Dodaj do ulubionych

kolejna nowa

01.02.10, 14:43
Witam Was wszystkie bardzo serdecznie,
Jak wynika z tytułu-jestem nowa. To moj pierwszy wpis, aczkolwiek
czytam Was juz od dawna. Dzięki temu forum udało mi sie znalexc
światełko w tunelusmile po pierwsze wiem ze byćie macpchą jest trudne,
ale nie musi być "parszywe". Po 2. wiem ze inni też mają takie
problemy jak ja. No moze nie aż takiesmile Jestem macochą od lat 3.
Obecnie unikam kontaktów z pasierbicą jak ognia. Początkowo tak
właśnie było. POtem postanowiłam chwycić byka za rogi ( mam na myśli
siebie i swoje podejscie, nie pasierbicę), ale potem odeszłam od
tego pomysłu bo to byłą jakas masakra. Oczywiscie tak jak Wy, kocham
mojego NM, ale delikatnie mówiac mam problem z dzieckiem. Swojego
nie mamy i powiem szczerze ze jak myślę o tym, ze on jedno ma, to
autentycznie odechiewa mi sie macierzyństwa. Zaskakujące
skojarzenie. Młoda- ja nie-matka. Młoda ma lat 9. Nie była
wychowywana przez swojego ojca nigdy, bo jest wpadką, z młodości,
podobnież wywołaną wyrachowaniem matki. Nie wnikam. Nie wiem tego od
niego, ale przypadkiem od postronnych ludzi- swiat jest maly i tyle.
on potem chcial się zajmować, ale nie być z nią. Ona sie wściekła i
przez kilka lat uniemozliwiqal mu ontakty , tak wiec widzial się z
dzieckiem sporadycznie. Potem odpuscila i widzial sie z nia czesciej
aczkolwiek mam wrazenie ze potem to jzu raczej byla kwestia poczucia
odpowiedzialnosci. Moge sie mylic. No i w tym jestem ja. Która nigdy
nie sadziła ze związe sie z facetem z dzieckiem. okazalo się ze
spotkałam milosc życia. On dość szybko powiedział mi o dziecku-
jakos po 1,5 miesiaca. i zapytal czy to dla mnie nie problem, a ja
wtedy glupia poweiedzialam ze chyba nie. Chociaz juz wiedzialam ze
mogą byc ze mną problemy. MIalam nadzieję, ze jakos dam radę. nawet
nie potrafię wytlumaczyc o co mi chodzi. bo przeciez nie jestem
zadzrosna o dziecko. w sensie jestem ale nie wiem czy mozna nazwac o
zazdroscia taka jaka znamy. jest to jakas masakra w kazdym razie. i
czasem jest ze mną lepiej, czasem jest tak jak dzis, ze chce mi sie
ryczec, wyc pakowac walizke i uciekac. tylko przez to ze on ma
dziecko, a to przeciez wlasciwie nic. dochodzi do tego jeszcze fakt,
ze to dziecko jest straszne. Najp[ierw myslalam ze moze jestem zle
nastawiona, ale postronne żródła powteirdzają, ze tak irytującego
dziecka, tak absorbującego, wkurzającego, męczącego, to ze świecą
szukać....to utrudnia kontaktysmile tak strasznie zadzoszczę tym z Was,
które tak swietnei sobie radzą. tak bardzo tez bym tak chciała. i
nie wiem jak to zrobić. Byłam u psychoterapeuty, ale sesje nic nie
dawaly. żadnego włąściwie efektu.nic się nie poukladalo a wlasciwie
potem zrobilo się nawet gorzej. wiec przewrwalam terapie. i nawet
nie mam z kim o tym porozmawiac. muszę przyznać, ze ulzylo mi to
wywalenie z siebie chcoiaz cząstki tego co sobie uzbierałam przez
cały czas. powiedzcie mi, jak wy to robicie, że wy spbie radzicie?
wiem ze problem tkwi we mnie, nie w dziecku albo nim. wiec co
zrobić? bo przeciez coś musi się dać zrobić..!! ależ sie
rozpisałam...
Obserwuj wątek
    • elakuz Re: kolejna nowa 01.02.10, 15:03
      nie bardzo wiem co ci napisac, bo niewiele wiem z twojego postu.
      Gdzie jest problem?
      czy mloda was odwiedza? jak czesto? jaki ma stosunek do ciebie? jak
      zachowuje sie ojciec podczas jej odwiedzin ( przychyla nieba,
      rozpuszcza itp.)Na czym polega to irytujace zachowanie pasierbicy?
      Czy cos wspolnie robicie czy tylko tatat zajmuje sie corka?.
      A moze jestes kobieta, ktora nie zaakceptuje innego dziecka a tylko
      swoje i wtedy pozostaje ci znalezc faceta bez zobowiazan, co zreszta
      czesto radze wszystkim mlodym bezdzietnym dzieczynom.
      • adela38 Re: kolejna nowa 01.02.10, 20:21
        Mysle, ze w takiej sytuacji slusznym rozwiazaniem jest calkowita izolacja od tej
        dziewczyny.Ojciec niech sie z nia spotyka ale nie na waszym gruncie.Nie ma sensu
        bys sie starala polubic kogos kogo nie znosisz- lepiej dla ciebie i dla niej bys
        jej nie spotykala i zyla tak jakby jej nie bylo.W sumie to ty decydujesz jak
        wyglada twoje zycie i kogo do niego wpuszczasz.
      • mileu Re: kolejna nowa 02.02.10, 08:08
        faktycznie, napisałam duzo, ale właściwie zadnych konkretówsmile a więc
        ojciec spotyka sie z Młodą z różną częstotliwością. Czasem raz na
        cztery miesiace, czasem c o chwilę. To spowodowane jest poniekad
        pracą. Czasem wydaje mi sie, ze on sam nie do konća wie czego chce.
        Czasem wydaje mi się ze nie spotyka się tak często jakby chciał
        przeze mnie. Czasem wydaje mi się ,że jestem śwuetną wymówką. Tak
        jak napisałam, nie miał raczej możliwosci zżyć sie z dzieckiem. A
        wydaje mi sie że z facertami jest trichę inaczej niż z kobietami.
        Kobieta ma to dziecko pod sercem ca łą ciążę. Facet musi więź
        zbudować. Zwłaszcza że tutaj to dziecko nie było chcianym i
        planowanym. Wydaje mi się też czasem ze on teraz dorasta dopiero do
        bycia ojcem (ogólnie- nie tylko tego dziecka. Młoda mnie lubi. o
        dziwo....ale ona ogólnie lubi wszystkich ludzi któzy poświęcają jej
        uwagę. Bo jest to ogólnie osoba która zawsze musi być w centrum. a
        wiec ona mówi wierszyk, ona śpiewa ona pyta, ona gra. Absolutnie nie
        potrafi zajac się sobą. Bez przewry trzeba jej przyklaskiwać.
        Ogólnie nie lubię tego typu ludzi. Młoda ma problem z rówiensnikami.
        Dzieci za nią nie przepadają. TYp który wszystkich rozstawia po
        kontach i udowania im ze jest najlepsza. Dodatkowo ma pronblem z
        donosicielstwemsmile Nie chcę jej wychowywać bo to nie moje dziecko.
        Ale takiej jej nie lubię. Jeśli chodzi o ojca, to jest swiadom y
        wielu jej cech które nie są dobre, ale raczej wychodzi z ałożenia ze
        nic z tym nie da sie zrobic. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, ktoś
        kto widzi dziecko raz na jakis czas raczej nie ma wielkiego wpływu
        na wychowanie. Co robiliśmy razem? Gdy byłam na etape ze chciałam
        jakoś nas uczynić rodziną, to wymyślałam gry, zabawy. Chodziliśmy do
        kina, graliśmy w gry planszowe, graliśmy w różnego rodzaju gry na
        dworze. Był bilard nawetsmile nie jestem pewna czy ostatnie było
        pedagogicznesmile Kwetsia gier odpada. To dziecko bez przerwy musi
        wygrywac. nie moze grac dla samej przyjemnosci gry i spedzania czasu
        z ojcem. Musi wygrywac i udowadniac wszystkim ze wszystkim ze jest
        nbajlepsza. przy czym nie zawsze wiaze sie to z zachowaniem szacunku
        dla starszych..a jak nie wygrywa to jej sie nie podoba. tak wiec
        raczej z mojej strony interakcja z tym dzieckiem nie wchodzi w gre.
        jak zachowuje sie ojciec? w;asciwie dobrze. moze jest jedno, nie
        dpotyka mnie nie caluje, nieprzytula przy niej. ale ok. moze uwaza
        ze tak lepiej jest dla dziecka.
        > A moze jestes kobieta, ktora nie zaakceptuje innego dziecka a
        tylko
        > swoje i wtedy pozostaje ci znalezc faceta bez zobowiazan
        no i wlasnie tu jest ta rzecz. nie chce wierzyc ze jestem takim
        typem kobiety i juz. mysle ze po prostu musze cos ze soba zrobic,
        tylko nie wiem jeszcze co i jak. dlatego wlasnie czytam wszystkie
        wasze posty i zatstanawiam sie jak to robicie, jak sobie radziecie i
        tez tak chce...
        a znajdywan ie sobie innego nie wchodzi w gre. albo ten albo zaden.
        zaden to tez jest opcja. tylko ze ja nie chce rezygnowac tylko
        dlatego ze mam problem i nie radze sobie ze swoimi emocjami....
        Znowu się rozpisałamsmilekto wie, moze wywalenie wszystkiego ze soba
        jest tym co pomozesmilesmile
        • mileu Re: kolejna nowa 02.02.10, 08:12
          rany przepraszam za blędy i literówki, ale pisałam w szale wręcz.
        • elakuz Re: kolejna nowa 02.02.10, 10:21
          jesli ten facet a zaden inny to musisz sie pogodzic, ze dziecko jest
          i nie zniknie. Potem moze terapia u dobrego psychologa, ktora ci
          sporo uswiadomi i pomoze zyc w tandemie: wy + dochodzaca mala.
          Z mojego krotkiego doswiadczenia w macochowaniu wiem, ze prawie
          kazde dziecko lubi byc w centrum uwagi i nie umie
          przegrywac. "Nasza" tez jak gra w kregle to musi miec bandy mimo, ze
          mlodsze dzieci graja juz bezwink Mysle, ze sporo zalezy od ojca, czy
          da dziecku pewnosc, ze jest kochane i akceptowane a jednoczenie, ze
          jego partnerka jest rowniez kochana i jest czescia rodziny. Dziecko
          musi czuc, ze ojciec ma pojemne serce i miesci sie w nim wiecej osob
          niz tylko onowink Mysle, ze powinniscie duzo rozmawiac z partnerem i
          nie ukrywac waszych uczuc, nawet tych negatywnych. Jesli trafilas na
          madrego faceta to sie ulozy. Ja nie lubie dzieci i nie mam wlasnych
          a mimo to od prawie roku macochuje calodobowo i jakos idzie wiec da
          sie jakos z tym zycwink
    • chalsia Re: kolejna nowa 01.02.10, 20:38
      nie wiem jak to zrobić. Byłam u psychoterapeuty, ale sesje nic nie
      > dawaly. żadnego włąściwie efektu.nic się nie poukladalo a wlasciwie
      > potem zrobilo się nawet gorzej. wiec przewrwalam terapie.

      to źle zrobiłas przerywając terapię. Tak czasami bywa, ze na poczatku robi się
      "gorzej".
      Mogło tez być tak, że akurat nie trafiłas na dobrego terapeutę.
      Moja rada - idź na terapię do innego terapeuty i przynajmniej przez pół roku nie
      przerywaj.
      • gosza26 Re: kolejna nowa 01.02.10, 21:24
        przepraszam z góry, że nic cie nie doradzę, ale zdumiewa mnie fakt, że wszystkie posty kobiet "lądujących" na tym forum są prawie identyczne. mój 6 lat temu też taki byłsmile
        a może to jednak jest rada: pogrzebać w archiwumsmile
    • macoszka_83 Re: kolejna nowa 01.02.10, 21:23
      Droga mileu, miałam kiedyś podobny problem co Ty, na samo słowo dziecka mojego
      NM dostawałam gęsiej skórki. To dziecko strasznie działało mi na nerwy,unikałam
      jej jak ognia. Tez miałam iść na terapię do psychologa bo stwierdziłam, że tak
      dłużej być nie może.Co najgorsze dla mnie wtedy było, chyba fakt że nikt w mojej
      rodzinie nie wspierał mnie bo każdy podkreślał mi fakt, że to jest biedne
      dziecko z rozbitej rodziny.... Wylałam masę łez wtedy... jak przyjeźdzało
      maleństwo (7 letnie) do mojego NM odstawiał mnie jak starego miska do szafy, bo
      widział jak reagowałam na małą. Wszystko mnie wkurzało w jej zachowaniu, brak
      kultury i szacunku do starszych osób, teksty które dziecko 7 letnie raczej samo
      nie wymyśli... no i ta jej zazdrość o mnie, nie mogłam pocałować faceta w jej
      obecności bo nas rozdzielała ech. Powiedziałam dość, tak być nie może.
      Przełamałam się i sama zaproponowałam w końcu spotkanie we trójkę. Spędziliśmy
      tego dnia bardzo przyjemnie czas, zrobiliśmy mega desery lodowe - mała była
      zachwycona bo mamusia jej takich nie robi..plus dla mnie smile)... oglądaliśmy
      bajkę, a na koniec razem bawiłyśmy się... Mała była zachwycona i co dziwo ja
      tez... Nawet przełamałam się do tego stopnia iż, zaproponowałam mojemu NM iż
      spędzę z małą ferie. Teraz żałuje że wcześniej miałam taki stosunek do małej. To
      naprawdę kochane dzieciaczki którym trzeba dać ciut więcej miłości smile. Myślę, że
      macoszki zgodzą się tu ze mną w tej kwestii. Głowa do góry będzie dobrze smile
    • edw-ina Re: kolejna nowa 01.02.10, 21:42
      A ja mam moment, w którym nie chce mi się. I myślę, że gdybym takie
      momety miała wcześniej, to bym zwiała. Teraz mleko się rozlało i
      uciec nie jest tak łatwo. Dlatego jedyne co mogę powiedzieć, to
      uciekaj dopóki masz czas. Może to mało budujące i może w innym
      momencie powiedziałabym próbuj. Ale w sumie to nie wiem, czy warto.
      Być może, ale ręki sobie za to nie dam uciąć.
      • 333a13 Re: kolejna nowa 02.02.10, 08:59
        A ja to widzę tak, że każdy z nas ma mniej lub bardziej denerwujące
        nawyki i przywary... Tak jak Młoda... Nie wierzę, że dziecko może
        być "złe" do szpiku kości i z młodocianym nie można czegoś zrobić,
        czegoś nauczyć itd...
        Myślę, że głównym problemem jest podejście rodziców i Twoje do Małej
        i to, że cokolwiek by nie robiła to będzie Cię denerwowała...
        Dziecko to nie tresowana małpka, która zawsze zachowuje się tak jak
        należy... Rola rodziców w tym wszystkim jest taka, by dziecko uczyć
        i wychowywać. Więc kochany tatuś powinien wziąć małą na kolana,
        powiedzieć, że jest dla niego najlepsza i najpiękniejsza i Młoda nie
        musi tego udowadniać całemu światu, bo nawet jak coś jej pójdzie nie
        tak to i tak najbardziej ze wszystkich będzie ją kochał... Do tego
        dochodzi praca od podstaw i nauka Młodej właściwych zachowań...
        Niech czasem przegra w grę planszową, a jak później się dąsa to
        należy jej wytłumaczyć, że nikt nigdy nie jest we wszystkim
        najlepszy itd...
        Może to dziecko skarży i udowadnia swoją wartość tylko dlatego, że
        jest zbyt mało zauważane i stara się za wszelką cenę przypodobać
        otoczeniu... Uważam, że zachowanie dzieci (nie mówię o nastolatkach)
        jest odzwierciedleniem ich stosunków z rodzicami i otoczeniem
        dlatego też proponowałabym spojrzeć na Młodą z trochę innej
        perspektywy...
        Mnie mój Młody też w wielu kwestiach drażni, ale lubię go bo jest
        krwią z krwi mojego NM, poza tym NM stara się tak jak w zwykłej
        rodzinie by każdy trochę odpuścił, dopasował się tak by się
        wzajemnie nie denerwować itd...
        Nie twierdzę że jest różowo ale dziecko z wpadki czy nie nie jest
        niczemu winne. Mój NM też Młodego się nie spodziewał na świecie w
        wieku 20 lat, nie zmienia to faktu że jest i musi być za dziecko
        odpowiedzialny nawet wtedy gdy mu się nie chce czy "nie jest z nim
        związany tak jak powinien".
    • filetta Re: kolejna nowa 02.02.10, 09:34
      Nie Ty pierwsza, nie ostatnia "dostajesz gęsiej skórki na sama mysl
      o pasierbie/cy"... Ja, jak co niektóre, ten okres równiez mam za
      sobą.
      Moja awersje do Małego spowodowała jego slepa miłość do ojca i chęć
      zatrzymania go tylko dla siebie. Były więc fochy, sabotaze i
      dywersje, by mnie z towarzystwa wyeksmitowac, koalicje i
      antykoalicje, by pokazac mi, gdzie moje miejsce itd. Mój wtedy
      jeszcze nie mąż radził czekać, ale ja byłam uparta. Po pierwsze
      poszłam do psychologa, by się co nieco dowiedziec o tym, jak dotrzeć
      do tego nastolatka. Psycholog stwierdziła, że jestem przyjaźnie do
      małego nastawiona, więc naprawdę niewiele potrzeba, by nasze relacje
      naprawić. Po drugie bardzo dużo rozmawiałam z partnerem (choć te
      rozmowy bardziej przypominały kłótnie niż dyskusje), by zaczął
      zwracać większa uwagę na zachowanie syna. Ten oczywiscie twierdził,
      że nie lubię małego i zrobię wszystko, by to własnie jego zepchnąc
      na dalszy plan, ale z czasem zrozumiał, że zalezy mi na dobru jego
      dziecka. Poprawa nie nastąpiła od razu, nie, nie. Trwało to jakieś
      dobre dwa lata, zanim było całkiem do rzeczy. Teraz nie narzekam.
      Choć musze przyznać, że jakoś tak po świętach poszlismy sobie
      wieczorem na spacer poogladac miejskie świąteczne dekoracje (tego
      dnia bylismy troszeczkę poprztykani, więc mąż zajmował się głównie
      swoim synem) i mąż wziął mnie pomimo wszystko za rękę, to Młody
      spojrzał na te nasze ręce z tą samą nienawiscia, co kiedyś.
      Wcześniej sądziłam, że Mały mnie polubił. Teraz jednak dochodze do
      wniosku, że zmuszony był mnie zaakceptować, darzy mnie jakąś tam
      sympatia, ale uraz do mojej osoby pozostanie w nim juz chyba na
      zawsze.
      Tak więc, to co teraz czujesz do tego dziecka, jest do przetrawienia
      i przerobienia. A charakterek córci tatusia jest do naprawienia, ale
      tylko przez niego samego. Wytrwałości i cierpliwości, a wszystko
      powinno się w miarę dobrze ułożyć.
      • mileu Re: kolejna nowa 02.02.10, 10:04
        smile wyszło na to że młoda jest zła do szpiku koscismile nie to miałam na
        myśli. nie jest zła. nie jest tym typem który stara się robić
        krzywdę ( no moze czasem innym dzieciom, ale dzieci są dziecmi) nie
        to miałam na myśli, ze jest zła. bardziej chodziło o to , ze ja tak
        swogeo dziecka nie wychowałabym. ale co dom to obyczaj. u mnie
        dzieci bawily sie z dziecmi i rozumialy ze jak dorosli rozmawiaja to
        niekoniecznie dzieci powinny w tym uczestniczyc. natomiast mloda
        musi byc wszedzie bo tak jest u niej w domu. ona mowi matce co
        robic, gdzie isc itp. racja, to kwestia wychowania. ale ja jej
        wychowywac nie moge. to nie jest moje dziecko. jesli ktos ma
        wychowywac to predzej ojciec. ale ojeciec tez nie wychpowuje. barc
        dziecko do domu a je wychowywac to nie sa te same sprawy. ntak wiec
        nie mam wplywu na to jaka jest mloda i tez nie musze miec. to
        wlasciwie nie o mloda w tym wszystkim cgodzi tylko o mnie. jak sobie
        radzicie kiedy przychodzi monet zwatpienia? jesli przychodzi.
        myslicie sobie czasem, kurcze, on ma juz rodzine. dla mnie nie ma
        miejsca.?
        • mileu Re: kolejna nowa 02.02.10, 10:07
          inaczej, on ma rodzine w ktora powinien sie zaangazowac bardziej (
          moze chce moze nie chce) ale tego nie zrobi przez durna babe z ktora
          sie zwiazal. i co ta baba ma zrobic zeby nie psuc wszystkiego..?
          • 333a13 Re: kolejna nowa 02.02.10, 11:05
            I tym sposobem dochodzimy do wniosków, że tak naprawdę "wina" leży
            po stronie rodziców dziecka czyli także jego ojca.
            Dlaczego chcesz na siłę siebie zmieniać i się cały czas naginać? Z
            tego co pieszesz, to się starasz i chciałabyś żeby było lepiej... A
            co robi w tej kwestii Twój facet???
            Bo w końcu to jego rola by zarówno córka jak i partnerka w tym
            układzie czuły się "dobrze"...
            Nie rozumiem toku myślenia z którego wynika, że skoro matka
            wychowuje dziecko w pewien sposób, to te same zasady muszą panować u
            Was w domu... Nie twierdzę, że macie być w opozycji do matki
            dziecka, ale nie widzę powodu, żeby dziecko w Waszym domu nie
            przestrzegało Waszych zasad... U nas w domu zawsze
            dla "przychodzących" dzieci panowała kategoryczna zasada: "u cioci
            się nie grymasi" i mimo, że w domu rodzinnym dzieciaki miały wpojone
            inne zasady u nas zawsze musiały nagiąć się do zasad u nas
            panujących i jakoś nie miały z tym problemu...
            Problemem może być tutaj np. brak motywacji i chęci do zmiany
            zachowań dziecka, bo przecież trzeba z nim porozmawiać, wysilić się
            by znosić przez jakiś czas jego dąsania celem poprawy
            długoterminowej itd... U mnie działa to w ten sposób, że jeśli np.
            Młody na wakacjach marudził na potęgę, wszystko było na nie
            cokolwiek byśmy nie robili a NM widział, że wychodzę z siebie i mam
            ich obu dosyć, to brał Młodego na stronę i mu tłumaczył różne
            kwestie... Jak mnie coś zbytnio denerwuje u dziecka to NM mi także
            potrafi wrócić na osobności uwagę, że może trochę przesadzam... I
            wydaje mi się, że taki system się sprawdza zarówno w
            rodzinie "pełnej" i "nie"... Mój NM też jest czasem leniwy w
            kwestiach Młodego, chyba jak większość facetów nie "widzi" pewnych
            problemów... Dlatego też uważam, że dla wspólnego dobra czasem warto
            pokazać i powiedzieć mężczyźnie czego się oczekuje od niego jako
            ojca i partnera... Bo dziecko nagle nie zniknie, z biegiem czasu
            będzie coraz starsze i problemy pewnie będą się nasilały...
            • tamaryszek04 Re: kolejna nowa 02.02.10, 14:00
              To nie jest Twoje dziecko. Od tego bym zaczęła. To, że pokochałaś jego ojca nie
              jest jednoznaczne z tym, ze musisz od razu kochać jego dziecko. Nie odniosłam
              wrażenia, że piszesz o tej małej jakby była z gruntu zła. Ot, dziecko, które nie
              przypadło Ci d gustu. Nie czarujmy się, nie wszystkie dzieci lubimy. Mały
              człowiek to człowiek taki sam, jak dorosły, a przecież nie wszystkich dorosłych
              darzymy sympatią, więc dlaczego z dziećmi miałoby być inaczej? Tu dochodzi
              jeszcze kwestia tego, że macochy najczęściej chciałyby nawiązać pozytywne
              relacje z dzieckiem partnera, bo tak byłoby idealnie a tu klops, bo mamy opór.
              Daj sobie czas dziewczyno. Nie podchodź do tego zbyt emocjonalnie. Myślę nawet,
              że wskazany byłby z Twojej strony dystans. Nie chodzi o okazywanie niechęci, ale
              o nie robienie niczego na siłę. Przyjdzie do Was, postaw jej te lody i zajmij
              się książką. Niech tata z córką mają czas dla siebie. Jak będziesz miała ochotę
              i mała też, to zamieńcie kilka słów. Wyjdźcie razem na zakupy. Ale nie, że to Ty
              organizujesz czas i takie tam. Jeżeli z czasem się polubicie, to dobrze. Jeżeli
              nie, trudno. Wystarczą poprawne stosunki. Na marginesie Ci powiem, ze ja swojego
              najmłodszego pasierba na początku nie lubiłam. Strasznie działał mi na nerwy.
              Dzisiaj to mój ukochany synek. A o tej pasierbicy, którą uważałam za córkę od
              pierwszej chwili, dzisiaj wolałabym zapomnieć.
        • filetta Re: kolejna nowa 02.02.10, 14:42
          Absolutnie nie. Nie uważam, że Młoda jest zła do szpiku kości.
          Chodzi o to, że nikt jej nie stawia granic, nie mówi, co wolno, a
          czego nie, nie uczy jej przegrywac, nie uczy czekania na swoją kolej
          itd. To należy do obowiązków jej rodziców i Ty nie masz na to
          wpływu. Możesz jedynie rozmawiać z mężem o zachowaniu jego dziecka,
          możesz cos doradzić, na cos zwrócić uwagę itd.

          Naszego małego zawsze mi było szkoda. Tak się szarpał, zeby byc w
          centrum uwagi swego ojca, zeby wszystko było po jego mysli i według
          jego zachcianek. To była jego walka o utracone wpływy. Tatus
          oczywiscie niczego nie dostrzegał. W końcu do niego dotarło, co się
          z dzieckiem dzieje. I zaczął działać - rozmawiać, tłumaczyć,
          pokazywac, uczyc, żyć również zyciem swojego dziecka, a nie
          tylko "wypożyczać sobie" na kilka godzin rozrywki i zabawy.

          Takie dziecko jest bardzo uciążliwe i w pewnym sensie odpychajace,
          ale może warto spojrzec na nie jak na kogos skrzywdzonego. Nie jest
          jego wina, że ma takich rodziców, którzy go tak wychowują. Według
          mnie warto zacisnąć zęby i trochę się pomęczyć, bo Młoda ma dopiero
          9 lat. Lepiej nie wtrącac sie do wychowywania i nie brać udziału w
          ocenie konkretnego postępku, ale mozna byc przyjaźnie nastawionym,
          wciągać w zabawę i budowac własne relacje z tym dzieckiem, oparte na
          ogólnie przyjętych zasadach.

          Kiedys przychodziły takie chwile zwątpienia. Że to takie ciężkie i
          trudne, ale nie takie, ze nie ma tu dla mnie miejsca. Wprawdzie
          nieraz mały ustawiał nas po swojemu, ale gdy tylko przeginał, bym
          poczuła się obca i niepotrzebna, mąż zawsze robił coś, bym poczuła
          coś zupełnie odwrotnego.
          • mileu Re: kolejna nowa 03.02.10, 07:37
            drogie doświadczone macochy. bardzo Wam dziękuję za wszystkie rady.
            mam nadzieję że jakoś się poukładam w końcu z sytuacją. cieszę sie w
            każdym razie ze w koncu wywaliłam wszystko z siebie i uslyszalam
            (przeczytałam )kilka opinii osób postronnych. to bardzo pomaga. dziś
            mam wyjątkowy wzrost formy, aczkolwiek spodziewam sie że spadków
            jeszcze z tysiac przede mną. jakoś mi lepiej na myśl ze nie bedę
            musiala przy okazji kolejnych spadków cisnąć wszystkiego w sobiesmile
            • dobraizla Re: kolejna nowa 08.02.10, 23:31
              dziewczyno,przestan walczyc sama z soba i z calym swiatem.Ty sie nie
              nadajesz do zycia z facetam z przeszloscia(z dziecmi) uciekaj poki
              czas bo jak bedziecie mieli swoje wspolne dziecko to bedzie jeszcze
              gorzej.Nie wszystkie nadajemy sie do tego by byc macochami.Wiem co
              mowie bo u mnie po 10 latach problem nie zniknal ale zniknelo
              szczescie i radosc zycia.EWAKUACJA.NIE MARNUJ SOBIE ZYCIA
              Milosc mozesz znalezc gdzie indziej i to bez obciazen , czysta i
              tylko wasza...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka