Dodaj do ulubionych

mam czasem dość...

02.07.11, 21:47
Macie czasem dość takiej "połatanej" rodziny? Bo ja tak... dziś powiedziałam partnerowi,że bycie w związku z osobą, która ma dziecko, przerasta mnie...
i najgorsze jest to, że to prawda. Przez ponad dwa lata, prawie trzy, usiłowałam wierzyć, że jest inaczej, próbowałam stworzyć rodzinę, ale niestety, chyba nie umiem zaakceptować tego wszystkiego: dziecka, eks, ich rozmów itp.

Wiem, że to moja wina. Mój partner jest wspaniały, jeśli chodzi o nasze życie codzienne - nigdy nie dał mi odczuć, że jestem na jakimś drugim planie czy coś w tym stylu, eks co prawda nie chce mnie znać, ale nie utrudnia kontaków, ich dziecko mnie lubi.
Czyli sytuacja teoretycznie ok, dobra aby tworzyć coś wspólnie.

Ale ja jednak nie potrafię zaakceptować tego, ze nie jestem najważniejsza, że moja ciąża (gdyby do niej doszło) nie będzie czymś wyjątkowym, że nasze dziecko nie będzie dla niego najwspanialsze na świecie... bo tamto bardzo kocha i jest z niego bardzo dumny...

Mam wrażenie, że nie uda się tego wszystkiego połączyć i poskładać tak, by było dobrze. Zawsze będę robić awantury o byle rozmowe telefoniczną...



Obserwuj wątek
    • glasscraft Re: mam czasem dość... 02.07.11, 21:54
      Masz racje - masz problem i to duzy. I chyba bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci.
      Dlaczego uwazasz, ze nie jestes dla niego najwazniejsza? Przeciez jest z Toba, nie z eksia. SKoro sama twierdzisz, ze Twoj partner jest wspanialy, to wyglada na to, ze jestes dla niego najwazniejsza kobieta. A jego dziecko jest najwazniejszym dzieckim. Skoro jest dobrym ojcem dla dziecka z eksia, to dlaczego zakladasz ze nie bedzie takim samym dobrym ojcem dla Waszego dziecka i bedzie je kochac tak samo i tak samo bedzie z niego dumny. I dlaczego jedno dziecko musi byc wazniejsze niz drugie - nie myslisz, ze najprawdopodobniej beda tak samo wazne? Chyba, ze chodzi o to "naj" i jak tego nie dostaniesz, to zwiazek sie nie liczy - no to masz prawdziwy problem i mysle, ze czy bedziesz z dzieciatym facetem, czy nie - problem "najwazniejszosci" nie zniknie.
      • zona.no2 Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:02
        Dzięki za szybką odpowiedź. Wiem, że problem tkwi we mnie. Chyba po prostu związki z "dzieciatymi" nie są dla wszystkich, o czym się na własnej skórze boleśnie przekonuję...
        • erillzw Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:10
          Na moje oko żade zwiazki moga nie okazac sie dla Ciebie wystarczajaco dobre by w nich trwac. Moze warto pomyslec nad pojsciem na terapie ktora pozwoli Ci uwierzyc w siebie i zmierzyc sie z tym co blokuje radosc bycia z kims i wyszukuje problemy tam gdzie sa zalety tak naprawde.

          Bolesnie przekonujesz sie dlatego, ze cos z Toba jest nie tak a nie z tym ukladem. Jako wady postrzegasz wszystko to o czym niektore tutejsze macochy moga tylko marzyc..
          Mysle, ze powinnas poszukac pomocy zanim zakonczysz naprawde udany zwiazek.
        • glasscraft Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:11
          Nie potrafie Ci powiedziec, czy takie zwiazki sa dla wszystkich, czy nie. Nie planowalam nigdy zwiazku z dzieciatym facetem, samo wyszlo. Mysle, ze nie czujesz sie sama ze soba dobrze, czy myslalas o tym, zeby z kims pogadac na ten temat (mam na mysli - profesjonalnie, na dodatek do forum smile? Nie sadze, zeby wszyskie macochy rodzily sie z determinacja do zostania macocha i wiedza, jak to bedzie... smile
          • zona.no2 Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:29
            myślałam o pójściu do psychologa.

            Może pójdę, ale jeszcze nie jestem przekonana.

            Na razie robię sobie jeszcze jakieś nadzieję, że poradzę sobie sama. Po dzisiejszej - bardzo nieprzyjemnej - kłótni, na razie nie odzywamy się do siebie. Mam nadzieję, że sytuacja się unormuje podczas naszego urlopu - wyjezdzamy za 2 tygodnie, może wtedy jakoś nasze stosunki się ocieplą. Raz tego chcę, innym razem -tak jak teraz - mam już tego wszystkiego dość.

            Ale przed ostatecznym zerwaniem powstrzymuje mnie myśl, że w moim wieku interesujący wolni faceci albo mają dzieci albo są zajęci (oczywiście, przede wszystkim powstrzymuje mnie uczucie do mojego partnera, ale jak zaczynam na chłodno kalkulować, to stwierdzam, że lepszego nie znajdę. Tylko nie umiem poradzić sobie z tą całą sytuacją.

            Miałam nadzieję, że moje uczucia nie sa niczym dziwnym, że są normalne, ale widzę, że raczej nie...
            Trochę liczyłam na posty w stylu "tez tak miałam a wszystko się ułożyło itd smile I oczywiście miałam nadzieję, ze to będą szczere wypowiedzi, nie takie na zasadzie pocieszeniasmile Na razie nie ma takich, co mi pokazuje, ze moje uczucia nie są normalne.

            Dziękuję Wam za to, co napisałyście. nie myślałam, że mam małe poczucie własnej wartości, ale moze coś w tym jest.
            • glasscraft Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:31
              zona.no2 napisała:

              > myślałam o pójściu do psychologa.
              Nie mysl, IDZ zanim bedzie za pozno!!!!!!!!!!!
            • zona.no2 Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:32
              i jeszcze, co mnie męczy, to fakt, że jego eks jest naprawdę bardzo atrakcyjną kobietą. Dobrze zarabia, ma prestiżową pracę.

              Chyba naprawdę mam jakiś kompleks sad
              • glasscraft Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:37
                zona.no2 napisała:

                > i jeszcze, co mnie męczy, to fakt, że jego eks jest naprawdę bardzo atrakcyjną
                > kobietą. Dobrze zarabia, ma prestiżową pracę.

                No i? Nasza eksia jest rozmiaru mini (ja z tych raczej nie mini) oraz umie rysowac i malowac (a ja nie umiem).

                Ty naprawde siebie nie lubisz sad
              • bellinea Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:54
                atrakcyjna i z prestizowa praca, ale M sie z nia rozstal i wybral ciebie. Wiec niech sobie bedzie aktrakcyjna i z dobra praca, co to ma do ciebie???
                • altz Re: mam czasem dość... 03.07.11, 08:51
                  bellinea napisała:
                  > atrakcyjna i z prestizowa praca, ale M sie z nia rozstal i wybral ciebie. Wiec
                  > niech sobie bedzie aktrakcyjna i z dobra praca, co to ma do ciebie???
                  Dobrze napisane i to jest prawda.
                  Ale, może zona.no2 myśli podświadomie, że jest gorsza? Obawia się, że zostanie w końcu porzucona? "Jestem taka kiepska, że mnie zostawi!"? - to jest taka samospełniająca się przepowiednia. Mam nadzieję, że mąż jest bardziej poukładany połapie się, w czym rzecz, a nie obrazi.
                  Trzeba rozmawiać, rozmawiać z mężem, myśleć nad tym i znowu rozmawiać, a praca nad wyższą samooceną to praca na lata. Wiem coś o tym, bo mam fajną babkę z takim samym problemem! smile Dodatkowo jej dzieci ostro dają do wiwatu, ale mi to nie przeszkadza, bo się zdecydowałem na stałe, a nie na chwilę i Zonie.no2 też życzę takiego nastawienia.
                  • glasscraft Re: mam czasem dość... 03.07.11, 08:58
                    altz napisał:

                    > Ale, może zona.no2 myśli podświadomie, że jest gorsza?
                    "Moza" tutaj nie ma zadnego, ona "wie", ze jest gorsza sad

                    > Trzeba rozmawiać, rozmawiać z mężem...
                    Jej maz nie ma problemu, ona ma ze soba - rozmowe powinna zaczac odbywac z psychologiem.
                    • altz Re: mam czasem dość... 03.07.11, 09:59
                      > > Trzeba rozmawiać, rozmawiać z mężem...
                      > Jej maz nie ma problemu, ona ma ze soba - rozmowe powinna zaczac odbywac z psyc
                      > hologiem.
                      Jej mąż ma problem i nawet nie zdaje sobie z niego sprawy. sad
                      Powinna przede wszystkim porozmawiać z mężem, chyba że zamierza się przeprowadzać do psychologa na całe lata. wink Psycholodzy są przereklamowani.
                      • glasscraft Re: mam czasem dość... 03.07.11, 10:13
                        I powiedziec co mezowi: "kochanie, uwazam ze jestem gorsza od bylej zony, bo ona ladniejsza i wiecej zarabia, oprocz tego jezeli bedziemy miec dziecko, to bedzie ono gorsze od twojego dziecka z byla zona bo ty to dziecko tak bardzo kochasz i jestes z niego dumny"? I co Twoim zdaniem, jej maz mialby z ta wiadomoscia zrobic, bo chyba robi juz wszystko, zeby ona sie tak wlasnie nie czula? Niech zgadne - moglby jej zasugerowac wizyte u psychologa... Ona ma problem z samoocena i niskim poczuciem wlasnej wartosci i bez wzgledu na to, jak bardzo jej maz bedzie ja werbalnie dopieszczal, to sie nie zmieni. Gdyby nie byla w zwiazku z facetem z dzieckiem tylko takim niedzieciatym, to bylby problem z byla dziewczyna, ktora jest bardziej to, smo i owo...

                        I nie opowiadaj prosze bzdur, ze psychologowie sa przereklamowani. Kiszenie sie z takim problemem bez profesjonalnej pomocy (czy uwazasz, ze lekarze tez sa przereklamowani i jak ona zlamie noge, to powinna z mezem o tym porozmawiac?) doprowadzi ja tylko do jednego - zostawi faceta, ktoremu sama nie ma nic do zarzucenia.
                        • edw-ina Re: mam czasem dość... 03.07.11, 12:25
                          Ale wiesz Glass, ja np. nie miałam i nie mam problemów z poczuciem własnej wartości, a mimo wszystko przez jakiś czas miałam podobne jazdy. Posłużę się dziwnym porównaniem, bo nie wiem, jak to inaczej wyjaśnić: uznałam, że M idzie po raz kolejny na tę samą wystawę, a ja ją widzę po raz pierwszy. I mnie zachwyca barwa, faktura, pomysł, ekspozycja itd., a on kiwa głową, że ładne, ale już nie czuje tych dreszczy, co ja, bo przecież widział i już zdążył przeżyć. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że wystawę odbiera się również poprzez swoje doświadczenia, moment w życiu, wiedzę. I inaczej oglądałam Damę z łasiczką mając lat 5, inaczej 15, a jeszcze inaczej dwa razy tyle. Niby Dama się nie zmienia, ale zmieniam się ja, więc odczuwam inaczej i na nowo.
                          Jeśli zagmatwałam, to przepraszam, ale nie wiedziałam, jak to inaczej opisać.
                        • altz Re: mam czasem dość... 03.07.11, 15:54
                          glasscraft napisała:
                          > I powiedziec co mezowi: "kochanie, uwazam ze jestem gorsza od bylej zony, bo on
                          > a ladniejsza i wiecej zarabia, oprocz tego jezeli bedziemy miec dziecko, to bed
                          > zie ono gorsze od twojego dziecka z byla zona bo ty to dziecko tak bardzo kocha
                          > sz i jestes z niego dumny"?

                          Jasne, że tak. Powinna powiedzieć, że jest zazdrosna o tamtą panią i obawia się, czy dzieci będą tak samo traktowane. Wtedy facet będzie wiedział, o co chodzi w zachowaniu żony i że nie są to jakieś zmiany hormonalne czy początek okresu. Facet nie ma radaru w oczach.
                          Ja mam podobny problem z moją panią, ale ponieważ szczerze rozmawiamy, więc problemu nie ma.

                          > Ona ma problem z samoocena i niskim poczuciem wlasnej wartosci i bez wzgledu na to, jak
                          > bardzo jej maz bedzie ja werbalnie dopieszczal, to sie nie zmieni.
                          Ja nie mam takiego zdania na ten temat, a myślę, że mam większe doświadczenie od Ciebie.

                          > I nie opowiadaj prosze bzdur, ze psychologowie sa przereklamowani. Kiszenie sie
                          > z takim problemem bez profesjonalnej pomocy (czy uwazasz, ze lekarze tez sa pr
                          > zereklamowani i jak ona zlamie noge, to powinna z mezem o tym porozmawiac?) dop
                          > rowadzi ja tylko do jednego - zostawi faceta, ktoremu sama nie ma nic do zarzuc
                          > enia.
                          Mylisz medycynę z psychologią. Psychologia nie należy do nauk medycznych, to nauka humanistyczna, czyli z nauką też ma niewiele wspólnego, co nie oznacza, że nigdy nie zdarza się, że komuś pomoże, zdarza się, że pomoże.
                          Badano skuteczności psychologów i ciotki-Klotki, są podobne, czasami ciotka ma niewielką przewagę. Psycholodzy w dużej części są podatni na manipulację, sami mają ze sobą poważne problemy, potrafią postawić diagnozę, bez wejścia w problem. Profesjonalistów jest wśród nich garstka. I tutaj ciotka, która zna wszystko od podszewki może być zdecydowanie lepsza od psychologa, skuteczna i tańsza. wink
                          • glasscraft Re: mam czasem dość... 03.07.11, 16:04
                            altz napisał:

                            > Jasne, że tak. Powinna powiedzieć, że jest zazdrosna o tamtą panią i obawia się, czy dzieci będą tak samo traktowane. Wtedy facet będzie wiedział, o co chodzi w zachowaniu żony i że nie są to jakieś zmiany hormonalne czy początek okresu.

                            No i co ma z ta wiedza zrobic, czego juz nie robi?

                            > Ona ma problem z samoocena i niskim poczuciem wlasnej wartosci i bez wzgledu na to, jak bardzo jej maz bedzie ja werbalnie dopieszczal, to sie nie zmieni.
                            > Ja nie mam takiego zdania na ten temat, a myślę, że mam większe doświadczenie od Ciebie.
                            Tak? A na podstawie czego oceniasz moje doswiadczenie? Czy uwazasz, ze kobieta ktora mowi, ze eks jest ladniejsza i wiecej od niej zarabia jest pelna wiary w siebie i sama dobrze na swoj temat mysli? Jezeli tak, to ja mam inne zdanie na ten temat i uwazam, ze mam wieksze doswiadczenie od Ciebie...

                            > Mylisz medycynę z psychologią. Psychologia nie należy do nauk medycznych, to nauka humanistyczna, czyli z nauką też ma niewiele wspólnego, co nie oznacza, że nigdy nie zdarza się, że komuś pomoże, zdarza się, że pomoże.
                            Nie myle, na zlamana noge ide do lekarza, na zlamana psychike ide do psychologa. Mysle, ze zdarza sie czesciej niz tylko "zdarza sie", ze pomagaja.

                            > Badano skuteczności psychologów i ciotki-Klotki, są podobne, czasami ciotka ma
                            > niewielką przewagę. Psycholodzy w dużej części są podatni na manipulację, sami
                            > mają ze sobą poważne problemy, potrafią postawić diagnozę, bez wejścia w proble
                            > m. Profesjonalistów jest wśród nich garstka. I tutaj ciotka, która zna wszystko
                            > od podszewki może być zdecydowanie lepsza od psychologa, skuteczna i tańsza. ;
                            > -)
                            Moglbys podac zrodlo tych badan, czy po prostu wiesz lepiej?
                            • altz Re: mam czasem dość... 03.07.11, 16:37
                              > > Ona ma problem z samoocena i niskim poczuciem wlasnej wartosci i bez wzgl
                              > edu na to, jak bardzo jej maz bedzie ja werbalnie dopieszczal, to sie nie zmien
                              > i.
                              Psycholog też jej nie zmieni nastawienia, musi pracować sama nad tym z pomocą rodziny, która ma prawo wiedzieć o takich problemach. Psycholog może co najwyżej wytłumaczyć mechanizmy, o ile trafi na mądrego, ale to w większości sytuacji może wyjaśnić normalna mądra osoba bez studiów psychologicznych, która stoi trochę z boku problemów.
                              Spotykam się nie raz po szkoleniu, że osoby spoza branży są zniesmaczone, bo mówią, że to są normalne sprawy dla inteligentnego człowieka i szkoda było iść. Nie moje słowa, nie moja opinia.

                              > Moglbys podac zrodlo tych badan, czy po prostu wiesz lepiej?
                              Raczej nie znajdę tego sad
                              Ale ręczę, że źródło było i sam nie wymyśliłem tego.
                              To był jakiś dłuższy tekst, prowokacja na temat nowych metod i prądów w psychologii, nawet kilka osób się z wyżyn psychologicznych dało nabrać na to, chociaż to była absolutna bzdura. Wydrukowały te "nowości" Charaktery. Przy tym były opisane opracowania na temat skuteczności pracy psychologów, ale w której gazecie nie pamiętam, za mało lecytyny. smile
              • karolana Re: mam czasem dość... 03.07.11, 12:47
                zona.no2 napisała:

                > i jeszcze, co mnie męczy, to fakt, że jego eks jest naprawdę bardzo atrakcyjną
                > kobietą. Dobrze zarabia, ma prestiżową pracę.
                >
                > Chyba naprawdę mam jakiś kompleks sad

                Wiesz, myślę, że zawsze można doszukać się czegoś, co sprawia, że poczujemy się gorsze, mniej ważne.
                W moim przypadku ex nie jest ani ładniejsza, ani mądrzejsza, ani nie ma lepszej pracy, ani nawet nie była pierwszą czy największą miłością mm. I to nie złośliwość, ale fakty.
                Ale z drugiej strony, z nią się ożenił, jej "zrobił" dzieci. A to coś, co mnie na przykład ominęło.
                I fakt, jest ze mną, żyjemy razem, przeważnie jest fajnie, mam poczucie, że jestem najważniejsza, ważniejsza nawet niż dzieci, ale... no właśnie, zawsze jest jakieś ale.
                Szczerze... uważam, że związek z dzieciatym facetem nie jest dla kobiety bezdzietnej. Z perspektywy czasu widzę, że był to błąd, że myślenie "jakoś się ułoży, przecież miłość jest najważniejsza" jest naiwnym, szczeniackim, życzeniowym myśleniem.
                Kochamy się? Tak.
                I to wystarcza żeby trwać.
                Ale wiem, że gdybym mogła podjąć decyzję jeszcze raz, nie pchałabym się w to.
                Wiem, że jeśli spotkałabym człowieka, który byłby w stanie dać mi związek bez tej ciągłej szarpaniny z walniętą ex, związek, w którym bylibyśmy tylko on i ja, odeszłabym. Ale, jak sama piszesz, w pewnym wieku wolnych, sensownych facetów, bez dzieci, po prostu nie ma.
                Ach, na terapii byłam. Utwierdziło mnie to tylko w tym, że popełniłam cholerny błąd porywając się na ten związek. Tylko teraz jest za późno.
                • rybkka24 Re: mam czasem dość... 03.07.11, 14:29
                  > Ach, na terapii byłam. Utwierdziło mnie to tylko w tym, że popełniłam cholerny
                  > błąd porywając się na ten związek. Tylko teraz jest za późno.

                  karolana chodzi tutaj o faceta z dziećmi czy o faceta z dziećmi i z walniętą eks-ą.
                  bo z tego co czytam Twój M ma eks ma jedną z najbardziej rąbniętych eks o jakich słyszałam.u mnie gdybym nie musiała czasem jej zobaczyć jak odwozimy dziecko to zapomniałabym o jej istnieniu.
                  • rybkka24 Re: mam czasem dość... 03.07.11, 14:45
                    > u mnie gdybym nie musiała czasem jej zobaczyć jak odwozimy dziecko
                    > to zapomniałabym o jej istnieniu.

                    to oczywiście po tym jak powiedziałam nm-owi żeby mi nie opowiadał o "dyskusjach" z byłą jak odwozi albo zabiera dziecko akurat sam beze mnie.
                    eks nie dzwoni.informują się tylko kiedy nm przyjedzie po i z dzieckiem z powrotem.
                    • karolana Re: mam czasem dość... 04.07.11, 08:50
                      rybkka24 napisała:
                      >karolana chodzi tutaj o faceta z dziećmi czy o faceta z dziećmi i z walniętą eks-ą.
                      >bo z tego co czytam Twój M ma eks ma jedną z najbardziej rąbniętych eks o jakich słyszałam

                      To jest jedno. Ale podstawowa sprawa to zazdrość o to, że mm ma dzieci z kimś innym niż ja. Że nasze dziecko nie urodziło się, nie urodzi. Że nie będzie naszej rodziny, tylko on, jego dzieci z inną i ja. To cholernie boli jeśli marzyło się o tym, by mieć rodzinę.
                      Przez jakiś czas było tak, że jego dzieci były trochę "moje". Ale teraz... Nawet nie chce mi się mówić co słyszę od nich na swój temat. I wiem, że to nie dzieci, tylko ich matka. Ale słyszę to.

                      rybkka24 napisała:
                      > eks nie dzwoni.informują się tylko kiedy nm przyjedzie po i z dzieckiem z powro
                      > tem.

                      No więc u mnie mm też niemal nie rozmawia, jeśli są "rozmowy" to polegają głównie na wzajemnych oskarżeniach. Ona przez wiele miesięcy (czasem nadal) usiłowała zmusić mm do przebywania w swoim mieszkaniu sam na sam z nią. Nie dał się, co wywołało jeszcze większą furię. Ta kobieta jest jak perpetuum mobile, nakręca się sama swoją nienawiścią i nic nie wskazuje na choćby minimalne wyczerpanie jej pokładów, wręcz przeciwnie. Nawet jak jest chwilowa odwilż, to jest ona... chwilowa. Czasem tydzień, czasem dwa. A potem znowu.
                      Najgorsza jest bezsilność.
                      Jestem w takim stanie, że namawiam mm na wyjazd za granicę. Na stałe.
                      I sorry, w obliczu tego, co było na forum pisane o kontaktach ojca z dziećmi, o "weekendowym tatusiu", o walce...
                      Wiem, ze powinno się walczyć. Ale ja mam jedno życie i jakoś nie chce mi się poświęcać go na szarpaninę z jakąś kretynką, na walkę o cudze dzieci, które z każdym tygodniem coraz bardziej przestają mieć ochotę na kontakty ze swoim ojcem. Nie dlatego, że on się nimi źle zajmuje, ale dlatego, że chcą mieć święty spokój u matki. A to z nią mieszkają i będą mieszkać, więc muszą się dostosować. To się dostosowują. I robią się coraz bardziej obce, zamknięte. Młodszy ostatnio wypalił z tekstem, że nie będzie u nas jadł, bo to nie jest jego dom i będzie jadł tylko u siebie w domu. Jego pomysł? Raczej nie. Zwłaszcza, że do tej pory właśnie było tak, że u matki niewiele jadł, a u nas wcinał aż mu się uszy trzęsły.
                      Starszy coraz częściej poczuwa się do "obowiązku" wyjaśniania obcym ludziom kim jestem.
                      Niedawno byliśmy u znajomych i koleżanka chciała zapytać, czy może mu dać coś z lodówki do picia. Odruchowo powiedziała o mnie "mama". A dziecko do niej "ale wie pani, że to nie jest tak naprawdę moja mama tylko taka pani, która żyje z moim tatą". Jego przemyślenia? No oczywiście, że nie. Zwłaszcza, że kilka miesięcy wcześniej przedstawiał mnie swoim kolegom jako swoją "drugą mamę".
                      I wiele innych "miłych" sytuacji doświadczanych od exi, od rodziny mm za jej sprawą i, niestety, coraz częściej od dzieci.
                      Mam autentycznie dość i sądzę, że niebawem mm dostanie ultimatum - albo zostawia to jak jest, ogranicza się do płacenia alimentów i widzenia z dziećmi w terminach przyznanych (czyli 68 godzin miesięcznie), bez szarpania się o dodatkowy czas, albo ja wyjeżdżam z kraju, a on zostaje sam z całym bajzlem na głowie.
                      I wiem, że exia dostanie wtedy dokładnie to, na czym jej zależy, ale nie mam zdrowia, w przeciwieństwie do niej, na takie chore gry. I mnie nic nie napędza.
                      • edw-ina Re: mam czasem dość... 04.07.11, 09:10
                        Karolana, ja pisałam o weekendowych tatusiach w kontekście: interesuję się tobą od soboty do niedzieli, a w innych momentach mam cię w głębokim poważaniu. Poza tym argument, że matka przeszkadza w kontaktach i tatuś by bardzo chciał, ale przecież ta matka i w ogóle strasznie pod górę ma, jest często nadużywany i tłumaczy się tym wszystko. Nie napisałam, że nie ma sytuacji, w których ex nie utrudnia jak może, ale sądzę, że zbyt często jest to po prostu świetną wymówką dla tych, którym się nie chce.
                        Nie wiem, co się u was wydarzyło. Pamiętam twoje historie o dzieciakach twojego M, o tym, jak faktycznie przejęliście opiekę nad nimi, jak mówiły do ciebie mamo. Rozumiem, że skoro od "mamo" przeszło do wygadywania bzdur, to jest skrajnie niewesoło. Wiem jak cholernie boli patrzenie na rodzicielstwo faceta samej nie mogąc mieć z nim dzieci. I nie dziwi mnie, że chcesz od tego uciec. Sama pewnie uciekłabym już gdzie pieprz rośnie. To gorzej niż przykre, kiedy dorośli ludzie, przez swe zaślepienie nie wnikają w to, jaką krzywdę wyrządzają własnym dzieciom.
                        • karolana Re: mam czasem dość... 05.07.11, 12:05
                          edw-ina napisała:
                          >Rozumiem, że skoro od "mamo" przeszło do wygadywania bzdur, to jest skrajni
                          > e niewesoło. Wiem jak cholernie boli patrzenie na rodzicielstwo faceta samej ni
                          > e mogąc mieć z nim dzieci. I nie dziwi mnie, że chcesz od tego uciec. Sama pewn
                          > ie uciekłabym już gdzie pieprz rośnie. To gorzej niż przykre, kiedy dorośli lud
                          > zie, przez swe zaślepienie nie wnikają w to, jaką krzywdę wyrządzają własnym dz
                          > ieciom.
                          No niestety, a mnie szlag trafia z bezsilności sad
                      • altz Re: mam czasem dość... 04.07.11, 09:38
                        Karolana, w jakim wieku są dzieci? Może to taki przejściowy czas i za rok minie?
                        Może nie warto się przejmować, aż tak bardzo?
                        Dziecko też tak reaguje, żeby zrobić matce przyjemność, a zachowania skrajne napędzają to wszystko. Jeśli widzi efekt, że się denerwujecie, to będzie tak robiło częściej.
                        Warto reagować spokojniej, to w końcu wy jesteście dorośli, a nie dzieci.

                        To znaczy. Jeśli nie chce jeść z takim tekstem.
                        To bym powiedział, że "Nam będzie przykro, a ty będziesz głodny. Nie wiesz, co tracisz, bo jest smaczne." Dziecko nie jest głupie, zastanowi się w końcu.

                        Jeśli mówi, że jesteś macochą czy że mieszkasz z jego ojcem, to warto mówić, że i tak go lubisz, o ile to jest szczere.

                        Tak więc pełen spokój, bo tylko matka odnosi upragniony skutek, a faktycznie manipuluje wszystkimi.

                        Też mam jakieś problemy z dziećmi partnerki, ale pełen spokój i nie daję się prowokować. Robię swoje, trochę się z nich pośmieję, jak przeginają, ale tak szczerze, nie ze złości, bo mam dystans do tego i nie mają mi za złe tego.
                        • karolana Re: mam czasem dość... 05.07.11, 12:12
                          Altz, dzieci są małe, szkoła podstawowa i przedszkole.
                          Zachowywałam spokój przez kilka dobrych lat. I widzę, że to i tak nic nie dało.
                          Bo jeśli ja nie daję się wciągać w durne rozgrywki, nie reaguję na zaczepki, nie robię scen ani awantur, ludzie dookoła słuchają jednej, jedynie słusznej prawdy exi.
                          Z drugiej strony pewne rzeczy są poniżej poziomu, na jaki mnie stać i nie będę grać tak jak ona. Nawet nie potrafię.
                          Ty masz zupełnie inną sytuację, bo dzieci mieszkają z Tobą i możesz w odpowiednim momencie zareagować. A jak reagować, jeśli widzisz się z dziećmi 68 godzin w miesiącu, a przez resztę czasu jest im do głów kładziona papka? Przecież nawet na poważne rozmowy., kiedy można coś wyjaśnić, pokazać jaka jest prawda, musi być odpowiedni czas, a nie od progu jak dzieciaki przyjeżdżają po 2 tygodniach nieobecności wyskakiwać z prostowaniem bzdur. Poza tym, jaki wpływ można mieć na dzieci przez te 68 godzin w porównaniu z resztą czasu w miesiącu? Chyba niewielki, prawda?
                          Problemy się nawarstwiają, kłamstwa coraz głębiej wnikają w świadomość i psychikę dzieci. Za rok czy dwa już nic się z tym nie da zrobić.
                          A czy nie warto sie przejmować... Pomyśl, że dzieci Twojej kobiety mówią do Ciebie "tato", tak Cię traktują. A po pewnym czasie stwierdzają, że jesteś "obcym facetem, który mieszka z ich matką".
                          Nie przejmowałbyś się?
                          Jakoś nie sądzę...
                          • altz Re: mam czasem dość... 06.07.11, 13:33
                            Rozumiem problem. Nie można zostawić głupot bez komentarza, bo się utrwalają.
                            Najbezpieczniejszy komentarz jest pokazujący naszą pewność siebie i przywiązanie do zasad w rodzaju "wiecie, jaka mama jest, trzeba jej wybaczyć" albo "mama się czuje pewno samotna, dlatego tak dziwnie się zachowuje", jednocześnie nie dawać wciągać się w konflikt.
                            Nie mów ta, że za dwa lata będzie gorzej. Dzieci dojrzewają, same wyciągają wnioski.
                            My mamy podobny kłopot z chłopakiem w wieku 14 lat, rozleciał się psychicznie przez rozwód i sprawy z tego wynikające, trzeba będzie mu pomóc jakoś zbudować własny charakter. Taki wiek i jeszcze trudne problemy, trzeba tylko mu współczuć. Matka też przejść proces budowania swojego autorytetu, którego w związku nie miała, wtedy jakoś się poukłada.

                            Dzieci się uczą przez obserwację, widzą, jak Twój partner odnosi się do Ciebie, jak współdziałacie, to procentuje. Małe dzieci łykają wszystko od razu, duże dzieci najpierw odrzucają, a potem się identyfikują. Będzie dobrze, tylko trzeba robić swoje i nie pozwalać sobie na chamskie odzywki czy złe zachowanie, ale to musi zareagować stanowczo ojciec dzieci. O ile to są prawdziwe twierdzenia w rodzaju "to nie jest moja prawdziwa mama", to ja bym to po prostu ignorował, samo się wygasi.

                            Ja jestem obcym facetem, który mieszka z ich matką i mnie to nie boli. Nie mogę ich ustawiać po kątach, ale mogę się domagać szacunku dla matki i przestrzegania wspólnych decyzji.
                      • rybkka24 Re: mam czasem dość... 04.07.11, 20:56
                        naprawdę bardzo Ci współczuję sytuacji.
                        zwłaszcza że jest w pewien sposób wyjątkowa bo nie będziecie mieć własnych dzieci i wiecie to już na 100%,np. Ja liczę bardzo na swoje potomstwo i to jest też dla mnie budujące że jednak stworze "własną" rodzinę z nm-em, będziemy my i nasze dzieci a mały będzie do naszej rodziny przyjeżdżał.

                        trochę dziwi mnie że Twój M wybrał sobie TAKĄ osobę na żonę i matkę jego dzieci toż to wariatka z piekła rodem, nie wydaje mi się żeby kobiety nagle z kochającej dobrej żony przeobrażały się w hetery to musi tkwić już w takiej kobiecie.
                        naprawdę wyjątkowy okaz wam się trafił.możliwe jest że jak twój M odpuści to kobieta się opamięta i uświadomi co wyrabia.u mojego nm-a jak eks widziała jego duże zaangażowanie to sobie pozwalała na różne akcje a ostatnio jak zobaczyła że nm się zdystansował do tej całej sytuacji to sama proponuje dogodne terminy i zamiany.no szok!

                        może starania Twojego M generują nienawiść a jak odpuści to pokaże inna twarz.
                        rozumiem Cię każdy ma prawo do spokojnego życia a szarpać się z psychopatką to nic zdrowego.najlepsze w tej sytuacji będzie chyba właśnie przestrzeganie postanowień sądu i nic więcej.i zajęcie się sobą.
                        • karolana Re: mam czasem dość... 05.07.11, 12:04
                          rybkka24 napisała:
                          > trochę dziwi mnie że Twój M wybrał sobie TAKĄ osobę na żonę i matkę jego dzieci

                          Wiesz, zapewne każda osoba podejmująca decyzję o rozstaniu z partnerem zastanawia się "co ja w tym człowieku widziałem/łam?!"
                          Tak samo mówiłam o moim ex.
                          Nie wiem czy ludzie aż tak potrafią się zmienić, czy zawsze tacy byli a uczucie zaślepiało drugą stronę, czy może miało się nadzieję, że jednak "jakoś się ułoży".
                          > może starania Twojego M generują nienawiść a jak odpuści to pokaże inna twarz.
                          Obawiam się, że jeśli mm odpuści, to będzie woda na jej młyn tym bardziej, bo będzie mogła całemu światu powiedzieć - "oo, popatrzcie! a nie mówiłam! taki on jest!"
                          Poza tym przecież dzieci muszą widzieć, ze ojciec, mimo wszystko, stara się.
                          Tu raczej nie ma dobrego wyjścia. Na pewno nie ma takiego, które dałoby spokój i zadowolenie wszystkim zainteresowanym. Więc po prostu muszę myśleć tylko o sobie.
                          • rybkka24 Re: mam czasem dość... 07.07.11, 10:36
                            > będzie mogła całemu światu powiedzieć - "oo, popatrzcie! a nie mówiłam! taki on
                            > jest!"

                            chyba trochę daliście się wciągnąć w gierki eks.może i tak powie może na pewno tak stwierdzi i będzie trąbić, ale WY będziecie wiedzie jaka jest prawda.że swoim pełnym nienawiści pokrętnym zachowaniem i zagrywkami uniemożliwiła normalny kontakt dzieci z ojcem, popsuła więź między chłopakami i ich ojcem.ona będzie miała na sumieniu późniejsze problemy emocjonalne własnych dzieci o ile nie stwierdzi za 10 lat że na z dorastającymi facetami nie umie sobie poradzić i niech ojciec się teraz nimi zajmie facet dostanie takiego zwichrowanych nastolatków z papką w głowie..szkoda gadać.
                            u nm-a pomogło zdystansowanie, kilka razy uciął gadki eks pt.nie będę tego słuchał, olał jej gadki i manipulacje że nie liczy się z dzieckiem , tekst masz co chciałaś ją gasił.
                            spokój i obojętność sprawił że nie ma większych problemów bo jakieś małe zawsze chyba będą, chociażby z różnic w podejściu do wychowania obcych właściwie teraz dla siebie ludzi.
                            eks sama doszła do wniosku że lepiej będzie się dogadywać i dla niej bo będzie miała pomoc i dla dziecka.
                            myślę że i u was też jest coś takiego do wypracowania ale niestety trochę ze szkodą dla dzieci na początku.
                            pzdr.
              • 13monique_n Re: mam czasem dość... 04.07.11, 09:17
                Hej, a co ma do rzeczy, kim jest eksia i co robi? Jest przede wszystkim EKSIĄ. Dziewczyny dobrze gadają. Leć do psychologa ZANIM odejdziesz z tego związku. Może zyskasz więcej niż szukasz. Trzymam kciuki, bo to nie bywa łatwe ani proste.
            • edw-ina Re: mam czasem dość... 03.07.11, 00:48
              Ja mogę to napisać: też tak miałam!!!!!!!!!!!!!! Również, po początkowym okresie euforycznym, uznałam, że się do tego nie nadaję. Że nic nie będzie właściwe, nic dla mojego aktualnego już męża nie będzie pierwsze: pierwszy wspólny dom, ślub, ewentualne dziecko itd., itd. Ale w jakimś momencie zrozumiałam, że dla niego to też jest szansa. Szansa na fajne, normalne i radosne życie. Szansa tym trudniejsza, że już się przejechał. I skoro się przejechał, a mimo wszystko mi ufa i chce ze mną być, czerpie z tego radość, stara się itp., to jest to tym cenniejsze. Dlatego uszy do góry, po dołkach zawsze przychodzi góra. Jeśli kochacie się, to problemy są po prostu częścią docierania się.
              • bellinea Re: mam czasem dość... 03.07.11, 10:33
                A ja sie zgodze z altzem i edwina. Trzeba porozmawiac z mezem i powiedziec mu o swoich watpliwosciach chcocby byly najdurniejsze na swiecie. On tez musi poznac problem i postarac sie go zrozumiec, nie wsponimajac o pomocy w jego rozwiazaniu. Poza tym jak sama autorka zaznaczyla: 'macie CZASAMI dosyc?' wiec jest to dla niej stan przejsciowy, ma gorszy dzien, cos nie poszlo tak jak powinno. Czlowiek wpada wtedy w taki stan, w ktorym wszystko staje sie problemem. Jakby maz byl uswiadomoiny w czym jest problem to pogadaliby ze soba i byloby ok. I tu jest ta czesc, o ktorej wspomniala edwina - problemy sa czescia zycia i docierania sie dwoch osob. Jak jedna ma problem to jest to problem ich obojga, a nie, ze ona ma sama isc do psychologa, a maz bedzie sobie tv ogladal.
                Powiem jedno, bez wzgledu na to jak dlugo sie jest z osoba, ktora ma dzieci z innego zwiazku, chwile zwatpienia beda sie pojawiac - niech mi nikt nie mowi, ze w chwili slabosci nie mysliscie sobie, jezu po co mi tob bylo? Ale potem wraca rozum i jak sobie przypomnisz dlaczego z tym facetem jestes, to te watpliwosci wyparowuja. Jak sama autorka napisala - ma fajnego kochajacego meza i powinna sie na tym skupic!!!
    • bellinea Re: mam czasem dość... 02.07.11, 22:51
      Ale jak myslisz, w czym tak naprawde tkwi problem? skoro partner nigdy nie dal ci odczuc, ze nie jestes najwazniejsza to skad ten problem.???? Ja mam problem z eks, bo sie z moim M kontaktuje pod byle prektekstem, a M na durne przesiwadczenie, ze to 'nie pasuje' nie odpisac na sms czy nie odpowiedziec na pytanie eks, nawet jesli dotyczy tylko i wylacznie naszego zycia. Wiec mam powod zeby sie wkurzac na kontakty z eks, ale ty???? Moze nie bedzie to pierwsze dziecko dla twojego meza, bo juz dzieci ma, ale nic nie stoi na przeszkodzie, zeby to dziecko bylo rownie wazne jak pozostale. i tp chyba oczywiste. Bo nawet jak sie ma swoje dzieci to nie jest tak ,ze kocha sie tylko to pierwsze, a te potem sa gorsze, nie?? Tylko kocha sie je tak samo. Poza tym pomysl jaka to korzysc urodzic dziecko i miec faceta, ktory juz to przerobil i wie czym sie to wszystko je - czyli ty rodzisz dziecko, a maz bardzo pomaga w opiece, bo juz to kiedys robil (oczywiscie zakladajac optymistyczny scenariusz, ale pewnie tak jest skoro twoj maz jest wspanialy jak go sama nazwalas). Poza tym to, ze eks cie nie chce znac to chyba norma, ty bys chciala znac nastepne zony twojego eks? Ja nie!!!
    • kittykitty Re: mam czasem dość... 02.07.11, 23:26
      Dziewczyny dobrze radzą - wybierz się jak najszybciej do psychologa, który pomoże uporać Ci się z Twoimi wątpliwościami.

      Ja nie napiszę Ci, że miałam tak jak Ty, bo sama jestem po rozwodzie i z dzieckiem z pierwszego małżeństwa a przez to mam nieco inną optykę. Ale na pewno nie jesteś jedyna, która ma takie myśli. Ja mam dwie koleżanki, które w chwilach zwątpienia właśnie czują tak jak Ty. Jedna wyszła za mąż za faceta, który miał już 3 dzieci (różnej płci) z dwóch poprzednich związków. I ona kiedyś wyznała mi, że strasznie ciężko jej poradzić sobie z myślą, że jej ciąża i dziecko nie będą równie szczególne dla niego jak dla niej. I nie zdoła "przebić" tamtych kobiet, bo wśród dzieci są i chłopcy i dziewczynka oraz bliźniaki. Dawno już jej nie widziałam, ale wybierała się do psychologa i mam nadzieję, że poszła, bo facet jest naprawdę b.fajny i kocha ją bardzo.

      Głowa do góry! I naprawdę, nie zmagaj się z tym sama! Odejść zawsze zdążysz, najpierw powalcz.
      • malatajka Re: mam czasem dość... 04.07.11, 17:06
        Coz moge napisac.
        Ja mam dokladnie takie same uczucia. Tez uwazam, ze mam duze poczucie wlasnej wartosci, ale mam dokladnie te same mysli w glowie od dwoch lat. Czy moj partner bedzie rownie szczesliwy z ojcostwa dzieci ze mna. Czy to taki chleb powszedni bedzie dla niego.

        Osobiscie obawiam sie raczej SUPER wiedzy mojego partnera i doswiadczenia, bo fajnie jest isc przez zycie robiac cos razem/wspolnie, a nie slyszac, ze z tym zrob tak, z tym tak, bo przeciez ja przez to juz przechodzilem...

        Ja Ciebie rozumiem... i dokladnie tak samo sie ciagle miotam sad(
    • rybkka24 Re: mam czasem dość... 03.07.11, 10:42
      cześć.
      tak jak wyżej problem jest w Tobie a właściwie w Twoim postrzeganiu rzeczywistości.są ludzie "zaprogramowani" według konserwatywnego wzorca rodzinnego i na poziomie podświadomości mają zakodowane jak wygląda określona szczęśliwa rodzina a jeżeli coś odbiega od normy to nie zgadza się z naszym wewnętrznymi przekonaniami i wewnętrznym "wdrukowanym" obrazem rodzinnym przez co czujemy się że to nie tak to nie to i w ogóle jest źle nie potrafimy tego zdefiniować ale w podświadomości już uruchomiła się niezgoda na daną sytuację bo miało być inaczej.stąd może wynikać uczucie niespełnienia, frustracji i innych niemiłych uciążliwych uczuć itp.
      dodatkowo myślę że najgorsze chwile zwątpienia przychodzą gdy w określonych momentach nasilają się Twoje obawy i odzywa się Twoje niskie poczucie wartości.
      klasyczna zielonooka zazdrość i niska samoocena sprawiają że spychasz wszystko na to że ON MA DZIECKO, i Ty sobie nie poradzisz właśnie z czym?
      właśnie nie chodzi o to że nie poradzisz sobie z jego sytuacją tylko że nie możesz sobie poradzić z własną zazdrością i uczuciami które Tobą targają..
      wszystko co się dzieje zależy od Ciebie i od Twojego podejścia.
      Ja miałam tak samo jak Ty, czasem teraz tak mam również ale bez porównania do tego co było.
      staram się całkowicie oddzielać sprawy nm-a związane z jego byłą od naszego związku.
      nie jestem przy ich rozmowach telefonicznych a raczej jak się informują telefonicznie bo to rozmowami nazwać nie można.mam fajną relację z małym który często jest bardziej za mną niż za ojcem.
      skupiam się na naszym związku.przede wszystkim b.pomaga mi świadomość że z eks nm ma jedną "sprawę" która jest czasowa dopóki dziecko nie dorośnie na tyle żeby nie trzeba było się już zbytnio z eks kontaktować.a ze mną ma dużo spraw oprócz potencjalnych dzieci i to teoretycznie do końca wink
      więc pocieszając się i biorąc sprawę na procenty eks poprzez posiadania wspólnego dziecka jako osoba była kobieta stanowi nikły procent życia faceta (oczywiście oddzielając ja od dziecka które nikłym procentem w życiu nie jest) zwłaszcza jak u nas nie może szafować i manipulować dzieckiem bo zależy jej żeby nm czynnie "odciążał" ją w opiece i wychowaniu a jak zacznie swoje manipulacje to weźmie na siebie 100% wychowania czego nie chcesmile
      a obecny związek stanowi większość życia faceta, więc tu jeżeli chodzi o eks nie ma nawet czym się ekscytować i marnować cennego czasu i zwojów mózgowych na myślenie o tamtej paniwink

      a jak to ma się do dzieci nowych i już istniejącego potomka?co może dziwne z tym akurat nigdy nie miałam problemu.BO nasze dziecko będzie NASZYM pierwszym i najważniejszym na świecie.oczywiście on będzie miał już dwoje dzieci ale nasze będzie szczególne bo nasze i na ty się skupiam.nie biorę nawet pod uwagę że pierwsze dziecko jest ważniejsze.


      Jak widać wszystko zależy od podejścia.warto popracować nad zazdrością która jest wynikiem obniżonej samooceny i poczucia niższości wobec eks oraz nad swoimi szkodliwymi przekonaniami które nie pozwalają Ci ciszyć się związkiem i Twoim facetem.
      a jak piszesz jest dla kogosmile
      • zona.no2 Re: mam czasem dość... 06.07.11, 09:24
        rybkka24 napisała: .BO nasze dziecko będzie NASZYM pierwszym i n
        > ajważniejszym na świecie.

        Po Twoim poście zaczęłam się starać własnie tak do tego podchodzić. Że to dziecko będzie wyjątowe choćby przez sam fakt, że będzie nasze. Co oczywiście nie oznacza, że chcę, żeby pierwsze dziecko stało się nagle nieważne!! Chciałabym, by każde było ważne.

        Na razie staram się tak myśleć. Może po jakimś czasie wejdzie mi to w nawyksmile
    • zona.no2 Re: mam czasem dość... 03.07.11, 22:24
      Dziękuję Wam za wasze posty. Dziś mój facet mnie zaskoczył, sądziłam, że po wczorajszej kłótni nastąpią ciche dni (tak wcześniej dość często bywało), ale nie. Rano zachowywał się normalnie. Powiedziałam, że rozważam pójście do psychologa, żeby uporać się z moją złością na całą tą sytuację. Powiedział, takim żartobliwym tonem, że mnie to by chyba najlepiej pomogło, jakby mi dziecko zrobić.

      Wiem, że ma prawdopodoobnie racjęsmile co prawda on na razie nie chce (pisałam juz o tym kiedyś), ale może skoro tak powiedział, to jest szansa, zmieni zdanie.

      (wiem, ze zdanie wypowiedziane przez mojego faceta tak "na sucho" napisane może brzmieć nieco cynicznie albo jakoś tak "przedmiotowo" - ja tak je przynajmniej odebrałam, gdy przeczytałam to, co napisałam - ale w rzeczywistości nie miało takiego wydzwięku. Raczej miałam wrażenie gdy to powiedział, że w tym jednym zdaniu ujął całe sedno tego, co mnie dręczy).
      • glasscraft Re: mam czasem dość... 03.07.11, 22:29
        zona.no2 napisała:

        > ... mnie to by chyba najlepiej pomogło, jakby mi dziecko zrobić.

        Moze i tak smile nie mialabys pewnie czasu sie nad soba zastanawiac smile.
        Cokolwiek zdecydujesz/jecie - mam nadzieje, ze wszystko sie wyprostuje i przestaniesz sie torturowac - powodzenia!
        • altz Re: mam czasem dość... 04.07.11, 09:44
          Nie wiem, nad czym on się zastanawia?
          Skoro mężczyzna jest z kobietą, to daje prawo kobiecie do wspólnego dziecka, nie wyobrażam sobie tego inaczej. Rozumiem, zastanawiać się nad piątym dzieckiem, ale nad pierwszym to nie w porządku, o ile oboje są zdrowi.
          W takiej sytuacji jak u Was możesz się czuć sfrustrowana.
          • edw-ina Re: mam czasem dość... 04.07.11, 09:49
            nawet nie wiesz ile na tym forum było historii, kiedy facet z dzieckiem wiązał się z bezdzietną kobietą, po czym dochodził do wniosku, że on już więcej dzieci nie chce, ewentualnie może kiedyś tam, a kobieta i jej macierzyńskie potrzeby? a co tam, w końcu może zająć się moim dzieckiem, po co jeszcze kolejne. I jeśli po takich długotrwałych akcjach związek się nie rozpadł, to przynajmniej zazwyczaj doprowadzał do tego, że macocha zwiewała gdzie pieprz rośnie przed pasierbiątkami. I jeszcze oczywiście wszystko to było jej winą.
            • altz Re: mam czasem dość... 04.07.11, 11:16
              > nawet nie wiesz ile na tym forum było historii, kiedy facet z dzieckiem wiązał
              > się z bezdzietną kobietą, po czym dochodził do wniosku, że on już więcej dzieci
              > nie chce, ewentualnie może kiedyś tam
              Takie rzeczy załatwia się przed decyzją o wspólnym zamieszkaniu i jeśli taki temat wystąpi, trzeba się spakować i spokojnie się rozejść. Dla mnie to jest egoizm, żadne usprawiedliwienie nie jest wtedy dobre.
              • edw-ina Re: mam czasem dość... 04.07.11, 11:23
                ale często przed decyzją są deklaracje, że jak najbardziej, oczywiście! Najchętniej całą gromadkę. Później kobita się angażuje, wspólne mieszkanie, wspólne życie, meble, przyjaciele, wakacje, itp. itp., a mężczyźnie wizja wspólnej rodziny coraz bardziej się rozwiewa. I żeby jeszcze miał tyle odwagi, by powiedzieć: słuchaj, zasługujesz na rodzinę, a ja ci jej nie dam, więc zostaw mnie w cholerę, bo będę cię oszukiwał tylko. Nie. Zwykle wygląda to tak: tak, oczywiście, ale jeszcze nie teraz, może za jakiś czas. Za jaki? a co ty mnie tak naciskasz! Wiesz, jak mnie tak naciskasz, to ja nie wiem czy to ma sens. Przecież mówię, że kiedyś a tobie ciągle mało. Chcesz odejść? No co ty kochanie! jak to, przecież tak strasznie cię kocham, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie! O dzieciach pomyślę, obiecuję itd. itd. I tak, zgadzam się z Tobą, to straszny egoizm.
    • morel37 Re: mam czasem dość... 04.07.11, 10:14
      heheh skad ja to znamwink wiesz.tez tak mialam. u nas tym bardziej ze dziecko bywa rzadko i na codzien go po prostu w naszym zyciu nie ma. nie spedza z nami weekendow , nie odbieramy w tygodniu po szkole itd.
      nigdy nie planowalam zwiazku z dzieciatym wrecz bylam wrogiem takich. ale zycie jest zyciem.
      jakbym miala nazwac emocje: najpierw byla irracjonalna zazdrosc o dziecko kiedy bylo.ze on nie jest ze mna tylko z dzieckiem , ze musze czekac gdzies obok. no jak jakas kochanka niemalzetongue_outPP potem zlosc ze swieta i wakacje zalezne sa od dziecka (aa w sumie od exi no ale...)
      potem kiedy bylam w ciazy dokladnie byl zal ze przeciez ta ciaza nie jest dla mojego meza
      niczym szczegolnym i ze juz to wszystko przezywal. takie mysli pojawialy sie jeszcze przez jakis czas w trakcie ciazy .eee nawet nie mysli bo ja je oczywiscie werbalizowalam tongue_out
      wraz z narodzinami dziecka wszystko minelo. owszem marzy mi sie urlop bez pasierbiatka i tu troche mam wewnetrzny zalik ze nie tylko my a jeszcze dziecko. no ale. na codzien funkcjonujemy jako rodziny tylko my. a dziecko kiedy do nas przyjezdza widze ze bardzo stara sie zeby sie do nas przystosowac .i byc tacy jak MY.
      kiedy widze meza z naszym dzieckiem to nie mam zludzen ze to bardzo wazne dla niego dziecko. owszem w okolicy swiat byla mala wojna o kartki swiateczne : ja chcialam tylko z naszym wspolnym bez pasierbiatka (wiadomo .MOJE JEDYNE) a maz chcial podwojnie i nie umial zrozumiec dlaczego ja nie chce z pasierbiatkiem i stwierdzil ze mu przykro.coz...to juz osobny temat do dyskusji.ja go rozumiem ale rozumiem tez siebie ;DD)

      i powiem ci ze to drugie dziecko jest nawet wazniejsze.wazniejsze bo bardziej swiadomie przezywa to tacierzynstwo. juz wie ze czas szybko mija, ze nie da sie nadrobic straconych chwil .dlatego bardzo angazuje sie w zycie z dzieckiem.nie narzekam.

      i juz dawno przestalam czuc zazdrosc ze to nie ja bylam pierwsza bo jest nadzieja ze za to jestem juz OSTATNIA tongue_out

      i o ile nie ejstem wrogiem psychologow, terapeutow wrecz przeciwnie to uwazam ze to o cym piszesz jest dosc typowe i po prostu tak jak zaloba czy kazda inna komplikacja (np przewlekla choroba) musi przejsc przez kilka wlasciwych sobie etapow emocjonalnych.

      kazdy chce byc NAJ. i swiadomosc ze sie jest drugim na pewno gdzies tam przeszkadza.ale na prawde warto sobie powiedziec, HALO, Ale to JA jestem z nim a nie ona, i to nasze dziecko codziennie rano bedzie mowic do niego "daj caluska , tatusiu" .
      • liz-beauty Re: mam czasem dość... 04.07.11, 11:34
        No, nie zawsze tak jest. Moj czternastoletni pasierb mieszka z nami. Ja jestem teraz w ciazy, poprzednia niestety stracilam rok temu. Nie wyobrazam sobie jednak, ze dla mojego meza jedno dziecko mogloby byc wazniejsze od drugiego! Czternastolatek nie mowi "daj caluska", ale to oni przez 10 lat stanowili rodzine, byli dla siebie najwazniejsi, nawet wtedy, gdy mnie nie bylo.
        A teraz staramy sie to jakos poukladac tak, by kazdy byl wazny, doceniony i zadowolony. Na wakacje jedziemy razem i zabieramy nawet towarzystwo dla Mlodego. Co bedzie za rok? Jeszcze nie wiem, moze pojada razem na kajak, a pozniej my gdzies blisko z Malenstwem.
        W tym roku Mlody jeszcze wyrazil chec na wspolny wyjazd - ale to moze byc jeden z ostatnich lub ostatni raz. Nie chcialabym, by maz stracil z nim swietny kontakt, ktory ma. Nie chcialabym problemow, o ktorych by nie wiedzial, gdyby stracil zaufanie swojego syna. I chce, by moje dziecko mialo fajnego Brata.
        • morel37 Re: mam czasem dość... 04.07.11, 11:56
          no widzisz. mowiac wazniejsze mialam cos innego na mysli. jasne ze moj maz kocha swoje dzieci rowno.ale prawda jest ze z tym "nowym" spedza teraz cale morze czasu i wie czym smakuje strata.sam jest po prostu dojrzalszy. taki etap w zyciu. nasze dziecko jest rodzenstwem tamtego i robimy wszystko zeby to czulo i wzajemnie chociaz okolicznosci sa jakie sa i pewnie bedzie trudno utrzymac wszystko tak idealnie jakby moglo byc. moj maz byl w poprzedniej rodzinie dosc krotko. faktycznie 10 lat to zupelnie inne relacje. zgoda.
          natomiast u nas jeszcze wakacje sa wspolne i pare lat beda ale potem tez zapewne sie skoncza i wtedy zapewne bede mogla spelnic swoje marzenie wkacjach bez pasierbiatkawink to ze z nami jedzie jest tak dla mnie oczywiste jak budowa cepa. ale pomarzyc chyba mi wolno? smile
    • zona.no2 Re: mam czasem dość... 03.11.11, 21:40
      Z tematu dziecka nic nie wyszlo. kilka dni temu zerwalam z moim parterem. kazałam mu sie wyprowadzić. Dziś przeprosił za wszystko, powiedział, że bał się kolejnego dziecka, ale skoro mamy by razem to już się nie boi, razem jakoś damy radę. Zobaczymy, czy faktycznie tak myśli, czy dziś tylko "ściemniał".
      • 13monique_n Re: mam czasem dość... 04.11.11, 11:26
        ojojoj. Zanim w tej sytuacji zdecydujecie się na dziecko, popracujcie nad związkiem. Wiele Twoich obaw nie jest bezpodstawnych. Wiele pragnień nie do końca, albo nie tak, jakbyś chciała, się spełni. I dlatego warto, być była na 1000% pewna. Powodzenia! smile
      • edw-ina Re: mam czasem dość... 04.11.11, 14:11
        Jeśli zdecydujecie się zostać razem - marsz do terapeuty i nie czekać na cud. Nas swego czasu ten temat tak podzielił, że choć już w pewnej chwili byliśmy "po jednej stronie", to ja mu nie mogłam wybaczyć tego czasu, kiedy nie chciał. Zrozumienie swoich pragnień/lęków to proces. Nie każdy może poradzić sobie z nim sam. Dlatego z serca ci radzę, jeśli zejdziecie się nie czekajcie tylko szukajcie dobrego terapeuty. Może po kilku sesjach załatwicie wszystko i będzie z głowy, może trzeba będzie popracować dłużej. Ale pamiętaj, że samo: już chcę mieć z tobą dzieci zmieni coś między wami tylko na chwilę.
      • saraaa-is-one Re: mam czasem dość... 22.12.11, 14:03
        witam ,
        mam dokładnie ten sam problem to już 2 lata a ja nie mogę zaakceptować faktu , że ma dziecko i to nie ja jestem najważniejsza. U mnie jest jeszcze gorzej bo jak dziecko przychodzi ( 2 razy w tygodniu i śpi u nas ) to ja albo wychodzę albo mówię `` cześć`` i kontaktu nie ma żadnego. Jest to związek na odległość jednak , ja jestem u niego raz w miesiącu i dalej mnie to wszystko irytuje , eks , która dzowni z każdą pierdoła i jego tłumaczenie : że ona ma tylko jego ( to jest nie prawda bo ma teraz jakiegoś chłopa i wygląda , że to coś poważnego ) . Nie mam siły już tego ciągnąć ...
        chciałam zapytać jak się to zakończyło u Ciebie ? czy dalej jesteście razem , czy się coś zmieniło ?
    • illegal.alien Re: mam czasem dość... 05.11.11, 00:52
      Nie czytalam calego watku - odpisuje na pierwszy post.
      Ja sie troche balam, ze moja ciaza nie bedzie wyjatkowa, ze bedziemy ja przezywac na zupelnie innych poziomach - no i przezywalismy ja zupelnie inaczej (doh! ja jestem baba, a on facetem wink), ale nigdy nie mialam odczucia, ze W mysli 'nuda, to juz bylo' wink moja ciaza byla wyjatkowa i specjalna i w ogole fantastyczna wink teraz cora cieszymy sie wszyscy w trojke (siostra sie w niej zakochala od drugiego wejrzenia wink).
      • koni42 Re: mam czasem dość... 22.12.11, 17:00
        A ja uwazam, ze nie psychologa tutaj potrzeba, tylko babskiego, macochowego przytakniecia i powiedzenia, ze TO JEST NORMALNE. Przede wszystkim wkurzylo mnie to, ze on nie chce miec na razie dzieci. Dlaczego? W jakiej jestescie sytuacji? Nie chce, bo sie boi? O Was? O zazdrosna siostre? O sytuacje finansowa?
        U mnie sytuacja jest taka: jego corka dochodzaca co drugi tydzien, moja corka mieszka z nami i mamy wspolna mala dziewczynke, prawie dwuletnia. Mojego meza to ja przekonalam a moze powiem inaczej zaszantazowalam. Ja tez jestem po pierwszym bardzo trudnym rozwodzie i jedno, co wiedzialam, to nie wpasc z deszczu pod rynne. Po dwoch latach malzenstwa, w normalnej sytuacji finansowej po prostu chcialam na nowo stworzyc wspolna rodzine. Z jakis takich dziwnych, niewyjasnioych powodow sie "migal" az w koncu sie zgodzil. Wtedy stracilismy dziecko na poczatku ciazy i chyba cos sie stalo, poprzestawialo, zrozumial jak ten swiat jest skonstruowany. Jak bardzo my, rodzina stara i nowa jestesmy wazni...No i jest teraz nasza mala dziewczynka ku uciesze wszystkich czlonkow rodziny. Kochana i rozpieszczana przez tatusia oraz dwie siostry, ktore nie chca sie nazywac "przyrodnimi" smile Miedzy najmlodsza a nimi jest 8 lat roznicy (obie dziewczynki maja po 10 lat)...Chcialam Ci powiedziec, ze to, co odczuwasz jest normalne. Sa takie momenty w zyciu, ze jest latwiej a czasem trudniej zaakceptowac przeszlosc. nawet nam, macochom, ktore milay dzieci z pierwszych zwiazkow. Powiem ci tak miedzy nami, ze mnie zawsze denerwuje jak maz jedzie odwiezc mala do ex. Wiem, ze jedzie do swojego bylego mieszkania...Zdaje sobie z tego sprawe, ze duzo sie tam zmienilo, ale napewno patrzy na to wszystko, ocenia, przez glowe przebiegaja mu obrazy z poprzedniego zycia. To jest taka gorzka pigulka, ktora musze przelknac, ale wiem, ze to JA mam z tym problem i to ja ja polykam. Dlaczego mialabym robic mojemu mezowi o to awanture. On nic zlego nie robi. Nie daje mi powodow do zazdrosci. Ufff rozpisalam sie a chcialam powiedziec, ze te uczucia przychodza falami. Raz jestes na gorze a raz na dole. TO WSZYSTKO JEST NORMALNE i jezeli kochasz swojego meza, to daj szanse temu zwiazkowi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka