Dodaj do ulubionych

cytaty :) i oskarżenia

10.08.06, 18:42
Jestem tu od niedawna .Chciałbym tylko słówkiem wspomnieć o moim małym
problemiku dotyczącym forum.
Mianowicie "cytowanie" smile BA! żeby to było tylko cytowanie nie byłby to
problemik,ale spotykam się z tym,że ktoś wycina część mojej wypowiedzi z
całego kontekstu i nadaje jej "nowy wymiar".Co więcej,po
wycięciu "fragmenciku" zaczyna mnie namiętnie oceniać i jest w stanie
zbudować na zdaniu wyrwanym z kontekstu całej wypowiedzi zupełnie nowy
wąteksmile często o treści zaskakującej mnie samąsmile Czy też Wam się to trafia??
Jest to dla mnie dziwne odczuciesmile Czuję się jakbym uczestniczyła w show
zwanym Matrixsmile)) a już najlepsze są te osoby,które mnie zaczepiają albo
atakują grupowo smile)))tzw. "hienki",które atakują po to by się komuś
przypodobać,czy też może uzyskać szerszą aprobatęsmile dla własnych poglądówsmile))
Nie wiem czy wyraziłam się jasno ale JEST TO BARDZO INTERESUJĄCE ZJAWISKOsmile


p.s.
hehehe i ja w tym biorę udział;P
Obserwuj wątek
    • reksia Re: cytaty :) i oskarżenia 10.08.06, 18:55
      Dzieciaki miały swych gości w moim mieszkaniu panował ogólny chaos.Zdarzył mi
      się przypadek wklejenia jednego zdania w niewłaściwe miejsce (dla nie
      wtajemniczonych dodam,że miałam otwartych kilka okienek,często tak robię jak
      śledzę kilka wątków jednocześnie)Na nic się zdały jakiekolwiek tłumaczenia .To
      dopiero była jazdasmile
      • dominika303 Re: cytaty :) i oskarżenia 10.08.06, 19:31
        Reksiu przywykniesz do panującego tu porzadko-haosu smile)
        Ja miałam swój debiut w tłumaczeniu kontekstu wyranego ze zdania, ba właściwie
        całej wypowiedzi w sprawie Jully i jej pasierbicy, a było wtedy goraco i za
        oknem i na forum i tez mi się oberwało i jakoś skóra moja stała dzięki temu
        grubsza, więc tobie tez radzę uzbroić się w cierpliwość i z czasem wpadniesz w
        rytm, tylko musisz pamiętać, że zawsze kogoś może dotyczyć fragment twej
        wypowiedzi i będzie sobie po tobie jeżdził, ale z czasem sama sobie pojezdzisz
        smile) - takie tu prawa panują - przywykniesz , ja tez jestem tutaj od niedawna smile)
    • glonik Wyrywam z wyrwanego 10.08.06, 22:45
      lilith76 napisała
      > , czy chodzi o to, że ex się rozbiera, o to że zadzwoni i nakłamie, czy o to,
      ż
      > e anastazja tak zwraca uwagę na nakłady finansowe poniesione a pasierbicę

      Anastazja napisała wyraźnie, że d.z.i.e.c.k.o. miało 7 lat, kiedy związek się
      zaczął.
      Byli poza Polską. Mąż Anastazji gościł dziecko. JAK gościł? - nie wiemy. Czy
      dając czas, uwagę, czy też prezenty.
      Anastazja nie protestowała.
      Nie mam ochoty grzebać w wyszukiwarce, ale przypomina mi się motyw, że córka
      spotyka się z ojcem dla kasy, prezentów, itd.
      Czyli: ojciec spolegliwy wyjmuje kasę - ma córkę. Inaczej nie.
      Teraz dziecko jest dorosłe.
      Pisanie w obronie dziecka (7-letniego kiedyś) dzisiaj, wczoraj, jutro - jest
      śmieszne. To jest człowiek dorosły, odpowiadający za siebie, mający prawa
      wszelakie, ustawowo wynikające...
      Nie traktujmy pasierbicy Anastazji jak wymóżdżonej ofiary. Jest dorosła, ma
      bagaż przeżyć, trudno, nie ona jedna.
      Każdy ma. ("Każdy maaaaaaaaa, to co życie mu da........" Prońko)
      Ale tak, jak nie tłumaczymy pedofila, bo był gwałcony w dzieciństwie, bijącego,
      bo był bity, tak i nie dajmy taryfy ulgowej dla DOROSŁYCH dzieci.
      Anastazja nie ma Swoich dzieci, ja też ich nie mam. Ja - z wyboru, Ananstazja -
      nie wiem...
      Ale rozumiem Ją. Nie pochylę się nad dorosłą dzieciną (nad niedorosłą też)
      oddając siebie, bo... nie umiem.
      Dorosłe dzieci, jeśli są dorosłe, a czują dyskomfort istnienia, powinny się
      zastanowić, czy jakaś terapia by się nie przydała (ja korzystałam i nie żałuję).
      Zauważcie, Anastazja zmieniła zdanie, jeśli o konkubenta pasierbicy chodzi,
      doceniła Go. Jakoś to umknęło powszechnej uwadze.
      Kiedyś zapytałam na tym Forum, dlaczego macochy muszą oddać pierwszeństwo:
      dzieciom, poprzedniczkom, związkowi ojca z dzieckiem, same pozostając w
      charakterze, no? Kogo? Jednej się chyba doczekałam odpowiedzi, że to taki
      martylologiczny trynd.
      I jeszcze jedno, Anastazja i Jej Mąż, są ze sobą 15 lat. To o czymś świadczy.
      To, że tworzą związek tzw. zamknięty, to Ich sprawa.
      Mnie nie dusi, jak czytam, ja mam wrażenie - mogę mieć - prawda? Że jej
      bezdzietność nałożyła się na dzietność Jej Męża.
      Ament.




      • mrs_ka Re: Wyrywam z wyrwanego 10.08.06, 22:55
        Glonik, jedna rzecz mnie zastanowiła w Twoim poście. To zdanie, że
        martyrologiczny trynd jest taki, że macocha musi oddać pierwszeństwo: dzieciom,
        poprzedniczkom, związkowi ojca z dzieckiem, same pozostając w charakterze, no? Kogo?

        I Wiesz co? Ja mam wrażenie, że to nie ma nic wspólnego z macochami. Zaczęłam
        właśnie myśleć, jak jest w hipotetycznym pierwszym małżeństwie.
        Uważacie, że pierwsza żona nie musi oddawać tego pierwszeństwa?
        Ja mam wrażenie, że to jest po prostu wpisane w ludzkie istnienie. Młoda mężatka
        też nie ma chłopa dla siebie- ma go dla jego matki, dla jego przyjaciół i dla
        reszty świata. Dla dzieci, które się urodzą. No i dla siebie. A chłop też ma
        siebie samego dla siebie samego.
        No i wot, taka żyźń, że cały czas wszystkim musimy się dzielić. Ja tego nie
        odbieram w kategoriach ograniczenia.
        Naprawdę uważacie, że ta własność jest tu istotna? Mnie się zdaje, że własnie
        popularny (w dobrym tego słowa znaczeniu) stal się trend promujący niezależność,
        wolność, partnerstwo, a więc nie zaborczość.
        Byłam kiedyś pierwszą żoną (swoją drogą interesująco to brzmi wink ). Uważacie, że
        "miałam pierwszeństwo" w czymkolwiek? Chyba w biegu do zlewozmywaka, ale to był
        zdecydowanie mój obowiązek, a nie przywilej.

        Moim zdaniem owe "pierwszeństwo" jest kolejnym złudzeniem niektórych macoch, bez
        którego zdecydowanie lepiej by się im żyło. To jest iluzja. Jesteśmy wplątani w
        taką sieć zalezności społecznych, rodzinnych i zawodowych, że punktów bliskości
        i intymności powinniśmy szukać w sobie, a nie na płaszczyznach stykających się
        ze światem zewnętrznym.
        Nie wiem, czy to ostatnie zdanie jasno napisałam. Mam nadzieję, że tak. Ogólnie
        chodzi o oddzielenie ziarna od plew i niedopisywanie plewom znaczenia, jakiego
        nie posiadają.

        a.
        • natasza39 Tak mnie merska natchnęło..... 10.08.06, 23:12
          O tym pierwszeństwie.
          Nie powinno być tak, że się kogoś zmusza do wyboru.
          Dlatego napisałam, bo tak czuję, że nie zniosłabym gdyby mój partner kazał mi
          wybierać pomiedzy tym czy to on, czy mój Mlody jest dla mnie wazniejszy.
          Poniewaz mam dziecko, z którym juz mozna pogadać, nie zniosłabym równiez takich
          ultimatum, gdyby dawało mi je moje dziecko.
          Nie mozna wybierać pomiędzy tym co było, a tym co jest, trzeba się nauczyć z
          tym zyć. Z przeszłościa, ale budować przyszłośc własnie uważając na nią.
          Mi się to powoli udaje, choc mój chłop jest idealnym materiałem do tego, aby
          definitywnie zerwać z tym co było i zacząć to co jest.
          Przypomina mi potrosze własnie anastazję. Uważa, że nasz związek jest przede
          wszystkim i ponad wszystko. A ja uwazam, że oprócz nas sa jeszcze nasze dzieci.
          Nasze to: mój syn i jego dzieci. I bedziemy przede wszystkim do końca zycia
          rodzicami, a potem partnerami, bo ja nie umie rzucic wszystkiego i zatracić się
          dla związku i tego od niego tez nie wymagam.
          Może to patetyczne co napisałam, ale tak własnie jest.
          Nie żyjemy w próżni. A w drugich związkach, obciążonych przeszłościa po prostu
          sie nie da zyć tylko dla siebie.
        • glonik Re: Wyrywam z wyrwanego 10.08.06, 23:39
          mrs_ka napisała:

          > I Wiesz co? Ja mam wrażenie, że to nie ma nic wspólnego z macochami.

          Bo i nie ma.
          Najpierwsiejsze było: " Nie będziesz miał...". A drugie, czyli prawo pierwszej
          nocy, polecam Cami (nie poprawiać!!!!!!!!!!!): "Zielone dziecko". Tam to jest
          oddanie.
          Pierwszeństwo, to bycie dla siebie. Nie cudzym kosztem, nie cudzą rozpaczą.
          Bycie sobą, to dla mnie: kawał zdrowego egoizmu, brak cierpiętnictwa,
          rozważność, przyzwoitość i... radość, że się żyje.
          To tylko tyle.
          PS I nieprzebieranie się w nie swoje szatki.
          • mrs_ka Re: Wyrywam z wyrwanego 11.08.06, 00:34
            Wobec tego zupełnie już nie rozumiem, skąd Twoje retoryczne pytanie "dlaczego
            macochy muszą oddać pierwszeństwo?". Zakładam, że coś Cię popchnęło do
            refleksji, że jednak nie mają. Ja Ci piszę za to, że nikt nie ma, co jest pewną
            ujemną sprawiedliwością ( które to sformułowanie nie istnieje, ale dość dobrze
            oddaje stan rzeczy).
            Najpierwsiejsze tak w ogóle było Słowo, a co ma do pierwszeństwa -w znaczeniu
            używanym w tym wątku- ius primae noctis to zupełnie nie rozumiem.
            Bycie dla siebie, nie cudzym kosztem, nie cudzą rozpaczą- jak najbardziej tak.
            Z tym, że to w ogóle nie stoi w sprzeczności z tą "ujemną sprawiedliwością", o
            której piszę.
            O, i w tym miejscu warto przypomnieć sobie definicję miłości, która podobno ma
            tę właściwość, że im więcej się jej daje, tym więcej zostaje. Wobec powyższego
            nie ma znaczenia pierwszeństwo chronologiczne (eksia, neksia, neksia neksi), bo
            miłości i bycia dla siebie ważnym wyczerpać się nie da.

            I tyle. A co do bycia sobą to uwazam akurat, że tzw. "kawał zdrowego egoizmu"
            jest pojęciem tak nieznośnie przereklamowanym i tak szkodliwym, że zupełnie się
            z tym wyliczeniem nie zgadzam.
            Generalnie większość ludzi wyciera sobie twarze prawem do rozmaitych rzeczy, ale
            tak trudno przychodzą im obowiązki i poświęcenia. I to też w sumie w dużym
            stopniu odnosi się do kwestii pierwszeństwa i tego, na ile jest to dla nas
            problemem.

            a.
            • glonik Re: Wyrywam z wyrwanego 12.08.06, 23:07
              mrs_ka napisała:
              Najpierwsiejsze tak w ogóle było Słowo, a co ma do pierwszeństwa -w znaczeniu
              > używanym w tym wątku- ius primae noctis to zupełnie nie rozumiem

              Nie rozumiesz. To spróbuję jeszcze raz.
              Ius primae noctis tak się ma, że pierwszeństwo do czyjejś d..y ma ktoś inny,
              niż ten, któremu się w białych szatkach, w kościele zresztą, przysięgało.
              Idąc dalej, pierwszeństwo do korzystania z uciech w nowym związku, mają
              wszyscy, poza nieszczęsną macochą.
              Eksie, eksowie, dziatki - przede wszystkim dziatki, że macocha ma być i się
              cieszyć, że ma zadanie do wykonania.
              Jakie?
              Z Forum się dowiedziałam, że: Najważniejszy jest kontakt byłego tatusia z
              dzieckiem. Macocha ma się dostosować do wszystkiego - czsu, miejsca i akcji.
              Macocha się zakoleguje - źle. Nie zakoleguje - jeszcze źlej.
              Dlatego przyszło mi na myśl tak bardzo ubezwłanowajniące prawo o pierwszej nocy.
              Poprzednie pisałam emocjami, za dużo skrótów, tak wyszło, jak napisałam.
              Ale się czepię ojeszcze jedno.

              >A co do bycia sobą to uwazam akurat, że tzw. "kawał zdrowego egoizmu"
              > jest pojęciem tak nieznośnie przereklamowanym i tak szkodliwym, że zupełnie
              się
              > z tym wyliczeniem nie zgadzam.

              A się czepię, bo na Nowej Rodzince odpusciłaś. Fakt, tam nie wystąpiło
              słowo "kawał", było i jest "zdrowy egoizm".
              • mrs_ka Re: Wyrywam z wyrwanego 15.08.06, 01:05
                Ok, teraz rozumiem. Częściowo wprawdzie, ale jednak.
                Pamiętajmy jednak o tym, że średniowieczna dziewica doskonale wiedziała o tym,
                że defloracji dokona zarządzający tym terenem właściciel, a nie jej ślubny mąż.
                Choć to dość toporna analogia (bo sam przykład z ius primae noctis jest średnio
                IMHO trafiony), tak i macocha in spe wie, że za bezdzietnego nie idzie.

                Zatem nie bardzo rozumiem sugestię, że to pierwszeństwo kontaktu między ojcem, a
                dziećmi jest aż tak dotkliwą i straszliwą represją wobec macochy.
                Nie chcę tu przytaczać wyświechtanego "widziały gały co brały", ale do tego się
                to w gruncie rzeczy sprowadza.
                Coś takiego, jak prawo do pierwszeństwa nie wchodzi w sklad pakietu promocyjnego
                przy narodzinach. Żyje się po to, aby w końcu umrzeć i- moim osobistym zdaniem-
                im więcej w ten interwał wepchniemy dobroci własnej i pokory, tym lepiej dla nas
                samych. I jest to niezależne od wiary bądź niewiary. Uwazam, że bycie
                człowiekiem to zaszczyt, na ktory się cały czas zasługuje.
                Dlatego niespecjalnie lubię "prawa do wszystkiego". Żyję krótko, acz stwierdzam,
                że "prawo do" jest raczej uprzejmością ze strony zycia niż naszym niezbywalnym
                przywilejem.

                Odpowiedzialność natomiast jest czymś o wiele bardziej trudniejszym i o wiele
                mniej popularnym, a zdecydowanie bardziej potrzebnym w utrzymaniu zyciowej
                godności. Z naciskiem na "odpowiedzialność za własne zobowiązania życiowe i
                własne decyzje". Macocha może być sobie jaka chce, tak samo Samodzielna Matka-
                tu gwałtów i przymuszeń nie ma. Lepiej jednak pamiętać, że z obu tych statusów
                płyną okreslone zobowiązania, które podjęło się świadomie i dobrowolnie, a wyżej
                tyłka się nie podskoczy.

                Zauważę też na marginesie, że dwie osoby, które wyznają tu zasadę pierwszeństw i
                prymatu małżeństw nad dziećmi, są bezdzietne. Jak sądzę, nie pozostaje to bez
                związku.

                Glonik, w ciągu ostatnich dni miałam sporo spraw, a poza tym i tak sporo piszę,
                więc nie rozumiem, o co chodzi z Nowa Rodzinką, odpuszczaniem i egoizmem? Możesz
                jaśniej? Aż sama się zaciekawiłam wink

                a.
                • glonik Pani kapral, już "zapodaję" 16.08.06, 01:27
                  • Re: prezenty dla pasierbów i nie tylko
                  agamagda 11.08.06, 14:02 + odpowiedz


                  Wiesz, Dominika, ja tam również jestem materialistą. NIe widzę powodu dla
                  którego miałabym zostawiać swoje rzeczy (zwłaszcza te do których jestem
                  przywiązana i te które są wartościowe). Ostatecznie do cholery żyje się raz,
                  więc po co się 3 razy dorabiać?

                  Więcej zdrowego egoizmu polecam smile))

                  PS Mój Ex zawsze mówił, że faceci lubią zołzy, a kochają i cenią wredne zołzy:-
                  )))

                  Chyba powtórzę...ale to tylko ze złości, że "odjechał w obce ztrony..."

                  Więcej zdrowego egoizmu polecam smile))
                  I tak to wygląda, niekoniecznie okiem wyszukiwarki.
                • glonik Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 01:48
                  mrs_ka napisała:
                  > Ok, teraz rozumiem. Częściowo wprawdzie, ale jednak.
                  > Pamiętajmy jednak o tym, że średniowieczna dziewica doskonale wiedziała o tym,
                  > że defloracji dokona zarządzający tym terenem właściciel, a nie jej ślubny
                  mąż.
                  > Choć to dość toporna analogia (bo sam przykład z ius primae noctis jest
                  średnio
                  > IMHO trafiony), tak i macocha in spe wie, że za bezdzietnego nie idzie

                  I co z tego, że wiedziała (prawo niepisane), jeśli nie chciała. (Zauważ, że
                  średnowieczne dziewice z wyższych rodów nie bały się tego, to znowu tłukło w te
                  pośledniejsze).
                  I jeszcze inaczej. Wiesz, jak się się wyłgiwali mający to prawo, kiedy panna
                  młoda była szpetną i zbyt starą? Ano, wysyłał podwładnego.
                  I, nie używając skrótów obco, a dumnie brzmiących (IMHO), powiem jedno: moim
                  zdaniem, z wiedzy, którą kiedyś posiadłam wynikało jedno: niewolnicy nie mają
                  żadnych praw.
                  Ale prawa działają.
                  Czyli - zwyczajowe, plemienne, okolicznościowe. I się przenoszą.
                  Związanie się z mężczyzną dzieciatym nie przekreśla mnie. Mnie. Z humorami,
                  smakami, czytaniem, spaniem...
                  To Jego Dzieci, ale nie moje.
                  A czy Ty jesteś macochą?
                  Jeśli tak, to bardzo dyskretną.
                  Jestem KOMPLETNIE pozbawiona instynktu macierzyńskiego (proszę mi nie pisać o
                  tym, czy dziecko bym ratowała w wypadku - to nie ta gra), więc kompletnie nie
                  jestem w stanie zrozumieć pewnych rzeczy, typu: poświęcam urlop, czas na
                  przygotowanie atrakcyjnych posiłków, spacerów, etc.
                  Mogę być przyjazna, ale nie wykorzystywana.
                  Pewno znowu coś zamotałam, ale jak Cię znam, to mnie naprowadzisz wink
                  • mrs_ka Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 17:28
                    Glonik, jednak słabo mnie znasz, skoro się pytasz, czy jestem macochą.
                    Mam też wrażenie, że nie do końca się rozumiemy.

                    Dla mnie społeczna funkcja pod tytulem "macocha" niczym się w swej istocie nie
                    różni od funkcji "podwładny", "żona" czy "człowiek" jeśli rozpatrywać je pod
                    kątem pierwszeństwa, pod którym to kątem rozpatruję tę kwestię od czterech postów.
                    To nie jest więc tak (i tu do Balladynki), że gadam o sznurze w domu wisielca i
                    nie umiem zachować milczenia nad trumną. Nie mam fiksacji na problemie macoch:
                    ani fiksacji pozytywnej, ani negatywnej. Zauważyłam tylko, że ogólnym problemem
                    ludzkiej kondycji jest wyrzeczenie, ktore jest po prostu w tę kondycję wpisane.
                    Odnosi się to zarówno do grupy społecznej "macochy", jak i do grupy "eremici"
                    czy "pracownicy banku".
                    Od pewnych rzeczy uciec się nie da i uwazam, że poświęcenie, ofiara czy
                    wyrzeczenie są jedną z nich.

                    Całą dyskusję zapoczątkował zaś post Glonika o tym, że macochy jako takie są w
                    sposób szczególny pozbawiane praw do pierwszeństwa. Nie będę powtarzać Jej
                    argumentacji, bo wystarczy zjechać kursorem.
                    Nie zgodziłam się z nią, bo w kontekście problematyki pierwszeństwa nie uważam
                    "macoch" za żadną szczególną grupę. Przede wszystkim jednak zadałam pytanie,
                    skąd to prawo do pierwszeństwa ma płynąć? Mnie przy narodzinach nikt niczego nie
                    obiecywał i to m.in było sednem mojej odpowiedzi. Słowem: wszyscy jesteśmy
                    jednakowo uprzywilejowani (lub jednakowo nie jesteśmy) i nawet, jeśli zyskujemy
                    prymat na jednym polu, to oddajemy go na drugim.

                    IMHO (i nie jest to dumnie brzmiący zwrot, przepraszam, Glonik, ale Twój wtręt
                    był nieco absurdalny) jesteśmy zatem skazani na drugo- czasem trzeciorzędność,
                    niekiedy zaś trafi się nam pierwszorzędność i nie ma co się o to złościć, ani
                    dopisywac doń ideologii.
                    Uważam też, że w okresie ostatniego stulecia wyrobiliśmy sobie zbiorowo zupełnie
                    bezpodstawne przekonanie, że coś nam się należy od życia na samej mocy
                    przynależności do gatunku homo sapiens. Nie mam ochoty analizowac tego
                    antropologicznie, co robiłam w sumie wiele razy, wniosek jest jednak taki, że
                    tzw. zdrowy egoizm tyleż samo ludzi wyzwolił, co wepchnął w o wiele bardziej
                    dokuczliwe kajdany własnych żądań, pragnień, praw "do" i obsesji.
                    I nie jest dla mnie przypadkiem, że w krajach ubogich (tzw. krajach Trzeciego
                    Świata), gdzie ideologia egoizmu nie miała podstaw się rozwinąć, spotyka się o
                    wiele więcej ludzi biednych, ale mimo to szczęśliwych.
                    W świecie zachodnim takiej korelacji nie ma. Co gorsza: nie zachodzi również
                    między bogactwem (szeroko rozumianym), a szczęściem. Bierze się to stąd, że
                    zdrowego egoizmu nie da się tak naprawdę nigdy zaspokoić, bo sam nieustannie
                    generuje nowe potrzeby, a do wyrzeczeń podchodzi jak do represji i opresji.
                    Sądzę, że jest to całkowicie blędne założenie i dla nas, jako dla ludzi, ogólnie
                    byłoby o wiele lepiej, gdybyśmy się pożegnali z tą iluzją.

                    a.
                    • balladynka Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 19:27
                      Mrs_ka, nie rozmawiamy o tym samym. Ty cały czas piszesz o tym jeśli dobrze
                      rozumiem, że upadek obyczajów, że kiepska kondycja człowieczeństwa, że macocha
                      szafuje prawami a to nikomu na dobre nie wyszło, apelujesz o mniej egoizmu i
                      więcej ofiar i wyrzeczeń a mniej przepychania się łokciami. I super, i tak
                      powinno być, ale to chyba powinno dotyczyć wszystkich w tym układzie? Ja zaś
                      odnoszę się do tezy, którą postawiła Glonik, a jak zrozumiałam, chodziło jej o
                      to, że oczekiwania innych osób w stosunku do macochy są takie a nie inne czyli,
                      że (w wielkim skrócie oczywiście) jeśli chodzi o wyrzeczenia i ofiary to od ich
                      ponoszenia jest wyłącznie macocha - stąd teza o pierwszeństwie dzieci.
                      To nie macocha często gęsto pcha się na ten piedestał, z którego ją trzeba
                      zrzucić i domaga się pierwszeństwa, tylko społeczeństwo, M, rodzina, opinie na
                      forum, generalnie szeroko pojęta tzw. opinia publiczna dokonuje tu pewnego
                      hierarchizowania choć macocha się wcale o to nie prosi, a takie stopniowanie do
                      sympatycznych ani wspierających nie należy. I nie rozumiem, dlaczego zdajesz
                      się tego nie zauważać, przecież niejednokrotnie pisano tutaj, że dziecko jest
                      na zawsze, neksia czy też neksio dziś jest jutro go może nie być, że macocha
                      jest dorosła więc niech nie przesadza, niech poczeka, zrozumie, wesprze, usunie
                      się, krew z krwi itd.

                      Piszesz:

                      Mnie przy narodzinach nikt niczego ni
                      > e
                      > obiecywał i to m.in było sednem mojej odpowiedzi. Słowem: wszyscy jesteśmy
                      > jednakowo uprzywilejowani (lub jednakowo nie jesteśmy)

                      ale z drugiej strony piszesz też:

                      i nawet, jeśli zyskujemy
                      > prymat na jednym polu, to oddajemy go na drugim.

                      jesteśmy zatem skazani na drugo- czasem trzeciorzędność,
                      > niekiedy zaś trafi się nam pierwszorzędność i nie ma co się o to złościć, ani
                      > dopisywac doń ideologii.

                      >

                      Piszesz, że skąd niby to prawo do pierwszeństwa macochy ma płynąć? Ano znikąd
                      właśnie i tu masz rację. Jednakże zauważ, że już prawo pierwszeństwa dla
                      dziecka w tej konfiguracji jest jakoś naturalnie i powszechnie akceptowane,
                      właśnie z samej racji jego narodzinsmile I rozumiem, że Glonik właśnie to miała na
                      myśli. Kijem Wisły nie zawrócę więc tu nic nie zmienię choćbym nie wiem jak
                      chciała być najpierwsza, ale przyznajmy może w takim razie po prostu, właśnie
                      bez złości ani zbędnej ideologii, że jest inaczej, sprawiedliwie i po równo, że
                      rację ma Glonik i zazwyczaj (pomijając mangoldę i inne skrajne przypadki) na
                      polu macochowania musimy oddać prym dzieciom M z poprzedniego związku BO TAK PO
                      PROSTU JEST i TEGO SIĘ OD NAS OCZEKUJE a tzw. zdrowy egoizm wywołuje właśnie
                      powszechne negatywne emocje, bo odmawia nam się prawa do niego. Myślę, że gdyby
                      M kobitki faceta bez przeszłości każdy weekend poświęcał na wędkowanie z
                      kolegami to niejeden głos o zdrowym egoizmie kobitki, o wprowadzeniu
                      radykalnych zmian itd itp byłby przyjęty z poklaskiem i nikt by się nie
                      zastanawiał, że kobita złą kobitą jest bo mu hobby i stosunków międzyludzkich
                      nie pozwala kultywować. U macoch jest jednak inaczej bo one nie z wędką mają do
                      czynienia w tym wyścigu do serca i czasu M, tylko z dzieckiem. I to jest
                      zrozumiałe, że inaczej się do tego podchodzi i ona musi się usunąć, poczekać,
                      zrozumieć, wspierać.... ale to w takim razie nie udawajmy, że tak nie jest. Jak
                      zauważyłaś pewnie, nie należę tu do grupy radykalnej i na wiele rzeczy jestem
                      otwarta i staram się zrozumieć ale to akurat podejście eksów i eksi do swoich
                      nextów i nexi boli bardzo nawet najbardziej pozytywnie nastawioną macochę i
                      uważam, że wiele macoszek miałoby zdecydowanie mniej problemów emocjonalnych
                      gdyby exowie i eksie mieli więcej taktu w tym zakresie w stosunku do swoich
                      partnerów.
                      Także wydaje mi się, że póki co teza Glonika nie została obalona a poruszona
                      przez Ciebie w tym kontekście kwestia postępowania i morale macochy jest już
                      bardziej dowodem na jej prawdziwość niż nieprawdziwość, bo pokazuje pierwszy
                      kierunek w jakim biegną myśli i odczucia osób nie będących macochami w
                      dyskusjach na temat ich odczuć związanych z macochowaniem. Mam tu na myśli
                      zarzucanie macosze egoizmu, braku dojrzałości, braku empatii itd. Ale nie mam
                      Ci za złe bo Cię lubięsmile A poza tym już się do tego przyzwyczaiłam, że tak
                      właśnie jestsmile
                      • mrs_ka Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 23:07
                        Balladynko, też mam wrażenie, że się jakoś mijamy.
                        Wszystko co w moim poczuciu najważniejsze wyjasniłam w ostatnim poście, a to
                        jest reszta:

                        1. Pewne rodzaje pierwszeństwa mijają wraz z czasem i to wyjasnia, czemu dzieci
                        są przed macochą, ale także, dlaczego chętniej oddamy pieniądze na leczenie
                        dziecka niż dorosłego( i wcale nie o pragmatykę mi tu chodzi).

                        2. Tak, wyżej opisane przeze mnie nastawienie dotyczy wszystkich w takim ukladzie.

                        3. To hierarchizowanie, o którym piszesz, jest niezależne od płci, warstwy
                        spolecznej i tak dalej. To kultura. Forum Macochy nie są enklawą alternatywnej
                        kultury, gdzie będziemy udawać, że normy i ustalenia ogolne nas nie dotyczą.
                        Hierarchia jest zaś taka, że przed ansami dorosłego pierwszeństwo ma dziecko
                        wlasnie dlatego, bo jest dzieckiem. A dorosły własnie dlatego, że jest dorosły
                        powinien rozumieć nieco więcej i wykazać się dojrzałością. To nie dotyczy tylko
                        macoch, dotyczy wszystkich dorosłych, którzy są na tyle blisko dziecka, aby
                        kwestie związane z dzieckiem zaczęły ich dotyczyć. Napisanie, że tak jest nie ma
                        nic wspólnego z negatywnym postrzeganiem macoch jako takich.
                        Te teksty o pierwszeństwie są przecież truizmem, a truizmy z zasady nikogo nie
                        dotykają, bo odnoszą się do uniwersaliów. NIe rozumiem, skąd odbieranie mojej
                        wypowiedzi w kontekście "tu i teraz, to forum".

                        4. Tak, napisalam o tym, że nikt nam pierwszenstwa przy narodzinach nie
                        obiecywał i że czasem jesteśmy drudzy, trzeci, a czasem pierwsi. Ale te
                        stwierdzenia się przecież nie wykluczają, wręcz przeciwnie.

                        5. Napiszę coś mało sympatycznego, ale nie należę do pochlebców nawet biorąc pod
                        uwagę bycie zaledwie gościem na tym forum: jedna decyzja kształtuje inną, a bez
                        pierwszej nie byłoby drugiej. Obie wynikają z naszego świadomego postanowienia.
                        Wychodzac za mąż za rozwodnika z dziećmi od tego ma się rozum, aby wiedzieć, że
                        spotkania z dziećmi będą, a prawo powszechnej hierarchii "dziecko ma prawo do
                        jak najczęstszego spotykania się z ojcem" zadziała. I to wszystko, co opisujesz-
                        wydarzy się.
                        Dla mnie powoływanie się w tej sytuacji na prawo do pierwszeństwa i wołanie o to
                        prawo, świadczy o koszmarnej wręcz niekonsekwencji, której niestety nigdy nie poprę.
                        Widzisz, Balladynko, ja też jestem kobietą po przejściach z przychówkiem i- jak
                        ładnie to ujęłaś- kijem rzeki nie zawrócę. Z Twojej macoszej kondycji wynikają
                        określone niedogodności, a z mojej hybrydalnej eksio-neksiowej kondycji wynikają
                        inne.
                        Ja tych naszych niedogodności nie wartościuję. Ja tylko piszę, że nikt nas do
                        wyboru rozwodnika (Ty) czy ślubu z powodu ciązy, rozwodu, kolejnego związku (ja)
                        nie zmuszał. To jest piwo, które własnoręcznie uwarzyłyśmy, więc ja bynajmniej
                        nie zamierzam powoływać się teraz na prawo do zdrowego egoizmu, skoro sama
                        doprowadzilam do jego uwarzenia.
                        Teoretycznie wolałabym, aby Eks poszedł w diabły, a odebrać mu wszystkie prawa i
                        wyemigrować do Australii- czemu nie?
                        Ale widzisz- nie robię tego. Dlaczego tego nie robię- napisalam. A napiszę tez,
                        że łatwiej byłoby mi zachować się jak głupia, roszczeniowa i egoistyczna Eksia
                        niż jak Eksia, ktora jednak zawsze stara się zrozumieć okoliczności. Ty myślisz,
                        że ja się nie czuję czasami naiwna? A jak! I nie jest mi łatwo ani przyjemnie.
                        Ja się dzielę moim dzieckiem, a przecież mam fajną nową rodzinę, zaś mój mąż
                        chętnie widziałby się w roli ojca. Zerknij na Samodzielną- tam często pojawiają
                        się takie pomysły, nota bene zawsze przeze mnie krytykowane.

                        A tu, kurczę, pas. To se ne vrati, kości zostały rzucone, Rubikon przekroczony i
                        udawanie, że nic nowego pod słońcem byłoby gównażerią i wykręcaniem się od
                        odpowiedzialności.
                        Podsumowując: rozumiem macochy, ale im nie współczuję. Mają to, czego chciały.
                        Analogicznie: chciałabym być tutaj rozumiana, ale nie oczekuję współczucia.
                        Głupio się związałam, głupio zaszłam w ciążę i głupio skończyłam swoje
                        małżeństwo, a wszystko to zrobiłam z własnej nieprzymuszonej woli. Oczekuję
                        przyzwoitości oraz uczciwości od siebie i od innych, finito.
                        To nie jest bezwzględność ani brutalność. To jest rzeczywistość.
                        Nie zarzucam macochom tych wszystkich paskudnych przywar, które wymieniłaś wink Te
                        przywary są ludzkie i każdy może je mieć.
                        Kiedy piszę na Macochach- przysięgam- nigdy nie piszę do "macochy". Zawsze piszę
                        do człowieka, więc mam nadzieję, że tym samym "niestereotypowaniem" mi się
                        zrewanżujesz.

                        a.
                      • kasia_kasia13 Re: Wyrywam z wyrwanego 17.08.06, 11:05

                        >Myślę, że gdyby
                        >M kobitki faceta bez przeszłości każdy weekend poświęcał na wędkowanie z
                        >kolegami to niejeden głos o zdrowym egoizmie kobitki, o wprowadzeniu
                        >radykalnych zmian itd itp byłby przyjęty z poklaskiem i nikt by się nie
                        <zastanawiał, że kobita złą kobitą jest bo mu hobby i stosunków międzyludzkich
                        >nie pozwala kultywować.

                        A ja bym tu tez napisala: widzialy galy co braly wink Jesli sie wychodzi za maz
                        za faceta, ktory ma zwyczaj spedzac kazdy weekend na wedkowaniu, to trzeba sie
                        liczyc z tym, ze po slubie tez bedzie chcial wedkowac. Odnosze wraznie, ze
                        wiele kobiet wychodzi za maz za facetow z nadzieja, ze oni po slubie sie
                        zmienia. A wiec zapalnony weedkarz nagle nagle bedzie spedzal kazdy weekend w
                        domu. Albo facat, ktorego pasja sa wycieczki gorskie zmieni sie przy zonie w
                        domatora w cieplych kapciach. No i skoncza sie cotygodniowe wyjscia z kolegami
                        na piwo. Oczywiscie, ze jak sie jest razem, to obie strony musza pojsc na
                        kompromis. Ale czasem kompromis jest niemozliwy i wtedy lepiej nie zawracac
                        sobie glowy. O ile mozna zaczac poswiecac mniej czasu na lowienie ryb, to
                        jednak nie mozna zaczac poswiecach mniej czasu na dziecko. Musze tlumaczyc,
                        dlaczego? Ale facet z dzieckiem, kobieta z dzieckiem jeszcze bardziej, zapalony
                        wedkarz, dla ktorego rybki sa najwazniejsze na swiecie tez placa swoja cene:
                        jest im trudniej znalezc partnera. Wlasnie dlatego, ze nikt _nie_ _musi_ sie
                        godzic na to, ze nie bedzie na pierwszym miejscu. Jesli dla kogos pierszenstwo
                        jest tak wazne, to naprawde lepiej poszukac innego partnera.
                        Ja wprawdzie nie mam rozwodnika za meza, ale lekarza. Wiec wychodzac za niego
                        za maz liczylam sie z tym, ze beda sie zdarzaly regularnie noce, ktore bedzie
                        spedzal nie w moim lozku wink, tylko na dyzurze w szpitalu. Wiedzialam o tym,
                        wiec uwazam, ze nie mam prawa narzekac, nawiac go do zmiany zawodu, marudzic,
                        ze pacjenci maja czasem "pierwszenstwo". Coz, pacjenci czasem maja
                        pierwszenstwo, ale on wybral taki zawod a JA wybralam takiego chlopa.


                        ps. Ja Cie Balladynko rozumiem, ze nie jest latwo. Sama omijalam mezczyzn z
                        odzysku szerokim lukiem.
                    • glonik Re: Wyrywam z wyrwanego 23.08.06, 02:44
                      mrs_ka napisała:
                      > Glonik, jednak słabo mnie znasz, skoro się pytasz, czy jestem macochą.
                      Czyś Ty macochą, czy nie - nie wiem. I na pewno się nie zrozumiemy.
                      Używając wielosłowia uciekasz przed zwykłą odpowiedzią.
                      Ale to Ty jesteś, która rzecze...

                      > Od pewnych rzeczy uciec się nie da i uwazam, że poświęcenie, ofiara czy
                      > wyrzeczenie są jedną z nich.

                      Spróbuję zrozumieć. Ale nie potrafię. Co to są PEWNE RZECZY?
                      Konkrety poproszę.

                      A inne to co są - też do odpadu?
                      Radość, przyjemność, dobry humor. Też uciekać, czy pytać, skąd się wzięły. A
                      może też uciekać?

                      Masz dar pisania i wykorzystujesz go.
                      Ale czasem się zapętlasz, jak choćby:
                      " To nie jest więc tak (i tu do Balladynki), że gadam o sznurze w domu wisielca
                      i
                      > nie umiem zachować milczenia nad trumną. Nie mam fiksacji na problemie macoch:
                      > ani fiksacji pozytywnej, ani negatywnej. Zauważyłam tylko, że ogólnym
                      problemem
                      > ludzkiej kondycji jest wyrzeczenie, ktore jest po prostu w tę kondycję
                      wpisane.
                      > Odnosi się to zarówno do grupy społecznej "macochy", jak i do grupy "eremici"

                      Poszalałaś.
                      Ludzka kondycjanie przynależy do do roli pełniącej, ani zawodu, ani niczego
                      innego.
                      Ludzka kondycja, to, wg mnie, stan zapisu moich uczuć na dziś.

                      • mrs_ka Re: Wyrywam z wyrwanego 24.08.06, 12:39

                        NIe było mnie kilka dni, więc odpowiem teraz.
                        Wprawdzie nie wiem, o czym teraz rozmawiamy, ale proszę bardzo, odpowiedzieć mogę.

                        Po pierwsze nie uciekam przed odpowiedziami. Jestem na forum gazetowym naprawdę
                        długo, kto chce- moją wirtualną historię zna, zaś opowiadanie jej każdemu, kto
                        jej nie zna, byłoby faktycznie wielosłowiem, nie mówiąc już o tym, że
                        zwyczajnie mi się nie chce i nie jest to moim obowiązkiem.
                        Nie rozumiem zatem zarzutu: to, że nie znasz mojego statusu nie jest moim
                        problemem. Po prostu nie wypowiadaj się na ten temat jeśli nie masz danych albo
                        też wypowiadaj się i pogódź z tym, że tę nierzetelność skomentuję. Tak czy
                        inaczej pod niewłaściwy adres kierujesz zarzuty zarówno o uciekanie przed
                        odpowiedzią, jak i o brak konkretów.

                        Konstrukcja zdania:
                        "Od pewnych rzeczy uciec się nie da i uwazam, że poświęcenie, ofiara czy

                        wyrzeczenie są jedną z nich."

                        wskazuje wyraźnie, że skoro A, B i C są jednymi ze zbioru "pewnych rzeczy" to
                        zbiór "pewnych rzeczy" to m.in A, B i C. Proste.
                        Poświęcenie, ofiara i wyrzeczenie są własnie tymi rzeczami, od których uciec się
                        nie da.
                        Nie wiem, co tu jest niekonkretnego, skoro to czysta logika na poziomie semantyki.

                        Nie wiem, czy mam dar pisania, ale z całą pewnością nie "poszalałam" w
                        odpowiedzi na post Balladynki, bo zacytowany fragment jest całkowicie logiczny i
                        sensowny.
                        Ludzka kondycja jest czymś niezależnym od zawodu, funkcji społecznej, roli itd.
                        i nie jest to przeze mnie NIGDZIE zanegowane ani podważone, wręcz przeciwnie.
                        Kondycja ludzka JEST i wynika już z samego faktu, że jest sie człowiekiem. Może
                        mieć jednak różne jakości w zalezności od tego, jak się swoje człowieczeństwo
                        przeżywa.
                        Jest jednak kilka mianowników kondycji ludzkiej o różnych jakościach:
                        konieczność smierci i smiertelność w ogóle, smutek egzystencjalny przezywany w
                        różnym nasileniu, rozmaite problemy wynikające tylko z tego faktu, że jest się
                        człowiekiem.

                        I dokładnie o tym piszę od początku: kwestia pierwszeństw, drugorzędności, bólu,
                        cierpienia, radości i tak dalej, jest związana bezpośrednio z samą kondycją
                        ludzką, a nie z faktem, że jest się akurat macochą czy samotną matką.
                        Dlatego nie widzę i nie widziałam powodów, aby szczególnie podkreślać pozycję
                        macochy jako tej, która w sposób wyjątkowy jest pozbawiona praw do
                        pierwszeństwa, co z kolei zrobiłaś Ty.

                        A co do grup społecznych: są one podrzędne wobec "człowieka" i "ludzkiej
                        kondycji", więc konstrukcja mojego zdania, które cytujesz, jest jak najbardziej
                        prawidłowa. Jesli nie wierzysz: przeczytaj jeszcze razwink

                        Ja, jako człowiek będący matką, też straciłam mnóstwo "pierwszeństw" w swoim
                        życiu, co wynikało własnie z mojego statusu, a mieściło się w ogólnym "prawie
                        strat, jakie człowiek przez całe życie ponosi". Tak samo było, kiedy z dziecka
                        stałam się nastolatką; z panny mężatką i tak dalej.
                        W tym samym prawie strat mieścisz się Ty, kiedy musisz oddawać palmę
                        pierwszeństwa pasierbom.
                        Nihil novi sub sole: ja tracę na polu A, Ty tracisz na polu B, jednak ogólny
                        rachunek się równoważy. Tracimy zaś, bo nie ma arbitralnego obowiązku
                        powszechnego zysku. Zysk jest jedynie opcją, a nie przywilejem należnym odgórnie
                        każdemu człowiekowi. Strata natomiast wynika z istoty ludzkiej kondycji i
                        przeznaczenia własnie. Śmierci uniknąć się nie da, poświęcenia uniknąć się nie
                        da (na rozmaitych płaszczyznach) i cierpienia egzystencjalnego również uniknąć
                        się nie da.

                        Ogólnie chodzi więc o to, że człowiek jako taki jest skazany na szereg problemów
                        wynikajacych bezpośrednio stąd, że jest człowiekiem i urodzil się na tym
                        najlepszym ze światów. Przypisywanie sobie lub grupie społecznej, jaką się
                        reprezentuje, szczególnej roli w przeżywaniu cierpienia czy też predestynacji do
                        wyjątkowego bycia skazanymi na drugorzędność, wydaje mi się byc zwyczajnym
                        brakiem pokory i czymś w rodzaju "macochocentryzmu" wink I z tym polemizuję od
                        początku.

                        Jasniej już chyba nie umiem; cieszę się jednak, że po piętnastu moich postach
                        udało mi się zawrzeć sedno własnej wypowiedzi w jednym przydługim zdaniu :i tu
                        ironiczny emotikon:


                        NIe wiem więc, gdzie tu jest zapętlenie, skoro od początku wątku piszę dokładnie
                        o tym samym używając różnych słów, bo w pewnym momencie istotnie zaczęło być to
                        monotematyczne. Jeżeli jeszcze coś jest niejasne to prosze, napisz co, ale
                        prosiłabym o konkretne pytanie.

                        a.


                        "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
                • balladynka Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 14:23
                  Mrs_ka, Ty piszesz o odpowiedzialności i dojrzałości macochy w sytuacji
                  macochowania i bardzo to jest piękne i szlachetne i trudno się nie zgodzić, że
                  widziała co brała i czasem musi pochylić głowę, poczekać na swoją kolejkę i
                  odłożyć swoje potrzeby na potem i generalnie wszystko fajnie i ja się z Tobą
                  zgadzam. Ba, nawet mi to sprawia przyjemność, ale tylko wtedy gdy pochodzi z
                  mojego serca. Co innego dawać samej z siebie kiedy masz z tego czystą
                  przyjemność żeś taka szlachetna i wtedy Ci prawo pierwszeństwa nie przeszkadza
                  bo sama je uznajesz za oczywiste w danej sytuacji a co innego kiedy ktoś bierze
                  to od Ciebie gwałtem i uważa, że mu się to należy jak psu buda a Ty masz się
                  usunąć w cień i tam wiecznie czekać na ochłapy ze stołu. Jakoś tak całe to
                  towarzystwo, M, eksia, dzieci, dziadkowie jedni drudzy, wszystkie ciotki klotki
                  i zaangażowane sąsiadki oraz pół tego forum włączając w to Ciebie przed chwilą
                  bardzo często i bardzo szybko się przyzwyczajają do faktu, żeś nieważna w całym
                  tym zamieszaniu i wskazują ci twoje miejsce w ogonie w imię Dziecka przez duże
                  D. I o tym pisze Glonik zdaje mi się. A przecież macocha też tu jest. Na
                  szczęście nauczyłam się filtrować takie prawdy objawione o tym pierwszeństwie
                  bo czytając i wierząc w takie rzeczy byłam na najlepszej drodze do znielubienia
                  tych Bogu ducha winnych dzieci na maksa.
                  Gdyby mój M potrafił się zamknąć na ten temat i zmilczał czasami na temat tego
                  pierwszeństwa to uwierz mi, niechby i ono było ale zdecydowanie łatwiej by się
                  nam wszystkim żyło. Nie zasługuję na słuchanie tego w kółko i naokrągło. Trochę
                  taktu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, drogie eksie i eksowie i to, że ktoś ma
                  grubą dupę nie znaczy, że należy mu o tym co chwila przypominać w formie
                  objawienia jakiegoś i jeszcze się oburzać, że reaguje na to alergicznie, skoro
                  zjada 20 pączków dziennie. Zjada, to niech się potem nie dziwi. Otóż ja uważam,
                  że wypada mu oszczędzić tych komentarzy.
                  I być może, że wpływ na to co napisałam powyżej ma fakt, żem bezdzietna więc
                  rozumiem, że chcesz powiedzieć, że coś tracę ważnego i nie wiem jak to zmienia
                  odbiór skali wazności: związek a dziecko i dopiero mi się te durne oczy otworzą
                  jak już to dziecko mieć będę. Zważ tylko na ten drobny szczegół, że ja tych
                  dzieci mieć nie mogę póki co właśnie dlatego, że jestem wiecznie ostatnia w tym
                  łańcuchu dostaw u M, bom macocha i mogę poczekać.
                  • m-m-m Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 14:38
                    Kiedyś jak byłam nastolatką zapytałam moją śp. mamę kogo by wybrała: mnie, czy
                    ojczyma. Mama uśmiała się serdeczne i powiedziała, że ...żadnego z nas! Bo tu
                    nie ma porównania, czy ważniejsze dziecko, czy partner: oboje są TAK SAMO
                    WAŻNI, choć miłość do partnera i miłość do dziecka różnią się zasadniczo.
      • lilith76 Re: Wyrywam z wyrwanego 11.08.06, 09:28
        glonik jak rozumiem wyrywanie moich zdań z dwóch różnych części dyskusji, a potem pisanie czegoś kompletnie z tym nie związanego miało dać przykład problemowi jaki poruszyła reksia na początku tego wątku...
        Bo ja nic nie rozumiem.
        • glonik Re: Wyrywam z wyrwanego 12.08.06, 23:22
          lilith76 napisała:

          > glonik jak rozumiem wyrywanie moich zdań z dwóch różnych części dyskusji, a
          pot
          > em pisanie czegoś kompletnie z tym nie związanego miało dać przykład
          problemowi
          > jaki poruszyła reksia na początku tego wątku...
          > Bo ja nic nie rozumiem.

          Jeśli nic nie rozumiesz, to już tłumaczę.
          Tak jak Ty, w Swoim poście, odniosłaś się do Anastazji li i jedynie do aspektów
          finansowych, tak samo ja wyrwałam jedno zdanie z Twojego postu, żeby pokazać
          Ci, jak to wygląda. Takie wyrwane.
          Bo: nie odniosłaś się do dziecka i jego kontaktów z Ojcem, kiedy było małe (7
          lat), tylko skupiłaś się nad elementem finansowym. Że be, że nieładnie, że
          Anastazja załatwia kasą wszystko.
          Ja Anastazję czytałam dość uważnie, na tyle, żeby kwestię finansową zostawić na
          boku.
          Zresztą nie czarujmy się, Forum Nowa Rodzinka daje mi dość do myślenia, że
          jednak kasa, to kasa i parę osób nie da sobie jej wyrwać.
          I wracając do meritum. Wyrwałam takie zdanie, które mi pasowało, tak jak Tobie
          pasowało wziąć finanse Anastazji pod lupę, a nie jej wcześniejsze opowieści o
          małym dziecku, kiedy pasierbica jeszcze była nim.
          • lilith76 Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 14:33
            > Bo: nie odniosłaś się do dziecka i jego kontaktów z Ojcem, kiedy było małe (7
            > lat), tylko skupiłaś się nad elementem finansowym. Że be, że nieładnie, że
            > Anastazja załatwia kasą wszystko.

            Gloniku, na przyszłość ustal autora z cytatem, bo ja akurat anastazji broniłam....

            Monthy Python w czystej postaci...
          • lilith76 Re: Wyrywam z wyrwanego 16.08.06, 15:39
            Wyrwałam takie zdanie, które mi pasowało, tak jak Tobie
            > pasowało wziąć finanse Anastazji pod lupę, a nie jej wcześniejsze opowieści o
            > małym dziecku, kiedy pasierbica jeszcze była nim.


            Jeszcze raz sprawdziłam i cholera, pomyliłaś mnie z innymi forumowiczkami.
      • anastazjapotocka Bezdzietność Anastazji 12.08.06, 12:13
        Drogi Gloniku, NIGDY nie chciałam mieć dzieci, a coś takiego jak instynkt
        macierzyński znany jest mi tylko ze słyszenia. Przed moim mężem byłam dwa razy
        mężatką, moi mężowie mięli dzieci z poprzednich małżeństw. Syn mojego I męża
        był ode mnie młodszy o 5 lat, więc się nie liczył, tym bardziej, że ja miałm
        20. Dzieci mojego II męża były w różnym wieku, mieszkały w WB i USA, najmłodszy
        syn, 7-latek z ojcem. Nie pamietam chłopca, to było 20 lat temu.
        Z moim obecnym mężem tworzymy szczęśliwy związek od 19 lat. Pasierbica ma ponad
        25 lat i jest samodzielną kobietą prowadzącą własne życie w które nie zamierzam
        się jej nigdy wtrącać.
        Zupełnie nie rozumiem tego zamieszania na mój temat oraz na temat moich
        związków z pasierbicą. Relacje były trudne, bo dziewczyna była manipulowana
        przez ex i to były raczej rozgrywki pomiedzy mną i ex, gdzie udział brało
        wówczas jeszcze dziecko (nie z mojej woli).
        To wszystko jest już przeszłością i nie ma problemu: ja, pasierbica, alimenty.
        Nie płacimy już żadych alimentów od maja, bo pasierbica obroniła pracę
        magisterską i jest samodzielna. Emocje mogą budzić (przyznaję) sumy, które
        DOBROWOLNIE płaciłam na pasierbicę od czasu, jak mój mąż nie zarabiał, bo
        bardzo ciężko chorował i to on potrzebował opieki i pieniędzy. Mogłam zawlec go
        oczywiście do sądu i kazać mu starać się o obniżenie alimentów, ale nie
        zrobiłam tego, bo uważałam, że dziewczynie należy dać dobre wykształcenie, żeby
        nie była w przyszłości dla nas ciężarem. Ukróciłam jej kasę, jak się okazało,
        że dziewczyna powtarza rok i uprawia konkubinat, zamiast się uczyć.
        Poskutkowało.
        Teraz nie mam nawet czasu zastanawiać się nad życiem, czy szczęściem
        pasierbicy, ani nad jej spotkaniami z ojcem. Dużo i ciężko pracuję, uwielbiam
        to, rajcują mnie moje sukesy zawodowe, tyle mam jeszcze planów!
        Nie wiem, czy ta moja wcześniejsza wypowiedź została wycięta, ale powtórzę: mam
        ustalone poglądy, obchodzi mnie tylko moje własne szczęście.
        Nie moją winą jest, że żyję w kraju w którym Lepper uchodzi za męża stanu, a
        Begerowa jest polskim symbolem seksu. Nic mi nie przyjdzie z moich hrabiowskich
        przodków i arystokratycznych tradycji w starciu z przeciwnikiem bez tradycji,
        przodków i skrupułów. Pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy - prosta zasada
        ekonomii. Jeśli mam do czynienia z przeciwnikiem bez skrupułów, muszę stosować
        te same metody, a przeciwnik nie ma prawa krzyczeć, że go szybciej, celniej i
        silniej kopnęłam w d..., niż on zamierzał mnie.
        Oceny, czy głosy na mój temat pewnych osób z forum, które starają mi się zawsze
        dokuczyć (nie wiem za co: czy byłam złą macochą? czy zbyt chojną? ) są mi
        najzupełniej obojętne.
        Ciebie, kochany Gloniku pozdrawiam i trzymaj się ZDROWO. Ewa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka