Wstępne rozterki nie-macochy

19.12.06, 20:44
Wiem, wiem, wątek stary jak świat...
Ale proszę, poradzcie mi coś, jak tylko znajdziecie czas w tym świątecznym
ferworze...
Jestem z dzieciatym już ponad rok. Kochamy się. Niedawno dostał rozwód po 5
latach separacji. Od tamtej pory zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej,
zresztą mieszkamy razem juz 9 miesięcy. Ślubu nie planujemy,ale raczej myślimy
o wspólnej przyszłości. Podkreślam - raczej - bo obydwoje mamy swoje przejścia
i wolimy nie mieć absolutnej pewności do naszego losu. Rozmawiamy też o
wspólnym dziecku, warunkiem jest poprawa naszej sytuacji materialnej i
ustabilizowanie zawodowe (z mojej strony głównie).

Przeszliśmy juz razem wiele trudnych zakrętów - od decyzji o byciu razem,
poprzez moje problemy z zaakceptowaniem jego "dzieciatej" przeszłości po
konfrontacje z toksycznością jaką wyniósł z tamtego małżeństwa podczas naszego
mieszkania razem.

Jeśli chodzi o jego dzieciatość (córka 11 letnia) przez ostatnie pół roku
zdązyłam sie na tyle oswoić, że: z ciekawością oglądam jej zdjęcia, wypytuję
się co słychać, podsuwam pomysły na prezenty i ciuchy...
Kiedy była możliwość spotkania się w wakacje, stchórzyłam.Przy czym zaznaczam,
ze jej tata nie proponował mi tego spotkania, tylko ja zapytałam sie czy o tym
myśli. i kiedy usłyszałam odpowiedż twierdzącą - wykręciłam się totalnie i
zamknęłam temat. Powiedziałam, że akceptuję istnienie dziecka w życiu mojego
ukochanego, ale niech to będzie jego życie, bo takie spotkanie jest dla mnie
za cięzkie. Powiedział,że jest przykro, wiecie, on zupełnie inaczej do tego
podchodzi - chciał po prostu pochwalić się córą przede mną.
Dlaczego się boję i tego uniknęłam? Sama byłam taką dziewczynką. Musi minąć
dużo czasu aby dziecko zaakceptowało nową partnerkę swojego taty. Druga
sprawa, że jakoś automatycznie oczekuję, że ta propozycja powinna wyjść ze
strony mojego NM.

Od wakacji sytuacja się bardzo zmieniła - dziewczynka wyjechała z mamą
zagranicę na rok. Mój NM przezył to mocno na początku, ale szybko mu to
przeszło, gdyż rzucił się w wir obowiązków no i w relację ze mna chwilowo bez
uwarunkowań rodzinnych. Niedawno oczywiście na święta jego córka przyjechała
na mies.i zaczęły się moje rozterki.

Chodzi o to, ze po raz pierwszy pojawiła się we mnie myśl, że chciałabym ją
poznać, ale tak na neutralnym poziomie. Drugie to,że powinnam, żeby wreszcie
skonfrontować się z ta rzeczywistością, której się boję, a może okaże się, że
taki diabeł straszny...i że dodaje to moje własne lęki z moich doświadczeń z
dzieciństwa (moi rodzicie też byli rozwiedzeni). Inna sprawa, to to, że
szanuje wolę tego dziecka i jesli miałoby dojśc do spotkania to:

- zupełnie luźne spotkanie towarzyskie: ja jestem przedstawiana jako
przyjaciółka (to mi zupełnie nie przeszkadza i myślę, że tak jest bezpiecznie,_
-jesli mam zostać przedstawiona jako "dziewczyna taty" to będę naciskać, aby
dziewczynka wyraziła swoje zdanie czy chce mnie poznać.Jakkolwiek absurdalnie
to brzmi...

Te wszystkie scenariusze są brane przez mnie pod uwagę tylko, jeśli mój NM
zaproponuje mi takie spotkanie. No i właśnie - tak, tak - jak może mi
zaproponować, skoro mi kilka mies,temu wyłożyłam stanowczo swoje zdanie. Ale
wtedy tez sama zaczęłam ten temat!

A jak w ogóle z Wami było? Ile z Was same zaproponowało?

Bo ja mam takie przekonanie, że to rodzic powinien taką decyzję podjąć o
przedstawianiu swojego dziecka nowemu partnerowi, tak jak bym postąpiła.Czy
jestem zbyt zasadnicza?
    • barbara001 Re: Wstępne rozterki nie-macochy 19.12.06, 20:49
      Mój M na pierwszą powazną randkę przyjechał z córkąsmileI fajnie byłosmile

      Skoro wtedy się wykręciłaś, ale teraz miałbys ochotę poznac dziewczynkę to moim
      zdaniem juz najwyższy czas. Sama zaproponuj swemu M spotkanie we trójkę.
      Dziecko też ma prawo poznać jak i z kim żyje jej tata.
    • kasian27 Re: Wstępne rozterki nie-macochy 19.12.06, 21:04
      u mnie spotkanie bylo przypadkowe, przez pewien czas wspolpracowalam z M i
      dziewczyny zobaczyly mnie pierwszy raz w firmie M. pozniej spotykalysmy sie
      czesto, zaczely mnie odwiedzac, ale nie przypominam sobie zeby M przedstawil
      mnie jako swoja partnerke (kobiete), same sie domyslily o co chodzi.
    • reksia Re: Wstępne rozterki nie-macochy 19.12.06, 23:54
      Pamig ja w ramach chwilowej przerwy w pracy się udzielę, jeśli pozwolisz i
      powiem Ci jak wygladało takie spotkanie między moją córką lat 11, a nexią czyli
      wybranką mojego Exa.

      Nexia kiedy zjawiła sie po raz pierwszy była bardzo, ale to bardzo wystraszona.
      Patrzyła na mnie badawczym okiem i w oczach miała taxometr;P.

      Ex poprosił czy moze zabrać dzieciaki do Mc Donalda i na spacer na jakieś 2-3
      godzinki( mój Ex ma ograniczone prawa rodzicielskie stąd widuje sie z dziećmi
      tylko w miejscu naszego zamieszkania).

      Było mi Nexi żal,że tak zupełnie niepotrzebnie strasznie przeżywa to przyjście
      po dzieci z Exem, ale trudno spotkałyśmy sie w takim dziwnym miejscu i
      okolicznościach,trudno.
      Uśmiechnełam sie do niej miło ,ale była zbyt spłoszona by to chyba wogóle
      zauważyć.Poszłam zawołać dzieci.

      Przybiegły i tu zauważyłam zdziwienie na twarzy Nexi.Chyba się nie spodziewała,
      że córa jest już tak dojrzałą pannicą z miseczką spore D, bez mała.
      Zdecydowanie zdziwienie małowało sie na jej twarzy, tak wyraźne, że pomyślałam
      iż byc może oczekiwała maluszka.
      Z tego co ja widziałam łatwiej było jej nawiązać kontakt z synkiem niż córą,
      miałam wrażenie, że czuje sie ona zawstydzona wiekiem córy, bo sama Nexia jest
      niewiele starsza od córy smile
      Tyle jesli chodzi o moje wrażenie.

      Natomiast to co Cię pewnie bardziej zainteresuje to reakcja 11-letniej panny na
      Nexie.
      Dzieciaki do Mc Donalda wybrały sie z tatą i jego panną, czyli Nexią bardzo
      chętnie.Wróciły po godzinie, bo ponoć juz się nudziły.
      Mają naturę pędziwiatrów wiec to u nich stan normalny.Coś musi je bardzo
      zainteresować by zatrzymac dłuzej.Niestety Mc Donald, to dla nich chyba zbyt
      mało interesujace miejsce.
      Po powrocie pierwsze pytanie ledwo staneły w drzwiach,to "czy mogą iść na
      podwórko?" bo tam już inne dzieci czekają.
      Wieczorem przy kolacji ,gdy rozmawialismy o tym jak kazdemu dzień minął,
      spytałam tez jak było w McDonaldzie i wiesz czego sie dowiedziałam:
      -jest nowa kolekcja zabawek,
      -takiego miśka ma Ada,
      -tego drugiego "miśka" ma Maja z "drugiego placu",
      -sheaker truskawkowy jest zdecydowanie lepszy niż czekoladowy,
      -młody wybrał sobie cole zamiast soku a później żałował,
      -był tylko jeden plasterek ogórka na hamburgerze,
      Żem ciekawa jak kazde babsko zadałam pytanie:
      -a jakie wrażenia po spotkaniu z nexią
      Mały stwierdził krótko;
      - fajna,
      Córa lat 11 przekorna juz jak kazda nastolatka z miseczką D.rzuciła dłuższą
      wypowiedzią:
      - fajna ,ale nic nie mówiła, taka jakaś przydeptana.

      Po czym znów zaczeły opowiadać o tym jakiego szczeniaczka koleżanka dostała od
      cioci i że w piwnicy okociła się kotka i jest taki jeden sliczny łaciaty i czy
      mógłby z nami zamieszkać.

      Ogólnie znaczyło to, że Nexia wypadła dobrze i maluchy wstępnie ją
      zaakceptowały.
      Śmiem nawet twierdzić, że nawet bardzo im sie spodobała.

      Mi osobiście Nexia spodobała się również. Smutno mi było tylko, że sytuacja
      postawiła Nas po dwóch stronach barykady i niepotrzebnie dziewczę patrzy na
      mnie włączając taxometr.

      Natomiast jest dziewczęciem na tyle wystraszonym i miłym, że sama obowiązkowo
      dopilnowuje by dzieci pisząć kartki na świeta również i jej składały życzenia.

      Mam tylko nadzieję, że Nexia przestanie się bać małej i zrozumie że dzieciaki
      mają jakis swój własny świat i świat dorosłych tak naprawdę ważny jest dla nich
      tylko w ograniczonym zakresie.
      Ważne by Ci dorosli byli na tyle dojrzali, by dzieci tych nie krzywdzić.


      Nie wiem jaką osoba jest nexia, bo nigdy z nia nawet nie rozmawiałam . Znając
      natomiast moją córę myślę, że Nexia i mała mają szansę na zaprzyjaźnienie sie o
      ile strach ich własny im tego nie zepsuje.

      Wieczorem gdy mała zasypiała już w łózku zawołała mnie do siebie i głaszcząc
      moje włosy i przytulając misia zagadała "wiesz co mamo (tu imię nexi) jest
      trochę dziwna, ale fajnie się śmieje"

      Paming tak to wygladało u mnie .
      Mam nadzieję, że nie taki straszny diabeł jak go malują ;P.

      A Tobie życzę już świątecznie, byś nie zapomniała, że po drugiej stronie sa
      zwykli ludzie.
      Mają swoje myśli i emocje, ale dopóki Ty nie zaczniesz ich krzywdzić ( w
      jakikolwiek sposób) pewnie też nie będą Ciebie źle odbierać.

      Bądź po prostu sobą.A z dzieckiem staraj sie o prostu nawiązać kontakt, być
      moze kiedyś uda wam sie zamienic go w przyjaźń,

      To najpiękniejsze co może dać macocha swemu partnerowi-"akceptacja i szacunek
      do jego uczuć, względem jego własnych dzieci".

      Ja dostaje taki dar od mojego M i dzieki temu równiez moje uczucia względem
      jego dzieci sa bardzo, ale to bardzo cieplutkie.


      A jesli chodzi o prezenty na wkupne dla 11-latki to zdecydowanie
      polecam "Witche"
      • reksia Re: Wstępne rozterki nie-macochy 19.12.06, 23:59
        acha i porzepraszam za składnie i błedy ortograficzne i rózniaste, ale wys
        łałam tekst powyższy zanim opwtórnie go przeczytała ,ponadto jest już tak późno
        i jestem po wielu godzinach pracy, piszę z biegu by sie pomądrzyć ,odreagować
        od pracy, proszę o dużą dozę zrozumienia smile
        • ja772 Re: Wstępne rozterki nie-macochy 20.12.06, 07:31
          witajsmile
          juz kiedys gdzies wyyszlo ze nasze historie sa podobne.
          Po pierwsze absolutnie odradzam Witch-poniewaz dojrzalosc 11-12 latek bywa
          bardzo zroznicowana. Moja pasierbica 12 latka jakby dostala cos w tym stulu to
          by umarla ze smiechu. Absolutnie ryzykowne jest zakladanie ze wszytskei lubia
          te bajke i gadzety z nia zwiazane. Ja nie zaczynalabym od wkupnych prezentow.
          Moje prezenty dla pasierbicy zaczely sie jak ja juz lepiej poznalam. ale na
          poczatku byly to prezenty, ktore mnei nic nei kosztowaly. Pierwszy prezent to
          komplet szablonow do malowania na szkle - kosztowal mnie jeden dzien gzrebania
          w neciesmile. POtem zaraz byly mikolajki wiec tez drobiazgi. Mialam latwo bo Mloda
          zbiera krowy wiec wszytsko krowie bylo OK!
          A jak sie poznalysmy?
          Planowalismy z NM spotkanie. Wymyslalismy czy ma byc to u nich w domu na
          gruncie gdzie dziecko czuje sie bezpiecznie, czy moze wlasnie na gruncie
          neutralnym, czy moze jakis wyjazd na dwa dni nad morze. Pomysly same
          przychodizly do glowy. Zycie zdecydowalu za nas.
          Nm zaprosil mnie do siebie na popoludniowa kawke po spcerze. Mloda miala byc u
          babci. Nic nie zapowiadalo ze wroci wczesniej. widac dzieci maja jakies sensory
          i inne zmysly i Mloda sie zjawila. POprostu przyszlasmile przywitalysmy sie,
          zamowilismy pizze bo byla pora obiadu i wsio. Poczatki byly dretwe sztywne. Ona
          nei miala o mnei pojecia. Tat przygotowywal ja ze moze kiedys pojawic sie ktos
          w jego zyciu i ze chcilaby zeby ona nie byla zla, ale nigdy nie powiedzial
          wprost ze juz kogos poznal, ze ten ktos to konkretna osoba i osobowosc.
          Dziewczynka wiec byla kompletenie zaskoczona moja obecnoscia.
          Poznalysmy sie w zeszlym roku w listpadzie a dzis po roku czasu bysmy za soba w
          ogien wskoczylysmile.
          U nas jest troche inaczej bo jestesmy calodobowo ze sobasmile wiec mialysmy wiecej
          zcasu na dokladne poznawanie i docieranie sie.
          Nie planuj zbytnio niczego, badz naturalna bo dzieci maja niezwykla umiejetnosc
          wyczuwania falszu. Wszystko sie ulozy. pamietaj tez ze ona nie musi cie lubic
          ale powinna cie szanowac.
          Zycze powodzenie
          Ania
      • pamig Re: Do reksi;) 20.12.06, 16:30
        Reksia, oj ubawiłaś mnie ta miseczką D...rany julek, ja nawet takiej nie noszę,
        ale mam dopiero 27 lat, więc moze biust jeszcze urośnie, chacha!
        11-latka mojego faceta na zdjęciach wygląda jakby jeszcze nie weszła w wiek
        dojrzewania...
        Witche już sama podsuwam na prezenty dla niejwink
        Dziś jestem zdecydowanie nastawiona na propozycję spotkania tuż przej jej
        wyjazdem zagranicę w Nowym Roku, zobaczymy co powie na to jej tata

        Pozdrawiam Cię gorąco i świątecznie, cool babka z Ciebiewink
    • anastazjapotocka Re: Wstępne rozterki nie-macochy 20.12.06, 11:25
      No cóż, nie każda macocha ma tyle szczęścia, co nexia Reksi.
      Mój Misio przywiózł po raz pierwszy córkę do nas jak mała miała 11 lat.
      Widziałam ją już raz wcześniej, kiedy przyjechała ze swoją matką do Niemiec, a
      miała wtedy 6 lat i jesienią szła po raz pierwszy do szkoły.
      Ten pierwszy raz to była jakaś katastrofa, zobaczyłam ich razem na ulicy -
      mojego Misia, jego byłą (już wtedy od 2 lat) żonę i tę małą.
      Zatkało mnie, bo nie byłam przygotowana na to, że tak atrakcyjny mężczyzna
      ożenił się kiedyś z tak strasznie brzydką kobietą...
      Malutka trzymała tatę za rękę i tak jakoś zabawnie podskakiwała: była
      niezmiernie chuda, ciemnolica i ciemnowłosa.
      To też mnie zaskoczyło (ja w ogóle jakaś dziwna byłam - ojciec czarnooki brunet
      o przepięknej, oliwkowej cerze - a córka to niby miała być porcelanowo jasna
      blondynka?). Dyskretnie i przelotnie spojrzałam na matkę dziecka: rude włosy
      spalone kiepską trwałą, WIEKI nos, krzywe nogi, wrogi, niezadowolony wyraz
      twarzy i przyciemnione okulary, jakie widywałam na zdjęciach w Die Harke u
      Jaruzelskiego.
      No, klęska po prostu.
      Misio ukłonił mi się bardzo kurtuazjnie - znaliśmy się z zajęć dla
      obcokrajowców, które prowadziłam - tamta kobieta wbiła we mnie swój wzrok i już
      wiedziałam: ona mnie nienawidzi od pierwszego spojrzenia.
      To też mnie zdziwiło i zaskoczyło, bo mnie raczej wszyscy lubią...
      Od tamtej chwili, exia wiedziona jakimś instynktem straszyła mną dziecko i to
      tak skutecznie, że kiedy je ponownie spotkałam przypadkowo w sklepie - mała
      rozpłakała się głośno na mój widok.
      Potem było jeszcze gorzej.
      Misio podobał mi się naprawdę, więc po wyjeździe jego żony wybuchł nasz
      płomienny romans, który przerodził się w trwały związek, obecnie 20-letni (za
      parę dni rocznica).
      Po naszym przyjeździe do Polski Misio chciał się widywać z córką.
      Dziewczynka była już tak nastawiona przeciwko mnie i tak przekorna, że żadne
      miłe gesty z mojej strony niczego już nie naprawiły.
      Bałyśmy się siebie nawzajem panicznie i bardzo się nie lubiłyśmy.
      Czasem ukrywałam moją antypatię, czasem nie...
      Długa historia, nie warto o niej mówić.
      Skończyło się tak, że wolałam płacić każde pieniądze, kupować najdroższe
      prezenty (później jęczałam, że to mnie rujnuje), żeby tylko nikt ode mnie nie
      wymagał cienia czułości dla tej dziewczyny.
      Dzisiaj wiem, że nie było tu winy mojej pasierbicy, że cały ten koszmar był
      dziełem exi, ale niczego już się nie da zmienić, bo to przeszłość.
      Dorosłą pasierbicę raczej lubię i uważam za dzielną kobietę - o trudnym, po
      tacie, charakterze - jej usposobienie w ogóle mi nie przeszkadza, bo kudy jej
      tam z fochami do fochów mojego Misia, który jest w tej dziedzinie mistrzem.
      Nawet łagodzę czasem mało przyjazne nastawienie mojego Misia do własnej córki -
      Misio złości się na nią za różne rzeczy, a najbardziej za jej nieustępliwość w
      jej własnych sprawach - mówię wówczas Misiowi, że ona jest jego kopią, więc
      narzucanie jej swojego zdania i tak na nic się nie zda.
      Czasem, ale tylko czasem, szkoda mi tamtej małej, złośliwej dziewczynki, bo
      gdyby miała matkę choć trochę podobną do Reksi - jej dzieciństwo i dojrzewanie
      byłoby znacznie przyjemniejsze.
      To tyle ode mnie.
      WSZYSTKO zależy od matki dziecka i od tego, jak ta matka to dziecko nastawi.
      Bogu niech będą dzięki, że urodę wzięła pasierbica po ojcu.
      • m-m-m Re: Wstępne rozterki nie-macochy 20.12.06, 13:11
        Dyskretnie i przelotnie spojrzałam na matkę dziecka: rude włosy
        spalone kiepską trwałą, WIEKI nos, krzywe nogi, wrogi, niezadowolony wyraz
        twarzy i przyciemnione okulary, jakie widywałam na zdjęciach w Die Harke u
        Jaruzelskiego.
        No, klęska po prostu.


        Żadne novum Anastazjo: często piękni mężczyźni biorą sobie takie maszkarony z
        powodów psychologicznych: po pierwsze sami są piękni i wymagają tego
        uwielbiebia od kobiet - sytuacja dwrotna by go peszyła i ustawiała w równej
        linii z partnerką, a do tego piękny nie jest przyzwyczajony: przecież wszystkie
        spojrzenia należą się JEMU, a nie partnerce. Po drugie biorąc paskudę wie, że
        nikt jej nie ruszy, on nie będzie zaś zmuszony pilnować jej prezed innymi
        mężczyznami, bo to on ma być pilnowany przed innymi kobietami, a nie na odwrót.
        Dopiero kolejana poważna partnerka pięknego ma jaki taki wygląd lub dużo lepszy
        niż poprzednia, bo piękny w pewnym momencie jednak załapuje, że podstawą
        udanego związku jest nie tylko uwielbienie dla jego urody.
        • anastazjapotocka Re: Wstępne rozterki nie-macochy 20.12.06, 13:23
          M-m-m. Też tak myślałam.
          Prawda okazała się bardziej zaskakująca.
          Mój Misio miał PRZEŚLICZNĄ narzeczoną, miłą dziewczynę z toksycznego, zimnego
          domu. Była słaba i delikatna, rozchwiana emocjonalnie i była mało liczącym się
          przeciwnikiem. A maszkaron polował na Misia wszelkimi sposobami, a zwłaszcza
          przy pomocy swego ojca. Ojciec był ponoć super, super, super i uwielbiał mojego
          Misia od pierwszej chwili.
          Maszkaron kiedyś tam spoił mojego Misia i oczywiście zaszedł w ciążę. Misio na
          błagania ojca maszkarona ożenił się z nią jak była już w 6 miesiącu.
          Niepotrzebnie, bo dziecko zmarło zaraz po urodzeniu.
          A potem, jak chciał się z nią rozwieść, to znowu była w ciąży...
          Mówię Ci, sam banał.
          Mężczyźni jednak lubią sobie komplikować życie.
          A że mój Miś jest najpiękniejszy, to wiadomo.
          Nawet nie myślę z nim konkurować.
          Zwłaszcza teraz.
          Chyba coś zjem, bo się lekutko zdenerwowałam.
          • stokrotka19741 Re: Wstępne rozterki nie-macochy 20.12.06, 15:57
            anastazjapotocka napisała:

            > M-m-m. Też tak myślałam.
            > Prawda okazała się bardziej zaskakująca.
            > Mój Misio miał PRZEŚLICZNĄ narzeczoną, miłą dziewczynę z toksycznego, zimnego
            > domu. Była słaba i delikatna, rozchwiana emocjonalnie i była mało liczącym
            się
            > przeciwnikiem. A maszkaron polował na Misia wszelkimi sposobami, a zwłaszcza
            > przy pomocy swego ojca. Ojciec był ponoć super, super, super i uwielbiał
            mojego
            >
            > Misia od pierwszej chwili.
            > Maszkaron kiedyś tam spoił mojego Misia i oczywiście zaszedł w ciążę. Misio
            na
            > błagania ojca maszkarona ożenił się z nią jak była już w 6 miesiącu.
            > Niepotrzebnie, bo dziecko zmarło zaraz po urodzeniu.
            > A potem, jak chciał się z nią rozwieść, to znowu była w ciąży...
            > Mówię Ci, sam banał.
            > Mężczyźni jednak lubią sobie komplikować życie.
            > A że mój Miś jest najpiękniejszy, to wiadomo.
            > Nawet nie myślę z nim konkurować.


            Ty to napisałaś powaznie Anastazja ???
            Chyba w to nie wierzysz co piszesz???
            Nie można być tak naiwną zwłaszcza w Twoim wieku.

            > Zwłaszcza teraz.
            > Chyba coś zjem, bo się lekutko zdenerwowałam.
            • natasza39 Naiwna? 20.12.06, 16:08
              No nie wiem...
              Pisałam o tym na NR, rzucam linka, bo mi się nie chce jeszcze raz pisać.

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37110&w=54254512&a=54259971
            • anastazjapotocka Re: Wstępne rozterki nie-macochy 21.12.06, 12:18
              Stokrotko, oczywiście, że wierzę, bo tak naprawdę było.
              Panienka była starsza od mojego Misia o parę lat, inni narzeczeni nie dali się
              nabrać (miała dwóch byłych i dwie skrobanki) - nabrał się tylko mój chłop, ale
              on zawsze naiwny był.
              Jak mówiłam zwyciężył ojciec panienki (nawet nie dlatego, że był ministrem, ale
              dlatego, że był tego samego wyznania co mój dobroduszny chłop).
              Teść zmarł, baba ROZWIODŁA się z moim chłopem - cyrk po prostu.
              Sama nie wiem, po co mu to było.
              A mój wiek nie ma nic do rzeczy.
              Cieszę się, że dożyłam własnych urodzin, bo mogłam nie dożyć.
              Wszystkiego najlepszego.
            • latortura Re: Wstępne rozterki nie-macochy 04.01.07, 11:56
              anastazjapotocka napisała:

              > M-m-m. Też tak myślałam.
              > Prawda okazała się bardziej zaskakująca.
              > Mój Misio miał PRZEŚLICZNĄ narzeczoną, miłą dziewczynę z toksycznego, zimnego
              > domu. Była słaba i delikatna, rozchwiana emocjonalnie i była mało liczącym
              się
              > przeciwnikiem. A maszkaron polował na Misia wszelkimi sposobami, a zwłaszcza
              > przy pomocy swego ojca. Ojciec był ponoć super, super, super i uwielbiał
              mojego
              >
              > Misia od pierwszej chwili.
              > Maszkaron kiedyś tam spoił mojego Misia i oczywiście zaszedł w ciążę. Misio
              na
              > błagania ojca maszkarona ożenił się z nią jak była już w 6 miesiącu.
              > Niepotrzebnie, bo dziecko zmarło zaraz po urodzeniu.
              > A potem, jak chciał się z nią rozwieść, to znowu była w ciąży...
              > Mówię Ci, sam banał.
              > Mężczyźni jednak lubią sobie komplikować życie.
              > A że mój Miś jest najpiękniejszy, to wiadomo.
              > Nawet nie myślę z nim konkurować.


              Ty to napisałaś powaznie Anastazja ???
              Chyba w to nie wierzysz co piszesz???
              Nie można być tak naiwną zwłaszcza w Twoim wieku.


              ależ to nie jest naiwnosc stokrotko,
              kiedys tez tak myslałam, ze głupia jestem ze wierzę w to co mówi NM,
              że slub z powodu wpadki a drugie dziecko zupełnie niezaplanowane, "zrobione" z
              inicjatywy exi abu utrzymac związek,

              trudno w cos takiego uwierzyć dopóki nie potwierdzis ie tego u źródła,
              a exia powiedziała mi to osobiscie i wyraznie, ze małzenstwo od poczatku było
              nieudane i że o drugiej ciązy powiedziala mojemu NM w 5 m-cu bo...się bała,

              jak mozna bac sie w małzenstwie mówic o ciązy? wink

              o exi nie powiem ze jest brzydka i szkaradna,
              co prawda znając gust NM dziwie sie tez Jego "wyboru" (choc był to "wybór
              raczej losowy", znajomosc wakacyjna),
              to chyba nie jest Jego ideał kobiety,
              nawet czasem jak Mu mówiłam,ze ona jest ok, ze wcale nie taka zła to mówił
              zebym sie dokładnie przyjżała wink

              osobiscie uwazam (tym bardziej teraz gdy zaczeła bardziej o siebie dbac po
              rozwodzie - nie potrafie zrozumiec dlaczego tak jest, ze dopiero wtedy niektóre
              kobiety o siebie dbają zeby pokazac facetowi "co stracił" skoro mogły to robic
              wczesniej), że jest ładną kobietą,

              nie ma moze sexownej, super figury, burzy pięknych loków wink ale jest fajną
              babką, jak na swój wiek wygladającą bardzo młodo,
              jest drobna, wrecz szczupła, mało moze kobieca, choc to czasem sprawa dobranego
              dobrze ciucha, nie maluje sie raczej, a tu uwazam ze duzo by zyskała
              podkreslając urode,
              chyba mam "dobry czas dla exi" bo ostatnio mi jej żal, moze dlatego ze sie nie
              oddzywa i nie wkurza wink
              bo jak zacznie swoje "męki" to znów zmienie zdanie, ale gdybym ją tak "wzięła w
              obroty" to zrobiłabym z niej fajną laske wink

              miało byc o pasierbach a ja o exi wink

              ja dzieci poznałam na Boze Narodzenie (rok temu), NM przywiózł je w pierwszy
              Dzień Świąt,
              wczesniej widziały moje zdjęcie w domu i NM uprzedził je że bede,
              było ok, mała mnie wtedy pamietam rozczuliła drobniutkim wygladam i w ogóle...

              exia nie wiedziała ze bede na tym spotkaniu, była BARDZO< BARDZO wciekłą,
              pozniej sie przyzwyczaiła a teraz chyba chciałaby zebysmy czesciej brali dzieci
              bo pyta w smsie: kiedy dzieci mają ją polubic? (czyli mnie wink

              wszystko zmienia sie "z biegiem czasu",
              najgorsze sa poczatki no ale niestety, te poczatki SĄ i trzeba przez to przejsc
              a to jest nieraz trudne,

              ja teraz "narzekam", ze mam za duzo tych spotkan z pasierbem wink tak więc
              spokojnie, samo sie wszystko pouklada,

              powodzenia
        • mangolda Re: Wstępne rozterki nie-macochy 20.12.06, 15:07
          Wszystko prawda mój mąż miał dwie brzydkie eksie zanim trafił na mnie. Córki
          wdały się w matkę, hihismile
    • phidyle Re: Wstępne rozterki nie-macochy 20.12.06, 15:33
      Moje pierwsze spotkanie z pasierbem nie wypadlo, tak jak sie tego spodziewalam.
      Moj partner zawsze opowiadal, jak syn jest do niego podobny a ja wyobrazalam
      sobie mil dziecko. Pojechalismy razem odebrac chlopca z jakiejs imprezy
      urodzinowej. Zobaczylam portret eksi, co jest w pewnym sensie komplementem, bo
      moja eksia jest bardzo przystojna kobieta, tylko ma taka zimna, zamknieta twarz.
      I to dziecko rowniez. Nie chcial mi nawet powiedziec dzien dobry i w ogole mnie
      zignorowal. Dopiero pozniej zrozumialam, ze nie oznaczalo to niecheci do mnie,
      bo on w ogole nie mowi nikomu dzien dobry ani dziekuje.Po tym spotkaniu przeszla
      mi troche ochota na moj zwiazek ale juz bylo za pozno, bo bardzo kochalam mojego
      M.
    • pamig No i zrobiłam to! 21.12.06, 17:15
      No i zrobiłam.
      Zaproponowałam wspólny wypad na lodowisko.
      Taki luźny pomysł.
      Mój facet nie był ani zdziwiony, ani też nie okazał jakieś szczególnej radości,
      po prostu przyjął to do wiadomości, nie powiedział, że cieszy się z tego
      pomysłu, że docenia to że ja takie spotkanie inicjuję...ech.
      Przytaknął, że ok tylko zobaczymy czy będzie na to czas przed jej wyjazdem.
      Mi w sumie ulżyło...
      Uświadomiłam sobie, że chcę ją poznać, po prostu odczuć, że jest realna i jeśli
      zdecydujemy się zbudować rodzinę to zawsze będzie jej częścią...
      Z drugiej strony to ja chcę - żeby ona mnie poznała - żeby nie żyła złudzeniami,
      że tatuś jest tylko "jej" jak to rozpieszczane córeczki tatusia mają.
      Przekonam się na ile jest rozpieszczona...wink
      A tak naprawdę to mam zupełnie przyjacielskie intencje w stosunku do niej, wiele
      się o niej nasłuchałam i naoglądałam na zdjęciach, więc życzcie mi żeby
      przyjacielskie intencje zawsze były górą i dały mi siły!

      Pozdrawiam Was światecznie!
      • pamig Re: No i zrobiłam to! 03.01.07, 19:28
        Ha, sama ze sobą postuje, do czego to doszło...

        Jakby któraś z Was chciała dorzucić coś to fajnie, a jak nie to i tak sobie ulżę.

        Może niepotrzebnie mi się wydawało, że to taki wielki gest z mojej strony...Bo
        miałam nadzieję, ze zareaguje z entuzjazmem lub ze sprzeciwem, a tak cholerna
        formalna neutralność. Dopiero przed wigilią, kiedy się wybierał do córki,
        powtórzyłam wątek - pozdrów ja ode mnie (choć wiedziałam, ze to mało
        prawdopodobne), no i zaproś na to lodowisko. Bo Święta są takim czasem na
        łagodzenie konfliktów lub ewentualnych konfliktów - takim buforem bezpieczeństwa
        dla mnie.

        A on, że zobaczy...Na to mnie wcięło, a że musiał już iść to zamknęłam za nim
        drzwi z subtelnym hukiem , wrrr.

        No i napisałam smsa, że jak nie chcę nas ze sobą poznawać to niech mi to powie
        wprost, bo kurde, konkretna baba ze mnie jest!Nieznoszę niepewności i zawieszeń!
        A on, po jakimś czasie, że spokojnie, wszystko w swoim czasie, ze uważa to za
        dobry pomysł itp. Smsowo oczywiście, nie wprost.

        Od tamtego czasu minął ponad tydzień i nic. Tylko, ze do babci wyjeżdza z nią.
        Ja narzucać się nie będę, poczekam (a spotkanie jest możliwe tylko do 11
        stycznia, bo potem dziecko wyjeżdza na pół roku)

        Jak to jest - boi się, czy co? Bo dla mnie to znak,ze jeśli o mnie myśli
        poważnie to powinien nas poznać i sam też inicjować tą kwestię. Jeśli wogóle
        potrafi myśleć poważnie o kobiecie i odpowiedzialnie, bo jest tatusiem tylko od
        prezentów a wymięka przy poważnym sprawach, tak mi się zdaje.

        No bo czy jest w tej materii wogóle jakaś prawidłowość? Czy dla Waszych facetów
        poznanie Was z ich dziecmi było Ważne - czy sygnalizowali to? Czy wspierali w
        budowaniu tych kontaktów? Bo tak powinno być...bo to są w końcu ich dzieci,
        które mogą być słodkim cięzarem, ale też i bardzo uciązliwym dla związku niestety.
        • kobieta741 Re: No i zrobiłam to! 03.01.07, 22:20
          Cóż - w moim związku było bardzo ważne dla nas obojga poznie nawzajem swoich
          dzieci, a potem naszych dzieci ze sobą...
          Dla mojego faceta było to równie ważne.
          Najpierw moj NM poznał moje dziecko, potem ja poznałam jego dzieci.

          Duzo wczesniej rozmawialismy na ten temat, sporo o nich wiedziałam, widziałam
          zdjęcia itd...
          Potem moj NM powiedział swoim dzieciom o mnie, że się poznaliśmy, jak mam na
          imnię itp. Daliśmy dzieciom czas na oswojenie się z tą myślą i potem
          zorganizowaliśmy spotaknie.
          W sumie całe to "poznawanie się" było troche rozciągnięte w czasie, ale nie
          chcieliśmy niczego przyspieszac. Wiec i Tobie doradzam po prostu cierpliwośc.
          Fakt ze moj NM bardzo zabiegał o te wspólne kontakty, mocno postarał się o
          stworzenie dobrych relacji między nami itp.
Pełna wersja