy, a także to, że sama po nieudanym
związku bardzo potrzebowałam czyjegoś "kocham cię" sprawiły, że w zamian za
rzeczone "kocham" weszłam w tą relację szybko i bez zastanowienia.

Mieszkaliśmy ze soba rok, u mnie.
Moje kontakty z jego synkiem były więcej niż poprawne choc muszę przyznac, że
zdarzało mi się byc o niego zazdrosną, a także ubolewac nad tym, że rodzina ex
(mama i babcia) poważnie traktują jedynie dziecko, mamę dziecka, a nawet jej
drugie dziecko.
Mnie lekceważyły.

Zaszłam w ciążę.To nie była wpadka, ani premedytacja. Raczej alkohol i
bezmyślnośc. Poroniłam.
Wtedy zaczęły się schody. Opieka nad jego i innej kobiety dzieckiem stała się
nie do zniesienia wobec faktu, że moje własne dziecko nie żyje.
Ex nie potrafił tego zrozumiec. Wszelkie racjonalne przesłanki nakazywałyby
już wtedy zakończyc ten związek...
ale ja nie byłam racjonalna i na fali rozpaczy po straconej ciaży powołałam
(wespół z Ex) do życia moją córkę.

Druga ciąza była zagrożona. Spędzałam ją w łóżku, sama, bo ex nie podzielał
mojego lęku/ oczekiwania/ entuzjazmu związanego z tym stanem. Uciekał w pracę,
wyjazdy, spotkania z kolegami.
Weekendy spędzał u babci opiekując się synem, bo jak tłumaczył: "Tamte dziecko
już jest. A twojego jeszcze nie ma".

Po porodzie w miarę dobrze było tylko przez chwilę.
Szybko zaczęły się standardowe problemy prowadzące do rozpadu związku:jego
znikanie na noc, brak zaangażowania w opieke nad córką, moje wyrzuty, płacz,
awantury.
Wciąż weekendy, wakacje, Wigilię spędzał z synem, mamą i babcią, a ja z
dzieckiem sama u mojej rodziny.
Moje relacje z jego synem stawały sie coraz gorsze z powodu narastającej we
mnie POTWORNEJ zazdrości w stylu "gdyby tamtego dziecka nie było, może
wszystko ułożyłoby się lepiej".
Nasze rodziny przestały utrzymywac ze sobą jakikolwiek kontakt.

Pojawiła się walka o pieniądze. Ex pomimo tego, że regularnie płacił alimenty
na syna, nie uważał za stosowne jakkolwiek partycypowac w utrzymaniu córki.
Trafiliśmy do sądu. Przestaliśmy razem mieszkac.
Mimo to ciągnęłam ten związek dalej ("a nuż wszystko się zmieni?""nie chcę byc
sama") aż do stanu gdy ex zaczął postrzegac mój dom jak burdel, do którego
okazjonalnie przychodzi się na noc, by potem na tydzien zniknąc i nie odbierac
telefonu.

Moja córka ma już 2,5 roku.
W te Święta postanowiłam definitywnie zerwac związek z jej tatą.
Mam tylko problem. Wypadałoby mądrze rozwiązac kwestię ich wzajemnych
kontaktów, a ja mam w sobie tyle żalu i w tej chwili...chyba...nienawiści do
Ex, że nie potrafię nawet odebrac od niego telefonu. Dziecko przekazujemy
sobie przez jego matkę. Dośc rzadko.

Dziś dostałam sms-a, że "chciałby nas odwiedzic ze swoim synem"..
ale ja już wiem, że nie mogę tego ciągnąc.
Marzę o ty żeby kiedyś miec mądrze kochającą się rodzinę, męża, moze nawet
drugie dziecko, ale po tym wszystkim co się stało nie wierzę, że coś takiego
może mi się jeszcze przytrafic.
Mam 26 lat, a czuję się jakbym miała 62smile

Piszę to troszkę po to, by się wyżalic, a troszę ku przestrodze wszystkim
Macochom zakochanym we wrażliwych tatusiach po przejściach i ich uroczych
małych synkach.
W życiu trzeba się kierowac wyłącznie rozumem, a nie emocjami.

Pozdrawiam.





Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: ex-macocha 03.01.10, 19:24
      a ja mysle, ze jest jeszce dla was szansa na zaczecie od nowa.
      • 333a13 Re: ex-macocha 04.01.10, 09:55
        Wiele doświadczeń już za Tobą więc nie załamuj rąk i żyj dalej.
        Napewno po tym co przeszłaś jesteś silną, poukładaną osobą chociaż
        młodą smile i moim zdaniem wszystko co dobre jest jeszcze przed Tobą.
        Dobrze, że w końcu dojrzałaś do decyzji o uporządkowaniu swojego
        życia. Tak sobie myślę, że może powinnaś porozmawiać z jakimś
        psychologiem, który by Ci pomógł w panowaniu nad negatywnymi
        emocjami związanymi ze spotkaniami z exem...
        I tak jeszcze na koniec a propos tego, czy "miałaś prawo powoływać
        do życia dziecko" i skazywać go na "takie" życie...
        Moim zdaniem życie ludzkie jest wielkim cudem i zagadką nad którą
        tak naprawdę do końca człowiek nie jest w stanie zapanować. Wiele z
        Was pewnie powie, że skoro ludzie są razem, współżyją, są zdrowi to
        dziecko być musi... Ja uważam inaczej, że "może" jeśli tak zrządzi
        los, opatrzność, Bóg... Znam wiele par, które od wielu lat starają
        się o dziecko i mimo optymalnych warunków upragnionego dziecka nie
        mają... Więc na Twoim miejscu postrzegałabym pojawienie się Twojego
        dziecka jako wielki cud i radość. Nie zastanawiaj się co by było
        gdyby, bo nad przeszłością kontroli już nie masz, a nad
        teraźniejszością jak najbardziej.
        3 maj się ciepło, bo po każdej burzy przychodzi słońce smile
    • luna67 Re: ex-macocha 05.01.10, 00:57
      Witaj Ciociachalinka,

      napisalam cala "litanie" co mi sie przydazylo w czase zycia z mezczyzna z
      odzysku (podobne przezycia do twoich ale skasowalam, bo bylo za dlugie.

      Napisze tylko: dziewczyno! ciesz sie corka, walcz o swoje i odpusc prosze, bo z
      tego ziarna nie bedzie juz chleba. Jestes mloda, fajna, wiec szukaj faceta bez
      zobowiazan, albo "normalnego z obowiazkami".


      Gocha

      • smuga1.2 Re: ex-macocha 06.01.10, 15:04
        No cóż, potwierdza się tylko opinia o facetach z dziećmi z pierwszego związku. Niby-jak powiadają niektórzy, jeśli jest wspaniałym ojcem dla pierwszego dziecka, to takimż wspaniałym będzie również dla następnych.Niestety są to tylko często pobożne życzenia. Sfrustowanie, doznane przeżycia z pierwszego związku związane z przyjściem dziecka na świat,a nade wszystko to potworne poczucie winy względem pierworodnego potomstwa praktycznie uniemożliwia takiemu biedakowi funkcjonowanie w kolejnym związku. I oto mamy zastępy takich "cudownych tatusiów" ale tylko dla wybranych dzieci. Brrrrrrrrrrr. Teraz wiem, że trzeba zmykać od takich delikwentów byle szybciej.
        • luna67 Re: ex-macocha 06.01.10, 18:01
          A ja doszlam do takiego wniosku: jezeli facet jest wspanialym ojcem dla
          "pierwszych" dzieci, to nie bedzie mial juz ani sily ani wytrwalosci do tych
          "drugich"smile bo wszystkie sily/uczucia ludzkie sa przeciez ograniczonesmile
          • kicia031 Re: ex-macocha 10.01.10, 14:44
            A ja doszlam do takiego wniosku: jezeli facet jest wspanialym ojcem dla
            > "pierwszych" dzieci, to nie bedzie mial juz ani sily ani wytrwalosci do tych
            > "drugich"smile bo wszystkie sily/uczucia ludzkie sa przeciez ograniczonesmile

            A ja mam faceta, ktory jest swietnym ojcem i dla corki z pierwszego zwiazku i
            dla syna z naszego. Wlasnie siedze sobie przed kompem relaksujac sie, a chlopaki
            poszli na sanki.
            Pisalam tu juz 100 razy, jak sie zajmowal Wscieklakiem od pierwszych chwil po
            narodzeniu, i jak przezywal co 5 minut - A tak nosilem Mala, a tak przewijalem
            Mala, a tak przytulalem mala...

            Chyba mu daruje, ze wkurzyl mnie wczoraj,bo widze, ze mimo wszystko jednak fajny
            z niego facet wink)
            • kicia031 dzieki n/t 12.01.10, 11:05
          • karolana Re: ex-macocha 12.01.10, 06:59
            luna67 napisała:

            > A ja doszlam do takiego wniosku: jezeli facet jest wspanialym ojcem dla
            > "pierwszych" dzieci, to nie bedzie mial juz ani sily ani wytrwalosci do tych
            > "drugich"smile bo wszystkie sily/uczucia ludzkie sa przeciez ograniczonesmile

            Idąc tym torem, kobieta mając swoje dzieci i będąc dla nich wspaniałą matką, nie
            będzie miała siły ani wytrwałości dla "drugich"?
            "bo wszystkie sily/uczucia ludzkie sa przeciez ograniczonesmile"
            Jakoś nie widzę takiej zależności. A czym się różni serce mężczyzny od serca
            kobiety (mówiąc górnolotnie)? Uważasz, że mężczyźni kochają mniej? Uważasz, że
            miłość, troska, zaangażowanie są czymś, co może się wyczerpać? Bzdura jakaś.
            • adela38 Re: ex-macocha 12.01.10, 07:29
              karolana napisała:

              > luna67 napisała:
              >
              > > A ja doszlam do takiego wniosku: jezeli facet jest wspanialym ojcem dla
              > > "pierwszych" dzieci, to nie bedzie mial juz ani sily ani wytrwalosci do t
              > ych
              > > "drugich"smile bo wszystkie sily/uczucia ludzkie sa przeciez ograniczonesmile
              >
              > Idąc tym torem, kobieta mając swoje dzieci i będąc dla nich wspaniałą matką, ni
              > e
              > będzie miała siły ani wytrwałości dla "drugich"?
              > "bo wszystkie sily/uczucia ludzkie sa przeciez ograniczonesmile"
              > Jakoś nie widzę takiej zależności. A czym się różni serce mężczyzny od serca
              > kobiety (mówiąc górnolotnie)? Uważasz, że mężczyźni kochają mniej? Uważasz, że
              > miłość, troska, zaangażowanie są czymś, co może się wyczerpać? Bzdura jakaś.
              >
              >
              Mysle, ze kluczem do wszystkiego jest motywacja- dlaczego ow pan sie stara, jak
              to staranie sie wyglada i czym jest powodowane. Problemy zwykle sa, gdy kieruje
              im poczucie winy i checi "zadoscuczynienia". To nie ma za duzo zwiazku z
              prawdziwa i madra miloscia do dzieci a bardzo duzo z miloscia wlasna i checia
              posiadania. Ow pan troszczy sie przede wszystkim o swoje uczucia, jakiekolwiek
              by nie byly sa na pierwszym miejscu a wszelkie dzialania maja na celu je
              zadowolic.Pan taki nie bedzie sie interesowal opinia osob postronnych chocby nie
              wiem jak sluszna z tej prostej przyczyny, ze opinie te zwykle maja na celu dobro
              dziecka i spolecznosci, a to co jego interesuje jest dobre samopoczucie jego
              samego do ktorego uzyskania "uzywa" dziecka...
              • chalsia Re: ex-macocha 12.01.10, 10:28
                > to staranie sie wyglada i czym jest powodowane. Problemy zwykle sa, gdy kieruje
                > im poczucie winy i checi "zadoscuczynienia". To nie ma za duzo zwiazku z
                > prawdziwa i madra miloscia do dzieci a bardzo duzo z miloscia wlasna i checia
                > posiadania. Ow pan troszczy sie przede wszystkim o swoje uczucia, jakiekolwiek
                > by nie byly sa na pierwszym miejscu a wszelkie dzialania maja na celu je
                > zadowolic.Pan taki nie bedzie sie interesowal opinia osob postronnych chocby ni
                > e
                > wiem jak sluszna z tej prostej przyczyny, ze opinie te zwykle maja na celu dobr
                > o
                > dziecka i spolecznosci, a to co jego interesuje jest dobre samopoczucie jego
                > samego do ktorego uzyskania "uzywa" dziecka...

                zgadzam się
            • luna67 Re: ex-macocha 14.01.10, 19:48
              karolana napisała:

              "kobieta mając swoje dzieci i będąc dla nich wspaniałą matką, ni
              > e będzie miała siły ani wytrwałości dla "drugich"

              Kobieta tak, ale jak widac po poscie nie mezczyzna (ja napisalam o mezczyznie).

              "A czym się różni serce mężczyzny od serca
              > kobiety (mówiąc górnolotnie)"

              Malo wiesz o roznicach uczuciowych mezczyzn i kobiet (jest kupe ksiazek o tym).

              Nie napisalam, ze mezczyzni mniej kochaja, ale tobie teraz powiem, ze inaczej.

              "miłość, troska, zaangażowanie są czymś, co może się wyczerpać"

              U mezczyzn, tak, bo na tym polega ta roznica pomiedzy kobietami i mezczyznami;
              kobiety maja wiecej wytrwalosci i wyrozumienia, dbaja wiecej i walcza o "swoje"
              w przeciwienstwie od mezczyzn, ktorzy sa z natury "wygodnikami".

              • karolana Re: ex-macocha 15.01.10, 16:00
                luna67 napisała:
                > Kobieta tak, ale jak widac po poscie nie mezczyzna (ja napisalam o mezczyznie).

                Kobieta jest takim samym człowiekiem jak mężczyzna. Są kobiety, które mając
                swoje dzieci najchętniej potopiłyby potomstwo męża w łyżce wody, takie, które
                owe potomstwo mają centralnie w odwłoku i takie, które nie różnicują, bo każde
                dziecko jest dla nich ważne i warte troski i kochania. Z mężczyznami jest
                dokładnie tak samo.

                > Malo wiesz o roznicach uczuciowych mezczyzn i kobiet (jest kupe ksiazek o tym).

                O UFO też powstało wiele książek no i? Książki powstają, bo ludzie to czytają i
                potem głupoty opowiadają - kobiety z Wenus, mężczyźni z Marsa, bla bla bla.
                Poza tym jest coś takiego jak socjalizacja. O tym też jest parę książek wink

                > U mezczyzn, tak, bo na tym polega ta roznica pomiedzy kobietami i mezczyznami;
                > kobiety maja wiecej wytrwalosci i wyrozumienia, dbaja wiecej i walcza o "swoje"
                > w przeciwienstwie od mezczyzn, ktorzy sa z natury "wygodnikami".

                Wiesz, kolejne piękne tłumaczenie faceckiego WYUCZONEGO lenistwa uncertain Jak
                powiedziała babcia mojego ex - "bo mężczyźni to są tacy bardziej niecierpliwi i
                nerwowi" wyjaśniając mi, ze powinnam cierpliwie znosić fochy mojego ówczesnego
                narzeczonego. I ja, jak ta kretynka, wierzyłam w to! Na swoje usprawiedliwienie
                mam jedynie ślepe zakochanie.
                A ja Ci powiem - żal mi kobiety, która tak sobie tłumaczy rzeczywistość, bo nie
                spotkała na swojej drodze MĘŻCZYZNY, a jedynie facecika. Bo MĘŻCZYZNA potrafi
                kochać i troszczyć się, walczyć, być wytrwałym niewyczerpanie przez całe życie.
                Ja takich mężczyzn znam. Na szczęście!
          • jowita771 Re: ex-macocha 20.01.10, 19:27
            > A ja doszlam do takiego wniosku: jezeli facet jest wspanialym ojcem dla
            > "pierwszych" dzieci, to nie bedzie mial juz ani sily ani wytrwalosci do tych
            > "drugich"smile bo wszystkie sily/uczucia ludzkie sa przeciez ograniczonesmile

            Nie zgadzam się. Można wywnioskować, jakim ojcem będzie dla naszych wspólnych
            dzieci nie tyle z tego, jakim ojcem jest teraz dla dziecka z byłą partnerką, ile
            z tego, jakim ojcem był, gdy był w związku z matką swego dziecka. Nie wiem, czy
            nie zamotałam. Chodzi mi o to, że jeśli jego ojcowskie uczucia obudziło dopiero
            poczucie winy, że jest ojcem dochodzącym, to będzie dobrym ojcem tylko jako
            taki. I, paradoksalnie, aby zapewnić naszemu dziecku dobrego ojca, powinnyśmy
            się z tym ojcem rozstać. Tylko, skąd wiedzieć, jakim ojcem był, kiedy był z eks,
            skoro często nawet go nie znałyśmy? Ja próbowałam wnioskować z tego, co wie o
            dziecku. Wiedział dużo - co lubi jeść, w co się bawić, jakie książki czytać,
            jakie miała problemy zdrowotne. Sprawdziło się, jest świetnym ojcem dla naszej
            córki również.
    • mahadeva Re: ex-macocha 09.01.10, 22:18
      troche ciezka sytuacja - ale moze ojciec dziecka pozwoli Ci je zabrac na zawsze
      i samotnie wychowywac? on teraz stanowi dla Ciebie tylko i wylacznie problem...
      mozesz sobie sama ulozyc zycie z dzieckiem, poznac kogos odpowiedzialnego...
      troche rzeczywiscie to bylo bezmyslne, zeby zachodzic w ciaze, kiedy widzialas,
      ze facet spedza Wigilie z ex i synem, najpierw trzeba bylo miec pewnosc, ze
      wszystko bedzie dobrze
      • nsc23 Re: ex-macocha 09.01.10, 22:23
        Mahadeva, powiedz mi skad ta pewnosc brac, to Cie ozloce smile Gdyby czlowiek
        wiedzial, ze sie wywali, to by sobie usiadl wink
      • karolana Re: ex-macocha 11.01.10, 11:22
        mahadeva napisała:
        najpierw trzeba bylo miec pewnosc, ze
        > wszystko bedzie dobrze

        Tjaaaaa, ja w pierwszym małżeństwie "miałam pewność"
        Ponad 7 lat razem, wg jego rodziny on "świata nie widział" poza mną.
        Później przetrwał ze mną ciężką chorobę.
        Potem piękny ślub, przysięgi, obietnice, wizje świetlanej przyszłości.
        A potem jego romans i dziecko z inną uncertain
        Pewne jest tylko to, że kiedyś umrzesz tongue_out
        Ale gratuluję dobrego samopoczucia w "maniu" pewności big_grin
    • tamaryszek04 Re: ex-macocha 10.01.10, 15:39
      Od takiego faceta to zwiewałabym gdzie pieprz rośnie. Starać się może jeszcze o
      jego względy, bo być może dojrzeje i się zmieni? Nieodpowiedzialny człowiek i
      tyle. Myślę, że bardzo dobrze zrobiłaś odchodząc. I wcale się nie dziwię, że nie
      masz ochoty go widywać, bo zachowywał się bardzo okrutnie zarówno w stosunku do
      Ciebie, jak i dziecka. Wyjątkowy drań. Powodzenia.
    • sylvia_b Re: ex-macocha 12.01.10, 13:18
      Cholera, może coś w tym jest... Bo mój się zachowuje tak, jakbym zrobiła mu
      wielką krzywdę tym, że nie dość, że jestem w ciąży, to jeszcze zagrożonej.
      Uciekam z domu do rodziców, bo nie chcę przez niego stracić tej ciąży.
      • kicia031 Re: ex-macocha 12.01.10, 16:44
        o kurcze, wspolczuje.

        Nawet moj ex, choc raczej palant z neigo, az tak sie nie zachowywal.
        Nie wiedzial, ze z sexu sie biora dzieci?
    • filetta Re: ex-macocha 22.01.10, 09:49
      > Piszę to troszkę po to, by się wyżalic, a troszę ku przestrodze
      wszystkim
      > Macochom zakochanym we wrażliwych tatusiach po przejściach i ich
      uroczych
      > małych synkach.

      Wiem, o czym piszesz. Przeszłam to samo, ale tylko do pewnego
      momentu. Rozumiem Twój żal do męża i jego rodziny, Twój zawód i
      utracone nadzieje. Bardzo mi przykro, że tak się u Ciebie potoczyło.
      ale taka historia może miec równiez inne zakończenie.

      W wieku 36 lat (bezdzietna) poznałam własnie takiego wrazliwego pana
      po przejsciach z 10-letnim wówczas synem. Syn zapatrzony w ojca jak
      w obrazek, roszczący sobie prawa na wyłączność. Tatus w dziecku
      zakochany (zreszta do tej pory), niewyznaczający żadnych granic,
      spełniajacy wszystkie zachcianki. Zanim sie połapałam, o co chodzi,
      byłam juz bardzo zaangazowana, chociaż nie wiem, czy gdybym się w
      porę spostrzegła, co jest grane, to wycofałabym się z tego związku.
      Byłam bardzo zazdrosna, czasami jeszcze teraz jestem. Matka mojego
      partnera tez sprawy mi nie ułatwiała, zapatrzona w synka i we
      wnuczka (przez co cierpi nawet jej aktualny mąż), bardzo póxno
      zaczęła na mnie patrzeć przychylnym okiem.

      Gdy zapragnęłam własnego dziecka, zaliczylismy wpadkę (taki zbieg
      okoliczności). Nieudaną. Po zabiegu próbowałam rozmawiac z partnerem
      na temat następnej ciąży, ale on nie chciał słuchac, twierdził, że
      nie jest gotowy, ze nie jest pewny, że dziecko to problem, który
      czasem wiąże ze soba niewłaściwych ludzi itd. im bardziej
      naciskałam, tym mocniej on mówił "nie". Odpusciłam. Powiedziałam
      sobie, że poczekam aż sam do mnie przyjdzie, sam zaproponuje. Łatwo
      nie było, ale się doczekałam. Po prawie dwóch latach. Ten czas
      wykorzystałam na zaprzyjaźnienie się z moim juz teraz pasierbem,
      przetłumaczenie już teraz mężowi, że nalezy dzieciom wyznaczać
      granice, uregulowanie stosunków z teściową. Zaszłam w ciążę. Znowu
      nieudaną.

      Niedługo skończę 40 lat i nie wiadomo, czy będzie mi dane byc mamą
      (choć bardzo tego pragnę, najbardziej w świecie). Zazdrość ciągle we
      mnie jeszcze tkwi i jesli nie zostanę mamą, pozostanie we mnie na
      zawsze. Jednak jest głęboko schowana i nie rzutuje bezpośrednio na
      moje zycie.

      W tej chwili planujemy ciążę na czerwiec. Dopiero na czerwiec z
      powodów wyłącznie zdrowotnych. Czekamy: i on, i ja. Co będzie,
      zobaczymy. Być może dalszy ciąg będzie taki, jak u Ciebie, a moze
      zupełnie inny. Na razie nie opuszcza mnie przeświadczenie, ze mój
      mąż będzie równie kochał i dbał o to dziecko, jak o swoje starsze.


      > W życiu trzeba się kierowac wyłącznie rozumem, a nie emocjami.
      >
      > Pozdrawiam.

      Tak właśnie, tak. Również pozdrawiam.
    • ciocia-chalinka Re: ex-macocha 23.01.10, 23:45
      To ja, choc z troche innym loginem. Zlikwidowałam konto bo przez chwilę byłam
      zła na siebie, że wyżalam się w internecie, a potem zobaczyłam, że kilka z Was
      odpisało, że kilku chciałabym odpisac...i tym razem wystepuję z kreska po środkusmile

      U mnie niewesoło. Nie zastosowawszy się do dobrych rad wpuściłam Ex do łóżka i
      do serca (sicc)
      A dzisiaj zadzwoniła do mnie anonimowa kobieta poinformowac mnie, że "on ma
      kogos innego"
      "żebym otworzyła oczy"
      "dzwonię, bo mi pani żal"
      Znała mój numer telefonu i mnóstwo faktów z mojego życia.
      Ex zaprzecza.

      Ech.....Czyżby teraz to moje dziecko miało miec macochę?!
      Problem "macoszyzmu" zaczynam poznawac z każdej ze stron.
      • karolana Re: ex-macocha 24.01.10, 11:24
        ciocia-chalinka napisała:
        > Problem "macoszyzmu" zaczynam poznawac z każdej ze strony.

        sad i niech ktoś mi powie, że życie nie jest zaskakujące ...
        trzymaj się jakoś
      • sylvia_b Re: ex-macocha 25.01.10, 22:38
        A może ta kobieta nie powiedziała Ci prawdy? Baby takie są, że potrafią
        zadzwonić i takie rzeczy nagadać, żeby parę rozdzielić, bo taki mają kaprys...
        Ale nawet jeśli mam rację to Ci nie zazdroszczę, bo domyślam się co czujesz.
        Głowa do góry. Ściskam mocno.
        • ciocia-chalinka Re: ex-macocha 27.01.10, 11:09
          Sama prawda niestety.
          Przyznał się.
          Przez pewien czas ...hm...miał nas równolegle.
          Podobno nazywa się Zosia.

          W niedzielę jeszcze mówił, że tamtej nie kochał i że pójdziemy na terapię
          rodzinną, ale już wczoraj doszedł do wniosku, że woli się spotykac z nią, bo "ja
          zbyt wiele chce i musiałby mi coś obiecac"
          Ciekawe czy Zosia wie, że ma byc tą, która "nic nie chce"?
          Ciekawe czy wpadnie na pomysł zajścia w ciąże dla przypieczętowania tej ich miłości?

          Zastanawiam się co jest gorsze- jego zachowanie czy to, że na nie pozwalałam.

          Z głową w górze są problemy.
          Nie mogę pracowac. Krzyczę na dziecko.

          No nie rozumiem...
          Jak można stac pod drzwiami matki swojego dziecka, o której się wie, że cię
          potrzebuje
          błagac żeby się przytuliła. Całowac. Doprowadzic do płaczu.
          A jednocześnie.....................
          byc w związku z Zosiąsmirk

          Zgłupiałam. Ściana.

          • chalsia Re: ex-macocha 27.01.10, 14:46
            > Ciekawe czy wpadnie na pomysł zajścia w ciąże dla przypieczętowania tej ich mił
            > ości?

            he he, "moja" nexia zrealizowała ten pomysł w jakieś 3 miesiące po tym, jak o
            takiej ewentualności rozmawiałam z teściową, he he. Dziecko urodziło się 2 tyg
            po orzeczeniu rozwodu.
          • karolana Re: ex-macocha 27.01.10, 16:23
            ciocia-chalinka napisał
            > Ciekawe czy Zosia wie, że ma byc tą, która "nic nie chce"?

            No może AKTUALNIE nic nie chce.

            > Ciekawe czy wpadnie na pomysł zajścia w ciąże dla przypieczętowania tej ich mił
            > ości?

            Wiesz, brutalna prawda jest taka, że z seksu biorą się dzieci. I ona może i
            nawet sobie nie wpadać na pomysł, a po prostu wpaść uncertain A jeśli on nie chce,
            niech ON się zabezpiecza, proste. Poza tym, wiesz, jeśli on z nią sypia, ona ma
            dokładnie takie samo prawo zajść w ciążę, jakie Ty miałaś sypiając z nim. Taki lajf.

            > Zastanawiam się co jest gorsze- jego zachowanie czy to, że na nie pozwalałam.

            To drugie, niestety sad Bo gdybyś na to nie "pozwalała", jego skurwysyństwo nie
            byłoby w stanie Cię zranić sad

            > Z głową w górze są problemy.
            > Nie mogę pracowac. Krzyczę na dziecko.

            Nic dziwnego, żyjesz w stresie.

            > No nie rozumiem...
            > Jak można stac pod drzwiami matki swojego dziecka, o której się wie, że cię
            > potrzebuje
            > błagac żeby się przytuliła. Całowac. Doprowadzic do płaczu.
            > A jednocześnie.....................
            > byc w związku z Zosiąsmirk

            No cóż, można. I powiem Ci, że to i tak nie jest jakiś Mount Everest
            szmaciarstwa, bo znam o wiele "ciekawsze" przypadki.

            > Zgłupiałam. Ściana.

            Wierzę, ale uwierz też, że za tą "ścianą" są drzwi wink
            Trzymam kciuki za Ciebie. Dasz sobie radę. Serio serio smile
            • chalsia Re: ex-macocha 27.01.10, 16:49
              > Wiesz, brutalna prawda jest taka, że z seksu biorą się dzieci. I ona może i
              > nawet sobie nie wpadać na pomysł, a po prostu wpaść uncertain A jeśli on nie chce,
              > niech ON się zabezpiecza, proste.

              wiesz, ja akurat jestem przekonana, że mój eks nie planował mieć drugiego
              dziecka w tym momencie. Czy się zabezpieczał - nie wiem, ale myślę, że raczej tak.

              >Poza tym, wiesz, jeśli on z nią sypia, ona ma
              > dokładnie takie samo prawo zajść w ciążę, jakie Ty miałaś sypiając z nim.

              eeeee, no jednak myślę, że inaczej to trochę wyglądało - ja sypiałam z gościem
              jako jego żona, a nexia - jako kochanka.
          • ciocia-chalinka Re: ex-macocha 27.01.10, 18:51
            My też nie mieliśmy ślubu...
            Z ta różnicą, że ja wskakując Ex do łóżka wiedziałam, że mama jego synka ma
            życie poukładane, jest szczęśliwa i w ciąży z kimś innym.
            Zosia wie jak się sprawy mają.
            Tj. nie wiem czy wie, że Ex ze mną ostatnio sypiał, ale wielkodusznie nie będę
            jej informowac, bo i tak obróci się to przeciwko mnie.

            Swoją drogą dwójka do macoszenia- każde z innej matki-
            odważna dzieczyna.

            A tej jej ewentualnej ciąży naprawdę strasznie się boję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka