Dodaj do ulubionych

Mam pytanie.

21.03.06, 13:34
Czy to naprawde nie fair z mojej strony,ze nie zycze sobie kontaktow
z przyszywana pasierbica ( oczywiscie kontaktow ja-ona,a nie narzeczony-ona )
Moze przeciez spotykac sie z ojcem kiedy chce ( nie ingeruje w to, nie
wtracam sie )-jezeli u nas w domu to pod jednym warunkiem,ze wiem o tym z
wyprzedzeniem i moge ten czas sobie spokojnie zorganizowac( np.gdzies w
miedzyczasie pojechac,cos zalatwic ) Nie pomagaja moje argumenty,ze
dwoch,zwlaszcza doroslych osob nie mozna przymusic do przyjazni
( zwlaszcza,ze z obydwu stron wystepuje niechec ),ze przeciez ona przyjezdza
do ojca ( zeby np.wyzalic sie z jakis klopotow i oczywiscie po kaske/drogi
prezent itp.) a nie do mnie. W domu nie ma mozliwosci,ze w tym czasie
moglabym, byc gdzie indziej ( male mieszkanie ) Przeciez ja nie mam zadnych
obowiazkow wzgledem niej,jest dla mnie obcym i w dodatku niechetnym mi
czlowiekiem.Owszem,jest dla narzeczonego bliska osoba,ale przeciez nie
wszystkie bliskie mu osoby musza byc bliske rowniez mnie ( on np.nie przepada
za moja przyjaciolka,nie chce nawet isc na jej slub,chociaz zaprosila nas
oboje i bede tam swiadkiem - ja nie mialam do niego o to pretensji-
powiedzialam -Twoj wybor)
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Mam pytanie. 21.03.06, 13:57
      Oczywiscie, ze nie jest to nie fair. Mozna tak zorganizowac spotkania, zeby
      byly poza domem, albo w domu, ale pod Twoja nieobecnosc. Wystarczy zrozumienie
      ze strony faceta i respektowanie Twoich potrzeb czy Twojego zdania.
    • golden_fish Re: Mam pytanie. 21.03.06, 14:13
      To czy jest fair czy nie, jest względne i po prostu zależy od tego jak
      wytyczone są granice bliskości między Wami. Z jednej strony jest tak jak
      piszesz, że nie wszystkie bliskie osoby Twojego M. muszą być Tobie bliskie i
      vice versa. Z drugiej strony, należy szanować bliskie osoby naszych bliskich.
      Możesz się ze mną nie zgodzić, ale dla mnie odrzucenie bliskiej osoby mojego M.
      równa sie odrzucenie części samego M. Nie można kochać kogoś tylko trochę. Albo
      w całości z dobrodziejstwem wnoszonego "inwentarza" albo wcale. Być może
      pasierbica M. jest o Ciebie zazdrosna, ale zadanie należy w tym momencie do M.
      Gdy manifestujesz swoją nieobecnością podczas wizyt brak Twojej akceptacji
      osoby pasierbicy nie ułatwiasz zadania M. Takie jest moje zdanie. Twoja
      propozycja, aby M. spotykał się z nią po za Waszym domem, jest wyjściem, ale
      tylko na chwilę, bo nie załatwi problemu relacji Twoich z pasierbicą. Na nic
      Twoje zdanie, że pasierbica jest dla Ciebie obca. Przez bliski kontakt z M. nie
      jest dla Ciebie nikim. I w tym momenice kółko się zamyka.

      Rybka.
      • m-m-m Re: Mam pytanie. 21.03.06, 14:27
        Albo
        >
        > w całości z dobrodziejstwem wnoszonego "inwentarza" albo wcale


        Obie panie są w zbliżonym wieku i faktycznie nie muszą utrzymywać rzadnych
        kontaktów. Porównanie pasierbicy do koleżanki jest tu trafne: onie lubi jej
        przyjacióki, ona nie lubi JEGO pasierbicy. I moim zdaniem nie ma tu
        zastosowania teoria "inwentarza".
        • golden_fish Re: Mam pytanie. 21.03.06, 14:31
          Pozwolę jednak się nie zgodzić. Z kontaktów z koleżanką nie wynikają takie same
          emocje jak z M. Pasierbica to jednak część M. wynikająca z jego przeszłości.
          Traktuje ją jak córkę.
          • golden_fish Re: Mam pytanie. 21.03.06, 14:48
            Niechęć M. w stosunku do koleżanki może być podświadomym rewanżem za odrzucenie
            pasierbicy. Oko za oko, ząb za ząb.
            • m-m-m Re: Mam pytanie. 21.03.06, 15:30
              Mówiąc szczerze trudno mi w ogóle zająć tu stanowisko, bo sytuacja
              z "przyszywaną " pasierbicą jest nietypowa.
          • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 21.03.06, 15:56
            Co do ,,kolezanki,, o ktorej wczesniej wspomnialam to nie jest to jakas tam
            kolezanka (jedna z wielu),ale najlepsza przyjaciolka od wielu lat.Wlasciwie
            czujemy sie wzgledem siebie jak siostry (wiele razem przeszlysmy m.in.jej
            pobyty w szpitalu itp.)
            • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 21.03.06, 15:57
              Aha. I nie byl to zaden rewanz. Juz wczesniej (zanim wynikla cala sprawa z
              pasierbica) nie przepadali za soba.
    • tarzynka Re: Mam pytanie. 21.03.06, 17:05
      Ty masz prawo jak najbardziej nie lubić córki Twojego M. i nie chcieć się z nią
      spotykać. Twój M. natomiast ma prawo pragnąć, żebyście się z pasierbicą lubiły i
      może go boleć, że nie próbujecie przełamać lodów (ale już pretensji o to nie
      powinien mieć). Typowy konflikt interesów i pole do pójścia na kompromis, a on
      wymaga dobrej woli i zrozumienia od obu stron. Niełatwe i wcale nie zazdroszczę
      sytuacji.
      • barbara001 Re: Mam pytanie. 21.03.06, 19:19
        A co ci szkodzi Pimpek spotkać się raz na jakiś czas z ta pasierbicą?
        Dziewczyna mieszka w innym mieście to pewnie rzadko przyjeżdza. Nie za każdym
        razem ale tak od wielkiego dzwonu pobyć w domu przez pół godzinki, napić sie
        herbatki i pod pretekstem ważnych zajęć potem sie ulotnić. Nie musisz jej
        lubić, ale to w końcu jakiś tam członek rodziny. Tesciowych tez niektórych się
        nie lubi a spotkania jednak się odbywaja, jak to w rodzinie.
        • weronka77 Re: Mam pytanie. 21.03.06, 21:57
          Rozumiem Cię doskonale pimpek.Miałam ten sam problem.POnieważ jesteś z Krakowa
          to zapraszam do mnie w takie dniwink Ja zorganizowałam tak że mąż się spotyka z
          dzieciakami poza domem,kino,basem,zakupy.I nie ma inaczej.Tak ustalił mąż na
          podstawie obserwacji wzajemnych relacji.I wszyscy są zadowolenie o czym już
          kiedys pisałamwink
          • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 22.03.06, 11:26
            smile
            To masz wyrozumialego meza-moj narzeczony caly czas naciska na pseudorodzinne
            (chce je wrecz wymusic) kontakty z pasierbica,ktora w dodatku nie jest juz
            malym dzieckiem.Marzy mu sie(hehehe),ze bedziemy sie kochac(lub przynajmniej
            lubiec),przyjaznic ze soba,gadac o babskich sprawach,wspolne wypady do kina
            (pasierbica ma okolo 23lat)itp. Nie rozumie,ze ja po prostu jezeli chodzi
            o przyjazn akceptuje inne cechy u drugiej osoby (odmienne od cech pasierbicy)
            Przeciez nie mozna sie z kims zaprzyjaznic tylko i wylacznie na tej
            podstawie,ze ktos jest czyjas corka,kuzynka itp. i wypadaloby.Zarowno
            pasierbica jak i ja mamy odmienne poglady,w inny sposob bylysmy
            wychowywane,mamy inne zainteresowania,inne charaktery,byc moze tez wystepuje
            zazdrosc .Aha.raz M powiedzial nawet,ze skoro ,,po dobroci,, nie chce sie z nia
            spotkac to on mnie to wmanewruje(zaprosi ja niezapowiedzianie,gdy ja bede w
            domu)
            • exiara Re: Mam pytanie. 22.03.06, 12:07
              A gdybys to Ty miała dorosle dziecko i Twój narzeczony by go nie cierpiał (
              nigdy nie spotkawszy) i nie życzył sobie żadnych kontaktów to nie byłoby Ci
              przykro. Rozumiem, że byłabys wyrozumiała i nie zapraszałabyś własnego dziecka
              na rodzinne uroczystości by narzeczony był zadowolony. I przestaniesz dawać
              dziecku przenty ( bo tylko po kase napewno by przychodził) a z zaoszczędzonych
              pieniędzy kupiłabys coś dla narzeczonego.
            • golden_fish Re: Mam pytanie. 22.03.06, 12:16
              A czy Ty nie jesteś zazdrosna o czas jaki poświęca Twój narzeczony pasierbicy ?
              On nie wykreślił jej ze swojego życia i myślę, że kocha Ciebie i ją równie
              mocno. Ty jesteś jego partnerką, ona córką.
              Ty możesz lubić kuchnię francuską, a ona sushi, co nie znaczy, że nie możecie
              spróbować rozwinąć waszych horyzontów i zobaczyć jak smakuje coś nowego.
              Dziweczyna lat 23 dopiero kształtuje poglądy na życie i jest jak plastelina.
              Spróbuj ją delikatnie poznać. Uważam, że nie uda Ci się jej wykreślić z życia
              Twoego narzeczonego. Jeśli bedziesz stawać okoniem i wykazywać niechęć dla tej
              dziewczyny, to tylko będziesz miała stałe źródło konfliktów z narzeczonym. Po
              co Ci one ?

              • m-m-m Re: Mam pytanie. 22.03.06, 12:36
                Dziweczyna lat 23 dopiero kształtuje poglądy na życie i jest jak plastelina

                Nie mogę z tym się zgodzić: lat 13, 18 to owszem jest jak plastelina, ale 23-
                letnia osoba jest osobą młodą, ale zdecydowanie już nie dzieckiem, na które tak
                łatwo można wpłynąć. Moze miec jeszcze malo doswiadczeń życiowych, ale na pewno
                zasadnicze poglądy ma ugruntowane dawno.
                • golden_fish Re: Mam pytanie. 22.03.06, 12:41
                  Zapewniam Cię, że mając 23 lata cielęciem byłam i nic o życiu nie wiedziałam,
                  bom tylko wtedy w czytelni siedziała. W wieku 23 lat ma się ukształtowany
                  charakter (flegamtyk, sangwinik mówiąc fachowo), ale nie poglądy. Chyba że
                  poglądy wynikają z tego, co mówią bajki, czyli że wszytkie macochy są bardzo
                  złe.
                  • e_r_i_n Re: Mam pytanie. 22.03.06, 12:43
                    To, ze Ty taka byłas, nie znaczy, ze taka jest norma smile
                    • m-m-m Re: Mam pytanie. 22.03.06, 12:50
                      W wieku 23 lat też siedziałam w czytelni, nie cały rok później musiałam
                      zapewnić 100% opieki mojej struszce babci, porządkowac firmę i wszystkie sprawy
                      po śmierci mamy i byłam z tym sama. Skorzystałam z niewielu rad życiowych od
                      innych, natomiast ze wszystkich wyniesionych z diomu. Zaprocentowały pięknie i
                      na pewno nie byłam wtedy cielęciem.
                      • golden_fish Re: Mam pytanie. 22.03.06, 13:10
                        Skorzystałam z niewielu rad życiowych od
                        > innych, natomiast ze wszystkich wyniesionych z diomu.

                        Pasierbica własnie czyni tak, jak Ty. Przyjeżdża do domu ojczyma po rady. Czyli
                        nieustannie jest pod jego wpływem.
                        • m-m-m Re: Mam pytanie. 22.03.06, 13:22
                          Widuje się z ojczymem rzadko i nie ma przeszkód by bywała BEZ obecności nowej
                          kobiety w jego życiu.
                          Tu nieraz na tym forum było mówione, że np. pasierbowie nie muszą utrzymywać
                          kontaktów z macochami/ojczymami jak już są dorosłymi ludźmi, nie musza ich
                          lubić i sie z nimi przyjaźnić, więc ta zasada powinna działać w obie strony.
              • mamaika Re: Mam pytanie. 22.03.06, 13:16
                Nie zauważyłam ,żeby Pimpka miała zamiar wykreślać pasierbicę z życia
                narzeczonego. Ona nie ma po prostu ochoty na kontakty z dziewczyną i tyle. 23-
                letnia dziewczyna to nie plastelina. Poznać się poznały do gustu nie przypadły.
                Są świetni pasierbowie i pasierbice ( znam takiego, szkoda,że nie jest mój :-
                ) ) i stosunki są przyjazne,ciepłe i serdeczne. Są i mniej świetni i stosunki
                zupełnie odmienne. Są świetne i nieświetne macochy i swietne i nieświetne
                eksiary. Cały problem w tym,że każdy lubi coś innego,i że Ci fajni dla innych
                fajni już nie sa, bo po prostu lubią coś innego.Macochy tez ludzie , jednych
                lubią innych nie.Ciekawostka taka dzieci jak nie chcą widzieć się z macochami
                to OK - prawo mają a jakże, eksie mają prawo życzyć sobie,żeby Tatusiowie bron
                boże dziecka do własnego domu i do neksi nie zabierali a macochy praw nie mają,
                bo takie duże i wzięły cytuję" z inwentarzem "smile.
                • golden_fish Re: Mam pytanie. 22.03.06, 13:53
                  Ciekawostka taka dzieci jak nie chcą widzieć się z macochami
                  > to OK - prawo mają a jakże, eksie mają prawo życzyć sobie,żeby Tatusiowie
                  bron
                  > boże dziecka do własnego domu i do neksi nie zabierali a macochy praw nie
                  mają,
                  >
                  > bo takie duże i wzięły cytuję" z inwentarzem "smile.

                  Mają prawo, tylko prawda jest taka, że na takich życzeniach Eks i Next, by
                  unikać kontaktów z pasierbami cierpią najbardziej same dzieci, nawet gdy są już
                  dorosłe. To trochę niemiłe usłyszeć " wiesz, od dziś bedzięmy się spotykać na
                  mieście bo moja nowa żona nie chce Ciebie oglądać". Dlaczego dziecku, nawet
                  dorosłemy można sprawiać taką przykrość, bo nikt mi nie powie, że to jest
                  miłe ???
                  • m-m-m Re: Mam pytanie. 22.03.06, 14:00
                    Dlaczego dziecku, nawet
                    > dorosłemy można sprawiać taką przykrość, bo nikt mi nie powie, że to jest
                    > miłe ???


                    A dlaczego macosze można sprawiać taką samą przykrośc mówiąc, że nie chce się
                    jej poznać? A to częste zdanie w ustach dorosłych pasierbów.
                    • golden_fish Re: Mam pytanie. 22.03.06, 14:15
                      Wiem, że to trudne, ale trzeba próbować zaponować nad emocjami i starać się
                      opanować takie uczucia jak zazdrość, nienawiść, lęki itp. itd.
                      O liście pasierbicy opublikowanym w GW była tu niedawno długa dyskusja.
                      Dlategoteż jeśli się posiada świadomość konsekwencji jakie wynikają z postawy
                      oko za oko, ząb za ząb, to wypadałoby jednak odpuścić sobie wszelaką zajadłość
                      w sporach. Kłótnią nie osiągnie się wiele, pozostaje tylko rozważny dialog.
                      Szkoda, że nie każdego na to stać.
                      • e_r_i_n Re: Mam pytanie. 22.03.06, 14:19
                        Pamietaj golden, ze mowisz o dwoch dorosłych kobietach, prawie rowiesniczkach.
                        Nie o małym dziecku i bardziej doswiadczonej macosze.
                        Wymaganie zazylosci, szczegolnie, ze dziewczyna nie jest prawdziwa corka
                        faceta, jest chyba zbyt wygorowanym oczekiwaniem.
                        Jesli tylko macocha nie zabrania ojcu sie widywac, to MA PRAWO nie chcec
                        widziec dziecka swojego faceta.
                        • golden_fish Re: Mam pytanie. 22.03.06, 14:33
                          Tu nie chodzi o zażyłość, na którą trzeba czasu. Pimpka prosiła o radę, bo nie
                          wie czy postępuje właściwie uciekając od kontaktów z pasierbicą, tym bardziej,
                          że jej narzeczonemy zależy na poprawnych układach między nimi wszystkimi.
                          Mam nadzieję, że dzięki temu co przeczytała dzisiaj zrewiduje troszkę swoje
                          poglądy. Jeśli pozostanie przy swoim, nie będę o tym pisać nikomu.

                          > Jesli tylko macocha nie zabrania ojcu sie widywac, to MA PRAWO nie chcec
                          > widziec dziecka swojego faceta.
                          Konsekwencją takiej postawy o jakiej piszesz, jest to, iż facet będzie się czuł
                          urażony, bo odrzuca się część jego samego. Krew z jego krwi, kość z jego kości
                          nie podoba się z jakiś tam powodów kobiecie z którą jest i taka postawa ma
                          prawo jemu się nie podobać.

                          • golden_fish Re: Mam pytanie. 22.03.06, 14:36
                            A żeby nikt mnie dalej nie chwytał za słowa, to dodam, że narzeczony Pimpki
                            traktuje pasierbicę jak córkę i jest ten sam efekt co rodzonego ojca.
                          • e_r_i_n Re: Mam pytanie. 22.03.06, 14:41
                            golden_fish napisała:

                            > Konsekwencją takiej postawy o jakiej piszesz, jest to, iż facet będzie się
                            > czuł urażony, bo odrzuca się część jego samego. Krew z jego krwi, kość z jego
                            > kości nie podoba się z jakiś tam powodów kobiecie z którą jest i taka
                            > postawa ma prawo jemu się nie podobać.

                            Tu nie ma krwi z krwi i kosci z kosci.
                            A nawet gdyby była - uwazam, ze facet powinien zrozumiec i swoja kobiete i jej
                            brak potrzeby kontaktu z dzieckiem. Tu nie chodzi o odrzucenie - tu chodzi o
                            fakt, ze takie dziecko moze byc kobiecie obojetne i moze ona nie chciec spotkan
                            z nim.
                            I jesli facet w takiej sytaucji bedzie tylko pielegnowal swoja potencjalna
                            uraze, a nie myslal, z czego wynika takie, a nie inne zdanie kobiety, to chyba
                            nie warto sobie nim glowy zaprzatac.
                          • m-m-m Re: Mam pytanie. 22.03.06, 14:44
                            Konsekwencją takiej postawy o jakiej piszesz, jest to, iż facet będzie się czuł
                            urażony, bo odrzuca się część jego samego. Krew z jego krwi, kość z jego kości
                            nie podoba się z jakiś tam powodów kobiecie z którą jest i taka postawa ma
                            prawo jemu się nie podobać.



                            Jeśli on czuje się tym urażony to znaczy, że nie bierze pod uwage odczuć
                            drugiej strony, czyli macochy. Wykazuje tym samym egoizm. Powinien dążyc do
                            tego, by i wilk syty i owca cała była, czyli nie naciskać macochy na kontakty z
                            jego dzieckiem tym bardziej dorosłym.
                        • kasia_kasia13 Re: Mam pytanie. 22.03.06, 16:29
                          > Wymaganie zazylosci, szczegolnie, ze dziewczyna nie jest prawdziwa corka
                          > faceta, jest chyba zbyt wygorowanym oczekiwaniem.

                          Wymaganie zazylosci jest absolutnie wygurowanym oczekiwaniem. Dziewczyny nie
                          musza sie polubic i nie musza chciec utrzymywac kontaktow.
                          Ale podejscie "nie chce jej widziec" wydaje mi sie dosc dziecinnym. Chyba dwie
                          dorosle kobiete sa sobie w stanie powiedziec kulturalnym tonem "dzien dobry"?
                          Nikt im nie kaze dalej ze soba rozmawiac, ale po co demonstrowac niechec?
                          Z tego co pamietam, pimpek pasiebicy nie poznala, bo gdy narzeczony ja
                          przyprowadzil do domu, ostentacyjnie z niego wyszla.
                          Ale zgadzam sie z tym, ze oczekiwanie faceta, ze dwie dorosle kobiety sie musza
                          polubic, jest przesada.
                  • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 23.03.06, 12:21
                    Do Golden:sprostowanie-nie chce,zeby moj M spotykal sie z pasierbica tylko i
                    wylacznie poza domem-moze i w domu ( zwlaszcza,ze ma do tego prawo-
                    pasierbica,pomimo,ze ma wlasne mieszkanie w tym samym miescie jest u nas
                    zameldowana-ja nie jestem zameldowana nawet czasowo )Chce tylko aby wczesniej
                    mi mowil o takich sytuacjach,a ja wtedy bede mogla sobie cos zaplanowac.Zreszta
                    nie tylko w przypadku pasierbicy powinien mowic(i ja tez) z pewnym
                    wyprzedzeniem o wizytach gosci,chociazby z tego powodu,ze np. ja szykuje sie do
                    napisania pracy a z komputera moge korzystac tylko w jednym pokoju (tym samym w
                    ktorym przyjmujemy gosci) itp.
                    • exiara Re: Mam pytanie. 23.03.06, 16:16
                      A pasierbica jest tam zameldowana bo to jej dom rodzinny w którym sie
                      wychowała?
                      • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 24.03.06, 10:18
                        Nie.Jej dom rodzinny nalezy do niej ( spadek po zmarlej matce - z tego co wiem
                        wynajmuje go jakims osobom,dodatkowo mieszka u wlasnego ojca w innym miescie,a
                        chyba za niedlugo ma sie wprowadzic do swojego faceta ( w tym samym miescie co
                        my )-stad nie bardzo rozumiem jej zameldowanie u nas.
                        • m-m-m Re: Mam pytanie. 24.03.06, 10:22
                          To zameldowanie to "pozostalość" po matce, kiedy była z ojczymem. Ojczym
                          zameldował ją i jej dziecko, czyli ową dziewczynę.
                          • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 24.03.06, 10:28
                            Nie. Nasze mieszkanie-te w ktorym obecnie mieszkamy, M kupil juz po smierci
                            swojej zony ( mieszal tam sam zanim sie wprowadzilam ) Mieszkanie w ktorym
                            mieszkali we trojke
                            ( on,jego zmarla zona i pasierbica ) wlasnie nalezy do pasierbicy (wynajmuje je)
                            Aha.Jest do tego stopnia bezczelna,ze mowi M,ze jak pokloci sie ze swoim
                            chlopakiem to teraz nawet ,,nie ma sie gdzie podziac,,,a przeciez nikt jej nie
                            kazal wynajmowac swojego mieszkania (nie ma problemow finansowych) Biedactwo.
                            • m-m-m Re: Mam pytanie. 24.03.06, 10:37
                              No to ładny grzyb. Jeśli jest zameldowana, to w każdej chwili może tam
                              zamieszkać.
                              • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 24.03.06, 10:47
                                Na szczescie ( z roznych powodow ) myslimy powoli o przeprowadzce i mam
                                nadzieje,ze na nowym mieszkaniu nie bedziemy juz mieli dodatkowej osoby
                                zameldowanej.
    • golden_fish Zła macocha 22.03.06, 15:12
      W świetle ostatnich wypowiedzi Erin i m-m-m zastanawiam się nad sensem
      istnienia tego forum. Wystarczy, że macocha powie, iż nie życzy sobie kontaktów
      z pasierbem, a ojciec dziecka ma to uszanować, bo jak nie, to jest egoista.
      Forum jest po to, aby wymieniać opinie w kwestii kontaktów z dziećmi obecnych
      partnerów z poprzednich związków. Moim skromnym zdanie, czarodziejskie
      zaklęcie "nie życze sobie kontaktów pasierbem czy pasierbicą" jest pójściem na
      łatwiznę. Gdyby można było tak łatwo oddzielić dzieci partnera od jego nowej
      partnerki, to nie byłoby tego forum i slowa macocha. Każda kobieta mogłaby
      wypowiedzieć magiczne zaklęcie i już by nie było kłopotu. Dziwne tylko, że tyle
      osób tu jednak chce sie podzielić problemami związanym z dziećmi swoich mężów i
      niemężów.
      • m-m-m Re: Zła macocha 22.03.06, 15:18
        Moim skromnym zdanie, czarodziejskie
        zaklęcie "nie życze sobie kontaktów pasierbem czy pasierbicą" jest pójściem na
        łatwiznę


        Nie to nie jest pójście na łatwiznę. To jest skorzystanie z przysługującego
        prawa, tak jak i paiserb może skorzystać z prawa nie poznawania nowej partnerki
        ojca.



        Wystarczy, że macocha powie, iż nie życzy sobie kontaktów
        >
        > z pasierbem, a ojciec dziecka ma to uszanować, bo jak nie, to jest egoista


        Oczywiście, że tak.
        • m-m-m Re: Zła macocha 22.03.06, 15:19
          Nie ma złych macoch. Są tylko niedoświadczone.
        • chalsia Re: Zła macocha 22.03.06, 16:09
          > Nie to nie jest pójście na łatwiznę. To jest skorzystanie z przysługującego
          > prawa, tak jak i paiserb może skorzystać z prawa nie poznawania nowej
          partnerki
          >
          > ojca.

          Masz chyba na myśli tylko co najmniej nastoletnie dzieci?

          Egoistą jest również ojciec, który zrywa (lub mocno ogranicza) kontakty z
          dzieckiem, jesli ono nie chce poznać macochy (albo na razie jej nie powinno
          jeszcze poznawać - z reguły ta sytuacja ma miejsce, gdy temat nexi pojawia się
          szybko po rozstaniu rodziców).
          Chalsia
          • m-m-m Re: Zła macocha 23.03.06, 11:10
            Masz chyba na myśli tylko co najmniej nastoletnie dzieci?



            Nastoletnie i dorosłe.


            Egoistą jest również ojciec, który zrywa (lub mocno ogranicza) kontakty z
            > dzieckiem, jesli ono nie chce poznać macochy (albo na razie jej nie powinno
            > jeszcze poznawać - z reguły ta sytuacja ma miejsce, gdy temat nexi pojawia
            się
            > szybko po rozstaniu rodziców).



            Zgadzam się.
        • kasia_kasia13 Re: Zła macocha 22.03.06, 16:43
          > Wystarczy, że macocha powie, iż nie życzy sobie kontaktów
          > >
          > > z pasierbem, a ojciec dziecka ma to uszanować, bo jak nie, to jest egoist
          > a
          >
          >
          > Oczywiście, że tak.

          Dla mnie jest to ok, jezeli mowimy o starszych dzieciach i sporadycznych
          kontaktach.
          Jesli zas dzieci sa male, i ojciec chce je widywac czesciej niz 2 godziny co 2
          tygodnie, chce faktycznie uczestniczyc w ich zyciu i chce, aby dzieci
          uczestniczyly w jego zyciu, jest to juz trudniejsze do zrealizowania z powodow
          praktycznych.

          I jeszcze zalezy co macocha rozumie pod pojeciem, ze sobie nie zyczy kontaktow.
          Dla mnie jest to w porzadku do momentu, w ktorym zaczyna zabraniach dzieciom
          meza odwiedzania ojca w jego domu. Bo to jest dla mnie podstawa, ze dziecko
          moze przyjsc do domu wlasnego rodzica. Jezeli zas ten brak ochoty do kontaktow
          objawia sie tym, ze macocha w tym czasie gdzies wychodzi lub zajmuje sie swoimi
          sprawami, uwazam to za najbardziej OK. Podobnie w druga strone, jesli pasierb
          macochy ogladac nie chce, to musi zaakcetowac to, ze bedzie sie z ojcem
          spotykal poza jego domem, bo trudno, zeby macocha na ten czas sie ulatniala.
      • e_r_i_n Re: Zła macocha 22.03.06, 15:18
        Sytuacja, gdy kobieta nie chce sie spotykac z dzieckiem jest raczej rzadka.
        Czesciej chcialaby albo nie ma nic przeciwko wizytom we wspolnym domu,
        ale "dobra mamusia' na to nie pozwala. Stad czesciej posty o tym, jak to
        zrobic, zeby sie spotykac, albo zeby spotkania byly miłe, niz co zrobic, zeby
        dzieci na oczy nie widziec.
        Natomiast jestem w stanie zrozumiec kobiete, ktora dzieci meza nie chce widziec.
        I powinno to byc uszanowane.
        • golden_fish Re: Zła macocha 22.03.06, 15:30
          > Natomiast jestem w stanie zrozumiec kobiete, ktora dzieci meza nie chce
          widziec
          > .
          > I powinno to byc uszanowane.
          Ja również, ale jak to wpływa na ich wzajemne stosunki, to pozostanie ich
          wspólną tajemnicą. Znam akurat taki przypadek, miłości to tam już dawno nie ma,
          a on ma wyrzuty sumienia, że wyrzekł się własnego dziecka, bo go druga zona tak
          przekabaciła, iż zapomniał na dobre, że miał kiedyś córkę. Kropla drąży skałe,
          więc po pewnym czasie w ogóle przestał się spotykać z własną córką, aż stali
          sie dla siebie obcymi ludźmi. Gdyby owa macocha zachowała się inaczej, kilka
          osób na tym świecie byłoby duzo szcześliwsze. Na tym kończę dysyksje w tym
          wątku i zdania nie zmienię, iż nie sposób odciąć się od dziecka partnera. Ono
          jest i zawsze będzie, gdy kobieta decyduje się na faceta z "inwentarzem". Słowa
          nie życzę sobie ... nie rozwiązują sprawy. I ja tak powiedzieć nie potrafię.
          • poxywka Re: Zła macocha 23.03.06, 10:42
            ja tak sobie mysle, ze tym sie rozni w duzej czesci przypadkow (bo na pewno nie
            we wszystkich) matka od ojca, ze raczej nie przedlozy partnera nad wlasne
            dziecko; sila rzeczy nie bedzie mozliwosci oddzielenia kontaktow;
            natomiast sytuacja pimpka jest o tyle trudna, ze dziewczyny sa w podobnym
            wieku; jak sobie gdybam co bym pomyslala majac lat 23 gdyby moi rodzice sie
            rozwiedli i ktorekolwiek znalazlo sobie partnera w moim wieku ? hm, nic milego
            zapewne - i o tym rodzicu i o jego partnerze; teraz mam troche inne podejscie
            ale nie mialabym go wtedy;
            moim zdaniem decydujac sie na czlowieka z dzieckiem albo sie z gory przyjmuje
            obecnosc tego dziecka w zyciu bez wzgledu na okolicznosci (niestety takze, jak
            jest sie zmeczonym lub chorym) albo sie szuka osoby bez dziecka; niektorzy po
            prostu sie nie nadaja do takich zwiazkow i jest to zrozumiale; jesli partnerce
            uda sie odsunac ojca od dziecka - to pomijajac ocene moralna tej partnerki
            jednak wine nadal ponosi ojciec
            pozdrawiam
            poxywka
            • balladynka Re: Zła macocha 23.03.06, 13:24
              poxywka napisała:

              > moim zdaniem decydujac sie na czlowieka z dzieckiem albo sie z gory przyjmuje
              > obecnosc tego dziecka w zyciu bez wzgledu na okolicznosci (niestety takze,
              jak
              > jest sie zmeczonym lub chorym) albo sie szuka osoby bez dziecka; niektorzy po
              > prostu sie nie nadaja do takich zwiazkow i jest to zrozumiale;

              Wydaje mi się to lekką przesadą Poxywko. I nie chodzi tu o odciąganie ojca od
              dzieci, przynajmniej nie w sytuacji o której ja się wypowiadam. Jakie
              odciąganie? Biedne te macochysad Czasem to mi się faktycznie odechciewa nią
              byćsad( Nawet w normalnej rodzinie matka może powiedzieć ojcu albo
              odwrotnie: "Zenek, mam straszną migrenę, chciałabym się położyć na dwie
              godzinki, proszę cię weź Piotrusia na basen czy cuś bo mi głowa pęka". To nie
              znaczy, że się dziecka nie akceptuje albo nie nadaje się do związku.
              Ludzie, tak się nie da żyć jak Wy czasami proponujeciesad
              • chalsia Re: Zła macocha 23.03.06, 13:28
                migreną każdy i wszystko może wytłumaczyć wink
                Chalsia
                • balladynka Re: Zła macocha 23.03.06, 13:34
                  A Ty jak zwykle o seksiesmile
              • poxywka Re: Zła macocha 23.03.06, 16:15
                Balladynko z odciaganiem ojca od dzieci wypowiedzialam sie akurat odnosnie
                sytuacji, ktora opisala Rybka;
                czy biedne macochy? ojczymowie zwykle biedniejsi w takim razie wink; jasne, mozna
                wyjsc na basen jak w domu komus leb peka na pol, ale jesli dziecko przyjezdza
                do ojca na weekend to juz pewnie sie nie uda;
                chodzi mi raczej o fakt, ze czasem czlowiek jest zmeczony, wsciekly, zle sie
                czuje i chcialby miec chwile spokoju - a tu dzieci maja przyplyw energii lub
                zwyczajnie sie bawia; przy wlasnych czasem czlowiekowi rece opadaja w takiej
                chwili ale sie mowi trudno - bardzo czesto nie ma mozliwosci aby cos z tym
                zrobic (tzn jedno bierze je i wychodzi)- u mnie przynajmniej nie ma - zwlaszcza
                o 5 rano...
                nie uwazam aby fakt, ze ojciec wezmie dziecko do kina a macoszka odpocznie bylo
                czyms zlym; chodzi mi raczej o to, by sie nie nastawiac, ze tak wlasnie bedzie
                bo zwyczajnie w zyciu tak prosto nie jest; chodzi mi o osoby, ktore z gory
                zakladaja, ze jak tylko beda mialy dosc wszystkiego to pasierb na ten czas
                zniknie; w takiej rodzinie ciezko aby trudy zwiazne z dzieckiem ponosil tylko
                rodzic a macocha/ojczym juz nie; wydaje mi sie, ze latwiej osobom ktore sa
                przygotowane, ze beda w tych trudach jakos uczestniczyc niz takim, ktore
                zakladaja, ze ile razy nie beda mialy ochoty na taka wizyte rodzic wezmie
                pasierba i sie zdematerializuja;

                pozdrawiam
                poxywka
                • balladynka Re: Zła macocha 23.03.06, 20:09
                  No to chwała Bogu bo już się przeraziłam. Wiem, że czasem to jest niewykonalne
                  i na mróz nie wygonię o 5 ranosmile Też jestem akurat zdania, że miło jest przede
                  wszystkim temu M, ale i dzieciom (nie wszystkim, to fakt) jak macoszka
                  uczestniczy w tym "ich" życiu i go w nim wspiera i oczywiście, że są takie
                  sytuacje gdzie wiem, że to ja muszę pójść na jakiś kompromis i nie ma przebacz,
                  choćby był globus jak, nie przymierzając, u królowej angielskiej. Ja generalnie
                  nie mam problemów z opuszczaniem deski klozetowej po młodym czy zrobieniem
                  czegoś koło dzieci. Wręcz przeciwnie, przynajmniej się czuję wtedy potrzebna a
                  nie jako to piąte koło. Ale chodzi mi właśnie o ten kompromis, na który eMowie
                  też muszą pójść czasami i ciężko mi się zgodzić z takimi radykalnymi
                  stwierdzeniami że macocha ma generalnie usunąć się w cień, nie przeszkadzać i
                  ciągle się dostosowywać do przeszłości M. Ja już tak miałam przez parę lat i
                  dziękuję za uwagę. Więcej nie chcę.
      • balladynka Re: Zła macocha 23.03.06, 04:42
        Wydaje mi sie, ze w dluzszej perspektywie takie podejscie sie nie sprawdza,
        chociaz rozne sa sytuacje i czasem moze faktycznie nie ma innego wyjscia jak
        rozgraniczyc te dwa swiaty, nie mnie oceniac. Wydaje mi sie, ze czasami to
        takie wygranie swojej malej bitwy a nie sztuka wygrac bitwe, sztuka wygrac
        wojne. Dla mnie wygranie wojny oznacza mily zwiazek, bez zadnych niedomowien i
        pretensji wiszacych w powietrzu ani tzw. trupow w szafie, o ktorych sie nie
        rozmawia ale ktore kiedys wypadna przy otwarciu szafy. W sumie dobrze moze ze i
        takie glosy sa na forum (zwroc uwage, ze nie pochodza one tylko od macoch bo i
        kasia_kasia preferuje opcje mijania sie w progu) bo stanowia przeciwwage dla
        tych, ktore dobrem (tylko i wylacznie) dziecka wymachuja jak maczuga i smagaja
        macochy po tylku az wiory leca, bez wzgledu na okolicznosci. Wydaje mi sie, ze
        bezkompromisowosc w podejsciu zarowno u macoch jak i u eMow nic dobrego
        przyniesc nie przyniesie i kazde z nich powinno wziac czasami pod uwage zdanie
        i uczucia drugiej osoby. Nie powinno sie stawiac swojego M przed taka opcja
        wyboru co do zasady, ale tez skoro tyle razy M ma ten komfort, ze spedza czas
        ze swoimi dziecmi w naszym domu i jest fajnie i wszyscy jestesmy razem, to rola
        wiecznego podnozka na oltarzu milosci rodzicielskiej mi osobiscie nie za bardzo
        odpowiada i owszem, od czasu do czasu pozwole sobie na poproszenie M aby w
        danym dniu oszczedzil mi takiego spotkania jesli to mozliwe, jesli np. bede sie
        zle czula to nie ja chyba powinnam sie ewakuowac z domu. Mam nadzieje, ze mnie
        piorum boski od razu nie trafi za kare, chociaz zawsze znajdzie sie ktos, kto
        odsadzi mnie od czci i wiary, a i M pewnie strzeli wtedy focha i owszem, bedzie
        wtedy egoista jesli nie bedzie w stanie tego zrozumiec. Zreszta nie wyobrazam
        sobie zyc z kneblem w ustach przez nastepne ???? lat. Na szczescie moj M tez to
        zaczyna rozumiec.
        Pimpek, sprobuj. Zrob to dla swojego narzeczonego i Waszego zwiazku. To dla
        niego wiele znaczy i bedzie Ci bardzo wdzieczny, uwierz mi. Jestes uprzedzona
        do tej dziewczyny, slusznie czy nie, nie przekonasz sie jesli nie sprobujesz. I
        nawet jesli okaze sie, ze spotkania takie beda dla Ciebie sredniej jakosci to
        nagroda w postaci wdziecznosci i milosci M bedzie tego warta a przeciez na tym
        Ci glownie zalezy. Brwi sobie regulujesz bolesnie i na wiecznej diecie
        odmawiajac sobie pysznosci jestes coby piekna byc dla ukochanego a takiej
        drobnostki nie jestes w stanie dla niego zrobic?smile Toz to pikus w porownaniu z
        takim, na ten przyklad, widokiem ptasiego mleczka na polce sklepowej. Istnieje
        tez prawdopodobienstwo ze to calkiem sympatyczna dziewczyna. Po co Ci trup w
        szafie?
        • kasia_kasia13 Re: Zła macocha 23.03.06, 09:36
          Balladynko, to nie do konca jest tak, ze ja taki model preferuje. Moze raczej
          przyjmuje go za punkt wyjscia. Uwazam, ze najwazniejsze jest sie na poczatek
          nawzajem zaakceptowac, traktowac z szacunkiem, nie robic swinstw. Brzmi to
          faktycznie minimalistycznie, ale wbrew pozorom, jest to strasznie trudne.
          Inaczej nie byloby tych wszystkich postow, nie byloby tych zlosliwych
          pasierbow, ktore sa chamskie w stosunku do macochy i niebylo by tych macoch,
          zazdrosnych o dzieci partnera, dbajacych o to, aby przypadkiem pasierbowie nic
          po ojcu nie odziedziczyli itd.Nna poczatku jest duzo emocji, z ktorymi obie
          strony musza sobie poradzic. Jesli dojda do milych, kulturanych stosunkow to
          uwazam to za sukces. Poza tym rozumiem, ze mozna na bardziej cieplejsze
          stosunki juz nie miec ochoty. Mozna sie tez po prostu nie polubiec.
          Wracjac do sytuacji pimpka. Na jej miejscu poznalabym pasierbice i przekonala
          sie, czy faktycznie jest taka okropna. Ale nic na sile, i jesli uznalabym, ze
          mi ta osoba nie odpowiada, faktycznie mijalybysmy sie w progu.
          Na koniec jeszcze raz na pisze. Nie uwazam, ze mijanie sie w progu jest
          najlepszym z mozliwych ukladow. Na pewno jest lepiej i przyjemniej, jesli
          powstana cieplejsze wiezi. Ale na to obie strony musza miec ochote, a jak jedna
          z nich nie ma, to nie ma o co miec pretensji czy zalu.
    • weronka77 Re: Mam pytanie. 22.03.06, 23:28
      Sadełko ja ponawiam zaproszenie.Pójdziemy razem na koniewinkSzkoda nerwów i
      dyskusjiwink Do zobaczenia
      • sadelko_pimpka Re: Mam pytanie. 23.03.06, 12:29
        smile
    • judytak Re: Mam pytanie. 24.03.06, 11:20
      bez względu na to, że dwie młode kobiety są w tym samym wieku,

      jedna dla mężczyzny jest dzieckiem, ma do niej stosunek rodzicielski, może i
      oczekuje zachowania nieco doroślejsze, ale toleruje też bardziej dziecinne (bo
      w stosunku do kogo można być ciągle dzieckiem, jak nie w stosunku do ojca?)

      a druga jest dla niego partnerem, kimś równym, osobą dorosłą, dojrzałą, od
      której oczekuje zrozumienia, wsparcia i dorosłych zachowań

      w tych dorosłych, dojrzałych zachowaniach nie mieści sie odmowa poznania córki
      narzeczonego, niemożność wytrzymania sporadycznych zwyczajnych rodzinnych
      kontaktów z osobami nielubianymi, histeryczne wzbranianie się nawet przed
      przypadkowymi, krótkimi, nic-nie-znaczącymi sytuacjami grzecznościowymi

      oczywiście mieści się grzeczna obojętność wobec córki narzeczonego, mieści się
      uzasadniona niechęć (czyli taka, która nie wynika z opowieści czy wyobrażeń,
      tylko z osobistego doświadczenia w stylu "spotkaliśmy się kilka razy, ona wtedy
      mówiła to, to, to, robiła to, to, to, naprawdę bardzo mi się to nie podoba")
      jest też normalnym, uprawnionym i wykonalnym życzenie, żeby bez potrzeby nie
      spotykać się, nie planować wspólnych programów itp.

      ja osobiście w miejscu narzeczonego uwierzyłabym, że nigdy wielkiej przyjaźni
      nie będzie, jakbym zobaczyłą, że owszem się spotykają, zamieniają ze sobą kilka
      zwrotów grzecznościowych, ale nic a nic nie zaskakuje między nimi, i tak jedna,
      jak i druga woli się nie spotykać
      i wtedy (dopiero wtedy) dałabym sobie spokój z planami zaprzyjaźniania :o)

      pozdrawiam
      Judyta
    • mangolda Re: Mam pytanie. 26.03.06, 14:06
      Pimpku!
      Ja Ci się w ogóle nie dziwię.
      Jedna moja "pasierbica" jest starsza ode mnie, a druga młodsza o rok smile
      Utzrymywanie z nimi kontaktów byłoby dla mnie niezwykle krepujące.
      • wipsania Re: Mam pytanie. 26.03.06, 14:16
        mangolda napisała:

        > Pimpku!
        > Ja Ci się w ogóle nie dziwię.
        > Jedna moja "pasierbica" jest starsza ode mnie, a druga młodsza o rok smile
        > Utzrymywanie z nimi kontaktów byłoby dla mnie niezwykle krepujące.

        Dlaczego? Wstydzisz się czegoś?
        • bemari Re:Pimpek 28.03.06, 18:05
          Moja macocha jest ode mnie zaledwie kilka lat starsza.Mentalnie łączy nas
          niewiele - oprócz tego, że kochamy tego samego człowieka - ja jako córka, ona
          partnerka.Na szczęście obie jesteśmy inteligentne i potrafiłyśmy wypracować
          płaszczyznę porozumienia.Z biegiem lat jest coraz lepiej.Trzeba tylko dobrej
          woli obu stron.
          Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, że odrzucam partnerkę ojca "bo nie".Starałam
          się przede wszystkim dla niego, bo go kocham.Chcę, żeby był szczęśliwy - i
          jest.Jeśli kochasz swojego mężczyznę, to dziwi mnie, że nie potrafisz DLA NIEGO
          choć spróbować.Na jego miejscu miałabym, niestety, wątpliwości co do Twoich
          uczuć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka