Jego okropna corka

05.01.07, 16:11
Zakladam kolejny watek.
Ponarzekam na dzieci, chociaz wiem jak to jest niemile widziane,bo zaraz
znajdzie sie setka obroncow.Ale naprawde istnieja straszne dzieci,z ktorymi
trudno wytrzymac i do takich nalezy corka mojego Chlopa.A ze to juz 7
straszny dzien ,ktory z nia spedzam to jestem klebkiem nerwow.
I wiem jedno- moje dziecko nigdy nie bedzie takie.
Mala ma 6 lat.Nie umie sama jesc nozem i widelcem,ba ona nie umie nawet samym
widelcem.
Nie umie nalac wody do szklanki.
Nie umie odkrecic kranu,chociaz jest zwykly podnoszony.
O wszystko pyta po 50 raz chociaz zna odpowiedz doskonale.
W nocy krzyczy,wyje(nie w sensie,ze placze tylko tak wyje jak zwierze,spiewa
albo powtarza jakies slowo,az moj M na nia krzyknie)
Zreszta z tym wyciem,to ma tez w dzien,przed sekunda wyla,jeczala,a jak
spytalam co sie stalo to ze kredka jej wpadla pod kanape.
Nie ubierze sie sama.
Chce wszystko co widzi u innych,ma pretensje,ze my pijemy cole,albo zujemy
gume,a jej tata nie pozwala.
Podejrzewam,ze to wina jej matki,bo moj chlop nie daje sobie wchodzic na
glowe i gdyby nawet wychowywala sie tylko z nim to by byla inna.
Widze to tez po tym jak Eks wychowuje Malego.Na kazdy jego placz ,bierze go
do siebie do lozka.I dziecko nauczylo sie teraz szantazowac.
Ciesze sie,ze sobie jedzie dzis wieczorem.
    • lilith76 Re: Jego okropna corka 05.01.07, 16:31
      > W nocy krzyczy,wyje(nie w sensie,ze placze tylko tak wyje jak zwierze,spiewa
      > albo powtarza jakies slowo,az moj M na nia krzyknie)
      > Zreszta z tym wyciem,to ma tez w dzien,przed sekunda wyla,jeczala,a jak
      > spytalam co sie stalo to ze kredka jej wpadla pod kanape.

      Moja przyjaciółka miała takie dziecko. Wyła i jęczała bez powodu, czasem 2-3 godziny, Weltschmerzen miała. Przeszło z wiekiem.

      Też mi się wydaje, że będę matką-treserką, której dziecko będzie dobrze ułożone, karne, z umiejętnościami życiowymi i nie będę się roztkliwiać, ani mięknąć. Aż jedna z dziewczyn na forum z internetowo pokiwała z politowaniem głową.

      Chyba wobec cudzych dzieci mamy mocno ogranicznony próg cierpliwości, podwyższoną poprzeczkę oczekiwań i same nie zauważamy jak własne wchodzą nam na głowę.


      Nie ma dzieci idealnych. Ty teraz narzekasz na jedno dziecko, kiedyś ktoś (znajoma, rodzina) będzie narzekał na twoje - jak to możliwe, że ono jeszcze, czy już coś robi.

      Z dziećmi jak z ludźmi - łapie się chemię, albo nie. Córkę mojego M tłumaczę w duchu ze wszystkiego, drobiazgi u jego syna potrafią zirytować. Tak bywa.

      smile
      • zonka77 Re: Jego okropna corka 05.01.07, 17:56
        Lilith córka mojego M zachowywała się bardzo podobie jak pasierbica lykaeny.
        bywałam nią przerażona, była okropnie rozpieszczona, nienauczona NICZEGO.
        To się zmieniło na szczęście głównie dlatego że mój M prtzejrzał na oczy po
        jakimś czasie ala ja wtedy podjęłam postanowienie o innym wychowaniu mojego
        dziecka. Co najdziwniejsze również M zupełnie inaczej wychowuje drugą córkę niż
        pierwszą i wiem że żałuje tych błędów popełnionych przy młodej ale nie wszystko
        da się łątwo naprawić.

        Powiem tak: nie ma dzieci idealnych. Ale jednak wychowanie ma ogromne znaczenie.
        Każde dziecko miewa gorsze dni. Ale kompletny brak samodzielności, złośliwość,
        wycie, nieposłuszeństwo notoryczne - to JEST kwestia wychowania. Znam dużo
        dzieci i dużo mam - mnóstwo moich znajomych ma dzieciaki i WIDZĘ, bardzo
        wyraźnie widzę jak zachowują się rodzice tych "ciężkich" dzieci.
        Wiedzę jak mówią "nie" po to żeby powtórzyć pięć racy i odpuścić, widzę jak
        pozwalają na coś po to żeby za 5 minut wydrzeć się że nie wolno a jeszcze pięć
        minut później dać sobie spokój i pozwolić "żeby nie wyło"
        Widzę jak te dzieci odnoszą się do rodziców i mam ochotę zatkać uszy swojej
        córce. Na szczęście jest na tyle duża że wie co dobre a co złe.
        Nie znam ani jednego dziecka które zachowuje się bardzo źle a którego rodzice są
        wychowawczo ok. To widać - wystarczy pobyć dwie trzy godziny i posłuchać kilku
        rozmów z dzieckiem, zobaczyć kilka sytuacji. Te dzieci rządzą rodzicami. Rodzice
        są bezradni. Albo nie widzą tego jakie są dzieci. Tłumaczą zachowanie wiekiem,
        nerwowością i nie wiadomo czym - "bo dzieci teraz takie są"

        Guzik nie są. Dzieci są takie jak je wychowujemy - i nie chodzi mi o sporadyczne
        zachowania - każdy człowiek miewa zły dzień, ja też.

        Lykaena pocieszę Cię że młodej bardzo dużo pomogło jak mój M przejrzał na oczy i
        zaczął ją wychowywać. Spędzała wtedy duużo czasu z nami.
        Jeszcze lepiej było kiedy Ex zmieniła nastawienie i kiedy młodą się bardziej
        zajęła (bo tak do 7 r.ż to wychowywała młodą głównie babcia którą młoda
        pomiatała jak ścierką)
        To oczywiście nie wina exi tylko - na równi mojego M. Byli zbyt zajęci pracą,
        kłótniami i robieniem sobie na złość i każde z osobna sobą samym żeby mieć czas
        na dziecko.
        Teraz M jest zupełnie innym tatą. I starszą córę wychowuje ale i naszą córkę
        zupełnie inaczej wychowuje niż młodą kiedyś - czasem bywa aż za ostry i muszę z
        nim rozmawiać, wiem że się boi żeby nie popełniać tych samych błędów.
        Ja też się boję bo pamiętam młodą i pamiętam że obiecywałam sobie że nigdy nie
        pozwolę mojemu dziecku tak się zachowywać.
      • phidyle Re: Jego okropna corka 05.01.07, 17:56
        Pocieszajace jest to, ze to nie Twoj facet ponosi odpowiedzialnosc za zle
        wychowanie corki, skoro, jak piszesz, to eksia ja psuje. Moj pasierb ma
        jedenascie lat i takze nie umie sie sam ubrac ani nalac wody do szklanki.Budzi
        nas co druga noc i trzeba do niego wstawac jak do niemowlaka. Tyle, ze wina lezy
        w glownej mierze po stronie taty, ktory jest dla syna pokojowym, kelnerem, i
        wszystko za niego robi. W tej wlasnie chwili czysci chomicze kupy z klatki w
        ktorej mieszkaja gryzonie nalezace do jego syna, syn zas lezy na kanapie i
        oglada film.
        Ja nie moge z pewnoscia powiedziec, ze moja corka nie bedzie zle sie zachowywac,
        bo nie mam wplywu na jej charakter. Moge tylko powiedziec, ze na pewno bede
        starala sie ja wychowac na samodzielna mala osobe. W czasie studiow opiekowalam
        sie popoludniami w sumie pieciorgiem dzieci.Jeden z moich podopiecznych,
        trzylatek, gdy zaczynalam prace nosil pieluche. Po pol roku, sam umial sie
        ubrac, umyc, zjesc przy stole widelcem i napic sie z kubka, wieczorem sprzatal
        swoje zabawki do skrzyni. On po prostu potrzebowal kogos, kto by go tego
        nauczyl, matka dawala mu do tej pory mleko w butelce i traktowala jak niemowle.
        Spotkalam tez chlopca z ktorym nie dalam rady, nie zdolalam go niczego nauczyc,
        byl wrednym dzieckiem i nie bylo w tym winy jego rodzicow. Zostawilam te prace
        po dwoch miesiacach, bo nie bylam w stanie zniesc tego dziecka. Mysle, ze
        wychowanie to nie wszystko, sa rowniez pewne cechy wrodzone, ktorych zmienic nie
        sposob.
        • kubowa Re: Jego okropna corka 05.01.07, 19:32
          ja chwilami mam dość swoich dzieci, co dopiero, gdyby moje nie byłysmile ostatnio
          rozmawiałam o tym z mężem, bo on jest dla Młodego ojczymem, jak on to widzi? jak
          to jest mieć nie swoje dziecko w domu. I mój mąż, który jest uosobieniem dobra
          na tym świecie (a cosmile ma serce na dłoni itp itd też powiedział, że on czuje
          różnicę w jego podejściu do Młodego (którym się cudnie zajmuje itd itp) a do
          naszej wspólnej Małej. ma do niej więcej cierpliwości.
          córka twojego M, jest mało samodzielna, bo może mama próbuje jej wszystkie bóle
          związane z rozejściem rodziców jakoś zrekompensować, że to jest ze szkodą dla
          dziecka to się wkrótce sama przekona. a po drugie dziecko po rozzwodzie
          rodziców, nawet strasze, ma skołowaną psychikę i trudniej mu się zaklimatyzować
          na nowym terenie. a po trzecie: dzieci zachowują się różnie na różnych terenach.
          wszystkie matki wiedzą, że domowe aniołki to przedszkolne łobuziaki itd. no i po
          ostatnie: dzieciaki wykorzystują sytuacje: popłaczę to tatuś/macocha zrobią
          wszystko, żebym się nie skarżył w domu itd.
          rozumiem, że cię to wnerwia, bo jak napisałam na początku, dzieci już tak mają,
          że czasami wnerwiają.
          acha, i błagam nie zarzekajcie się 'moje dziecko nigdy takie nie będzie' bo się
          rozczarujeciesmile ja też pokładałam nadzieję, że Mała będzie słodka jak Młody, i
          owszem, jest, ale poziom grzeczności to jej znacznie spadł względem brata...wink
          pozdrawiam ciepło i życzę wprawdzenia w domu wspólnie zasad, których wszyscy
          domownicy, również pasierbica, będą przestrzegać i już. no i dużo siły! bo
          zajmowanie się dziećmi to nie je bajkauncertain
          • lykaena Re: Jego okropna corka 05.01.07, 19:56
            Oczywiscie,ze moje dziecko takie nie bedzie ,bo ja bede je wychowywac,a nie
            puszczaz ze zlobka do przedszkola i codziennie do wieczora do ok 19 u
            opiekunki.A watpie,zeby opiekunka uczyla ja sprzatac ,czy tez podcierac sie.
            Rozumiem,ze zadne dziecko nie rodzi sie z umiejetnoscia sprzatania po sobie
            zabawek,ale trzeba je tego uczyc.
            • kubowa Re: Jego okropna corka 05.01.07, 21:11
              lykaena napisała:

              > Oczywiscie,ze moje dziecko takie nie bedzie ,bo ja bede je wychowywac,a nie
              > puszczaz ze zlobka do przedszkola i codziennie do wieczora do ok 19 u
              > opiekunki.A watpie,zeby opiekunka uczyla ja sprzatac ,czy tez podcierac sie.
              > Rozumiem,ze zadne dziecko nie rodzi sie z umiejetnoscia sprzatania po sobie
              > zabawek,ale trzeba je tego uczyc.

              to ja będę się od ciebie uczyćsmile
            • madalenka25 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 16:13
              > Oczywiscie,ze moje dziecko takie nie bedzie ,bo ja bede je wychowywac,a nie
              > puszczaz ze zlobka do przedszkola i codziennie do wieczora do ok 19 u
              > opiekunki.A watpie,zeby opiekunka uczyla ja sprzatac ,czy tez podcierac sie.
              > Rozumiem,ze zadne dziecko nie rodzi sie z umiejetnoscia sprzatania po sobie
              > zabawek,ale trzeba je tego uczyc.

              gratuluje optymizmu smile
              - powiem jedno jak bedziesz miała dziecko to moze wtedy zacznij krytykowac
              wychowanie innych - twoich pasierbów powinien wychowywac równiez ojciec ale nie
              ma czasu jak widac i woli zwalic to na głowe wg mnie kolejnemu duzemu dziecku
              które łatwo przekupic prezencikami

              jestem matka 10 cio latki i wydaje mi się ze jestem matką konsekwentną i
              stawiająca jasne granice swojemu dziecku - sa ludzie w naszym otoczeniu którzy
              uwazaja ze moja córka jest super wychowana, samodzielna i bardzo dobrze ułozona
              ale jej macocha uwaza ze jest wredna, krąbrna i ma muchy w nosie - no coz taki
              lajf smile
    • m-m-m Re: Jego okropna corka 05.01.07, 17:43
      Ciesz się, że ona ma dopiero 6 lat. Jak będzie miała tak 13-15 lat to dopiero
      będą jazdy.
      Jak czytam Twoje posty i ten Twój wątek i poprzedni to coraz bardziej skłaniam
      się ku temu by uważać, że stanowczo za tanio pracujesz jako opiekunka.
    • lykaena Re: Jego okropna corka 05.01.07, 19:21
      Jeszcze dodam,ze bawic sie sama tez nie umie.Co 15 minut mniepyta co ma teraz
      robic,tak jakby to ode mnie zalezalo.
      Ja mam to w dupie.Zabawek ,plyt z bajkami i innego badziewia tu tyle,ze mozna
      by z dziesiecioro dzieci obdzielic i z pewnoscia wiedzialyby jak sie tym bawic.
      A ona ciagle: baw sie ze mna.
      Z tym,ze to bawienie polegac ma na tym,ze ona maluje,wykleja,albo cos tam
      robi,a ja mam patrzec.
      Mowie jej ,ze pracuje i ona robi swoje,a wtedy calkiem niezle sie bawi jak jej
      minie obraza.
      Mysle,ze zmienilaby sie gdyby spedzala wiecej czasu z ojcem,ale to niemozliwe.
      Teraz na szczescie sobie pojechala.Zostalam sama z Malym,ale tylko na poltorej
      godziny,a poza tym to mile dziecko.Pokazuje mu jak sie czyms bawic ,aon sam sie
      bawi z godzine tylko trzeba mu co chwile bic brawo albo potakiwac,ze ladnie sie
      bawi.
      Na szczescie jak ona bedzie miala z 12 lat to juz nie bedzie moja sprawa,bo
      bedzie duza i nie bedzie trzeba z nia zostawac.
      Boze jak ja odetchnelam teraz .Mam cisze,spokoj i wreszcie tu porzadek troszku.
      • kingkong22 Re: Jego okropna corka 05.01.07, 20:16
        Muszę zauważyć, że jesteś bardzo zmienną kobietą. Raz dla Ciebie to ukochane
        "bąble", a teraz ... Nie Twoje dzieci, zostałaś w tej sytuacji pozbawiona
        wyboru, ale żeby zaraz tytuł "okropna córka". Może córa chce zwrócić na siebie
        swoją uwagę? Poza tym w żłobku i przedszkolu dzieci naprawdę uczą się
        samodzielności.A teraz, kiedy mała ma młodszego brata- widzi, że trzeba mu
        poświęcać więcej uwagi i...też by tak chciałasmileSpójrz na to w ten sposób.
        I nie łudź się, że Twoje dzieci będą innesmile)Wszyscy jesteśmy tylko ofiarami ofiar.
        Pozdrawiam
      • natasza39 A propos teorii i praktyki... 05.01.07, 23:48
        Nie pisze wprost, ale chciałam Ci cos powiedzieć a propos teorii na temat
        wychowania dzieci, która weryfikuje zycie.
        Mam kolezankę w pracy, która po kilku poronieniach wreszcie została mamusią w
        wieku lat 33.
        Dopóki nie była mumusią była pierwszą teoretyczka wypowiadajaca się na temat
        chowu.
        A to wymawiała innej kumpeli, ze jej córka za wczesnie sie maluje, deklarujac,
        ze ona nigdy nie zgodziłaby sie na to, bo z takiej małej, która błyszczykuje
        usta w wieku 7 lat napewno dziwka wyrośnie.
        Innym razem wypominała innej dziewczynie, ze jej syn jest stanowczo za gruby i
        widocznie ta kumpela napycha młodego słodkosciami.
        Itd, etc.
        Denerwowało to nas okrutnie, ale kwitowałysmy to zdaniem "bedziesz miała swoje
        to pokarzesz nam jak i co"
        Jak urodził sie jej syn kobitka zaczeła wprowadzac w czyn swoje złote mysli
        wychowawcze i ............ teraz Młody ma lat 7 i jest najbardziej
        rozpieszczonym gnojem jakiego znam. W dodatku grubym jak dynia, poniewaz matka
        i ojciec na zmiane poddaja mu pod twarz tony słodyczy.
        Kiedy w wieku lat 40 zaszła drugi raz w ciażę (ponoc wpadka) młody robił jej
        karczemne awantury, ze tego z nim nie uzgadniali i on natentychmiast udusi
        to "cos" co sie urodzi.

        Inny "teoretyk" z mojego otoczenia jest niedzielnym tatusiem (tutaj wyjasnienie
        po prostu pracuje w innym miescie niż mieszka zona z synem). Też został ojcem w
        wieku lat 30-tu paru po kilka nieudanych próbach.
        Tez miał wiele do powiedzenia na temat wychowania dzieci.
        Teraz ma syna lat 4 i pół, który, jak to okresli romantycznie mój chłop nie
        jest dzieckiem tylko "skur....im terrorystą".

        Reasumujac teoria i praktyka, szczególnie jesli chodzi o własne dzieci jest
        daleka od zbieżnoścismile


        Z powazaniem natasza-matka 18-letniego dzis syna, który kiedys tez nie potrafił
        sam się bawic 5-ciu minut a jutro idzie na studniówkę i nie chce na nia zabrac
        matki, choc kiedys sam nawet nie za bardzo chciał sie wysikaćsmile
      • antonio50 Bardzo zal mi tej małej! 05.01.07, 23:53
        Wcześnie została pozbawiona szczęśliwego dzieciństwa, z rodzicami, dla których
        jest całym światem, którzy okazują jej zainteresowanie(tak!!!!). Przecież to
        jest mała dziewczynka, która potrzebuje dużo miłości, poczucia, że jest dla
        kogoś ważna, że już nie powiem najważniejsza na świecie, jak być powinno. A co ma?
        Przekazywana jak paczka od matki do ojca, który wysługuje się niechętną dzieciom
        macochą, dziewczynka po prostu czuje że przeszkadza, że jest niepotrzebna. Jej
        zachowanie jest wołaniem o miłość, o zainteresowanie, rozmowę z nią, uwagę!!!
        Czy myślisz Lykaeno, że zastapią to wszystko zabawki, choćby najbardziej wyszukane?
        • natasza39 Re: Bardzo zal mi tej małej! 06.01.07, 00:26
          antonio50 napisał:
          > Wcześnie została pozbawiona szczęśliwego dzieciństwa, z rodzicami, dla których
          > jest całym światem, którzy okazują jej zainteresowanie(tak!!!!).

          Bzdura i jeszcze raz bzdura!
          Dzieci obojetnie czy maja pełna rodzinę, czy nie zawsze potrafia wykorzystac
          sytuacje i wejsć na łeb dorosłym jesli tylko oni na to im pozwola.
          W opisanych powyzej przeze mnie przypadkach dzieci maja tzw "pełne rodziny",
          ale i tak sa rozpieszczonymi bestiami, bo nie ma konsekwencji wychowawczej
          pomiędzy matką i ojcem.
          I tu jest pies pogrzebany. Jesli matka i ojciec nie maja wspólnej koncepcji na
          temat wychowania, to tak sie dzieje.
          Rozpieszczonego dzieciaka mozna wyczować spokojnie w rodzinie gdzie matka i
          ojciec niezmiernie sie kochaja, ale a przyczyn czasem obiektywnym nie ma tej
          spójności działania.
          Tłumaczenie w ten sposób dzieci z rodzin rozbitych tłumaczy tylko ich
          ewentualne naganne zachowania w przyszłości i napycha kieszenie domorosłych
          psychologów.
    • olga721 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 00:18
      Ja mam syna w wieku prawie 6 lat. W tym wieku dzieci na pewno nie jedzą nożem i
      widelcem. Niektóre dzieci (np. mój syn) najchętniej jedzą jak się je karmi.
      Pomagam jemu myć zęby i się ubierać. Podcieram pupę. Niestety nie wszystkie 6-
      latki są samodzielne. Wiem, bo obracam się w gronie mam z dziećmi w tym wieku.
      Bawić sam też się nie chce. Zresztą, dlaczego ma bawić się sam. Wracam do domu
      po 16.00 i do 20.00, to tylko 4 godziny, żeby być z własnym dzieckiem. Mogę a
      nawet powinnam poświęcić jemu czas. Mam go tylko jednego a z resztą to mój
      zasrany obowiązek. Usypiam synka, czytam mu bajki. Chcę aby miał szczęśliwe
      dzieciństwo. Prasowanie i inne rzeczy mogę zrobić jak śpi.
      Męża córkę z poprzedniego małżeństwa poznałam gdy miała 10 lat. Wkurzała mnie
      na każdym kroku. Popełniłam wtedy wiele błędów, bo nie wiedziałam jak bardzo
      dziecko może przeżywać rozstanie rodziców, czy spotykanie się ze mną. Teraz gdy
      mam własne dziecko, przejrzałam na oczy. Nigdy w życiu nie chciałabym aby ktoś
      traktował tak moje dziecko, jak ja traktowałam dziecko mojego męża. Teraz
      staram się to jej wynagrodzić. Trochę za późno. Panna ma 18 lat. Żałuję, że
      kiedyś nie byłam dla niej dobra.
      • natasza39 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 01:26
        olga721 napisała:
        >Nigdy w życiu nie chciałabym aby ktoś
        > traktował tak moje dziecko, jak ja traktowałam dziecko mojego męża.

        Brawo!!!
        I oto mądra kobieta, która zweryfikowała teorie z praktyką.

        Sranie bzdetów o tym co zrobibilibysmy na miejscu kogoś i że napewno byłoby to
        piekne i szlachetne (piszę teraz ogólnie, bo teoretyczne srania oburzonych
        kobit sa na tym forum, w co drugim wątku)maja sie nijak po latach, kiedy same
        stajemy przed faktycznymi problemami.
        • reksia Re: Jego okropna corka 07.01.07, 00:53
          natasza39 napisała:

          > Brawo!!!
          > I oto mądra kobieta, która zweryfikowała teorie z praktyką.
          >
          > Sranie bzdetów o tym co zrobibilibysmy na miejscu kogoś i że napewno byłoby
          to
          > piekne i szlachetne (piszę teraz ogólnie, bo teoretyczne srania oburzonych
          > kobit sa na tym forum, w co drugim wątku)maja sie nijak po latach, kiedy same
          > stajemy przed faktycznymi problemami.


          Bzdura! Nia każdy żyje w emocjonalnym chlewie, który jest wg Ciebie tożsamy z
          racjonalnym podejściem do życia
          • natasza39 Re: Jego okropna corka 07.01.07, 01:05
            reksia napisała:

            >Nia każdy żyje w emocjonalnym chlewie

            W psiej budzie tez nie kazdy?
            A tak wogóle to co chciałas powiedziedzieć, bo jakos ten "chlew" nie trafia w
            mój ryj!
      • chalsia Re: Jego okropna corka 06.01.07, 02:23

        > Ja mam syna w wieku prawie 6 lat. W tym wieku dzieci na pewno nie jedzą nożem
        >i widelcem.

        Jednak NIEKTÓRE jedzą.

        Chalsia
        • e_r_i_n Re: Jego okropna corka 06.01.07, 10:01
          chalsia napisała:

          > Jednak NIEKTÓRE jedzą.
          >
          > Chalsia

          Potwierdzam. Jedza od jakiegos czasu nawet niektore pieciolatki.
          • atenais Re: Jego okropna corka 06.01.07, 12:14
            moje siostrzenice jedza widelcem... jedna ma niecale 3 latka, mlodsza w
            kwietniu skonczu dopiero 2 - a dusi sobie ziemniaczki i wsuwa az milo smile - za
            nic nie dadza sie karmic
            • olga721 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 13:02
              No pewnie, że widelcem tak! Ale o ten nóż, to bym się obawiała.
              • e_r_i_n Re: Jego okropna corka 06.01.07, 13:57
                Moim zdaniem akurat widelec jest niebezpieczniejszy od noża stołowego wink
                No i jak się przy dziecku siedzi, gdy ono je i kontroluje, co sie dzieje, to
                nie ma sie czego obawiac.
              • phidyle Re: Jego okropna corka 06.01.07, 13:59
                Moja przyrodnia siostra ma szesc lat. Umie jesc nozem i widelcem, smaruje sobie
                kanapke maslem i kroi ser. Rano sama sie ubiera i myje, tylko trzeba jej
                poprzedniego wieczoru przygotowac ubrania oraz zaplesc warkocz.Sama sie kapie,
                odrabia sama lekcje (juz poszla do szkoly). Jest uprzejma, mowi zawsze "prosze"
                i "dziekuje", kiedy ktos nie ma dla niej czasu potrafi sobie rysowac, czy
                urzadzac lalkom domek.
                Swojego tatusia widuje raz na miesiac. Wieczorami dzwoni do niego i pyta "kiedy
                przyjedziesz?" a on na to, "moze za dwa tygodnie, bo teraz jade na narty"
                Wychowuje ja ojczym, ktory stara sie jak moze.Mala kiedys powiedziala do niego
                "Ty nie jestes moim tata ale sie mna opiekujesz, wiec bede Cie sluchac"
                Gdyby wszyscy probowali wynagradzac jej, ze ma trudne dziecinstwo, moglaby
                bezkarnie zostac potworem.
                • mrs_ka Re: Jego okropna corka 06.01.07, 14:06
                  naprawde, temat tego, co nasze dzieci umieją jest oczywiście fascynujący, ale
                  mam wrażenie, że zdanie, ktore padło w tej dyskusji "nigdy w życiu nie
                  chciałabym aby ktoś tak traktował moje dziecko, jak ja traktowałam pasierbicę"
                  zasługuje na głębszą dyskusję niż przerzucanie się info o tym, czyja
                  siostrzenica je nożem, a czyja nie.
                  Nie pierwszy raz widzę, jak sprawy naprawdę istotne, mądre, trafne tudzież
                  refleksje z dużym potencjałem giną pod natłokiem bzdetów. Przykładem ostatni
                  wątek Khaldum, z którego mogło urodzić się coś przydatnego dla autorki, ale
                  sedno zostało rozmyte na pierdylion przepychanek i powarkiwań.

                  a.
                  • atenais Re: Jego okropna corka 06.01.07, 14:35
                    Dzieje sie tak dlatego, ze kazdy ma swoja racje.
                    Niech kazda z Was sprobuje sobie przypomniec wlasne dziscinstwo... czy rodzice
                    nie byli Wasza wylaczna "wlasnoscia"?
                    Dla dziecka to jest uklad naturalny: ja i moja mama i moj tata.
                    Dla nas teraz ukladem naturalnym jest "ja i MOJ facet".
                    Dwa punkty widzenia, ktore pozostaja w konflikcie.
                    My jestesmy dorosle, a ilez mamy z tym problemow... jak trudno nam sobie
                    poradzic...
                    Dziecko radzi sobie inaczej, intuicjnie, cierpi wiec walczy - kazde na swoj
                    sposob. A my czasami oceniamy te reakcje dziecka jakby to byly przemyslane,
                    skierowane przeciwko nam zachowania doroslej osoby... Sama tez sie czasami
                    lapie na takiej interpretacji.

                • atenais Re: Jego okropna corka 06.01.07, 14:20
                  A Mlody mojego NM ma 14 lat i ciagle wola, aby mu poslodzic herbate, zrobic
                  kanapke, poslac lozko. Rano staje przed garderoba i sie drze, ze chce
                  skarpetki sad Nie robil sobie nigdy sam kanapek - dopiero od pewnego czasu ja
                  wprowadzilam ten zwyczaj... Jest roszczeniowy, nie zajmuje sie sam soba -
                  trzeba patrzec jak gra w gry, nie odrabia sam lekcji... smile
                  Ale... eksia nie je nigdy z nim, niczego nie robia razem - zanosi mu wszystko
                  pod nos przed komputer, a sama zasiada przed tv (jej glowne po pracy zajecie).
                  Mlody mnie na szczescie slucha, uczy sie jesc jak czlowiek, robic sobie
                  kanapki, ostatnio wycieral naczynia, kroil mozzarelle... Jemy zawsze kolacje
                  przy swiecach i chyba to mu sie spodobalo, bo juz nie ucieka przed kompa,
                  sam "odpala kandelabr".
                  To nie byla jego wina, ze taki byl - to efekt wieloletnich zaniedban, brak
                  konsekwencji w wychowaniu i paniczne proby zwrocenia na siebie uwagi.
                  Podswiadomie wiedzial, ze jak nie bedzie sie uczyl to NM bedzie u niego
                  codziennie i beda razem odrabiac lekcje.
                  Dzieci tak robia... jesli na kazdym etapie ich zycia nie raeguje sie na rozne
                  rzeczy to potem jest problem.
                  Moja sistrzennica - ta 3-latka miala zwyczaj WYC kiedy czegos nie dostala lub
                  cos sie jej nie podobalo. Moja siostra od kilku miesiecy pracuje nad wyciem i
                  jest coraz lepiej. U pasierbicy lykaeny ktos ten etap przegapil - i teraz jest
                  problem.
                  Nalezy dziecku uzmyslowic, ze to co robi jest niedopuszczalne, naklonic malymi
                  kroczkami do zmiany zachowania, dac do zrozumienia, ze to czego chce moze
                  uzyskac w inny sposob niz wycie. Pytanie kto ma to zrobic...

                  Ja Mlodego w jakis sposob wychowuje - mam to szczescie, ze mnie lubi i mam u
                  niego wysokie notowania - w pewnym sensie jestem czasami autorytetem w
                  niektorych sprawach. Wiec nie musze sie szczegolnie wysilac - mowie co mysle na
                  jakis temat i widze, ze z casem to sie zmienia. Bardzo sie zmienil przez te 3
                  lata, kiedy z nimi jestem. Ale nie czuje sie odpowiedzialna za to jakim on
                  jest/bedzie czlowiekiem, milo mi jednak, kiedy widze, ze dzieki mnie bedzie
                  troche lepszy.
          • reksia Re: Jego okropna corka 07.01.07, 00:57
            potwierdzam również smile

            dziś byłam na imprezie gdzie uroczysty obiad jadła w ten sposób dwójka dzieci
            ( 4-ro i 6-cio latek i świetnie dawały sobie radę )
    • cleopa Re: Jego okropna corka 06.01.07, 15:33
      Zawsze powtarzam ze dzieci wychowuje sie nie dla siebie ale dla innych ludzi i
      abo to dziecko bylo lubiane i akceptowane przez ludzi..
      Powiem szczerze ze troche nie lubie czytac jak to exsie nie wychowaly
      dzieciaków i jak to one nic nie umieja porzadnie zrobic przy sobie i wokół
      siebie..moim zdniem surowiej ocenia sie obce dziecko a swoje postrzega sie
      inaczej,bardziej poblazliwie i wszelkie podtkniecia czy nie umiejętnosci
      odbiera sie z milościa i usmiechem a nie z zniecierpliwieniem..
      Co nie oznacza że nie wiem o czym piszecie,mój Aniol ma 2 dzieci,ja córke ..
      • atenais Re: Jego okropna corka 06.01.07, 16:37
        ale niektore tak wychowaly smile
        "nasza" zrobila karczemna awanture siostrze mojego NM, ktora Mlodemu w wieku
        lat 4-ech smiala zwrocic uwage, ze nie wolno bluzgac na babcie.
        "nikt jej nie bedzie dziecka ustawial, jest maly i nic nie rozumie"
        a teraz dzwoni z pretensjami do NM, ze Mlody jej pyskuje i NM ma cos z tym
        zrobic...........
    • olga721 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 19:30
      Dziewczyny, wiem, że moje dziecko jest mało samodzielne, ale to nie jest
      tematem tego wątku. Lykaena napisała o córce swojego mężczyzny. Chciałam tylko
      napisać, że ja też kiedyś nie lubiłam córki swojego męża i byłam dla niej
      czasami niemiła. Teraz tego żałuję. Zrozumiałam to dopiero, gdy urodziłam
      własne dziecko.
      • natasza39 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 19:33
        olga721 napisała:

        > Dziewczyny, wiem, że moje dziecko jest mało samodzielne, ale to nie jest
        > tematem tego wątku. Lykaena napisała o córce swojego mężczyzny. Chciałam
        tylko
        > napisać, że ja też kiedyś nie lubiłam córki swojego męża i byłam dla niej
        > czasami niemiła. Teraz tego żałuję. Zrozumiałam to dopiero, gdy urodziłam
        > własne dziecko.

        Chyba tylko merska i ja zauwazyłysmy o co Ci chodziło.
        Smutne...
        I naprawdę nie o to chodziło, moje drogie, aby się licytowac które dziecko w
        jakim wieku przestawiło się od razu ze smoczka na widelec, noż i takie tam....
        • lykaena Re: Jego okropna corka 06.01.07, 19:54
          Ja doswiadczenia z dziecmi nie mam,ale mowie na wlasnym przykladzie i chociazby
          mojej siostry.
          Bylysmy dobrze wychowane choc ja praktycznie bez taty.
          Majac 6 lat na pewno jadlam nozem i widelcem,jadlam to co inni ,a nie tylko
          makaron i szynke 7 dni w tygodniu.
          Ja nawet nie naskakuje na eksie .Nie obchodzi mnie jak kto wychowuje swoje
          dzieci.Ja tylko napisalam,ze dla mnie to dziecko jest okropne.Ja jej wychowywac
          nie zamierzam.
          Ona na szczescie ma przede mna respekt,bo jestem na tyle obca osoba,ze czasem
          sie chyba wstydzi odstawiac numery.
          Ale na polecenia i tak reaguje najpierw:dlaczego??
          I nie wiem jakie bedzie kiedys moje dziecko,ale wiem jakie mam zasady i ich na
          pewno nie zmienie.
          Bo niby czemuz mialabym miec w domu spasionego ,robiacego po dsiebie gnoja-
          szantazyste??
          Pewne wartosci i zachowania zostaly mi wpojone i nie widze powodu dla ktorego
          dla dziecka mialabym robic wyjatek,bo bedzie moje ,bo swiatmi sie
          przewartosciuje itd.
          I wspolczuje tym matkom i ojcom,ktorzy przez wlasne zaniedbania maja teraz male
          potwory w domu.
          Maly juz widze ,ze szykuje sie taki sam ,bo juz szantazem wymusza
          wszystko .Przed chwila np.chcial koniecznie dostac szklana butelke po piwie.Nie
          chcial nic innego tylko wyl,choc moj chlop stawal na glowie.
          Ja mam jeszcze takiego pecha,ze dzieci mnie lubia,a wszyscy ludzie uwazaja,ze
          mam do nich podejscie i bede wspaniala matka.
          Nie wiem czemu tak jest- moze to moj dyplomatyczny
          charakter,asertywnosc,stanowczosc i mila aparycja w jednym.
          Nie mam pojecia,ale ja wcale tego nie chce.
          Jutro jedziemy do znajomych zobaczyc ich po nowym roku i jedna para z nich ma
          dzieci juz boje sie,ze beda chcialy bawic sie oczywiscie ze mna.
          Ja po prostu nie lubie dzieci.
          Kidys pisalam o nich "kochane bable",ale to bylo zaraz po poronieniu.
          Jak bylam w ciazy to sie cieszylam,naprawde myslalam,ze to dziecko zmieni moje
          podejscie.Ale teraz juz nie wiem.Moze to hormony w ciazy tak zadzialaly tylko,a
          bylabym wyrodna matka??
          Nie doroslam do dziecka,a byc moze nigdy nie dorosne.Trudno.
          • natasza39 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 20:14
            lykaena napisała:
            > Nie doroslam do dziecka,a byc moze nigdy nie dorosne.Trudno.

            Popadasz w skrajnosci.
            Chyba jednak hormony Tobą targaja na razie.
            Ja tez nie przepadam za dziećmi jako dziecmi. Szczególnie działaja mi na nerwy
            (obojetnie czy obce, czy te własne) jak wyciem próbuja cos wymusić.
            Szantaz w formie dźwiękowej, czyli owe "wycie" doprowadza mnie naprawde do
            szewskiej pasji.
            Może dlatego żadne dziecko ze znanych mi w rodzinie, w tym moje własne zawsze
            tylko raz próbowało ze mna tych numerów!
            Tym niemniej na matke chyba sie nadaję, co mój syn, już dorosły, mi ostatnio
            powiedział.
            Może nie jestem typem Matki-Polki, ale to akurat nie wzorzec do nasladowania
            dla mnie. Wbrew mojej naturze.

            Napewno sie na mame nadajesz.
            Wybyj sie tylko idealizmu hipotetycznego wobec wizji przyszłego macierzyństwa i
            nie demonizuj teraz pasierbów, bo mysle, ze w tym trudnym dla Ciebie teraz
            okresie, po prostu widzisz wyraxniej to wszystko na co pewnie nie zwróciłabys w
            innej sytuacji uwagi.
            Pozdrawiamsmile
            • lykaena Re: Jego okropna corka 06.01.07, 20:24
              Dlatego tez poczekam.Ale sa kobiety,ktore nigdy nie chcialy,nie chca i nie maja
              dzieci z wyboru.Mam kilka takich w rodzinie.
              Ja dzieci nie lubilam nigdy,przenigdy.
              • reksia do Lykaeny 07.01.07, 01:49
                a ja się założę, że Ty je nadal kochasz smile i powiem więcej masz prawo i
                powinnaś je kochaćsmilei myślę, że ono by nie chciało byś obwiniała się za jego
                śmierćsmilebo też Cię pewnie KOCHAŁO!

                pozdrawiam cieplutko smile
                • natasza39 Re: do Lykaeny 07.01.07, 01:59
                  reksia napisała:

                  > a ja się założę, że Ty je nadal kochasz smile i powiem więcej masz prawo i
                  > powinnaś je kochaćsmilei myślę, że ono by nie chciało byś obwiniała się za jego
                  > śmierćsmilebo też Cię pewnie KOCHAŁO!

                  Ja pierdzielę, ale tekst!
                  Chyba za dużo amerykańskich filmów sie naogladałaś reksia.
                  I to tych nie z najwyższej półki.
                  • reksia Re: do Lykaeny 07.01.07, 02:04
                    Natasza zrób mi dobrze i nie wpisuj sie pod zadnym moim postem .Daruj sobie ,
                    dla mniej kto jak kto, ale wrzeszczaca Ty, nie jestes żadną partnerką do
                    dialogu.Daru wiec sobie i zakończmy raz na zawsze kontakt ja-ty bo mi szkoda
                    czasu na ciebie.
                    • natasza39 Re: do Lykaeny 07.01.07, 02:12
                      reksia napisała:

                      > Natasza zrób mi dobrze i nie wpisuj sie pod zadnym moim postem .Daruj sobie ,
                      > dla mniej kto jak kto, ale wrzeszczaca Ty, nie jestes żadną partnerką do
                      > dialogu.Daru wiec sobie i zakończmy raz na zawsze kontakt ja-ty bo mi szkoda
                      > czasu na ciebie.


                      Ty masz jednak idealny nik reksia.
                      Najpierw sama podgryzasz, czyli dopisujesz się pod moimi wypowiedziami, a potem
                      jak sie tobie odpisze, to rzniesz głupa, ze ja się na ciebie uwziełam.
                      Jak juz "podgryzasz" to zachowuj sie jak normalny pies, a nie jak wiejski
                      kundel i nie spieprzaj do budy z podkulonym ogonem udajac, ze to nie ty
                      zaczełas.

                      A ponadto reksiu, jak sobie załozysz własne szczekajace, prywatne forum,
                      bedziesz mogła sobie wybierac kto moze sobie tam poszczekać, a kto nie.
                      Jak na razie mam takie samo prawo pisać gdzie mi sie tylko podoba jak ty.
                      Tym niemniej faktycznie odpisywanie tobie jest bez sensu.
                      Ty i tak musisz "wyszczekać" prawdy objawione i nikt cie nie przekona, ze
                      czesto pierdzielisz bez sensu.
                      Multum ludzi ci to juz pisało, ale ty i tak wiesz swoje.

                      A zatem jak dla mnie szczekaj sobie dalej!
                      • reksia Re: do Lykaeny 07.01.07, 02:14
                        do lustra proszęsmile
                      • reksia Re: do Lykaeny 07.01.07, 02:19
                        multum - znaczy - mnóstwo, bardzo, bardzo dużo,


                        używaj wiec słów zgodnie z ich znaczeniem smile

                        bo ja nie mam "multuma" wrogów


                        a to ze na twoje wpisy nikt nie reaguje ...no cóż... ja juz tez nie będę...bo
                        nie warto
                • reksia Re: do Lykaeny 07.01.07, 02:53
                  Lykaeno przepraszam za powyższy wpis

                  > a ja się założę, że Ty je nadal kochasz smile i powiem więcej masz prawo i
                  > powinnaś je kochaćsmilei myślę, że ono by nie chciało byś obwiniała się za jego
                  > śmierćsmilebo też Cię pewnie KOCHAŁO!
                  >
                  > pozdrawiam cieplutko smile


                  Nie powinien był sie tu znaleźć , co własnie uświadomiła mi Mrs-ka . Raz
                  jeszcze bardzo przepraszam.
        • e_r_i_n Re: Jego okropna corka 06.01.07, 21:05
          natasza39 napisała:

          > Chyba tylko merska i ja zauwazyłysmy o co Ci chodziło.
          > Smutne...
          > I naprawdę nie o to chodziło, moje drogie, aby się licytowac które dziecko w
          > jakim wieku przestawiło się od razu ze smoczka na widelec, noż i takie tam....

          Chyba jednak nie. Po prostu naprostowano wypowiedz, że ŻADNE dziecko w jakimś
          tam wieku czegos nie robi, w zwiazku z tym nie nalezy od dziecka w tymze wieku
          tego wymagac.
    • ciemnanocka Re: Jego okropna corka 06.01.07, 21:18
      Przyczepilyscie sie tego noza i widelca i tego nalania wody do szklanki.
      Mi sie wydaje lykaena, ze to nie o to chodzi. Mala Cie wnerwia, a jak ktos
      wnerwia, to nawet denerwuje sposob w jaki oddycha, czy przelyka sline, i tyle.

      Moja pasierbica tez nie je nozem i widelcem i kurde jak widze ile dzieci w
      wieku 6 lat je tym nozem, to bede walczyc i ją naucze hihismile no ale mnie nie
      wnerwia. Przynajmniej nie zawszewink Bo wiadomo ze czasem dzieci ma sie po prostu
      powyzej dziurek w nosiewink ale sie je kocha.

      Co do wychowania. Wydaje mi sie, ze kazdy rodzic jest na co innego "uczulony".
      Ja na przyklad jestem na powitania, pozegnania itp. Mala nie umie tego robic.
      wCALE. ale widze, ze dla mojego chlopa to nie jest wcale wazne. Nie sa wazne
      rytualy. Dla mnie sa. I tez taka madra jestem, ze mowie ze moje dzieci naucze
      pewnych spraw... Rzeczywistosc to zweryfikujewink Ale nie mialabym nic przeciwko,
      by moje dzieci byly takie grzeczne jak Mala.
      • natasza39 Re: Jego okropna corka 06.01.07, 21:47
        ciemnanocka napisała:
        I tez taka madra jestem, ze mowie ze moje dzieci naucze
        > pewnych spraw... Rzeczywistosc to zweryfikujewink Ale nie mialabym nic
        przeciwko,
        >
        > by moje dzieci byly takie grzeczne jak Mala.

        Bo Ty ciemnanocko, dobra kobitka jesteś, wiesz?
        • mrs_ka Re: Jego okropna corka 06.01.07, 22:14
          nie wiem, czy Ciemnanocka o tym wie, ale my na pewno. I, kurczę, czyta się Ją z
          przyjemnością na tym dziwnym forum, na którym posiadanie serca od pewnego czasu
          stało się powodem do obciachu, a przynajmniej sygnałem nieodpępowienia,
          niedojrzałości do wspaniałej emocjonalnej wolności sraty taty bo każdy sobie
          rzepkę skrobie, a dystans jest najbardziej wartościową zdobyczą człowieka XXI wieku.
          Fakt, najtrudniej być człowiekiem, ale to takie demode, prawda?

          Ciemnanocko, chcialabym Ci podziękować, że tu Jesteś i że piszesz.

          a.
          • lykaena Re: Jego okropna corka 06.01.07, 22:26
            A czemu uwaza sie,ze dobry czlowiek to ten,ktory kocha dzieci??
            Ja kocham zwierzeta,a takze szanuje i uwielbiam rozmawiac i przebywac ze
            starszymi ludzmi.
            Dzieci sa dla mnie etapem przejsciowym,ktory calkowivie mnie drazni.
            A uwazam sie za dobrego czlowieka.
            Nigdy bym zadnemu dziecku krzywdy nie zrobila,nawet slownej,ale najchetniej nie
            mialabym z nimi nic wspolnego.
            • mrs_ka Re: Jego okropna corka 06.01.07, 22:38
              NIe, Lykaena, dla mnie dobry człowiek to człowiek, który trzyma swój egoizm w
              ryzach i potrafi kochać kogoś więcej niz siebie. Nie mówię, że jest Ci łatwo,
              ale czy nie sądzisz, że posiadając wiedzę, iż nie lubisz dzieci, bylo oczywiste,
              że będzie Ci nieco trudno połączyć bycie dobrym człowiekiem i bycie dobrą żoną?
              Pewne sprawy są bardzo proste moim zdaniem. To tylko my nie lubimy przyznawać
              się do porażek. A to, co napisałam powyżej jest cały czas w mocy.
              POnadto jak pisał De Mello "kochac to patrzeć w tym samym kierunku". Dlatego
              uważam, że dzieciaty parter to wyjątkowo cięzki kawałek chleba od życia, więc
              podziwiam tych, którzy się na to decydują i umieją tej decyzji podołać.
              Poza tym podzielam pogląd Chalsi wyrazony w innym wątku, że Jesteś jednak
              jeszcze mocno niedojrzała, co nie jest ujmą, ale w tej akurat sytuacji życiowej
              (partner z dwójką dzieci) Twoje dojrzewanie będzie bardziej bolesne, niż byłoby
              przy boku męzczyzny bez zobowiązań.
              Przepraszam, jeśli zabrzmiało to gorzko, ale dokładnie tak uważam.

              a.
              • lykaena Re: Jego okropna corka 06.01.07, 23:10
                Dlatego mrs_ka ja nie jestem zona i nia nie bede.
                A dzieci to pozostalosc po poprzednim zwiazku, widziane przeze mnie kilka razy
                do roku.Ten zwiazek tworze ja i On.I nikt wiecej.
                On ma swoje dzieci,a ja mam swoje koty, farby i gline.
                On ma swoje wywalczone weekendy ,ja mam chwile dla siebie,a i tak zostaja
                jeszcze dwa weekendy w miesiacu dla nas dwojga.
                Rownie czesto widuje jego znajomych,na spotkania chodze,ale przeciez lubic ich
                nie musze,co nie znacza,ze to okazuje.
                Z kolei moj Chlop w PL czuje sie na pewno obco bo ni w wzab nie rozumie,a
                dzielnie trzyma sie ,bo lubi bawic sie ze mna,lubi gdy to sprawia mi
                przyjemnosc,a pewnie tez nie wszystkich znajomych lubi.
              • reksia Do Mrs_ki 07.01.07, 01:13
                a nie sądzisz, że fakt iż Lykaena niedawno straciła własne dziecko i jego
                śmierć ma prawo nadal opłakiwać , ma prawo do poczucia wewnetrznej niechęci do
                wszystkich innych dzieci. Moze to po prostu objaw jej bólu.Zarzucanie jej w
                takim momencie że jest złą żoną, ze w niedojrzały sposób podeszła do związku z
                dzieciatym mężczyzną jest chyba..no wiesz... troszkę...nie ten tego....Lykaena
                nie jest niedojrzała, niedawno zmarło jej dziecko, na pewno nie zdąrzyła go
                jeszcze opłakać, to chyba zmienia sporo . Jak sądzisz?
                • mrs_ka Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 01:20
                  Sadzę, że nie masz o tym pojecia, podnobnie jak i ja nie mam, bo to wie tylko
                  sama zainteresowana. Sądzę również, że jeśli Lykaena pisze, że stan niechęci do
                  dzieci (dzieci wszelakich) jest u Niej stanem chronicznym, a nie wyjątkowym, to
                  mamy wszelkie podstawy Jej wierzyć, jak sądzisz?
                  Sądzę też, że warto byloby używac argumentów merytorycznych oraz sądzę też, że
                  moim prawem jest przypuszczać, co właśnie robię; nie mogę zaś dojśc, na jakim
                  prawie opierasz się Ty _stwierdzając_ co czuje Lykaena i dlaczego tak czuje?
                  Masz wgląd w Jej duszę i przemyślenia?

                  a.
                  • reksia Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 01:33
                    Miłam w rodzinie podobny przypadek. Moja kuzynka po śmierci własnego dziecka
                    równiez odczuwała silną niechęc do dzieci

                    i zdaje sie ze w takich sytuacjach to raczej taki normalny stan

                    Stąd taka moja ocena tej sytuacji.

                    Sądzę ze to co pisze Lykaena moze być jej wyrazem gniewu, tym bardziej że to
                    własnie Exia po utracie przez lykaenę dziecka dzwoniła z gratulacjami . Mogło
                    by sie wiec zdarzyc ze np Lykaena czuje np gniew
                    • mrs_ka Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 01:43
                      Reksiu, wszystko jest możliwe, co nie oznacza, że wszystko staje sie faktem.
                      Głosisz tutaj pewną hipotezę, głosisz ją tonem pewnym siebie i Jesteś uprzejma
                      nas (te rzekomo niedelikatne) obtańcowywać za wspomnianą niedelikatność. Umykają
                      Ci fakty, które świadczą przeciw Twojej hipotezie: autorka pisze wprost, że ona
                      nie jest z gatunku kobiet lubiących dzieci, nigdy ich nie lubila i nie lubi
                      nadal. Wolno jej. I ja dokładnie tę sprawę komentuję. Kwestia dziecka Lykaeny
                      nie została w tym wątku poruszona przez jedyną osobę mającą prawo to uczynić,
                      czyli przez samą autorkę. Nie sądzisz wobec tego, że i Ty nie powinnaś tego robić?
                      Wyznam Ci, że nie ma dla mnie niczego bardziej upokarzającego niż troska osób
                      trzecich o mnie przejawiająca się tym, że wiedzą lepiej ode mnie, co mnie boli,
                      czego mi brak i że, broń Boże!, nie jestem w żaden sposób upośledzona, skądże
                      znowu, ale jednak mówmy ciszej, bo Biedaczka zaniemogła na zdrowiu i należy jej
                      we wszystkim potakiwać.
                      Sądzę, że najzdrowsza jest normalność i normalne traktowanie się nawzajem.

                      a.
                      • reksia Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 01:59
                        Lykaena nie tak dawno pisała o smierci swego dziecka, zajrzyj do watków
                        ponizej .
                        Nie oskarżaj mnie proszę o głoszenie cos tonem pewnym siebie i nie mam
                        najmniejszego zamiaru jak to nazwałaś "obtańcowywać " was za
                        niedelikatnośc .Zwróciłam tylko wydaje mi sie w delikatny sposób uwagę na to ze
                        sytuacja jest chyba troszkę inna niż "nie lubie dzieci bo nie".
                        Lykaena poruszyła sprawe utraty dziecka i dla mnie ten post jest kolejnym na
                        ten temat , moim zdaniem ciąg tych postów wygląda na kontynuację tematu, tym
                        bardziej ze straciła je niedawno.
                        Masz rację najzdrowsza jest normalność i Mrska mówie do Ciebie jak do normalnej
                        kobiety teraz. Zupełnie na spokojnie i z pozytywnymi emocjami w twoim
                        kierunku : Mrska nie chce rywalizować , chciałam zwrócić uwagę na to ze sprawa
                        jest chyba bardziej skomplikowana.
                        • mrs_ka Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 02:14
                          wiem, że pisała; uważam że nie jest naszą sprawą i prawem żenić jedno z drugim,
                          bez wyraźnego sygnału ze strony Lykaeny.
                          Wybacz, ale dla mnie sprawa elementarnego taktu jest tak jasna, że nie będę tego
                          tłumaczyła jaśniej, bo byłoby to trzecie tłumaczenie w tym wątku.
                          Ja rozumiem, Reksiu, że Ty empatyzujesz- głownie z tego powodu niektóre Twoje
                          wypowiedzi mnie drażnią, bo ta empatia niekiedy jest zupełnie chybiona, ale ok,
                          lepiej chyba czuć zbyt wiele niż czuć zbyt mało. NIe czepiam się tego. Czepiam
                          się jedynie tego, że ta Twoja nadmierna empatia czasem kompletnie uniemożliwia
                          rozsądną dyskusję z Tobą: tutaj uczepiłaś się wiadomego faktu i połaczylaś
                          wszystko w jedną całość, nie dając zupełnie sobie wytłumaczyć, że możesz nie
                          mieć racji i im bardziej zaglądasz do środka tym bardziej Ciebie tam nie ma
                          (tłumacząc na ludzki: im bardziej próbujesz być współczująca tym bardziej możesz
                          ranić Lykaenę, która a) moze nie mieć ochoty o tym rozmawiac b) może nie mieć
                          ochoty obudzić się i przeczytać, że dokonano na Niej swoistej wiwisekscji c)
                          może sobie nie życzyć traktowania siebie jako osoby specjalnej troski (np. ja
                          tego nie znoszę i uważam za upupianie), d) może odczuwać to zupełnie inaczej,
                          niż Ty sobie wyobrażasz.
                          Reksia, nie przenoś, prosze, swoich uczuć i refleksji na innych, bo jestesmy
                          różni. Ja np. nie lubię kotow nie z powodu traum z dzieciństwa, a dlatego, bo
                          mnmei drażnią. Tak samo Lykaena może zwyczajnie nie lubić dzieci i nie jest
                          jedyną osobą na świecie, która po prostu tak czuje nie zaznawszy uprzednio
                          molestowania seksualnego, wojny, głodu, chorób śmiertnelnych i wszelkich
                          traumatycznych okropieństw. Nie lubi, bo nie.
                          Ja nie znosze się całowac na powitanie, bo uważam to za knajackie i przysięgam,
                          że nie stoi za tym żadne psychologicznie dramatyczne tło.
                          Zostawmy może sprawę Lykaeny i Jej najbardziej intymnych uczuć w spokoju, ok?

                          Nie ok jest natomiast sytuacja, w której sie znalazła i przynajmniej początkowo
                          ten wątek miał na celu zbadać, dlaczego jest nie ok. Fajnie byloby do tego powrócić.

                          a.
                          • reksia Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 02:45
                            wiele jest racji w tym co powiedziałaś i faktycznie powinnam sie zawstydzić i
                            przepraszam lykaenę ,bo faktycznie jestem niedelikatna,


                            ale tak jak napisałam dla mnie to co pisze Lykaena to w moim odczuciu był jakiś
                            tam ciąg jej mysli .
                            Ja tak odebrałam jej wpis , byc może mylnie.
                            Moze w tej sytuacji faktycznie chodzi o ten "nóż i widelec".
                            jest mi przykro ze drazni cie moja empatia, ja wychodzę czasem z założenia że
                            również nutka empati w takich watkach jest wazna , ale moze faktycznie sie znów
                            mylę.
                            Boli mnie zarzut, że "rzekoma moja nadmierna empatia uniemozliwia rozsadną
                            dyskusję ze mną" bo ja zwróciłam tylko uwagę na drobny szczegół na który Wy nie
                            zwracałyście uwagi, jednoczesnie dość ostro moim zdaniem oskarzając lykaenę np
                            o niezdrowy egoizm.
                            Wyraziłam moim zdaniem na spokojnie moje zdanie, a jest ono takie a nie inne, a
                            znów spotkałam się z atakiem i dość powaznymi zarzutami w moja stronę.
                            Że cię drażnię, że nadmiernie empatyzuję, że niemożliwa jest rozsądna dyskusja
                            ze mną, że czepiłam sie faktu i powiązałam wszystko nie tak jak powinnam,.
                            Wiesz Mrska to jest przykre i męczące.
                            Bo miałam nadzieję że mój wpis równiez mógłby jak to nazwałaś "mieć na celu
                            zbadać , dlaczego jest nie ok" Bo Lykaena moze po prostu zaprzeczyc i pewnie
                            zaprzeczy w jakiś tam sposób i wniesie to dalsze nowe treści.Ale masz rację
                            myliłam się
                            • mrs_ka Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 03:26
                              reksia, wcięło mi przeokrutnie długi post. zaczynał się w każdym razie od tego,
                              że przepraszam Cię za zanadto ostry ton, poleciały mi emocje.
                              Przedtsawiam tylko swój punkt widzenia, nie muszę wcale mieć racji.

                              a
                  • reksia Re: Do Mrs_ki 07.01.07, 01:36
                    Mrs-ka ja tak sobie gdybam ... ale uważam ze ta sytuacja rózni sie od sytuacji
                    gdy ktoś wpisuje watek "nie lubie dzieci" i nie miał wczesniej takich przezyć
                    jak Lykaena.Nie borykał się z żalem po śmierci własnego dziecka.
                    To moim zdanie dwie rózne sytuacje
          • e_r_i_n Re: Jego okropna corka 06.01.07, 22:35
            mrs_ka napisała:

            > I, kurczę, czyta się Ją z przyjemnością na tym dziwnym forum, na którym
            > posiadanie serca od pewnego czasu stało się powodem do obciachu

            Myślę, że trochę krzywdząco uogólniasz... Na tym dziwnym forum raczej stara się
            wytłumaczyć, że bycie wolnym i zdystansowanym chociazby wobec pasierbów nie
            jest powodem do strzelenia sobie w łeb oraz oznaką nieposiadania serca.
            Przykro mi, że nie każdy roztkliwia się nad każdym napotkanym dzieckiem i nie
            ma zamiaru traktować go jak swojego.
          • e_r_i_n PS 06.01.07, 22:36
            Dodatkowo, nigdzie też nie krytykuję się postawy osoby bardzo zwiazanej z
            pasierbami. Raczej nawołuje do nieoceniania takiego, jak Twoje - ze dobry jest
            tylko ten, kto pasierbowi serce na dłoni daje.
            • mrs_ka Re: PS 06.01.07, 22:42
              Erin, jako że czytam Cię "dwuportalowo" to szczerze mówiąc nie chcę wchodzić z
              Tobą w dyskusję na temat egoizmu i tego, co uważam za "bycie dobrym
              człowiekiem". Zdązyłam się zorientować, że mamy zupełnie różne definicje i
              podejścia do pewnych tematów, a nie mam tez potrzeby misji.

              a.
              • e_r_i_n Re: PS 06.01.07, 23:15
                Ale ja z Tobą nie mam zamiaru dyskutować o egoizmie. Stwierdzam tylko, że Twoje
                uogólnienie jest krzywdzące i nieprawdziwe.
                • mrs_ka Re: PS 06.01.07, 23:44
                  Cóż, a ja stwierdzam, że Twoje definicje, na których opierasz sądy o moim
                  uogólnieniu, są niesłuszne i wywodzą się z nowoczesnej filozofii egoizmu, której
                  nie popieram.
                  Tyle odnośnie różnicy między "stwierdzeniem", a "wyrażeniem opinii"

                  a.
                  • e_r_i_n Re: PS 06.01.07, 23:58
                    mrs_ka napisała:

                    > Cóż, a ja stwierdzam, że Twoje definicje, na których opierasz sądy o moim
                    > uogólnieniu, są niesłuszne i wywodzą się z nowoczesnej filozofii egoizmu,
                    > której nie popieram.

                    I sama napisałaś coś, co jest potwierdzeniem moich słów. Skoro Ty nie
                    popierasz, to są niesłuszne. A ja dokładnie o tym pisałam - że uznaje się
                    czyjeś postawy za złe tylko dlatego, że nie są zbieżne z naszymi poglądami.
                    A one są INNE, co nie znaczy ZŁE.
                    • mrs_ka Re: PS 07.01.07, 00:00
                      Nie, nie zrozumiałaś: pokazałam Ci tylko różnicę między wyrażeniem opinii, a
                      "stwierdzeniem". Dla mnie tekst zaczynający się od "stwierdzam, że..." można
                      wygłosić na polu nauk ścisłych względnie po zgromadzeniu różnych danych. Ty ich
                      nie posiadasz, dlatego zaprotestowałam.
                      Znaczy się, Moja Miła, to taka zabawa słowna była.

                      a.
                      • e_r_i_n Re: PS 07.01.07, 00:06
                        Cóż, musze sobie chyba położyć słownik wyrazów bliskoznacznych, zeby nie
                        popełniac bledow, chcac zastapić słowo 'napisałam' innym, coby nie raziło smile
              • atenais Re: PS 06.01.07, 23:21
                ..... ale mnie Mlody czasami tez maxymalnie wkurza, mam go dosc i wolalabym go
                przez miesiac nie ogladac... co nie znaczy, ze go w jakikolwiek sposob krzywdze.
                Mysle, ze Lykaena ma podobnie - jest na granicy wytrzymalosci - co wcale nie
                oznacza, ze daje to odczuc dziecku.
                Fakt, ze Olga przyznala, ze zle traktowala swoja Pasierbice, to wcale nie
                znaczy, ze teraz wszystkie powinnysmy dojsc do podobnych wnioskow i zaczac sie
                bic w piersi.
                • reksia Re: PS 07.01.07, 01:26
                  zaczym drogie panie kompletnie znegujecie Lykaenę i znajdziecie w niej 100-kę
                  ułomności,chciałam przypomnieć, że Lykaena niedawno opłakiwała śmierc własnego
                  dziecka i ma prawo ją rozdrażniać obecność innych dzieci wokół niej.

                  Lykaena ma prawo być teraz w powaznej depresji.Ma prawo powiedzieć sobie "nie
                  lubie dzieci" i w ten sposób wypisać swój ból i żal.

                  Bo Lykaena z tego co wiem bardzo czekała na swoje dziecko i bardzo je kochała i
                  założę się, że nadal kocha stąd jej niechęć przebywania z innymi dziećmi.Musi
                  miec czas na opłakanie swego dziecka. Być moze w jej wypadku obecność wokół
                  niej dziecie teraz, nie jest wskazana.
                  • reksia do Lykaeny 07.01.07, 03:12
                    Lykaeno bardzo przepraszam jeśli uraziłam Cię powiązaniem tego watku z wątkiem
                    o odejściu Twego dziecka.Własnie Mrska wskazała mi na to jaką popełniłam gafę i
                    bardzo mi wstyd .Raz jeszcze przepraszam .Na swoje usprawiedliwienie powiem
                    tylko tyle, że przeczytałam Twoje ostatnie watki jako jeden ciąg, a nie jako
                    odrębny temat, stad to moje nietaktowne połaczenie tematów.Przepraszam.
                    • lykaena Re: do Lykaeny 07.01.07, 15:40
                      Wkurzylo mnie to,ze cala ta dyskusja to jak zwykle wymiana zdan i osobiste
                      przepychanki,a mialo byc o niegrzecznych bachorach.
                      Nie robcie zatem ze mnie meczennicy skoro ja jej z siebie nie robie.
                      To co czulam i czuje po smierci dziecka to teraz moja sprawa,a ze kiedys sie
                      podzielilam tym na forum to bylo kiedys.
                      Dzieci nie lubilam nigdy i nadal nie lubie.Watpie ,zeby jakiekolwiek wydarzenia
                      z przeszlosci bliskiej czy dalekiej mialy z tym zwiazek.
                      Dzieci mojego M byly ok gdy je widywalam raz na miesiac przez jeden dzien.
                      Teraz byly ponad tydzien i to w naszym mieszkaniu i mialam tego dosc serdecznie.
                      • phidyle Re: do Lykaeny 07.01.07, 19:01
                        Ja tez nie lubie dzieci, naprawde mnie denerwuja. Wcale nie wzruszaja mnie ani
                        nie interesuja. Nigdy nie uwazalam, ze bede dobra matka. Jednak chyba nie jestem
                        najgorsza a swoja corke uwielbiam i bardzo marze o drugim dziecku. Mysle, ze
                        bedziesz wspaniala mama a innych dzieci nie masz obowiazku ani lubic ani zabawiac.
                      • reksia Re: do Lykaeny 07.01.07, 19:48
                        To ja do tego watku wrzuciłam tą informację, za co bardzo przepraszałam Cię
                        powyżej dwukrotnie.

                        Daleka jednak byłam od robienia z Ciebie męczennicy.

                        Chciałam poszerzyć temat bo wydawało mi się,że jednak jest to ważny element w
                        całej sprawie . Na pewno są tu oprócz Ciebie, wsród czytających macoszek
                        równiez takie, które mają podobne sytuacje jak twoja i mają np problem z
                        huśtawką emocjonalną w stosunku do dzieci partnera, po utracie własnego
                        dziecka.

                        Być może warto by było, dla tych innych kobiet,poruszyć tez taki element.Mogły
                        by zapoznać się z róznymi opiniami na temat jakim mógłby być, temat dotyczący
                        stosunku do pasierbów w sytuacji gdy traci sie własne dziecko.Myślę, że to
                        bardzo ciekawy wątek tej całej sprawy.


                        Nie miało to jednak nic a nic wspólnego z próbą zakładania Ci szaty
                        cierpiętnika.

                        Ale wracając do Twojego watku.
                        Ponizej watków o tym co zrobić z niegrzecznymi dziećmi jest kilkanaście, jak
                        nie kilkadziesiąt i jest tam wiele , wiele bardzo rozsądnych porad. Jest tez
                        wiele wątków na temet niechęci żywionej do pasierbów. To takie przewałkowane
                        tematy.

                        Skoro dzieci nie lubiłaś i nie lubisz to cóż Ci powiedzieć.

                        Chyba normalnym jest, że gdy nie przepada sie za pomidorami to sie ich nie je.

                        Jeśli nie lubie dzieci partnera to mówie mu jasno "nie akceptuje twoich dzieci".

                        Partner ma wówczas prawo zdecydować, albo to akceptuje zostaje z toba i
                        kombinuje jak pogodzić Twoją niechęć do jego dzieci z własną potrzebą widywania
                        ich i uczuciami do nich .
                        Albo decyduje sie na zostawienie Ciebie, bo związek z kimś kto nie akceptuje
                        jakiejś tam jego części ( a taką nierozerwalną częścią mogą być dzieci )moze
                        byc dla wielu osób zbędny i pomyłkowy.

                        Ja osobiście odstawiałam i to bardzo szybko na daleki tor partnerów, którzy
                        lepiwszy sie do mnie nie akceptowali moich dzieci.

                        Po prostu w momencie kiedy odczuwałam ich skupienie tylko na własnej osobie
                        traciłam do nich kompletnie szacunek.Wówczas szkoda mi było tracić dla nich
                        czasu. Ale ludzie są bardzo, ale to bardzo rózni wiec pewnie i mozliwości
                        reakcji jest tyle co osób.

                        Swoją droga to trochę nieuczciwe z Twojej strony w stosunku do partnera,że
                        wcześniej wchodząc w ten związek nie poinformowałaś go, że nie lubisz dzieci, i
                        nie bedziesz akceptowała jego pociech.

                        Uczciwośc w związku to wazna sprawa.
                        • m-m-m Re: do Lykaeny 08.01.07, 08:54
                          Jeśli nie lubie dzieci partnera to mówie mu jasno "nie akceptuje twoich dzieci".


                          Dla mnie "nie lubię dzieci partnera" NIE równa się "nie akceptuję twoich dzici".
                          Akceptować można ich istnienie, ale równocześnie można nie lubić być w ich
                          towarzystwie. Akceptować, czyli przyjąć do wiadomości, że są i że przez X lat
                          ojciec tych dzieci będzie łożył na ich utrzymanie określoną kwotę oraz, że
                          czasem macocha zostanie sama, bo ojcie spotyka się z nimi. W tym czasie gdy on
                          jest z dziećmi to po pierwsze - macocha sama sobie organizuje swój czas, co nie
                          oznacza, że ona marzy o tym by też z jego dziećmi ten czas spędzać.
                          Akceptuje to oznacza współistnieje z tymi dziećmi , a nie nimi się zajmuje, czy
                          toleruje je we własnym domu np. przez tydzień czy dwa bez przerwy i to będąc z
                          nimi sama, bo szanowny tatuś na ten czas nie zamierza wziąć urlopu, tylko robi
                          sobie z partnerki darmową opiekunkę.
                      • poxywka Re: do Lykaeny 08.01.07, 08:43
                        mozna zrozumiec, ze chcialas sobie ponarzekac ze dzieci sa generalnie okropne
                        bo tak smile; ale czy faktycznie wychowanie dziecka polega glownie na tresurze
                        jedzenia nozem i widelcem, nauce zachowania wg ustalonych scisle norm oraz
                        przestrzegania granic zobaczysz jak bedziesz sama wychowywac; ja bym zwrocila
                        uwage jeszcze na jedna rzecz; dziecko to idelany tester umiejetnosci stawiania
                        granic osobie, ktora sie bardzo kocha; Ty nie umiesz postawic granic swojemu
                        NM, ktory do tej pory chyba nie otrzymal informacji, ze to co zrobil jest nie
                        do przyjecia - bo moim zdaniem w obecnej sytuacji jest; milo ze mial plan B ale
                        chyba nie zdaje sobie sprawy jak bardzo Ci to nie odpowiadalo; jestes pewna ze
                        swojemu dziecku bedziesz umiala lepiej je postawic? na pewno lepiej niz
                        krytykowana exia swoim zle wychowanym dzieciom? moze tak, moze nie...
                        w moim odczuciu im wczesniej powiesz NM, ze sytuacja w jakiej Cie postawil nie
                        moze sie powtorzyc, tym wiecej zaoszczedzisz sobie nerwow a jemu rozczarowan;
                        coz, gdybym ja mojego NM zostawila na tydzien z moim
                        dzieckiem_o_niepowtarzalnym_charakterze, zwlaszcza kiedys, wybuchnalby znacznie
                        wczesniej smile

                        pozdrawiam
                        poxywka
                        • m-m-m Re: do Lykaeny 08.01.07, 08:56
                          Ty nie umiesz postawic granic swojemu
                          NM, ktory do tej pory chyba nie otrzymal informacji, ze to co zrobil jest nie
                          do przyjecia - bo moim zdaniem w obecnej sytuacji jest; milo ze mial plan B ale
                          chyba nie zdaje sobie sprawy jak bardzo Ci to nie odpowiadalo


                          Z tym się zgadzam.
                          • mara68 Re: do Lykaeny 08.01.07, 10:38
                            Witam
                            Lykaena, nie wiem czy Twoje przeżycia są do końca takie jakie ja miałam rok
                            temu, ale myślę że mogą być zbliżone...
                            Rok temu zaszlam w ciążę (nie planowaną) w 5 mcu poroniłam a do tego zmarł mój
                            tata. Mój N. ma teraz 7,5 letnia córę (wtedy lat 6) i choć starałam się żeby
                            moje przezycia nie odbiły się na stosunku do Małej, to chyba kiepsko mi się
                            udawało (teraz to dopiero widzę) bo nabrałam dystansu. Mała nie była aniołkiem
                            jak sie poznałyśmy (2 i pół roku temu), ale jakoś radziłam sobie lepiej lub
                            gorzej z różnymi jej "wadami". Po ciązy sytuacja się skomplikowała, wszystko
                            mnie denerwowało w niej, a to że nie umie się zachować przy stole, że nie umie
                            tego, czy tamtego ... chociaż jest już "duża". Sama jej nie zwracałam uwagi (w
                            mysl zasady to nie moje dziecko), chyba że była sytuacja podbramkowa i musiałam
                            się odezwać żeby mi na głowę nie weszła. Ale moje humory cięzko było ukryć,
                            obrywało się N. Nie twierdzę że to tak do końca była sprawa hormonów, bo
                            niektóre zachowania Małej irytowały mnie już wcześniej ale nie w takim
                            natężeniu jak wówczas. Zachowanie N. też mnie irytowało, że za bardzo Małej
                            nadskakuje itp.
                            Ja miałam stany pt. chcę dziecka, a za chwilę - nie chcę dziecka, żadnych
                            dzieci i dziecko N. też niech zniknie z naszego życia...zajmę się wtedy sobą
                            (malowaniem i innymi pasjami). Minął rok od tych wydarzeń i moje podejście
                            nieco się zmieniło - wpłynęło na to kilka czynników. Stałam się bardziej
                            asertywna, porozmawiałam z N. o rzeczach które mnie irytują i których nie
                            toleruję (bez histerycznych emocji), N. też przyjrzał się swoim zachowaniom w
                            stosunku do córki i zaczął wymagać, Mała stonowała swoje wybryki i
                            paradoksalnie odkąd stawiamy jej wieksze wymagania i nie tolerujemy pewnych
                            zachowań zachowuje się dużo lepiej. Wszystko to nie nastąpiło z dnia na dzień,
                            ale kropla drąży skałę... jest dużo lepiej.Optymistyczne jest to że Twój
                            męzczyzna dostrzega że jego dzieci nie są aniołkami i zamierza je wychowywać.
                            Jeśli mogę Ci coś
                            poradzić to pomyśl jakie są Twoje odczucia, czy jesteś w stanie zaakceptować
                            obecność dzieci N. w Twoim życiu (bo one nie znikną), jeśli tak to określ swoje
                            granice i porozmawiaj o tym z N., bo jeśli będziesz zmuszana do sytuacji
                            których nie akceptujesz to będziesz coraz bardziej sfrustrowana. A facet się
                            nie domyśli że coś Ci nie odpowiada jak mu o tym nie powiesz. Rozpisałam się
                            jak psycholog amator - u mnie to poskutkowało. Życzę Ci powodzenia ... smile
    • lilith76 Re: Jego okropna corka 08.01.07, 13:57
      Nie ma mnie w weekedny w necie, więc tylko dodam i pocieszę:

      Dodam:
      Mała też długo miała fazę "baw się ze mną, rozmawiaj ze mną, rób to ze mną", gorzej ja miałam też rysować, wyklejać, lepić, a mam dwie lewe ręce i do prac plastycznych awersję straszną. Ale miałam wyrzuty sumienia spławiając ją. Teraz to się rozluźniło, dziewczynka, sama sobie ryzuje, bawi się lalkami i tylko wczoraj miałam pomóc jej w zrobieniu na konkurs szopki bożonarodzeniowej (zrobiłam pastuszka, owieczkę i pomalowałam szopkę farbką). Często miałam ochotę jej nawiać, męczyło mnie to, ale z drugiej strony, to był jednak dowód jej sympatii i uznania do mnie. Jakby miała mnie w d..., to nie chiałaby mojego towarzystwa.
      Zauważyłam, że dziewczynki częściej potrzebują kontaktu, wspólnoty, robienia czegoś razem. Mały zawsze bawił się sam, albo grał w gry.

      Pocieszę:
      Jestem po weekendzie z dzieciakami i wczoraj o 18.45 miałam już nerwy na wodzy i huczała mi głowa (one lubią biegać, krzyczeć, przewalać się, a ich ojciec jako, że był takim samym dzieckiem uważa, że to naturalne). Kiedy z ociąganiem się ubierały, miałam na końcu języka: "Stawiam drogi prezent temu, które pierwsze ubrane zbiegnie przed blok".
      Czy aby na pewno potrzebne mi własne???
      Ale po jakimś czasie tęsknię do nich. Nie zawsze biegają i krzyczą.
    • joanna9969 Re: Jego okropna corka 08.01.07, 17:55
      Mysle ze czasem dobrze jest zrobic twa kroki do tylu i przpomniec sobie ze dziecko
      jest jednak wlasnie tylko tym dzieckiem , nie jest jeszcze na tym samym poziomie
      emocjonalnym ani socjalnym jak my i jeszcze dlugo nie bedzie.

      Kazde dziecko jest inne kazdy ma inny charakter. Moja kuzynka gdy tu przyjechalam
      miala 3 lata . Bylo to naprawde najbardziej marudne i wyagajace ciaglej uwagi
      dziecko jakie ja poznalam .Dzis ma 16 lat i wyrosla na bardzo rozsadnna , dobrze
      wychowana i nad wiek dojrzala panne.

      Jesli chodzi o samodzielnosc to dziecko bedzie tak samodzielne na ile mu
      pozwolimy , moja kilkuletnia pasierbica potrafila sama wstac , ubrac sie ,
      uczesac, spakowac i wziasc sobie cos do jedzenia gdy miala spotkac sie z tata bo
      jej mama spala wtedy po nocnych baletach.
      Dzis ma 12 lat i praktycznie prowadzi caly dom z gotowaniem wlocznie bo mamusi
      sie nie chce / nie potrafi , a tak na marginesie to kto tu jest mniej
      samodzielny 12 czy 40 latka.

      Samodzielnosci mozna uczyc bardzo wczesnie powoli w zaleznosci od mozliwosci
      dziecka , moj 15 miesieczny syn sam pije sok z kubeczka z rurka i sam tez je
      niektore rzeczy (te ktorymi nie da sie zrobic zbyt duzego balaganu).

      Jesli zas chodzi o wycie , krzyczenia itp to dla dzieci w pewnym wieku jest
      zupelnie normalne . U dzieci pomiedzy 2-4 rokiem zycia ataki placzugdzy dziecko
      cos chce to normalna rzecz o ktorej mozna przeczytac w kazdej ksiazce, dzieje
      sie tak poniewaz dziecko w tym wieku nie potrafi jeszcze skontrolowac swoich
      emocji .Moj 15 miesc tez placze jak sie mu zabierze jakis jego "nielegalny"
      skarb.np pilot od telewizora . Uwierz mi ze rzuca sie wtedy na podloge i wyje .
      Jedyne co rodzic moze zrobic w tym wypadku to IGNOROWAC ,pozwolic sie dziecku
      wyplakac a potem przejsc do porzadku dziennego.

      Na zakonczenie dodam jeszcze ze podobnie jak niektore macochy tutaj ja tez
      zaluje dzis ze gdy moja pasierbica byla mala mialam do niej inne podejscie ,
      wiedzac to o dzieciach co wiem dzis napewno zachowywalam bym sie w stosunku do
      niej inaczej . Ale dzis na szczescie nasze relacje sa dobre.Acha i ja tez
      ogolnie to za obcymi dziecmi nie przepadam.




Inne wątki na temat:
Pełna wersja