Od pewnego czasu już było dobrze, moja zazdrość trochę przygasła, mój mąż zmienił podejście do córki i czasem nawet cieszyłam się na wspólny weekend. A teraz coś mnie dopadło, nie wiem może jakaś depresja wiosenna? Przyszłam do was bo mi źle.
Nie potrafię zaakceptować córki mojego M, Po każdym weekendzie liczę straty, w ten była to połamana parasolka, wyrwana półka i poplamiony fotel. Przed każdą jej wizytą zastanawiam się co mnie czeka i ogarnia mnie coraz większa wściekłość. Po za tym denerwuje mnie podejście M, bo on przyprowadza Młodą do domu i jak nie ma mojej córki, to ona potrafi cały dzień przesiedzieć przy komputerze, albo przed tv. Nie pomaga moje gadanie, bo niby co on ma z nią zrobić? Jak ja czegoś nie wymyślę, to wiadomo, że siedzimy w domu. Nie wiem, może nie powinnam się wtrącać? W końcu on jest ojcem. Dla mnie jest to nie do pomyślenia żeby dziecko siedziało pół dnia i patrzyło jak ja gram na komputerze, bo takie sytuacje też mają miejsce. Albo dziecko cały dzień siedzi i gra, jak pytam dlaczego z nią nie wyjdzie, to słyszę, że ona nie chce. Godzina 23, Młoda (lat 9), zamiast dawno spać stoi nad ojcem który siedzi i gra. Pytam się dlaczego jej nie wygania do łóżka, mówił żeby poszła, ale nie chciała.
Czasami zastanawiam się po co on ją bierze, i tak się nią nie zajmuje. Chyba tylko po to żeby popsuć mi nerwy, bo tak jak on twierdzi, jemu dzieci nie przeszkadzają. Tylko jemu tak na prawdę nic nie przeszkadza, byle był internet

((
Nie znalazłam tu podobnych przykładów, ale może któraś z was coś poradzi?