Spędziłam kilka ostatnich wieczorów czytając to forum. Wreszcie
znalzłam bratnie dusze

widze ze jest tu duzo madrych kobiet i
dlatgo pisze.Ja też jestem macochą. i jestem załamana, u kresu sił;-(
moj maz ma 15 letniego syna, sam go wychowuje, mlody mieszka u
babci,kazde pojawienie sie u nas w domu konczy sie mega awantura, bo
ja nie wytrzymuje złośliwości, chamstwa itp. maz nie reaguje. Razem
mamy roczego chlopczyka i gdy tamten sie nie pojawia jest super,
gdy pojawia się sika na klape,nie sprzata, smierdzi od niego bo sie
nie myje, klamie nieustannie. Gdy wraca do babci ( mojej tesciowej)
klamie ze u nas musi ciagl sprzatac i donosi wymysla. Raz odważyłam
sie odezwac...Jestem znienawidzona przez tesciowa. Maz cale dnie
przebywa tam, a ja z naszym synkiem sama tu. Słysze ze to moja wina,
bo to przeze mnie jeso synek nie moze tu mieszkac. teraz kolejny
temat- wakacje. mlody na obozie, wiec myslalam, ze pojedziemy sami,
we troje, to nie bo on chce tez z synkiem jechac. jesli pojedzie ze
mna to musi na drugie wakacje pojechac z synkiem. Mowie ze nie stac
nas na to,ze mlody jest juz na obozie, nie musi miec podwojnych
wakacji, to slysze ze to moja wina.Młody w wieku 15 lat nie ma
zadnych kolegow, nie umie nigdzie sam wyjsc itp.Ja go nienawidze i
nie wiem co robic. Czy mozna nauczyc sie tolerowac kogos na kogo nie
mozna patrzec?czy mozna takie rzeczy opanowac?nasze małżeństwo
powoli sie rozpada, a ja jestem zalamana.maz uwaza ze go oszukalam,
bo obiecalam przed slubem ze dam rade, tylko ze naiwnie myslalam, ze
biore sobie duzego nastolatka, a nie dzieciaka, ktory jest
samodzielny na poziomie 5 latka. myslalam, ze jakos bedzie. nigdy
nie ukrywalam, ze go nie lubie, a jednak zdecydowalismy sie na
slub...co robic?
dzieki