Mamy właśnie chłopaków u nas. Ogólnie nie ma problemów i chyba pierwszy raz nie mogę praktycznie niczego zarzucić M - zajmuje się chłopakami, małą, pomaga mi, planuje. Normalnie jak nie on

(w ogóle jemu bardzo dobrze zrobiło pojawienie się maleńkiej na świecie, jakoś wziął się bardziej za życie, rodzinę, pracę a nie tylko za siebie). Chłopcy ok, siostra im się podoba, przywieźli jej nawet zabawkę, którą kupili za własne pieniądze i sami wybrali. Młodszy chłopak M (lat niemal 16) jest stosunkowo komunikatywny i bezproblemowy. Natomiast starszy, który niedawno skończył 18 lat, wkurza mnie momentami niemiłosiernie. To pewnie po prostu kwestia wieku, kiedy chce się mieć zarówno przywileje dorosłego, jak i dziecka i zero obowiązków każdego z nich, ale jest tak cholernie niechętny zrobieniu czegokolwiek, niemal jakbyśmy zmuszali go do szorowania dachu szczoteczką do zębów. Proszę go, żeby mi pomógł, bo chcę położyć małą do wózka, a na środku leżą zabawki, które trzeba wyciągnąć. Nie, bo on teraz je. Przyszedł młodszy i to zrobił. Po całym dniu atrakcji wracamy późno do domu, wyciągamy z samochodu masę toreb, na co starszy wziął koc i sobie idzie. Mówię, żeby wziął jeszcze torby z bagażnika, to z krzykiem - przecież on już niesie koc! Wkurzyłam się i wypaliłam, że jeżeli nie jest wystarczająco dorosły, by móc ponieść dwie torby, to chyba też nie dorósł do chodzenia do klubów i picia piwa. Wziął obrażony. Wczoraj M robił obiad i zawołał chłopców, by mu pomogli, to już była złość - dlaczego on ma to robić? Na co młodszy, który był chętny, też stwierdził, że on za starszego gotował nie będzie. Wreszcie M się wkurzył i stwierdził, że jak chce jeść, to ma mu pomóc, jak nie zamierza jeść, to może nie pomagać. I z miłej wspólnej aktywności zrobił się zonk. W ogóle mam wrażenie, jakby się uwstecznił socjalnie. M musi mu o wszystkim przypominać.
Nie wiem sama, czy to taki wiek i głupia próba pokazania swojej niezależności, czy może złość, że układ rodzinny się zmienił. Oczywiście nic nie zamierzam z tym robić. M reaguje, jak widzi, a ja i tak jestem macochą z doskoku, więc jakoś przeżyję ich pobyt. Zastanawia mnie tylko, skąd ten nagły opór przeciwko wszystkiemu. Zdaje się, że okres młodzieńczego buntu powinien mieć już za sobą.